Do objętego kwarantanną miasteczka przybywa trzyosobowy oddział żołnierzy NATO. Gdy tylko stawiają pierwsze kroki na obcym terenie, zostają zaatakowani przez zmutowane istoty, które błądzą po ulicach w poszukiwaniu ofiar. Pozbawieni wsparcia i wyposażenia wojacy zostają zmuszeni do nierównej walki o przetrwanie. Wykorzystując wszystko, co mają pod ręką, próbują wykonać powierzone im zadanie: znaleźć i zabezpieczyć tajne laboratorium badawcze, z którego najprawdopodobniej wydostały się wspomniane monstra. Brzmi jak fabuła kolejnej części Resident Evil, prawda? A uwierzylibyście, gdybym powiedział wam, że to fabuła polskiej gry wideo, która ma na karku już ponad 25 lat?
Nietypowy Survival Horror
Gorky 17 to gra wydana we wrześniu 1999 roku przez TopWare Interactive, a w całości stworzona przez Metropolis Software – studio założone przez Adriana Chmielarza. Tytuł jest nietypowym połączeniem kilku gatunków, które wspólnie składają się na ciekawe podejście do tematyki survival horroru. Nie mamy tu bowiem typowego dla tego rodzaju gier ukazania akcji z perspektywy pierwszo- lub trzecioosobowej ani statycznych kamer, znanych ze starszych odsłon Resident Evil. Gorky 17 postawiło na coś zgoła odmiennego: rzut izometryczny i poruszanie się po prerenderowanych tłach.

W grze kierujemy oddziałem składającym się z trzech żołnierzy i choć grupa z czasem rozrasta się nawet do pięciu członków, główny trzon ekipy pozostaje niezmienny. Są to: dowódca Cole Sullivan oraz jego dwóch podwładnych – Francuz Thiery Trantigne i polski żołnierz Jarek Owicz. Każdy z nich ma inną osobowość, co często przekłada się na liczne utarczki słowne i konflikty wewnątrz grupy. Szczególnie da się to odczuć podczas starć, kiedy bohaterowie walczą o życie.
Strategiczne starcia
No dobrze, ale jak się w to gra? Otóż rozgrywka w Gorky 17 przypomina miks rozwiązań znanych z różnych gatunków gier. Walka odbywa się na podobnych zasadach jak w Jagged Alliance 2 czy X-COM, w których mały oddział żołnierzy ściera się z większymi siłami wroga. Pojedynki prowadzone są na przygotowanych wcześniej planszach, a każde starcie zostało w pełni oskryptowane pod kątem liczby przeciwników, kolejności ich pojawiania się czy pozycji startowych. Nie ma więc tutaj miejsca na losowość. Podczas walk wykorzystujemy zarówno broń palną – karabiny czy pistolety – jak i improwizowaną w postaci siekier, kijów baseballowych lub noży. Każde użycie danego rodzaju oręża sprawia, że bohater nie tylko zdobywa doświadczenie bojowe, ale również rozwija umiejętność posługiwania się konkretnym sprzętem. W dużym skrócie: jeśli żołnierz będzie często korzystał z miotacza ognia, z czasem zacznie zadawać nim większe obrażenia.

Jest to o tyle ważne, że na starcie gry wszyscy trzej bohaterowie nie różnią się od siebie niczym poza osobowością. Są tak samo przeszkoleni. Z tego powodu każdego z nich można rozwijać według własnych preferencji. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, by jeden z żołnierzy specjalizował się w obsłudze karabinów, a drugi pistoletów maszynowych. Co jakiś czas nasi wojacy wskakują na wyższe poziomy doświadczenia. Każdy awans to 5 punktów, które możemy rozdzielić między konkretne atrybuty, takie jak celność, punkty życia czy opanowanie.
Eksploracja i rozwiązania rodem z klasycznych horrorów
Poza walką będziemy zwiedzać puste i spustoszone ulice Lubina. Pamiętam, jak przerażony byłem, kiedy pierwszy raz błądziłem po tych miejscach, nie wiedząc właściwie, czego się spodziewać. Uczuciu niepewności towarzyszył wtedy soundtrack, który swoimi nutami wwiercał się wprost do mojego umysłu. Sama eksploracja opiera się głównie na odnalezieniu i użyciu odpowiedniego przedmiotu we wskazanym miejscu bądź odgadnięciu kombinacji do sejfu. Nie są to skomplikowane rzeczy, ale stanowią miłą odskocznię od ciągłych walk, na które trafiamy w konkretnych punktach mapy.

Gorky 17 kładzie też spory nacisk na kombinowanie – amunicji oraz środków leczących nie ma tu zbyt wiele, dlatego nieustannie jesteśmy zmuszani do świadomego zarządzania ekwipunkiem. Poziom trudności zależy od naszej znajomości mechanik oraz wrodzonej ostrożności. Gracze zaznajomieni z takimi tytułami jak Resident Evil szybko odkryją różne sposoby na radzenie sobie z napotkanymi stworami, dzięki czemu zaoszczędzą masę amunicji i gadżetów.
Potwory i maszkary
Gorky 17 potrafi przytłoczyć różnorodnością przeciwników, których wygląd często balansuje na pograniczu obrzydzenia, kiczu i groteski, a pierwsze starcia z nowo napotkanymi bestiami potrafią wzbudzić autentyczny niepokój. Każda z nich posiada zestaw unikalnych ataków, umiejętności oraz odporności, o których przekonujemy się dopiero podczas walki i testowania różnych rodzajów obrażeń. Przykładowo: jeśli potraktujemy wroga paralizatorem, może okazać się, że jest odporny na ogłuszenie. W takim przypadku gra pozostawia odpowiedni symbol przy nazwie oponenta, dzięki czemu przy kolejnych starciach gracz wie już, z czym ma do czynienia.

Zmutowane istoty nie grzeszą jednak inteligencją, a ich zachowanie podczas walki pozostawia sporo do życzenia. Stwory uwielbiają atakować na oślep i napierać w kierunku Sullivana i ekipy, dlatego wiele z nich można zlikwidować, zanim zdążą dotrzeć do bohaterów. Ich ataki nie skupiają się też na jednym, osłabionym przeciwniku, co można zaliczyć na plus, bowiem śmierć któregokolwiek z naszych herosów natychmiast kończy grę. W Gorky 17 nie brakuje również bossów, a wielu z nich stanowi wyzwanie do momentu, aż poznamy ich słabe strony. Każde starcie z przeciwnikiem specjalnym poprzedzone jest przerywnikiem filmowym. Kiedyś te animacje robiły wrażenie, dziś niestety trącą myszką.
Gorky 17 jest dla mnie grą ponadczasową
Gorky 17 jest jedną z tych produkcji, do których uwielbiam wracać i za każdym razem odkrywam w niej coś nowego. Najprawdopodobniej dlatego, że z wiekiem perspektywa i sposób rozumienia pewnych spraw zwyczajnie się zmieniają. Inaczej odbieram niegdyś „kozackie i śmieszne” odzywki Owicza, odmiennie spoglądam na rolę dowódcy grupy i inaczej interpretuję niektóre wydarzenia. Niegdyś to, co było białe, pozostawało białe, a potwory były jedynie przeciwnikami do pokonania. Teraz patrzę na nie jak na ofiary tragicznego eksperymentu.

Po latach doświadczeń dociera do mnie, jak bardzo tytuł ten przepełniony jest szarością życia codziennego. Moralną niejednoznacznością, która najmocniej wybrzmiewa w szokującym finale historii, do którego po dziś dzień wracam pamięcią. Gorky 17 – mimo technicznych niedociągnięć – ujmuje mnie postaciami, gameplayem, atmosferą i ciekawą linią fabularną. Od zawsze podobał mi się również pomysł umiejscowienia akcji gry w Polsce. Dla mnie, jako młodego chłopaka, był to zabieg stanowiący realny punkt odniesienia do środowiska i miejsc, z których pochodzę, co nadawało wszystkiemu poczucie realizmu i wiarygodności. Nawet jeśli miejsca posiadały angielskie szyldy albo momentami wcale nie przypominały budynków za oknem.
Czy warto zagrać w relikt przeszłości?
Trudno uwierzyć, że od premiery Gorky 17 minęło już 27 lat. To szmat czasu, w którym wiele zmieniło się nie tylko w polskim, ale i zagranicznym gamedevie. Ogrywając tytuł około miesiąca temu, byłem jednak zaskoczony, jak bardzo główny trzon rozgrywki pozostaje niezmienny i wciąż aktualny. Owszem, niektóre rozwiązania – jak zarządzanie ekwipunkiem czy leczenie bohaterów – mogą budzić dyskusje, lecz na dobrą sprawę na każdy taki argument zawsze znalazłoby się jakieś „ale”.

Nie odpowiedziałem jednak na najważniejsze pytanie. Czy warto zagrać w Gorky 17 po tylu latach? Moim zdaniem – tak. Głównie dlatego, że mimo upływu czasu wciąż nie znalazłem gry w podobnym stylu, która oddałaby te same emocje i z powodzeniem wypełniła lukę po tym tytule. Graficznie prerenderowane tła nie zestarzały się tak bardzo, jak można byłoby się spodziewać, a jedynym elementem, do którego naprawdę można się dziś przyczepić, są modele postaci.
Dlatego jeśli nie straszne wam stare kawałki kodu, które same w sobie przeszły do historii polskiego gamedevu, to naprawdę nie wiem, nad czym się jeszcze zastanawiacie. A jeżeli jakimś cudem czyta to Adrian Chmielarz – chciałem po prostu podziękować za stworzenie jednej z gier, które ukształtowały mnie jako gracza. Gorky 17 wywarło większy wpływ na mój umysł niż wiele innych tytułów, w które wtedy grałem. Każdy z nas ma gry, które z jakiegoś powodu zawsze będą dla niego ważne. Ta jest jedną z nich.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
