Tekst ten planowałem napisać najpierw po dziesięciu, potem po dwudziestu, a w końcu po trzydziestu godzinach spędzonych w nowym projekcie studia Hypergryph. Za każdym razem, gdy byłem pewny, że nic nowego mnie już nie zaskoczy, pojawiała się jakaś nowa mechanika lub system do ogarnięcia. W końcu po jakichś pięćdziesięciu godzinach postanowiłem wcisnąć pauzę, zebrać swoje myśli i napisać kilka słów. Zdaję sobie sprawę, że materiał ten jest spóźniony o co najmniej dwa tygodnie, ale miałem potrzebę podzielenia się z Wami swoimi spostrzeżeniami. Jak więc wyglądają moje pierwsze wrażenia z Arknights: Endfield? Za chwilę się tego dowiecie.

Dalsza część tekstu pod materiałem video
A co to takiego?
Arknights: Endfield to darmowy akcyjniak z elementami RPG, który ma na siebie zarobić znienawidzoną przez wielu mechaniką gacha. Powiem szczerze, że nigdy do końca nie rozumiałem takiego negatywnego podejścia do tego losowego systemu. Jeżeli jego obecność pozwala mi się dobrze bawić bez wcześniejszego wkładu pieniężnego, to niech sobie będzie. Po prostu nie wchodzę z nim w żadną interakcję, wymagającą otworzenia portfela i tyle. Nie będę się tu jednak rozpisywał na ten temat, bo zabrakłoby mi papieru.
W Arknights: Endfield wcielamy się w postać, która po dziesięciu latach spędzonych w śpiączce budzi się na pokładzie statku kosmicznego Dijiang. Pozbawieni większości wspomnień musimy wylądować na księżycu o nazwie Talos-II i zapobiec niewyobrażalnej katastrofie. Nie da się ukryć, że zarys fabuły to nic nadzwyczajnego, ale misja wprowadzającą wystarczyła, aby wzbudzić moje zainteresowanie. Niestety historia nie jest tutaj najmocniejszą stroną, ponieważ momentami straszliwie się wlecze. Według mnie przerwy między kluczowymi wydarzeniami są zwyczajnie za długie. Poza tym, jak to już w pozycjach tego typu bywa, najprawdopodobniej sporo wody w Wiśle upłynie, zanim poznamy ostateczne zakończenie.
Niby to samo…
Czemu więc pomimo niezbyt wciągającej fabuły kontynuowałem przygodę na powierzchni Talosa-II? W sumie na pierwszy rzut oka tytuł ten nie różni się za bardzo od innych przedstawicieli tego gatunku. Przydługie rozmowy pełne ekspozycji i trudnych zwrotów są. Zwiedzanie świata i zaglądanie w każdy zakamarek w poszukiwaniu znajdziek jest. Widowiskowa walka pełna przegiętych animacji z pokręconymi przeciwnikami również zaliczona. Postaci rodem z anime z przerośniętymi “argumentami” także się pojawiają. Zbierania materiałów, aby podnosić poziom zarówno zebranych bohaterów, jak i ich oręża też nie brakuje. Wymieniać mógłbym długo, ale wydaje mi się, że załapaliście, o co chodzi.
…a jednak inaczej.
Dlaczego w takim razie postanowiłem zostać z Arknights: Endfield na dłużej? Powodów jest kilka. Przede wszystkim trafiła do mnie mechanika budowania własnej fabryki, wyciągnięta z takich tytułów jak Factorio czy Astroneer. Nie jest to może najbardziej rozbudowany system, jaki widziałem, ale jest na tyle złożony, że bardzo przyjemnie jest z nim obcować. Ustawianie taśmociągów i linii produkcyjnych tak, aby były, jak najlepiej zoptymalizowanie daje sporo satysfakcji. Co ciekawe zdobyte w ten sposób materiały wykorzystujemy do budowy ekwipunku naszych postaci (z wyłączeniem broni). To jednak nie jedyne zastosowanie całego tego wytwórstwa.
Całość uzupełnia całkiem nieźle przemyślany rynek walut służących do zakupu dóbr w specjalnych, komercyjnych węzłach. Kolejną ciekawostką jest rozciąganie linii wysokiego napięcia po całym świecie. Dzięki temu możemy wydobywać surowce naturalne oraz aktywować różnego rodzaju mechanizmy, za którymi najczęściej chowają się jakieś puzzle. Przyznam się, że były dni, w których skupiałem się głównie na zabawie w Boba Budowniczego.
Walka też jest potraktowana trochę inaczej niż w innych gachach. Przede wszystkim na ekranie widzimy całą naszą drużynę aktywnie biorącą udział w pojedynkach. Wygląda to trochę tak jak w Final Fantasy VII Remake. Nasi podopieczni współpracują ze sobą poprzez system combosów i specjalnych zdolności. Znalezienie odpowiedniej rotacji, która zniszczy nawet najpotężniejszego przeciwnika, sprawia sporo frajdy, a jej bezbłędne wykonanie skutkuje widowiskowymi finisherami.
Studio Hypergryph postanowiło również zmienić podejście do samego losowania postaci i ich oręża. Najważniejszą różnicą jest wyłączenie z puli nagród tego drugiego. Dzięki temu dużo szybciej jesteśmy w stanie zdobyć powtórki bohaterów i bohaterek. Rynsztunek natomiast uzyskujemy, wydając walutę wypadającą podczas losowania postaci. Brzmi to może trochę skomplikowanie, ale w rzeczywistości jest dość proste. Według mnie rozwiązanie jest świetne, ponieważ w odróżnieniu od innych gier typu gacha, nie musimy wybierać, co chcemy w obecnym bannerze złapać. Szczególnie jeśli nie chce się wydawać na to kasy.
Pierwsze wrażenia z Arknight: Endfields — podsumowanie
Instalując ten tytuł, nie spodziewałem się, że spędzę w nim tyle czasu. Po setkach godzin w Genshin Impact i Honkai: Star Rail nie miałem za bardzo ochoty na kolejną grę usługę w takich klimatach. Na szczęście nowatorskie podejście chińskiego developera się opłaciło. Wprowadzenie systemów, które normalnie są wykorzystywane w różnego rodzaju czasowych wydarzeniach, tchnęło sporo świeżości w zastały już gatunek. Natomiast zmiany w mechanice gacha są według mnie zdecydowanie bardziej przyjazne dla portfeli użytkowników. Niedawno też odblokowałem kolejny region, w którym pojawiły się zupełnie nowe elementy fabryki. W związku z tym planuję kontynuować moją przygodę na Talos-II i jeżeli czas pozwoli napisać o moich podróżach trochę więcej w niedalekiej, mam nadzieję, przyszłości.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.




