Pamiętniki Mordbota – recenzja powieści. Humor, akcja i egzystencjalny kryzys w kosmosie

Trzy książki z serii „Pamiętniki Mordbota” Marthy Wells leżące wachlarzem na drewnianym stole, prezentujące pełne frontowe okładki w czerwonym, niebieskim i zielonym kolorze.​
Kamil Podryban
Kamil Podryban

Kilka ładnych lat zajęło mi, zanim po rekomendacji przyjaciela w końcu sięgnąłem po Pamiętniki Mordbota. Jak to zwykle bywa, kiedy coś odwlekam, teraz pluję sobie w brodę, że zrobiłem to tak późno. Martha Wells stworzyła nie tylko ciekawe uniwersum i kilka angażujących historii, ale – co ważniejsze – wykreowała wyjątkową postać głównego bohatera. I to wyjątkową w sposób, w jaki wielu uznanych autorów nigdy nie potrafiło: intrygującą, złożoną i po prostu wciągającą.

Dalsza część tekstu pod materiałem video

Fabularnie nieszablonowa

Pierwsza część, Wszystkie wskaźniki czerwone, to idealne wprowadzenie do świata i głównej postaci. Mamy tu Jednostkę Ochroniarską – cyborga, którego zadaniem jest pilnowanie ludzi na zlecenie bezdusznej Firmy. Problem w tym, że ta konkretna jednostka postanowiła zhakować własne oprogramowanie i uzyskać prawdziwą wolną wolę. W innym uniwersum skończyłoby się to rzezią, ale nie tu. Mordbot, zamiast zabijać, odkrywa w sobie zamiłowanie do… seriali. Całe godziny spędza na oglądaniu produkcji z sieci, a mimo nowo zdobytej niezależności – ironicznie w kontekście imienia – dalej pracuje jako ochroniarz ludzi.

Trzy tomy „Pamiętników Mordbota” Marthy Wells trzymane w dłoniach na tle choinki, z widocznymi kolorowymi okładkami w czerwieni, niebieskim i zieleni.​

Wszystkie wskaźniki czerwone to historia o wyprawie badawczej, która wymyka się spod kontroli, gdy w grę wchodzą niezbadane technologie, pieniądze i korporacyjna chciwość. Ekipa z Preservation Alliance, idealistycznego świata opartego na współpracy i empatii, musi walczyć o przetrwanie, licząc na pomoc swojego zgryźliwego opiekuna. Wells pisze lekko i z humorem – książka wciąga jak odkurzacz przemysłowy. Bohaterowie są świetnie nakreśleni, a akcja, mimo że rozgrywa się w zaledwie 100 stronach, nie pozwala się oderwać. Ukończyłem całość za jednym posiedzeniem.

Im dalej, tym lepiej

Pozostałe powieści opisują niejako konsekwencje tej pierwszej książki. Główną postacią zawsze pozostaje Mordbot, ale kto mu towarzyszy bądź dokąd się udaje, nieustannie się zmienia. Wszystkie historie trzymają jednak równy poziom i jeżeli pierwsza przypadnie wam do gustu, reszta na pewno także nie zawiedzie. Pierwsze cztery powieści – Wszystkie Wskaźniki Czerwone, Sztuczny Stan, Protokół Buntu i Strategia Wyjścia – są krótkimi historiami. Dopiero Efekt Sieci jest dłuższą powieścią, na szczęście wbrew moim obawom taka forma wcale nie zaszkodziła jakości. Na ten moment tylko pierwsze pięć książek zostało wydane w polskim przekładzie, pozostałe dwie zostały zapowiedziane, ale jeszcze ich nie wydano.

Największą siłą serii jest narracja. Wszystko widzimy oczami Mordbota – jego rozterki, sarkazm, ironię i wewnętrzne konflikty. To narrator, któremu chce się słuchać, nawet jeśli sam deklaruje, że „nie znosi ludzi”. Jego suchy humor i dosadność sprawiają, że opowieść balansuje gdzieś między thrillerem a komedią. Na przestrzeni kolejnych tomów Mordbot się zmienia – uczy się, popełnia błędy, rozwija. To rzadkość w literaturze science fiction, gdzie bohaterowie często stoją w miejscu, a ich towarzysze bywają ciekawsi. Co więcej, postacie drugoplanowe też ewoluują – ich przeżycia realnie wpływają na to, kim się stają.

Narracja zdecydowanie na plus

Wells stosuje ciekawy zabieg: ograniczoną perspektywę. Czytelnik wie tylko tyle, ile wie Mordbot, a ten punkt widzenia często bywa niepełny lub błędny. To sprawia, że świat wydaje się żywszy i bardziej nieprzewidywalny, a drobne nieścisłości dodają historii realizmu. Niektórych może to irytować, ale mnie ten zabieg kupił całkowicie. Dzięki temu uniwersum zyskuje pewną tajemniczość – coś, co sprawia, że chce się sięgnąć po kolejne tomy.

Stos trzech tomów „Pamiętników Mordbota” Marthy Wells ułożonych grzbietami do przodu na drewnianym stole, pokazujący tytuły serii i jednolitą kolorystykę wydań Wydawnictwa Mag.​

Nieufny narrator, brutalne realia korporacyjnego świata i małe momenty nadziei – to mieszanka, która działa zaskakująco dobrze. Wells tworzy światy pozbawione złudzeń, ale nigdy całkowicie pozbawione człowieczeństwa, a Mordbot, mimo że w dużej mierze jest wytworem sztucznym, jest tego idealnym symbolem. Miłym zaskoczeniem jest też, że autorka unika wielu utartych schematów, a z niektórych wręcz otwarcie się naśmiewa, dzięki czemu historie cały czas pozostają świeże.

Uwaga dla czytelników w języku polskim

Choć dla mnie nie stanowiło to żadnego problemu, wypada jednak wspomnieć o pewnej charakterystycznej cesze polskiej wersji językowej tłumaczenia książek. W internecie widziałem często zarzuty o to, że w naszym rodzimym języku czyta się te historie bardzo źle. Powód ku temu jest jeden, i to bardzo prozaiczny. Główna postać, niebędąca człowiekiem, nie identyfikuje się ani jako mężczyzna, ani kobieta. Po angielsku odnosi się do siebie “it”, czyli bezpłciowo, neutralnie. W polskiej wersji Mordbot pisze więc “zrobiłom”, “strzeliłom” itp. W języku polskim takie konstrukcje są rzadko spotykane i wielu czytelników może nie być z nimi oswojone. Po kilku stronach sam przestałem jednak zwracać na to uwagę.

Podsumowanie

Dlaczego Pamiętniki Mordbota tak mocno do mnie trafiają? Seria łączy bardzo współczesne lęki – przed korporacjami, utratą sprawczości czy byciem sprowadzonym do „zasobu” – z intymną historią o szukaniu własnej tożsamości i prawa do bycia sobą. Nawet jeśli tym „sobą” jest aspołeczny i pyskaty cyborg, wolący seriale od ludzi. W czasach, w których wiele osób czuje się przebodźcowanych, wypalonych i zmęczonych światem, Mordbot z jego społecznym nieogarnięciem, potrzebą świętego spokoju i jednoczesną niechętną troską o innych okazuje się zaskakująco bliski – aż do tego stopnia, że miejscami czyta się te książki bardziej jak pamiętnik kogoś żyjącego w naszym świecie, niż klasyczne science fiction.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Avatar photo
Czołem, na imię mam Kamil! Kocham gry miłością bez wzajemności, ale staram się nie brać ich za bardzo na poważnie. Najlepiej czuję się w taktycznych strzelankach, ale chętnie próbuję wszystkiego, co się da. Odkąd tylko pamiętam, zawsze chciałem pisać o grach, a tutaj mogę nareszcie spełniać to marzenie.
Scroll to top