Hot Wheels Let’s Race: Ultimate Speed – recenzja (PS5). Produkt powstały z kalkulacji, a nie z pasji

Gra dostępna na:
NS
PC
PS5
XSX
Logo i grafika promująca „Hot Wheels Let’s Race: Ultimate Speed” z wyścigowymi autami i kolorowym torem.
Marcin Ćwiek
Marcin Ćwiek

Marka Hot Wheels od lat jest symbolem dziecięcej wyobraźni, torów z pętlami i samochodzików, które potrafią rozbudzić pasję do motoryzacji. Nic więc dziwnego, że kolejna próba przeniesienia jej na ekrany przyciągnęła moją uwagę. Hot Wheels Let’s Race: Ultimate Speed, powiązane z serialem Netfliksa, miało być tytułem pełnym energii i prędkości. Niestety, to raczej przykład, jak nie wykorzystywać popularnej licencji.

Dalsza część tekstu pod materiałem video

Model jazdy bez przyczepności

Już od pierwszego wyścigu czuć, że model jazdy w Hot Wheels Let’s Race: Ultimate Speed został zaprojektowany bez odpowiedniego wyczucia. Samochody zachowują się jak ślizgające się zabawki, które nie mają kontaktu z torem. Zakręty wymagają ogromnej cierpliwości, a każda próba driftu kończy się utratą kontroli. Zamiast poczuć satysfakcję z prowadzenia auta, gracz walczy z fizyką przypominającą jazdę mydłem po wannie. Problem nie znika wraz z kolejnymi trasami – im dłużej się gra, tym bardziej oczywiste staje się, że podstawowe mechaniki zawodzą.
Pojazdy reagują z opóźnieniem, nie czują prędkości, a sztuczna inteligencja przeciwników jest przewidywalna i frustrująca. W dodatku system tzw. rubberbandingu sprawia, że rywale zawsze doganiają gracza w ostatniej chwili, co odbiera jakąkolwiek satysfakcję z wygranej.

Złoty samochód wyścigowy pędzący po futurystycznym torze z niebieskimi efektami energii.

Grafika i muzyka, która zatrzymała się w czasie

Pod względem wizualnym tytuł również nie imponuje. Grafika w Hot Wheels Let’s Race: Ultimate Speed jest przestarzała i pozbawiona charakteru. Modele pojazdów są uproszczone, a tła wyglądają jak z wczesnej ery PlayStation 3. Efekty specjalne nie budują napięcia, lecz podkreślają niski budżet produkcji. Kolorowe pętle i rampy mogą na chwilę przyciągnąć wzrok, ale szybko widać, że to tylko powierzchowny blask. Brakuje tu detalu i polotu, które mogłyby sprawić, że świat gry stanie się naprawdę atrakcyjny.

Nie lepiej wypada oprawa dźwiękowa. Muzyka i efekty w grze Hot Wheels Let’s Race brzmią jak generowane z darmowej biblioteki sampli. Motywy muzyczne są powtarzalne, a dźwięki uderzeń czy przyspieszeń pozbawione głębi. Dzieci być może przez chwilę to zignorują, ale nawet najmłodsi szybko poczują znużenie. Zamiast ekscytacji pojawi się monotonia, która w grze o tak dynamicznej marce nie powinna mieć miejsca. Oprawa audio nie potrafi oddać wrażeń z prędkości, przez co całość traci dynamikę.

Samochód pędzi po pomarańczowym torze w grze „Hot Wheels Let’s Race: Ultimate Speed”.

Netflix i Hot Wheels – niewykorzystana szansa

Największym rozczarowaniem jest jednak wykorzystanie licencji Hot Wheels i serialu Netflixa. Marka, która ma ogromny potencjał kreatywny, została tu sprowadzona do roli ozdobnika. Znajome auta i postacie nie wnoszą nic do samej rozgrywki. Brakuje fabularnego tła, scenek z humorem czy jakiegokolwiek pomysłu, który łączyłby serial z grą. To czysty przykład skoku na kasę – projekt, który powstał nie z pasji, lecz z kalkulacji. Zamiast rozwijać świat marki, produkcja wykorzystuje jego popularność w najbardziej powierzchowny sposób.

Samochód walczy z ogromnym robotem T-Rexem w grze „Hot Wheels Let’s Race: Ultimate Speed”.

Zawartość tytułu również pozostawia wiele do życzenia. Kampania jest krótka, liniowa i mało angażująca. Po kilku godzinach nie ma tu już nic do odkrycia. Dostępne tryby – proste wyścigi, próby czasowe i lokalny multiplayer – nie wystarczą, by utrzymać uwagę na dłużej. Co gorsza, brak trybu online sprawia, że gra traci sens rywalizacji. Nawet dzieci, które zazwyczaj cieszą się z prostych gier, mogą się tu po prostu wynudzić. Po kilku wyścigach pojawia się znużenie i wrażenie, że wszystko już się widziało.

Samochody ścigają się po pomarańczowym torze w futurystycznym mieście w grze „Hot Wheels Let’s Race: Ultimate Speed”.

Walka z bossami i pewne plusy produkcji

Jednym z elementów, które miały urozmaicić zabawę, są walki z bossami. Niestety, trudno o bardziej rozczarowujące starcia. Każda potyczka sprowadza się do kilku okrążeń wokół toru i uniknięcia przeszkód, które niczym się od siebie nie różnią. Brakuje tu jakiegokolwiek napięcia czy pomysłowości. Bossowie nie stanowią realnego wyzwania, a ich pokonanie nie daje satysfakcji. To dodatek, który istnieje tylko po to, by w materiałach promocyjnych można było napisać, że „w grze są tacy przeciwnicy”. W praktyce nie wnoszą nic do rozgrywki.

Niebieski samochód przyspiesza po pomarańczowym torze w grze „Hot Wheels Let’s Race: Ultimate Speed”.

Pewnym światełkiem w tunelu jest edytor torów, który pozwala tworzyć własne trasy. Można budować pętle, skoki i przeszkody, co na chwilę daje wrażenie kreatywności. Niestety, funkcja jest ograniczona – nie można udostępniać torów innym graczom, przez co cała zabawa kończy się szybko. Potencjał był, ale wykonanie znów rozczarowuje. Brak możliwości dzielenia się efektami swojej pracy sprawia, że nawet ten tryb traci sens po kilku godzinach.

Ekran wyboru pojazdu Tricera-Truck w grze „Hot Wheels Let’s Race: Ultimate Speed”.

Porównanie z Hot Wheels Unleashed

Warto porównać ten tytuł z wydanym wcześniej Hot Wheels Unleashed, które pokazało, jak można połączyć styl marki z prawdziwą frajdą z jazdy. Tam czuć było prędkość, fizykę, a każdy samochodzik prowadził się nieco inaczej. Tutaj tego nie ma – Let’s Race wydaje się jedynie cieniem tamtej produkcji. Różnica jakościowa jest ogromna, a wrażenie jazdy – zupełnie nieporównywalne. Unleashed potrafiło dać satysfakcję zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Ultimate Speed nie daje jej nikomu.

Samochód z płonącymi kołami jedzie po pomarańczowym torze w grze „Hot Wheels Let’s Race: Ultimate Speed”.

Podsumowanie

GameMill Entertainment to wydawca, który w swojej historii wielokrotnie pokazał, że liczy się przede wszystkim szybki zarobek na popularnych markach. Tytuły takie jak Skull Island: Rise of Kong czy The Walking Dead: Destinies zebrały krytykę za niedopracowaną mechanikę, błędy i wrażenie pośpiechu produkcyjnego. W praktyce studio to częściej stawia na gotowe logo niż na solidną rozgrywkę, co idealnie wpisuje się w schemat omawianej gry. Bo niestety, Hot Wheels Let’s Race: Ultimate Speed to kolorowa, ale pusta gra wyścigowa. Zawodzi w każdym elemencie, który powinien napędzać emocje – od modelu jazdy, przez grafikę, po muzykę i wykorzystanie licencji. Zamiast pasji do ścigania otrzymujemy produkt stworzony z myślą o szybkim zarobku. Dla najmłodszych może to być krótka ciekawostka, ale nawet dzieci poczują, że coś tu nie gra.

YouTube player

Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.

Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie GameMill Entertainment.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.
Kup Hot Wheels Let’s Race: Ultimate Speed (PS5)

Reklama produktu w Ceneo.pl


Marcin Ćwiek
Imperator krainy jeży, pasjonat ciężkiej muzyki, gracz i obieżyświat. Cześć! Mam na imię Marcin i uwielbiam grać oraz gotować, podróżować, aktywnie spędzać czas z moją kochaną rodzinką. Za dnia jestem ojcem oraz menadżerem hostelu w centrum Gdańska, w nocy zaś zakładam kocyk i ratuję wirtualne światy 😄 Gram na wszystkim i nie lubię wojen konsolowych!
Scroll to top