Jeszcze niedawno Ys X: Nordics debiutowało na pierwszym Switchu jako świeża, pełna energii odsłona kultowej serii – pamiętam, jak mocne zrobiło na mnie wrażenie – a już doczekało się rozbudowanej wersji na Nintendo Switch 2. Ys X: Proud Nordics to klasyczny przykład japońskiego „definitywnego wydania” – z poprawioną wydajnością, dodatkowymi wątkami fabularnymi i szeregiem usprawnień, które mają zamienić dobrą grę w edycję ostateczną. I choć wiele z tych zmian faktycznie działa, trudno oprzeć się wrażeniu, że to bardziej luksusowy lifting niż prawdziwa nowa odsłona przygody.
Dalsza część tekstu pod materiałem video
Powrót Adola i Karji – chemia, która napędza historię
Sercem Ys X pozostaje duet bohaterów: rudy awanturnik Adol Christin i normańska wojowniczka Karja Balta. Zostają oni związani magiczną więzią many i wciągnięci w konflikt z tajemniczymi, quasi-nieśmiertelnymi Griegr, którzy pustoszą Zatokę Obelii. Fabuła nie próbuje na nowo definiować gatunku, ale jest zaskakująco emocjonalna – szczególnie w momentach, gdy relacja bohaterów zaczyna przechodzić z czysto pragmatycznej współpracy w coś bardziej osobistego.
Final Fantasy VII Rebirth – recenzja (PS5). Legenda powraca!
W Proud Nordics nowa wyspa Öland dodaje dodatkową warstwę do przeszłości Karji, co akurat bardzo doceniłem – to drobny, ale znaczący krok w stronę pogłębienia postaci, które wcześniej były raczej archetypami niż pełnokrwistymi bohaterami.
System walki – szybki, rytmiczny i bardzo „Ys-owy”
Gameplay to nadal czyste, kinetyczne action RPG z serii Ys, ale z ciekawą zmianą filozofii projektowej. Zamiast całej drużyny kontrolujesz tylko Adola i Karję, przełączając się między nimi lub walcząc jednocześnie w Duo Mode. System Cross Action pozwala łączyć ich ataki, ładować pasek Revenge i odpalać potężne umiejętności specjalne, co sprawia, że walka ma świetny rytm i tempo.
To właśnie ten „flow” jest największą siłą gry. Każde starcie jest krótkie, intensywne i satysfakcjonujące – dokładnie takie, jakie powinno być w serii Ys. W wersji na Switch 2 responsywność jest wyraźnie lepsza, a 120 fps w trybie wydajnościowym sprawia, że sterowanie czuć niemal jak na PC.
Przeciwnicy i bossowie – od potworów po kosmiczne monstrum z nordyckich mitów
Galeria przeciwników jest typowo japońska: od standardowych potworów morskich i demonów po groteskowe istoty rodem z mitologii nordyckiej. Głównym zagrożeniem są Griegr – tajemnicza rasa potworów, która obejmuje zarówno bestie, jak i humanoidalne istoty o własnych motywacjach i osobowościach.
Wśród bardziej zapadających w pamięć bossów pojawia się Magna Diga, gigantyczne, opancerzone monstrum pożerające wraki i wykorzystujące je jako broń, które wymusza agresywne korzystanie z mechanik many oraz wysoką mobilność postaci. Orcupete to z kolei latająca istota atakująca z powietrza i dezorientująca gracza iluzjami, przez co starcia z nią wymagają ciągłego reagowania i dobrej kontroli kamery.
Blob Jurion działa jak paraliżujący pasożyt, który dzieli się na mniejsze formy, wprowadzając chaos na polu walki i zmuszając do szybkiego priorytetyzowania celów. Z kolei Iði pełni funkcję prześladującego bohaterów „nemesis” – to kolosalny potwór z potężnymi atakami obszarowymi, którego starcia mają wyraźnie epicki, widowiskowy charakter.
Do tego dochodzą tzw. Griegr Puppets – potężne, zainfekowane istoty z wieloma paskami wytrzymałości, które działają jak mini-bossowie i wymuszają agresywne użycie zdolności Break. Walki z bossami to absolutne highlighty gry. Każdy duży potwór ma własną „gimmickową” mechanikę i widowiskowe momenty, które wyglądają jak wyjęte z anime – i to jest dokładnie ten rodzaj przesady, za który kocha się Ys.
Morze jako plac zabaw – eksploracja i bitwy morskie
Eksploracja Zatoki Obelii przypomina lekką, bardziej arcadową wersję The Legend of Zelda: The Wind Waker. Pływanie statkiem, odkrywanie wysp i bitwy morskie są integralną częścią rozgrywki, a sam statek pełni funkcję mobilnej bazy z załogą i ulepszeniami. W Proud Nordics usprawniono żeglugę dzięki prądom wiatru, które skracają czas podróży – i naprawdę czuć różnicę. To jedna z tych zmian, które nie brzmią spektakularnie, ale w praktyce poprawiają komfort gry bardziej niż nowe wątki fabularne.
Nowa zawartość – więcej wszystkiego, czasem aż za dużo
Nowa wyspa Öland, dodatkowe lochy, Koloseum, dungeon Muspelheim z roguelite’owym loopem, nowe wyścigi Gullinboard – zawartości jest mnóstwo. Problem w tym, że Ys X już wcześniej było przeładowane aktywnościami, więc część nowości sprawia wrażenie dodatków „bo wypadało je dorzucić”, a nie naturalnego rozszerzenia wizji gry. Są też drobne potknięcia, jak nowa umiejętność Mana Hold, która bywa toporna w użyciu i cierpi na problemy z kamerą. To drobiazgi, ale momentami irytujące.
Techniczny skok jakościowy na Switch 2
Oryginał na Switchu ledwo trzymał 30 fps-ów i miał rozmytą rozdzielczość, podczas gdy Proud Nordics oferuje tryb jakościowy w 60 fps-ach oraz tryb wydajnościowy celujący w 120 fps-ów. To więcej niż kosmetyka – dzięki płynności i responsywności każda walka w końcu oddaje energię, którą seria Ys zawsze miała w zamyśle. Czuć, że to wreszcie wersja, która nie idzie na kompromisy sprzętowe, tylko pozwala grze oddychać.
Styl artystyczny Ys X: Nordics pozostaje wierny temu, co Falcom robi najlepiej: wyraziste, lekko „anime’owe” projekty postaci, nasycone kolory i malarskie krajobrazy, które bardziej budują klimat niż próbują udawać fotorealizm. Na mocniejszym sprzęcie ta estetyka wreszcie naprawdę wybrzmiewa – kontury są ostrzejsze, tekstury mniej rozmyte, a światło i cienie mają większą głębię. Nordyckie wyspy, portowe miasteczka i otwarte morze wyglądają bardziej jak stylizowana ilustracja ożywiona animacją niż techniczny kompromis poprzedniej generacji.
Muzyka – falcomowy rock, który napędza każdą bitwę
Za ścieżkę dźwiękową odpowiada tradycyjnie zespół Falcom Sound Team jdk, czyli wewnętrzni kompozytorzy Nihon Falcom, wspierani przez współpracowników zewnętrznych. Wśród twórców poszczególnych utworów znajdują się m.in. Shuntaro Koguchi, Yukihiro Jindo oraz Singa, którzy od lat kształtują współczesne brzmienie serii Ys.
Brzmieniowo Ys X: Proud Nordics to kwintesencja stylu Falcoma: szybkie, gitarowe riffy, mocne partie perkusji i syntezatory, które balansują między rockiem, power metalem i elektroniczną orkiestracją. W momentach eksploracji pojawiają się spokojniejsze, folkowe motywy z nordyckim klimatem – z delikatnymi smyczkami, fletami i chóralnymi wstawkami, które budują poczucie przygody na otwartym morzu.
Soundtrack to jeden z największych motorów napędowych gry. W trakcie walki muzyka potrafi dosłownie „pchać” do przodu, sprawiając, że nawet losowe potyczki czujesz jak fragment epickiego anime. To ta charakterystyczna falcomowa energia, która sprawia, że palce same lecą po przyciskach, a grind przestaje być grindem. Jednocześnie spokojniejsze motywy morskie mają w sobie coś melancholijnego i przygodowego — idealnie wpisują się w klimat żeglugi i odkrywania nowych wysp.
Podsumowanie – definitywna wersja, ale czy potrzebna?
Ys X: Proud Nordics na Nintendo Switch 2 to bez wątpienia najlepszy sposób, by doświadczyć tej przygody. Lepsza wydajność, poprawiona eksploracja i dodatkowe scenariusze fabularne sprawiają, że to edycja kompletna, dopieszczona i bardzo przyjemna w grze. Jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że to tytuł, który mógłby równie dobrze funkcjonować jako patch i DLC do oryginału. Dla nowych graczy to pozycja obowiązkowa, dla fanów – kuszący, ale niekonieczny powrót do świata Zatoki Obelii. Jeśli kochasz serię Ys, ten syreni śpiew nadal brzmi pięknie. Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z Adolem – lepszego momentu raczej nie będzie.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.










