Hell Clock – wrażenia z wczesnego dostępu. Syndrom jeszcze jednej próby wokół piekielnego zegarka

Gra dostępna na:
PC
Komiksowa ilustracja przedstawia rewolwerowca na tle olbrzymiego, świecącego zegara z rzymskimi cyframi. Nad nim unosi się demoniczny, szkieletowy wojownik w hełmie i wyciągniętą szponiastą ręką. Wokół płonącego zegara stoi tłum potworów oraz postać trzymająca pistolet.
Marek Wierczyński
Marek Wierczyński

Podchodząc do Hell Clock, wiedziałem tylko tyle, ile zobaczyłem na materiale Arkadikussa z jego pierwszych wrażeń, i od razu miałem poczucie, że to coś dla mnie. Jest to tytuł, który ostatnio idealnie trafił w moje ciągle poszukujące czegoś nowego w giereczkowie „ja”.

Dalsza część tekstu pod materiałem video

Fikcyjna historia brazylijskiej osady Canudos

Fabuła Hell Clock osadzona jest w realiach XIX-wiecznej Brazylii i nawiązuje do prawdziwego, niezwykle tragicznego wydarzenia – masakry w Canudos. Twórcy nie cofają się przed ukazaniem tego brutalnego rozdziału historii, w którym tysiące ludzi szukało schronienia przed prześladowaniami, a ich opór wobec rodzącej się Republiki został stłumiony z bezwzględną siłą. Ponad 25 000 mężczyzn, kobiet i dzieci straciło życie, a gracz od pierwszych chwil czuje ciężar tej opowieści.

W centrum narracji stoi postać Pajeú – wojownika, który uwolnił się z niewoli i teraz zmaga się z nowym, znacznie groźniejszym wyzwaniem. Jego celem nie jest zwykła zemsta, lecz duchowa misja: ocalenie swojego mentora, znanego jako Nauczyciel – przywódcy i przewodnika w czasach Canudos. To on, będący symbolem siły i jedności wspólnoty, został opanowany przez złowrogie moce, które zawładnęły jego umysłem i uwięziły duszę.

Screen z lochu, gdzie bohater otoczony jest przez złote monety i świecące artefakty. Widać mapę, pasek umiejętności oraz statystyki postaci w stylu hack’n’slash. Na ekranie pojawia się komunikat tekstowy o wysłuchanych modlitwach.

Każde „zejście w głębiny” to nie tylko kolejny etap rozgrywki, lecz symboliczna podróż przez złamany czas i wspomnienia. Twórcy bawią się konwencją – historia zaciera granice między rzeczywistością a koszmarem, a rozgrywka podkreśla rosnącą potęgę bohatera. Pajeú rozwija swoje nadnaturalne zdolności, co pozwala mu stawić czoła coraz potężniejszym manifestacjom mroku i odkrywać kolejne warstwy tej tragicznej opowieści.

To, co najbardziej imponuje w fabule Hell Clock, to połączenie chłodnej historycznej prawdy z elementami mistycznej grozy. Twórcy nie przedstawiają jedynie walki z demonami – ich narracja stanowi metaforę cierpienia i traumy, które zrodziły się w ogniu prawdziwej masakry. Dzięki temu historia Pajeú i Nauczyciela jest nie tylko intrygującym tłem, lecz sercem całej gry, nadając jej ciężar, emocje i unikalny charakter.

Scena walki z licznymi przeciwnikami, rozświetlona błękitnymi piorunami i kolorowymi oznaczeniami zadawanych obrażeń. Na dole znajduje się pasek umiejętności oraz statystyki postaci. Centralny komunikat informuje o sukcesie w modlitwie.

Syndrom jeszcze jednej mapy

Rozgrywka w Hell Clock od pierwszych minut stawia na tempo i napięcie. Walka z nieumarłymi oprawcami wymaga nie tylko refleksu, lecz również odwagi do podejmowania ryzyka – szczególnie gdy decydujemy się zejść głębiej, by zdobyć potężniejsze łupy. Każda sekunda ma znaczenie, bo im dalej docieramy, tym większe czekają na nas wyzwania i coraz bardziej wypaczone koszmary przeszłości. W ten sposób gra buduje atmosferę nieustannego wyścigu, w którym balansujemy między nagrodą a śmiertelnym ryzykiem.

Jednym z kluczowych elementów zabawy jest system artefaktów. Starożytne pamiątki, przesycone mocą oporu Canudos, pozwalają tworzyć unikalne konfiguracje zdolności. To oznacza, że każda kolejna próba zejścia w piekielne odmęty może wyglądać inaczej – wszystko zależy od tego, jakie przedmioty uda nam się zdobyć i jak złożymy z nich śmiercionośny zestaw. System ten daje satysfakcję eksperymentowania, a jednocześnie podkreśla temat przewodni gry: bunt i siłę wspólnoty jako broń przeciw mroku.

Ekran podsumowania po przegranej pokazuje zdobyte artefakty w formie kart oraz status doświadczenia postaci. Niżej znajduje się informacja o braku nowego sprzętu. Całość utrzymana jest w ciemnej stylistyce z dekoracyjną ramką.

Hell Clock nie oszczędza gracza, jeśli chodzi o dynamikę starć. Arsenał umiejętności wyróżnia się różnorodnością – od błyskawicznych ciosów nożem, przez dewastujące ataki przy pomocy Wielkiego Dzwonu Canudos, aż po klasyczne bronie osobiste, które gwarantują szybkie eliminacje. Wszystko to łączy się w system walki brutalny, ale elastyczny: możemy grać ofensywnie, przebijając się przez hordy wrogów, lub bardziej taktycznie, dobierając ataki do sytuacji. To sprawia, że walka nie nuży i pozwala wypracować własny styl.

Najbardziej intrygującym elementem Hell Clock jest sposób, w jaki gra splata historię z mechaniką. Każde zejście jest metaforyczną próbą naprawienia dawnych krzywd i konfrontacją z duchami przeszłości, teraźniejszości, a nawet alternatywnych przyszłości Brazylii. Fabułę zwieńcza trzyaktowa kampania, po której czeka endgame w postaci systemu „Końcowego Wniebowstąpienia”. Do tego dochodzą tryby dodatkowe – możliwość wyboru spokojniejszej, narracyjnej ścieżki w trybie Relaksu albo maksymalnie wymagającej w trybie Hardcore. To bogactwo opcji sprawia, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, a regrywalność zdecydowanie należy do największych zalet produkcji.

Oprawa audiowizualna w Hell Clock

Jeśli chodzi o oprawę audiowizualną, to w Hell Clock twórcy postawili na minimalizm oraz cel shading. O ile w przypadku minimalizmu można uznać to obiektywnie za plus, ponieważ zyskuje na tym przejrzystość rozgrywki, o tyle odbiór cel shadingu zależy już od subiektywnych preferencji graczy. Osobiście bardzo przypadła mi do gustu taka stylistyka, choć nie do każdego rodzaju rozgrywki moim zdaniem pasuje. Jedyny problem, jaki w tym aspekcie mam dotyczy przede wszystkim czasów ładowania pomiędzy dungeonem, a miastem. Ponieważ potrafi on trwać czasem nawet kilkanaście sekund.

Natomiast oprawa audio to prawdziwe mistrzostwo. Soundtrack stworzony na potrzeby Hell Clocka moim zdaniem dorównuje takim tytułom jak Diablo czy Baldur’s Gate III. Nawet teraz, pisząc ten tekst, mam muzykę z gry w tle. O tym, jak brzmi, możecie przekonać się sami na kanale twórcy:

YouTube player

Czy warto zainteresować się piekielnym zegarem?

Jeśli lubicie gatunki takie jak roguelike czy hack and slash, myślę, że tytuł ten powinien przypaść Wam do gustu. To połączenie tych dwóch gatunków, a także wiele innych odniesień do popularnych serii, takich jak Hades czy Vampire Survivors. W szczególności jeśli chodzi o ten drugi tytuł miałem poczucie pogoni za marchewką w postaci ulepszania bohatera, co dodatkowo wiąże się z systemem wyboru jednego z kilku atrybutów co poziom.

Ekran wyboru poziomu świata przedstawia trzy stopnie trudności: Normalny, Otchłań i Zapomnienie. Po prawej stronie widnieje opis oraz statystyki dla poziomu „Zapomnienie”. Na dole są przyciski akcji: anuluj i potwierdź.

Jeśli jednak nie jesteś fanem tego typu rozgrywki, ale masz ochotę poszerzyć swoje growe horyzonty, również polecam ten tytuł – choć nie w obecnej chwili. Mam tutaj duży zarzut do twórców – gra znajduje się obecnie w fazie bety lub wczesnego dostępu, a o tym nie informują w karcie na Steamie. Dopiero po ukończeniu kampanii fabularnej i dotarciu do planszy z endgame/endlessem pojawia się monit o tym fakcie. Co więcej, występuje niedoróbka w polskiej lokalizacji – brakuje zaimplementowanej czcionki dla polskich znaków, które zostają zastąpione przez liczby i kwadraty. Dlatego wstrzymałbym się z zakupem do czasu ukończenia gry. Warto jednak zaznaczyć, że twórcy cały czas rozwijają ten tytuł, a sama gra została wyceniona – moim zdaniem uczciwie – na 75 złotych. Nawet teraz spędziłem przy niej około 20 godzin.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.



Marek Wierczyński
Pasjonat gier komputerowych od najmłodszych lat, pamiętający czasy ZX-Spectrum i C64. Wieloletni fan gier spod stajni Blizzarda. Najbardziej lubi oglądać rozgrywki esportowe Starcrafta.
Scroll to top