Rise Eterna 2 – recenzja (XSX). Niestety, ale szkoda czasu

Gra dostępna na:
NS
NS2
PC
PS4
PS5
XONE
XSX
Key art promocyjny Rise Eterna 2 z demoniczną czarnowłosą wojowniczką w centrum w czerwonej zbroi i skrzydłach, otoczoną grupą siedmiu postaci w stylizowanych pozach fantasy (rycerze, magowie), na tle purpurowo-czerwonej mgły z logo gry na dole.
Kamil Podryban
Kamil Podryban

Nigdy wcześniej nie grałem w tytuły pokroju Rise Eterna 2. Charakteryzowana jako SRPG, czyli z dużym naciskiem na strategię, to gra inspirowana m.in. kultową serią Fire Emblem… której także nie znam. Uznałem więc, że może to być niezła okazja do poszerzenia własnych horyzontów i, kto wie, poznam nowy gatunek, który mnie zaintryguje. Niestety trzeba było chyba jednak spróbować czegoś bardziej klasycznego, gdyż tej produkcji zupełnie nie udało się mnie do siebie przekonać.

Dalsza część tekstu pod materiałem video

Prosta fabuła, prosta rozgrywka

Fabuła Rise Eterna 2 może się podobać. To niejednoznaczna moralnie opowieść o młodym bohaterze imieniem Jacht, który znajduje się pośrodku konfliktu dwóch rodzin zaciekle walczących o władzę w podupadającym królestwie. Podobało mi się, że trudno jest tutaj określić, czy któraś ze stron jest dobra, czy nie. Z drugiej strony przysługi tej opowieści nie wyświadczają dość kiepsko napisane dialogi, a to głównie one napędzają historię. Ostatecznie więc pozostajemy przy tworze z niewykorzystanym potencjałem, choć być może, gdybym znał fabułę pierwszej części, niektóre wątki nabrałyby więcej sensu.

Jeśli jednak nie historia mnie tu trzymała, to może jednak rozgrywka? Wszak gra “erpegie” z elementami strategii brzmi jak intrygujące połączenie dwóch lubianych przeze mnie gatunków. Niestety, tutaj także czułem, że mogło być o wiele lepiej. Większość zabawy polega na toczeniu turowych bitew małymi oddziałami, a ten tytuł ma kilka ciekawych pomysłów. Przykładowo, jeśli dwoje bohaterów znajdzie się w zasięgu wroga, będą atakować wspólnie. Co więcej, im częściej będą ze sobą współpracować, tym bardziej zacieśnią między sobą więzi.

Zawód na zawodzie


Wydaje mi się jednak, że jedyną z tego płynącą korzyścią są dodatkowe dialogi pomiędzy walkami. Poziom trudności jednak utrudnia czerpanie radości z walki. Pierwsze kilka misji jest banalnie wręcz prostych i da się je przejść, dosłownie idąc do przodu, nie kłopocząc się żadną taktyką. Później z kolei nie jest o wiele trudniej… ale mapy potrafią być dość duże, a jeśli chcielibyśmy poszukać jakichś znajdziek czy surowców, musimy często nadrabiać drogi, zamiast iść wprost na przeciwników, co znacznie wydłuża czas potyczek. Ciężko nie mieć tutaj więc wrażenia, że marnujemy czas.

Elementy erpegowe także mnie zawiodły. Wprawdzie z początku podobał mi się system rozwoju postaci – nie jest on oparty o punkty doświadczenia i poziomy, tylko o ekwipunek ulepszany różnymi magicznymi kryształami w połączeniu z prostymi drzewkami umiejętności. Daje to całkiem sporą swobodę w sposobie, w jaki chcemy kształtować swoje postacie. Jednak z czasem miałem wrażenie, że niektóre umiejętności dublują się między postaciami, nawet jeśli nie zawsze miało to sens. Dodatkowo to w sumie tyle, jeśli idzie o RPG. Nie ma tutaj za bardzo odgrywania żadnych ról, wyborów opcji dialogowych czy ścieżek fabularnych. Istnieje wprawdzie crafting, ale ze względu na wspomnianą wyżej upierdliwość w zbieraniu surowców, praktycznie z niego nie korzystałem. Więcej sensu miało po prostu wykorzystywanie tych przedmiotów, które znalazłem przy okazji.

Piksel art zawsze na plus… ale i tak ma minusa

Strona wizualna to chyba najmocniejsza część Rise Eterna 2. Większość czasu oglądamy całkiem przyjemne, pikselowe postacie i otoczenia, a w trakcie walk możemy oglądać bardzo ładne animacje, przedstawione w odmienny sposób dla urozmaicenia wrażeń. Tutaj jednak też nie obędzie się bez zastrzeżeń. Przykładowo portrety postaci są bardzo ładne i szczegółowe, natomiast naszych przeciwników są w niskiej rozdzielczości i z pikselami, które jesteśmy w stanie policzyć na dwóch, no, może trzech dłoniach. Dobrze, może odrobinę przesadzam, jednak kontrast jest naprawdę wyraźny. Sprawia to wrażenie, jakoby gra była niedopracowana. Te ładniejsze animacje ataku są z kolei bardzo krótkie – na tyle, że później zacząłem kwestionować sens ich obecności. Nie ma czasu się nimi nacieszyć, bo zanim zdążymy się przyjrzeć czemukolwiek, one się już kończą. Chciałbym móc napisać osobny akapit o oprawie dźwiękowej, ta jednak jest tak nijaka, że zupełnie mi nie zapadła w pamięć i nie umiem sobie jej nawet przypomnieć.

Podsumowanie

Ogółem więc Rise Eterna 2 mogła być bardzo przyjemną grą, ale wydaje się za bardzo niedopracowana. Brakuje jakiegoś mocniejszego haczyka, który utrzymałby gracza przy tym tytule. Dodatkowo można by się przyczepić do wielu rozwiązań z zakresu UI, ale to wydaje mi się już kopaniem leżącego. Poruszanie się po menusach potrafi być nieco chaotyczne, na polu walki wiele informacji jest niepotrzebnie ukrytych… wszystko to ostatecznie prowadzi do większej frustracji, niż daje satysfakcji ze zwycięstwa. Nie mogę więc nikomu polecić tej produkcji. Być może inne gry z tego gatunku robią to wszystko lepiej – wydaje mi się to wręcz konieczne, patrząc, jakim uznaniem cieszą się chociażby wspomniane na początku Fire Emblem czy Tactics Ogre: Reborn. Uważam jednak, że lepiej mimo wszystko sięgnąć po klasykę gatunku, niż marnować czas na historię Jachta.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Forever Entertainment.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.

Avatar photo
Czołem, na imię mam Kamil! Kocham gry miłością bez wzajemności, ale staram się nie brać ich za bardzo na poważnie. Najlepiej czuję się w taktycznych strzelankach, ale chętnie próbuję wszystkiego, co się da. Odkąd tylko pamiętam, zawsze chciałem pisać o grach, a tutaj mogę nareszcie spełniać to marzenie.
Scroll to top