Blizzcon 2026 – Przyszłość Sanktuarium

Białe logo BlizzCon na ciemnoniebieskim tle.
Marek Wierczyński
Marek Wierczyński

Po spędzeniu ostatnich 48 godzin z pokazami BlizzCon (oglądając transmisje na żywo, a potem w formie VOD to, czego nie udało się złapać wcześniej, bo panele odbywały się w tym samym czasie i trzeba było wybrać priorytety) przyszedł wreszcie czas na podsumowanie. A po zapowiedzi gry Diablo V myślę, że cykl podsumowań zaczniemy właśnie od tej serii.

Diablo IV: Dziedzictwo Piekła

Nostalgia to pierwsze słowo, jakie przychodzi mi na myśl po panelu Diablo IV opowiadającym o tym, co czeka nas w nowym sezonie. Już po PTR i wiadomościach, które do mnie dochodziły, miałem poczucie, że nie będzie to najlepszy sezon. Ale… Co innego mechaniki sezonowe, które, mam wrażenie, opierają się na tym, co już znamy z pierwszego sezonu podstawki, czyli systemie Malignant Heart. A zupełnie co innego to, czego na rzeczonym PTR z premedytacją nie pokazano, i tutaj szczerze mówiąc jestem pozytywnie zaskoczony.

YouTube player

Zostań na chwilę i posłuchaj…

Do samego powrotu z zaświatów naszego starego przyjaciela z zakonu Horadrimów podchodzę bardzo sceptycznie i tutaj raczej nic się nie zmieni (bo jak wiemy, Deckard Cain został zabity przez Mahdę w Diablo III). Natomiast bardzo podoba mi się to, jak dobrze odwzorowane zostały kultowe lokacje z Diablo I, II i III w dungeonach. Będą one również posiadały mechanikę tak zwanych pinnacle bossów dostępnych tylko na poziomie Udręka 10+. Bo nie ukrywam, Uber Mephisto jako jedyny to trochę za mało, żeby szlifować postać do perfekcji, i zwyczajnie brakowało w grze tego typu encounterów. Takimi bossami oczywiście będą Prime Evils pod postacią echa, czyli klasyczny Diablo, Baal oraz Mephisto. Muszę przyznać, że zaprezentowana walka z nimi robi piorunujące wrażenie. Osobiście planuję zagrać w nadchodzącym sezonie przede wszystkim właśnie dla tej mechaniki, bo PTR wywołał u mnie coś zupełnie przeciwnego.

Zmiany w Planach wojennych

Kolejną istotną zmianą jest to, o co gracze prosili od premiery Lords of Hatred. Chodzi o sprawienie, aby zebrane plany wojenne były przypisywane bezpośrednio do konta, a nie do konkretnej postaci. Jest to ogromne ułatwienie dla tych z nas, którzy lubią grać różnymi bohaterami. Oczywiście jest to obarczone pewnymi restrykcjami, które muszą zostać spełnione:

  • Sfera Wieczności lub Sezonowa
  • Postacie zwykłe lub hardkorowe
  • Tryb zwykły lub Wyzwanie solo

Innymi słowy, aby plany wojenne działały płynnie na wszystkich postaciach, muszą one należeć do jednej z powyższych kategorii (na przykład: Sezonowa, Hardcore, Wyzwanie solo). Jeśli tak będzie, to plany wojenne będą między nimi bez problemu współdzielone. Oczywiście w przypadku wyboru postaci hardkorowych niezbędnym wymogiem do współdzielenia planów jest to, aby rzeczone postacie nadal żyły.

Nowa postać: Amazonka, o której dalej niewiele wiemy

No i przyszedł czas na Amazonkę. Tutaj mam niestety ogromny niedosyt. Poza ładnymi grafikami koncepcyjnymi oraz pokazaniem działania postaci w silniku gry, tak naprawdę niewiele się oficjalnie dowiedzieliśmy. Rzucono jedynie ogólniki, ale fragmentów rozgrywki spinających to w logiczną całość w ogóle nie zobaczyliśmy. Siłą rzeczy trudno tutaj cokolwiek więcej powiedzieć poza tym, że bohaterka pojawi się w połowie przyszłego roku. Jest to dla mnie na swój sposób małe rozczarowanie. Równie dobrze mogłoby to zostać pokazane na jakimś Campfire Chat znacznie bliżej samej premiery postaci, a wówczas mogłoby to osiągnąć faktyczny efekt zaskoczenia.

Podsumowując…

No ale dlaczego nostalgia to moje pierwsze skojarzenie? Cały proces wbijania poziomów w nowym sezonie będzie można bowiem mocno oprzeć o sentymentalne echa przeszłości. Gracz będzie mógł przeżyć to wszystko jeszcze raz, tylko oczywiście w skondensowanej formie i pięknej oprawie Diablo IV. Czy to dobrze? Ocenimy to osobiście już 15 września o godzinie 19:00. Oczywiście to nie są absolutnie wszystkie informacje o nadchodzącym sezonie, a jedynie te, które wydają mi się najistotniejsze. Jeśli natomiast chcecie się dowiedzieć wszystkiego w detalach, to tutaj znajdziecie ogromne podsumowanie twórców.

Diablo V

Skoro czwarta część została już z grubsza omówiona, to przejdźmy do moim zdaniem największej zapowiedzi tegorocznego konwentu BlizzCon, czyli zjawiskowego Diablo V. Zacznijmy zatem od zarysu fabularnego.

O czym będzie nowe Diablo

Akcja dzieje się równe sto lat po wydarzeniach z czwórki. Tutaj kryje się moje ogromne zaskoczenie, bo tym razem wyjątkowo nie wcielamy się w kolejnego bohatera mającego za zadanie uratować świat przed powracającym Panem Grozy. To już na zawsze zamknięty rozdział, gdyż nasz znajomy rogacz ostatecznie podbił świat Sanktuarium i brutalnie sprowadził na nie piekło. Zatem już sam fakt radykalnej zmiany otoczenia jest dla mnie intrygujący i mam ogromną nadzieję, że deweloperzy to dowiozą. Można by śmiało rzec, że pod tym względem będziemy żyli w swego rodzaju postapokaliptycznym wydaniu świata Sanktuarium.

W nowej grze wcielimy się osobiście w dziedzica Zachodniej Marchii, który jest w jakiś tajemniczy sposób połączony z samym władcą piekieł. Pierwsze mocne skojarzenie, jakie przychodzi mi od razu na myśl, to znany mroczny wojownik Aiden z klasycznego pierwszego Diablo. Mam jednak nieodparte wrażenie, że już ten schemat skądś doskonale znamy, a gdzieś z boku czai się wyraźny duch dawnej Lilith. Takie odważne podejście z jednej strony mocno intryguje, z drugiej zaś niestety niesie ze sobą całkiem zrozumiałe obawy. Martwię się, czy ostatecznie nie otrzymamy tu zwykłej powtórki z rozgrywki w postaci znanej już wpadki. Umówmy się szczerze, fabuła z Diablo IV: Vessel of Hatred nie zawsze miała przecież wybitne momenty.

Dodatkowo cała zabawa ma opierać się na podróży karawaną po wypalonych pustkowiach i tutaj na chwilę się zatrzymajmy. Osobiście mam cichą nadzieję, że nie będzie to w praktyce wyglądać jak jeden z zamkniętych aktów w Path of Exile 2, gdzie rzeczona karawana stawała się naszym centralnym hubem. Taki mechanizm fabularny zawsze wywołuje u mnie spory brak immersji z otaczającym światem. Dzieje się tak, ponieważ pomimo wędrówki cały czas lądujemy pozornie w tym samym miejscu. Taki pomysł jako jeden krótki akt sprawdza się nieźle, ale nie jako struktura całej gry. Choć przyznaję, że w przypadku wspomnianego Path of Exile 2 to sztuczne ograniczenie bazy również bywało dla mnie dość irytujące.

Uspokaja mnie natomiast pewien oficjalny fakt obsadowy. Stanowisko Narrative Director objęła doświadczona Jennifer Hepler. W przeszłości z sukcesami współtworzyła ona historie w tak kultowych grach jak seria Dragon Age oraz Star Wars: The Old Republic. Są to tytuły powszechnie uznawane przynajmniej za niezwykle mocne pod kątem opowiadanej tam historii. O tym, jak to wszystko ostatecznie wyjdzie w praktyce, dowiemy się dopiero wiosną 2029 roku. Oczywiście pod warunkiem, że studio po drodze nagle nie przełoży zaplanowanej daty premiery.

Itemizacja wraca do czasów z Diablo II, oby…

Na tym, co zostało oficjalnie przedstawione podczas panelu poświęconego Diablo V, widać bardzo wiele nawiązań do Diablo II pod kątem przebudowanej itemizacji. Pierwsze nowum, które rzuca się w oczy, to oczywiście głośny powrót do tak zwanego tetrisa w osobistym ekwipunku. Dla ogromnej większości wiernych fanów serii było to przecież jedną z głównych bolączek trzeciej i czwartej odsłony.

Kolejnym elementem zasługującym na uwagę jest fakt konieczności posiadania konkretnej ilości statystyk, aby móc używać danego przedmiotu. Na ten moment sami twórcy jedynie wnikliwie testują ten element, więc ostatecznie może on nawet nie trafić do finalnej wersji. Mam jednak wielką nadzieję, że ta opcja jednak zawita w grze. Jest to bowiem zawsze coś, co mocno wpływa na skomplikowany theorycrafting podczas budowania postaci i daje jej pewną głębię. No i co najważniejsze: nareszcie do gry wracają pełnoprawne zielone zestawy ekwipunku, a nie to, co ostatecznie otrzymaliśmy w Diablo IV: Lords of Hatred.

Co więcej, z nieskrywaną radością można dostrzec potężne kamienne runy. Nie są to jednak te mechaniki znane z czwórki, tylko stare i dobre rozwiązanie na modłę tych ze świetnego Diablo II: Lord of Destruction i nowszego Diablo II: Resurrected. Zatem faktycznie na ten początkowy moment można odważnie powiedzieć, że wracamy potężnie do korzeni, a przynajmniej na tym etapie produkcji. Moją uwagę zwrócił również fakt braku parametra takiego jak „item power” i „item level”. Warto jednak pamiętać, że taka statystyka w grze jest od zawsze, ponieważ to ona definiuje widełki statystyk przedmiotów. Do momentu bodajże premiery Diablo III była ona po prostu ukryta. Natomiast obok pojawia się też coś kompletnie nowego, czyli specjalne Tiery przedmiotów. Pytanie, czy jest to związane po prostu z ich bazową jakością (common, magic, rare, set, unique), czy też będzie to coś zupełnie nowego. Oby to nie był kolejny odpowiednik jawnego item levela, jaki mieliśmy nieprzyjemność oglądać w Diablo III i Diablo IV.

Cieszy mnie za to bardzo fakt, że statystyki przedstawione na udostępnionych screenach są czytelne. Nie opierają się na skomplikowanych modyfikatorach typu „[x]% obrażeń o zachodzie słońca, gdy spluniesz przez lewe ramię”, jak to nieszczęśliwie miało miejsce na początku w Diablo IV. Więcej ważnych szczegółów o tym fascynującym elemencie dowiemy się pewnie w niedalekiej przyszłości. Ma się to stać za sprawą pojawiających się transmisji z deweloperami i wpisów na oficjalnym blogu gry, a te z kolei mają ruszyć już w przyszłym roku.

Nowe klasy postaci

No i wreszcie przejdźmy do zapowiedzianych starych i nowych postaci w grze. W zasadzie na ten początkowy moment oficjalnie ujawniono zaledwie jedną nową klasę. Pamiętacie z pewnością Khasima oraz dzielną Valle? No to teraz ich archetypy, czyli Monk i Demon Hunter, wracają triumfalnie do serii. Szczerze mówiąc, nie wywołują one u mnie jednak żadnego specjalnego hype’u. Rozpatrując ten pomysł mocno po stronie rozgrywki w starszym Diablo III czy nawet w sieciowym Heroes of the Storm, to niestety nigdy nie do końca jakoś dobrze mi te klasy leżały. Natomiast cieszy mnie fakt dodawania zupełnie nowej postaci, jaką jest mroczny Plague Knight. Z opisu mam nieodparte wrażenie, że będzie to postać oparta na nakładaniu obrażeń typu damage over time. Oczywiście poza samymi archetypami na ten wczesny moment niewiele wiadomo. Firma Blizzard zapowiedziała jednak, że w Diablo V będzie zdecydowanie najwięcej grywalnych klas postaci w historii całej serii. Zasadne pytanie, jakie nasuwa mi się na myśl, to ile z tych postaci trafi do nas w dniu premiery, a ile otrzymamy wraz z kolejnymi dodatkami (bo zakładam bezpiecznie, że przynajmniej jeden taki z pewnością się pojawi).

Słowem podsumowania informacji o marce Diablo na BlizzConie

Szczerze mówiąc, chociaż podczas pokazów pojawiło się całkiem sporo informacji zarówno o czwórce, jak i zapowiedzi piątej odsłony, to pozostało we mnie takie poczucie, że czegoś mi tutaj brakowało. Oczywiście to uczucie jest zdecydowanie głębsze w przypadku Diablo IV aniżeli Diablo V, bo to drugie dopiero co zostało nam oficjalnie zaprezentowane. Ale jeśli spojrzymy przez pryzmat tego, jak marka była traktowana przez lata za czasów Diablo III i niechlubnej zapowiedzi mobilnego Diablo Immortal, to myślę, że jest znacznie lepiej. Mam ogromną nadzieję, że w kolejnych latach taki pozytywny stan rzeczy się po prostu utrzyma.

Głównym problemem tego niedosytu jest też to, że podczas zapowiedzi Warlocka do Diablo II: Resurrected firma Blizzard mocno sugerowała jeszcze kolejne zaskoczenia. I tak, zapowiedź Diablo V była ogromnym zaskoczeniem, i to jeszcze jakim. Tylko zastanawiam się, jak to wszystko wpłynie teraz na dalszy rozwój Diablo IV, gdy do pełnoprawnej kontynuacji przyjdzie nam poczekać niecałe trzy lata w najlepszym z możliwych przypadków. Twórcy zapowiadają oficjalnie, że wielkich dodatków fabularnych już nie będzie, co wydaje się jak najbardziej zrozumiałe. Otwartym pytaniem pozostaje zatem jakość zawartości sezonowej. Myślę, że w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem byłoby mądre zachowywanie najciekawszych mechanik sezonowych na stałe w grze po zakończeniu danego sezonu. Osobiście wierzę, że to co twórcy wprowadzają w sezonie 15. Dziedzictwo Piekła, będzie po prostu bardzo przyjemnym i nostalgicznym doświadczeniem.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Marek Wierczyński
Pasjonat gier komputerowych od najmłodszych lat, pamiętający czasy ZX-Spectrum i C64. Wieloletni fan gier spod stajni Blizzarda. Najbardziej lubi oglądać rozgrywki esportowe Starcrafta.
Scroll to top