Pierwsze wrażenia z Destiny 2: Na Krawędzi – lądowanie na Keplerze, Portal i pogoń za nowym sprzętem

Pierwszy stream Destiny 2 Na Krawędzi
Paweł Kryński
Paweł Kryński

Nie będę ukrywał, że kilka ostatnich sezonów kosmicznej sagi Bungie zwyczajnie przespałem. Przez chwilę poważnie rozważałem całkowite pominięcie nadchodzącego rozszerzenia, ale ciekawość oraz chęć zagrania w jakiś porządny shooter wygrały. Dlatego w dzień premiery zrobiłem trochę porządku na dysku konsoli, ponownie pobrałem grę i postanowiłem sprawdzić, czy nadal potrafię w miarę celnie strzelać. Szybko okazało się, że nie jest ze mną aż tak źle. W związku z tym, że za chwilę jadę na urlop, postanowiłem nie ruszać na razie głównego wątku. Na ten moment skończyłem misję wprowadzającą, zapoznałem się z Portalem oraz złapałem trochę nowego sprzętu. W nowym dodatku spędziłem już około ośmiu godzin, więc postanowiłem spisać swoje pierwsze wrażenia z Destiny 2: Na Krawędzi.

YouTube player

Dalsza część tekstu pod materiałem video

Dziwny jest ten świat

Po włączeniu gry oraz wybraniu mojego ukochanego Tytana odpalił się początkowy filmik, po którym od razu znalazłem się na powierzchni Keplera. Misja trwała około 25 minut i służyła przede wszystkim jako samouczek jednej z nowych umiejętności. Jeśli chodzi o samą planetoidę, to muszę powiedzieć, że jestem trochę rozczarowany. Mam wrażenie, że brakuje jej trochę oryginalności. Wygląda jak połączenie Splątanego Brzegu z elementami budowli znanymi z Tytana, czyli jednego z księżyców Saturna. Poza tym wydaje mi się, że nieznacznie pogorszyła się sama grafika. Zarówno Neomuna, jak i Blade Serce prezentowały się o wiele lepiej. Być może po zwiedzeniu całej lokacji zmienię zdanie, ale niestety obecnie nie jestem zachwycony.

Jak natomiast podczas rozgrywki sprawdza się zamiana w elektryczną kulę? Ponownie mam mieszane uczucia. Niby to fajna zdolność, tylko kamera podczas poruszania dziwnie przeskakuje pomiędzy przybliżeniem i oddaleniem, przez co czasami trudno się odnaleźć w chaosie walki. Poza tym atak, który możemy odpalić, zadaje jakaś śmieszną liczbę obrażeń. Z tego, co wiem, to w miarę postępów w grze da się tę moc ulepszać, więc ponownie jest szansa, że za jakiś czas będzie lepiej. Podoba mi się natomiast używanie tej metamorfozy i szukanie ukrytych przełączników oraz rur, w które kryją się przeróżne sekrety.

Powierzchnia Keplera z gry Destiny 2: Na Krawędzi.

Brama do sukcesu

Skoro już trochę ponarzekałem na to i owo czas pochwalić Bungie za stworzenie Portalu. Nie ukrywam, że byłem do niego sceptycznie nastawiony. Okazuje się jednak, że to jedna z najprzyjemniejszych nowości, jakie do tej pory odkryłem. Przede wszystkim nie trzeba już latać jak wariat po menu. Wszytko, co jest potrzebne do wbijania kolejnych poziomów Mocy, znajduje się na głównym ekranie. Tryby są doskonale podzielone i w końcu dokładnie wiadomo, jaka nagroda czeka nas po ukończeniu wybranego typu rozgrywki. Jedyne, do czego mógłbym się trochę przyczepić to system wyboru modyfikatorów poszczególnych aktywności. Daleko tej funkcji do ideału, ale na szczęście twórcy przygotowali dość przejrzysty samouczek prowadzący gracza za rękę, więc nie jest tragicznie.

Ekran Portalu zw grze Destiny 2: Na Krawędzi.

W pogoni za sprzętem

Powiem szczerze, że byłem trochę zniesmaczony, kiedy dowiedziałem się o ponownym resecie Mocy. Jakoś nigdy nie byłem fanem grindowania tej statystyki od nowa. Przyznam jednak, że dawno tak dobrze się nie bawiłem. Przedmiotów wypada mnóstwo. Dzięki wspomnianemu już Portalowi dokładnie wiem, co dostanę. Nie muszę w kółko ogrywać dokładnie tego samego z nadzieją na jakiś konkretny drop, tylko samemu decyduję o nagrodzie. Zresztą zmian związanych z ekwipunkiem jest tak wiele, że ciężko byłoby wszytko zmieścić w takim krótkim tekście. Zastąpienie nazw statystyk na łatwiejsze do przyswojenia, wprowadzenie poziomów wyposażenia, dodanie bonusów za skompletowanie zestawu. Jak dla mnie takie modyfikacje to zdecydowanie krok w dobrą stronę.

Ekran ekwipunku w grze Destiny 2: Na Krawędzi.

Pierwsze wrażenia z Destiny 2: Na Krawędzi — podsumowanie

Nie da się ukryć, że na ten moment moje odczucia są mieszane. Nowa lokacja i umiejętność zmiany w elektryczną kulkę nie do końca przypadły mi do gustu. Aktualizacja systemów rządzących sprzętem oraz wprowadzenie Portalu z kolei to strzały w dziesiątkę. Więcej będę mógł powiedzieć, jak wrócę z urlopu, przysiądę do kampanii i zabiorę się za tworzenie jakiegoś porządnego builda. Na ten monet jedyne czego jestem pewny to fakt, że Destiny 2 jest nadal bardzo przyjemną strzelanką, do której za każdym razem wracam z przyjemnością. Żeby tylko to studio nie pakowało się w tyle kontrowersji.

Trzy grosze od naczelnego

W przeciwieństwie do Pawła ja bardziej zanurzyłem się w fabułę niżeli aktywności dookoła niej. Trochę się obawiałem resetu, zarwóno jeżeli chodzi o rozgrywkę, jak i historię. W obu przypadkach — na ten moment, mój strach był bezpodstawny. Czuję się trochę tak, jakby rozpoczął pierwsze Destiny. Jest ta chęć przygody, jakieś tajemnice, nowe postaci czy lokacja w postaci Keplera. Miło odkrywa się każdy kąt i strzela gdzie popadnie. Do tego doszły dwie nowe mechaniki, które przynajmniej mi sprawiły sporo frajdy.

Nie chcą spoilerować, wspomnę jedynie o zamianie w kulę, niczym w Metroid Prime. O ile kamera faktycznie się gubi podczas samego momentu przemiany tak potem — gram na PC, Paweł na konsoli — nic złego się nie dzieje. Kontrola „postaci” jest intuicyjna, a samo przemierzanie korytarzy Keplera wydaje się świeże. Zresztą, mnie nowa lokacja pasuje i choć może nie jest najlepszą w serii, to chcę ją eksplorować. Sam fakt, że mam ochotę codziennie włączać Destiny 2, to już dobry znak. Zobaczymy, jak będzie dalej.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse. Jesteśmy też dostępni w Google News!


Za dostarczenie gry dziękujemy firmie WarningUp.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.

Avatar photo
Gram w gry odkąd pamiętam. Jako mały brzdąc właziłem na stołek, żeby pograć na automatach w salonie dziadka. Teraz rozsiadam się wygodnie w zaciszu własnego domu i z padem w rękach oddaję się swojemu ulubionemu hobby. Zawsze chciałem dzielić się swoimi wrażeniami ze wspaniałego świata wirtualnej rozrywki. Pamiętajcie, że czas spędzony na czytaniu nigdy nie jest czasem zmarnowanym.
Scroll to top