Nie będę ukrywał zaskoczenia, jakim był shadow drop DLC – nie mylić z dodatkiem pokroju Lord of Destruction – czyli Reign of the Warlock. Nie jest to bowiem pełnoprawny dodatek, a raczej nowa postać z dodatkową zawartością w formie elementów QoL (Quality of Life). Warto też zaznaczyć, że obecny rok, jeśli chodzi o uniwersum Diablo, stoi pod znakiem Warlocka.
Dalsza część tekstu pod materiałem video
Overpowered z premedytacją?
To, że Warlock sam w sobie jest zbyt potężny na tle pozostałych postaci, jest faktem. Czy to efekt strategii, by sprzedać jak najwięcej kopii, czy może swoisty beta test na żywym organizmie przed startem sezonu? Z mojej perspektywy prawda – jak zwykle – leży gdzieś pośrodku. Zazwyczaj nowa postać jest celowo zbyt silna, by grało się nią przyjemnie już day one. To klasyczny zabieg mający zachęcić graczy do spróbowania nowości, szczególnie gdy postać znajduje się za paywallem.
Z drugiej strony, 13. sezon Diablo II: Resurrected startuje 20 lutego, czyli ponad tydzień po shadow dropie Warlocka. To wystarczający czas, by zebrać informacje z metadanych oraz feedbacku graczy, m.in. z social mediów i YouTube’a. Bardzo możliwe więc, że wraz z rozpoczęciem sezonu Warlock doczeka się nerfa. Chyba że Blizzard zmienił podejście i zdecyduje się pozostawić go w obecnym stanie – tak jak wciąż nie znerfił słowa runicznego „Mosaic” dla zabójczyni.
Diablo 2 Ressurrected Poradnik – Zabójczyni pod Phoenix Strike
Za prosty, by zachwycać na długo
Moim zdaniem bardziej realna jest jednak ta pierwsza opcja, bo, choć Warlockiem gra się świetnie, jest to postać, która wymaga dopracowania w kwestii balansu. Gra nią okazuje się być po prostu zbyt prosta, a gdy coś jest zbyt proste – szybko staje się nudne. Przynajmniej dla części graczy. Mam nadzieję, że wraz ze startem 13. sezonu ostatecznie otrzymamy oszlifowany diament.
Rozgrywka i pierwsze wrażenia
Jak już wcześniej wspomniałem, sama rozgrywka Warlockiem jest przyjemna – niemal każde drzewko u podstaw jest dobrze przemyślane i w pełni grywalne. Zawartości dodanej przez Reign of the Warlock nie ma jednak zbyt wiele. Owszem, pojawił się nowy pinnacle boss w postaci Uber Ancientów, choć jeszcze nie miałem okazji z nimi walczyć. Nowy Terror Zone (a właściwie możliwość, aby był to cały akt) nie jest niczym przełomowym, a raczej rozszerzeniem znanej już formuły. Dla jednych to wystarczające, dla innych zbyt mało – zwłaszcza że zawartość ta znajduje się za paywallem. Jeśli jednak sięgniemy pamięcią do czasów Diablo III i Rise of the Necromancer, kiedy to gdzie w cenie około 90–100 zł otrzymywaliśmy tylko nekromantę, a całą resztę dodano za darmo w aktualizacji. To tutaj mimo wszystko treści jest więcej.
Porównanie z wcześniejszymi DLC
Najczęstszy zarzut, który ostatnio widziałem w swoim feedzie w mediach społecznościowych, dotyczył natomiast usprawnień rdzenia gry – takich jak nowe zakładki dla run czy kamieni. W pewnym stopniu rozumiem tę krytykę, bo czy DLC naprawdę by ucierpiało, gdyby te elementy dodano za darmo wszystkim posiadaczom Diablo II: Resurrected? Raczej nie, ale wtedy cena pakietu zapewne musiałaby być odpowiednio niższa.
Kontrowersje wokół wydania na Steamie
Tu docieramy do sedna. Wraz z premierą Reign of the Warlock na Battle.necie, Diablo II: Resurrected trafiło też na Steama w wersji Infernal Edition, zawierającej grę podstawową i nowy update. To naturalnie wywołało lawinę komentarzy – jak to możliwe, że na Steamie gra kosztuje tyle samo, co wcześniej na Battle.necie, a do tego z nową zawartością? Nie oszukujmy się – kto miał już kupić „Diabełka”, ten zrobił to dawno. Promocje na D2R pojawiają się zresztą regularnie co kilka miesięcy. Poza tym cena na Steamie musi być zgodna z innymi platformami – to jeden z wymogów publikacji na tej „parowej” platformie.
Możliwe rozwiązania i motywacja studia
W tej sytuacji widzę dwa możliwe rozwiązania.Pierwsze, wydać samą postać z pinnacle bossem i nowym aktem w niższej cenie, a usprawnienia QoL, takie jak stash i kronika, udostępnić wszystkim graczom za darmo (czyli powtórka z Rise of the Necromancer w D3). Drugie, postąpić tak, jak zrobił to Blizzard, czyli wypuścić Reign of the Warlock w obecnej formie. Czyli – i tak źle, i tak niedobrze, bo nowe, ale niekoniecznie świeże.
Co dalej z Diablo II: Resurrected
Warto jednak zauważyć, że to DLC może być czymś w rodzaju „badania gruntu” – testu, czy z biznesowego punktu widzenia opłaca się dalej inwestować w Diablo II: Resurrected. Tytuł ten jest przecież buy-to-play, pozbawiony battle passów i mikrotransakcji. Jak pamiętamy, wprowadzenie Terror Zone oraz nowych słów runicznych, takich jak “Mosaic”, było ostatnią większą nowością. Potem pozostał jedynie etap „utrzymywania i restartowania” sezonów, co od dawna budziło niezadowolenie graczy. Jeśli „tabelka w Excelu” zaświeci się na zielono, to może faktycznie doczekamy się kiedyś nowego aktu… albo aktualizacji niedokończonego czwartego. Czas pokaże, o czym dowiemy się podczas BlizzConu, a tymczasem wracam do zabijania demonów w Sanktuarium.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
Udostępnienie klucza w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.




