Dragon Ball Daima – recenzja 9. odcinka. Majin Kuu

Cała postać w żółtym hełmie stoi na tle różowego, zachodzącego słońca z rozmytymi drzewami. Na obrazie znajduje się logo "Dragon Ball Daima" oraz napis "RECENZJA IX ODCINKA" w żółto-czerwonych, wyraźnych literach.
Marcin Ćwiek
Marcin Ćwiek

W kolejnym odcinku Dragon Ball Daima nasi przyjaciele postanawiają odpocząć po zwycięskiej walce z Tamagami. Zdobycie pierwszej smoczej kuli napawa ich optymizmem i nadzieją na szybkie znalezienie pozostałych artefaktów. Jednakże zło nie śpi. Złowieszcze plany Dr. Arinsu nabierają tempa. Czym będzie nowy potwór stworzony bazie energii Majin Buu? Zapraszam do analizy kolejnego odcinka. Wraz ze mną są zastąpieni Marek oraz Jakub!

Dalsza część tekstu pod materiałem video

Trzeba być ciągle czujnym

Kolejny odcinek wbrew pozorom zaczyna się dość spokojnie. Jak wspomniałem wcześniej, antagoniści postanowili znaleźć nocleg po walce ze strażnikiem smoczej kuli. Jest to moment nie tylko na zregenerowanie sił, ale także na odrobinę humoru. W tym odcinku pierwsze skrzypce gra jak zwykle Goku. Ten przez lwią część epizodu wygłupia się, co niestety doprowadza do sytuacji, w której zdradza się, iż nie jest demonem tego wymiaru. W konsekwencji grupa oprychów postanawia wykraść im kulę. Tutaj niestety możemy powiedzieć, że pojawia się ten sam problem, który mogliśmy obserwować w serii Super.

Nasz kochany Saiyanin ma tendencję do tworzenia sobie kłopotów. Z jednej strony jego powrót do dziecięcego ciała może sugerować infantylne zachowanie, jednakże pamiętać musimy, że nawet w Dragon Ball Z nie zawsze był on poważny, ale w sytuacjach wymagających skupienia i zachowania mogliśmy na niego liczyć. Na szczęście tym razem osobą, która ratuje sytuację, jest szybko reagująca Panzyj. Widzimy tutaj, że jak na dziecko potrafi sobie poradzić w trudnej sytuacji, a także przygotować się na każdą okazję.

Zbliżenie na gniewną postać przypominającą wilka o futrze w odcieniach szarości. Postać ma złowieszczy wyraz twarzy z wytrzeszczonymi oczami i odsłoniętymi kłami, jakby szykowała się do ataku. Po prawej stronie widoczna jest fragmentarycznie druga postać w białym kapturze i fioletowym stroju.

Kiedy w końcu więcej Vegety? Gdzie jest Gomaha?

Po długim czasie w końcu otrzymujemy spotkanie Goku i Vegety wraz z Piccolo,Bulmą oraz resztą ekipy. Jednakże ta chwila nie trwa długo i, cóż, musimy obejść się wymianą zdań, po której Książe Saiyan ma swoje kilka minut na odreagowanie. Nadal jest jego tutaj za mało, a cała druga załoga w zasadzie nie wprowadza nic więcej do odcinka. Niestety, wygląda na to, że na ten moment zostali oni sprowadzeni do wypełniaczy czasu, a szkoda. Co zaś się tyczy Króla Gomahy, to dowiaduje się on w końcu o zdobyciu smoczej kuli. Jego reakcja jest dość stanowcza, ale także widać, iż odczuwa on mocny niepokój w związku z zaistniałą sytuacją. Czekam na kolejny krok z jego strony i pokaz jego potęgi.

Dwie postacie stoją na tle skalistego krajobrazu o zmroku. Po lewej stronie znajduje się masywny, niebieskoskóry humanoid z białymi włosami, który odwrócony jest tyłem do kamery. Po prawej stronie smukła postać przypominająca humanoidalnego nietoperza z żółtym futrem i dużymi skrzydłami. Nietoperz trzyma w rękach kulę z gwiazdą (Dragon Ball) i mówi: "That worked out well.".

Majin Kuu i Podsumowanie

Zwieńczeniem dziewiątego odcinka jest pojawienie się nowego przeciwnika. Ten w połączeniu z nasionem Saibamana i komórek Majina Buu może być sporym zagrożeniem. Jego wątły wygląd może wywoływać uśmiech na twarzy, ale trzeba pamiętać, że w historii Dragon Ball śp. Akira Toriyama już tworzył “mniej poważne” pierwsze formy antagonistów. Podsumowując, dużo gadania, mało akcji, tak można ocenić ten odcinek. Mam za to nadzieję, że w kolejnym epizodzie Majin Kuu pokaże, na co go stać, dzięki czemu będziemy mogli ocenić, czy jest godnym przeciwnikiem dla naszych antagonistów.

Scena w futurystycznym, neonowo oświetlonym pomieszczeniu. Po lewej stronie stoi młoda wersja Vegety z charakterystyczną fryzurą, wyglądający na skupionego. Po prawej stronie, za nim, znajduje się wściekła postać z różowym irokezem, o zielonej skórze i wyostrzonych uszach, wykrzywiona w złości.

Marek

Po premierze ostatniego odcinka mam w sobie dwa walczące wilki, odpowiadające moim odczuciom związanym z serialem. Pierwszy z nich jest zadowolony, że w końcu każdy odcinek jest dynamiczny it utrzymane odpowiednie tempo, gdyż elementy mające na celu opisanie znanego nam już trzeciego świata demonów stanowią jedynie tło dla samego serialu. Drugim z nich jest ten, który zaczyna zastanawiać się nad sensem angażowania Vegety i Piccolo w tej serii. Ponieważ na 9 odcinków stanowią oni jedynie niewiele znaczące tło. Można ich opisać w ten sposób, że wiecznie gonią “króliczka, czyli Goku. Podobne założenie było w Dragon Ball Z, gdy Goku wyruszył na Namek za Gohanem, Krillanem oraz Bulmą i mam nadzieję, że Vegeta „dogoni króliczka”, aby pokazać nam swoją formę, ponieważ na chwilę obecną niewiele wiemy, jeśli chodzi o jego dostosowanie się do nowych realiów, a w przypadku Goku, było nam to przedstawiane w każdym odcinku. A pamiętajmy, że w podróży na Namek, Goku cały czas ćwiczył. Tutaj tego treningu po stronie księcia Saiyan nie widać. Choć jakiś tam potencjał jego możliwości jest nam insynuowany, to mam wrażenie, że jest tego zbyt mało. Niemniej, podobnie jak w przypadku poprzedniego odcinka, moje wewnętrzne dziecko bawiło się świetnie, przeżywając przygody wojowników Z.

Postać o czarnych włosach i czerwonym stroju jest zaskoczona i zdenerwowana. Widać duże, wybałuszone oczy, krople potu na twarzy i szeroko otwarte usta. W tle widać fioletową powierzchnię. Tekst na dole ekranu brzmi: "What?! B-But we turned them into children!"

Jakub

Po świetnym odcinku ósmym przyszła kolej na dziewiąty i znowu niestety zacznie się moje narzekanie. Daima to dla mnie parabola, prezentująca na przemian odcinki świetne i takie, które wydają się zapychaczami, aby tylko dobić do tych 20 zapowiadanych odcinków. Szczególnie kłuje to tutaj, gdzie mamy całą akcję z kradzieżą smoczej kuli. Od takiego Goku raczej nie spodziewałbym się rozwagi, ale jest tam jeszcze Glorio i serio nikt nie pomyślał, aby jakoś lepiej schować smoczą kulę, żeby zwykli generyczni bandyci nie byli w stanie im jej ukraść. Tym bardziej że cała akcja zajęła dokładnie siedem minut. Wiem, bo policzyłem. Jest to więc sytuacja, która nic nie wnosi do historii naszych bohaterów. To samo wątek Vegety i Piccolo. Dobrze, że w końcu mogliśmy zobaczyć ich w akcji, ale tak naprawdę nic z tego nie wynikło. Na szczęście pod koniec zaczynają już dziać się dużo ciekawsze rzeczy. No i dowiedzieliśmy się nieco o tym, jak faktycznie został stworzony Majin Buu.

Zbliżenie na postać w żółtym hełmie, przypominającą wojownika. Ma skupiony, zdeterminowany wyraz twarzy, widać intensywnie spoglądające oczy. Tło jest rozmyte, z ciepłymi odcieniami różu i czerwieni.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse. Jesteśmy też dostępni w Google News!


Kup doładowanie Netflix

Reklama produktu w Ceneo.pl



Marcin Ćwiek
Imperator krainy jeży, pasjonat ciężkiej muzyki, gracz i obieżyświat. Cześć! Mam na imię Marcin i uwielbiam grać oraz gotować, podróżować, aktywnie spędzać czas z moją kochaną rodzinką. Za dnia jestem ojcem oraz menadżerem hostelu w centrum Gdańska, w nocy zaś zakładam kocyk i ratuję wirtualne światy 😄 Gram na wszystkim i nie lubię wojen konsolowych!
Scroll to top