Age of Empires II DE: The Last Chieftains – recenzja (PC). Świeżość i retro klimat!

Gra dostępna na:
PC
PS5
XONE
XSX
Marek Wierczyński
Marek Wierczyński

To, że gatunek RTS ma już dawno za sobą okres świetności, nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że na tej giereczkowej scenie wciąż coś się dzieje. Jakiś czas temu miałem okazję recenzować Age of Empires IV, a dziś przyszła pora na dodatek do kultowej „dwójki” w wydaniu Definitive Edition, zatytułowany The Last Chieftains.

YouTube player

Dalsza część tekstu pod materiałem video

Kampania The Last Chieftains

W rzeczywistości to trzy kampanie, opowiadające o trzech cywilizacjach Ameryki Południowej. Każda z nich składa się z pięciu misji, w których poznajemy historię Lautaro z ludu Mapucze, Arariboi z plemienia Tupi oraz Pacanchique z plemienia Muisca (w ramach kampanii El Dorado). Całość osadzona jest w realiach XVI wieku i koncentruje się na historii kontynentu ogarniętego walką z Europejczykami.

Pod względem narracyjnym wszystko zostało zaprojektowane tak, by pokazać ducha walki — nie tylko pomiędzy najeźdźcami a tubylcami (czyli starcie nowego i starego świata), ale także między samymi plemionami.

Jeśli obawiacie się, że wspomniane wątki potraktowano po macoszemu, bo każda kampania liczy tylko pięć misji, to mam dla was dobrą wiadomość: nie ma się czego bać. Twórcy postawili nie na ilość, lecz na jakość. Poszczególne misje łączą się w jedną spójną kampanię fabularną, pozwalającą zrozumieć tło historyczne, zamiast być jedynie luźnym zbiorem zadań taktycznych bez ładu i składu.

Mapa kampanii Lanceros w Age of Empires II: Definitive Edition – The Last Chieftains: historyczna mapa Ameryki Południowej z zaznaczonymi misjami (Lanceros, Spęd Owiec, Ararma), postacie wodzów, progres misji i ocean Spokojny. ​

Rozgrywka, jaka jest, każdy widzi

O ile same fundamenty rozgrywki pozostają praktycznie 1:1 takie, jakie znamy z klasycznej odsłony Age of Empires II — budujemy bazę, rozwijamy ekonomię, a następnie przechodzimy do fazy wojennej, produkując armię, by zalać nią przeciwnika — o tyle pojawiają się subtelne zmiany w drzewku technologicznym, które wpływają na balans. Nowe jednostki także dodają lekki powiew świeżości.

Czy więc The Last Chieftains stara się zmienić znane i lubiane Age of Empires? Nie — raczej otula je kolejną warstwą, nie tracąc przy tym tożsamości pierwowzoru. Jednocześnie daje poczucie, że każda z trzech nacji faktycznie czymś się wyróżnia, a nie stanowi jedynie swoistego „reskina” za pełną cenę, jak to bywało w innych RTS-ach.

Czym więc te frakcje się różnią? Mapucze stawiają na dynamikę i mobilność jednostek, co ułatwia rajdy na bazę przeciwnika — choć okupione jest to mniejszą wytrzymałością wojsk. Muisca z kolei zapewniają niemal idealny balans na polu bitwy, wymagając utrzymania synergii pomiędzy linią frontu a długotrwałymi starciami. Tupi natomiast reprezentują podejście agresywne, szczególnie na wczesnym etapie rozgrywki — można ich śmiało porównać do Zergów ze StarCrafta, gdzie kluczowe jest szybkie przejęcie kontroli nad mapą i wywieranie presji od samego początku. Jak więc widać, każda z frakcji oferuje coś innego i pozwala dobrać styl gry pod własne preferencje.

Oblężenie zamku Celtów w Age of Empires II: Definitive Edition – The Last Chieftains: niebieskie mury i wieże atakowane przez czerwone trebusze i piechotę, armia na pustynnym terenie z drzewami i skałami.

Oprawa audiowizualna

Od strony wizualnej nie mam się właściwie do czego przyczepić. Zarówno jednostki, budynki, jak i przygotowane na potrzeby DLC mapy prezentują wysoki poziom, jednocześnie nie odbierając Age of Empires II jego charakterystycznego, retro klimatu. Jedynym elementem, do którego mógłbym mieć zastrzeżenia, jest UI — ten aspekt wyraźnie odstaje od reszty, choć i tak wygląda lepiej niż w Age of Empires IV.

Warstwa audio natomiast naprawdę mnie oczarowała, zwłaszcza motywy muzyczne inspirowane lokalnymi tradycjami. Widać, że twórcy włożyli w to dużo pracy — słychać dbałość o stworzenie odpowiedniej atmosfery i podkreślenie odrębności nowych cywilizacji. Efekty dźwiękowe jednostek i budynków również trzymają wysoki poziom, co zdecydowanie zaliczam na plus.

Baza Celtów pod ostrzałem w Age of Empires II: Definitive Edition – The Last Chieftains: fioletowe mury i chaty na klifie, czerwone jednostki atakujące przez zielone pola, interfejs z zaznaczonymi budynkami i minimapą.

Czy warto sięgnąć po The Last Chieftains?

Jak zawsze, odpowiedź brzmi: to zależy. Wszystko rozbija się o kwestię ceny, a warto wspomnieć, że DLC nie jest samodzielnym produktem. Jeśli więc posiadacie Age of Empires II: Definitive Edition, to — cytując klasyka — „warto, jeszcze jak!”. Sama kampania to kilkanaście godzin bardzo solidnej, strategicznej zabawy, a The Last Chieftains kosztuje 79 zł.

Jeśli jednak nie macie „podstawki”, do tej kwoty należy doliczyć 139 zł. W zamian otrzymujecie zestaw z trzema dodatkami: Dawn of the Dukes, Dynasties of India oraz Lords of the West. Łączny koszt wynosi więc 218 zł, co nie jest już małą kwotą.

Mimo to uważam, że ten klasyk — wciąż rozwijany, z bogatą listą dodatków i znakomitą regrywalnością — zdecydowanie wart jest tej ceny. Gra się nie zestarzała, a The Last Chieftains tylko potwierdza, że legenda Age of Empires II ma się całkiem dobrze.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Xbox Polska.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.

Marek Wierczyński
Pasjonat gier komputerowych od najmłodszych lat, pamiętający czasy ZX-Spectrum i C64. Wieloletni fan gier spod stajni Blizzarda. Najbardziej lubi oglądać rozgrywki esportowe Starcrafta.
Scroll to top