Starfield – recenzja (PS5). Per Aspera Ad Astra

Gra dostępna na:
PC
PS5
XSX
Logo Starfield
Aleksander Mazanek
Aleksander Mazanek

Starfield jaki jest, wie już chyba każdy. Od premiery gry minęło już trochę czasu i wypowiedzieli się na jej temat chyba wszyscy, włącznie z tymi, którzy w nią nie grali, ale na słowo “Bethesda” dostają alergii i łupieżu. Częściowo to rozumiem, gdyż na starcie gra miała mnóstwo ekranów ładowania, a sama galaktyka była dość pusta, pomijając kilka głównych lokacji, jednak mam wrażenie, że część banieczki po prostu lubi hejtować Bethesdę i jej produkcje.

Przez ciernie do gwiazd

Żeby nie było, mimo że sam lubię Starfielda, nie znaczy, że nie widzę jego wad. Wspomniane ekrany ładowania, brak swobodnej podróży między planetami w obrębie tego samego układu słonecznego oraz znikoma walka w kosmosie poza misjami sprawiały, że czułem się mocno ograniczony. Z drugiej strony uwielbiam główny wątek fabularny, a konkretnie to fakt, że można go całkiem pominąć i cieszyć się ze swobodnej gry. Dlatego też, kiedy Bethesda zapowiedziała premierę na PS5 wraz z nowymi dodatkami poprawiającymi największe bolączki, rzuciłem się ponownie na ten tytuł jak dzik w paśnik.

No dobra, ale czym właściwie jest ten Starfield? To kosmiczne RPG w pełnym znaczeniu tego słowa. Wcielamy się tu w mieszkańca Zasiedlonych Układów, grupy ponad 100 układów słonecznych zamieszkałych przez ludzi po tym, jak Ziemia została zdewastowana przez wojnę. Jako świeżo upieczony górnik trafiamy na artefakt pozostawiony przez obcą rasę i zostajemy zwerbowani przez Konstelację, organizację zajmującą się badaniem tajemnicy tych przedmiotów.

Starfileld Mars

Podobnie jak w Falloucie czy serii The Elder Scrolls, tak i tutaj główny wątek fabularny jest tylko tłem. Powiedziałbym że wręcz nawet bardziej, gdyż absolutnie nie ma tu poczucia pośpiechu, a po zrobieniu pierwszych kilku misji wprowadzających do świata śmiało możemy oddać się robieniu właściwie wszystkiego, co można sobie wymarzyć, żyjąc pośród gwiazd. A robić jest naprawdę co.

Możemy na przykład dołączyć do jednej lub więcej frakcji, takich jak Zjednoczone Kolonie, Karmazynowa Flota, czy megakorporacja Ryujin. Piractwo, przewóz towarów, czy żywot łowcy nagród też wchodzą w rachubę. Jeśli wolicie bardziej pokojowe rozwiązania, to całkiem nieźle można też zarobić na badaniu i eksploatacji setek planet i księżyców, tworząc siatkę prosperujących placówek wydobywczych. Przy okazji można spotkać też obce formy życia (niestety tylko w formie zwierząt i roślin, nie da się romansować z kosmicznymi głowonogami czy coś) i sprowadzić je do rangi gatunków zagrożonych.

Sercem całej rozgrywki jest nasz statek kosmiczny. To połączenie środka transportu, pojazdu bojowego i mobilnego domu. Nie tylko można kupić już gotowe jednostki, ale też od podstaw zbudować własne. Wszystko jest tu modułowe, a w dodatku każdy producent ma swój unikalny styl, nie tylko zewnątrz ale i wewnątrz. Jedynie od wyobraźni gracza zależy, czy będzie wędrował po kosmosie drapieżną fregatą, gwiezdnym TIRem czy luksusowym jachtem. Samo latanie jest bardzo przyjemne, choć boleję nieco nad faktem, że nie ma opcji poruszania się w atmosferze. Początkowo, co zresztą odrzuciło wielu graczy od tego tytułu, między planetami też poruszaliśmy się jedynie za pomocą szybkiej podróży. To na szczęście uległo niedawno zmianie.

(po)wolne szlaki

Wydanie na PS5 to także duża i darmowa aktualizacja Free Lanes, dostępna także oczywiście na pozostałych platformach. Jeśli miałbym ją krótko opisać to byłoby to stwierdzenie “lepiej późno niż wcale”. Wreszcie bowiem dodano swobodne podróżowanie między obiektami w obrębie jednego systemu gwiezdnego jako alternatywę dla szybkiej podróży. To nie jest tylko latanie i sztuczne wydłużenie czasu rozgrywki. Podczas takiej podróży możemy natknąć się na różne anomalie, piratów, bitwy kosmiczne czy też opuszczone statki. To naprawdę ogromny krok naprzód względem bazowej wersji. Nie na tyle, żeby nazwać określić grę w obecnym stanie jako “Starfield 2.0”, ale i tak wystarczy by zachęcić do powrotu do tego tytułu, czy też sięgnięcia poń po raz pierwszy.

Starfileld Menu

Jakby tego było mało, Free Lanes dodaje też zupełnie nowy zasób – X-tech – dzięki któremu możemy ulepszyć zarówno wyposażenie jak i statek, nadając im zupełnie nowych cech i właściwości, lub po prostu ulepszając statystyki. Do tego dochodzi nowy robotyczny towarzysz, Delta, który zapewnia unikalną perspektywę oraz dużo humoru. A to tylko początek nowej zawartości, dostępnej gratis dla każdego posiadacza gry.

Zdecydowanie zwiększono też samą ilość rzeczy do odkrycia. Począwszy od anomalii na planetach, poprzez ludzkie osiedla czy spotkania w otchłani kosmosu. Dodano też sporo nowych modułów, sprawiających że te randomowe wydarzenia stają się mniej powtarzalne. Oczywiście wciąż po jakimś czasie zaczniemy dostrzegać te same elementy, zwłaszcza że różni się tylko teren czy wystrój, nie zaś sam przebieg misji, niemniej jednak jest to jakiś krok naprzód i próba przełamania monotonności. Czy udana? To kwestia indywidualna.

Ziemska Armada

Wraz z premierą edycji na konsole Sony ukazał się też płatny dodatek Terran Armada. Sama w sobie historia, obejmująca walkę z flotą podającą się za spadkobierców Ziemi, nie jest może ani najdłuższa, ani też super ambitna, ale za to dodaje dużo nowych rzeczy. Uzbrojenie, skafandry, moduły statku, przeciwnicy, długo by można wymieniać. Moim zdaniem największym atutem są nowe, losowo pojawiające się w Zasiedlonych Układach aktywności, polegające na potyczkach z Armadą. Co prawda po jakimś czasie i one mogą stać się monotonne, ale tak jest ze wszystkim. Ja osobiście bawiłem się świetnie czyszcząc wąskie korytarze statków, walcząc w nieważkości okupowanych stacji kosmicznych czy też wysadzając w powietrze instalacje produkujące zaopatrzenie dla przeciwnika.

A mogło być tak pięknie

To, czego mi najbardziej brakuje w obecnej wersji Starfielda to przede wszystkim dynamiczna ekonomia. To wszechświat wciąż podnoszący się po wojnie, z wieloma większymi i mniejszymi frakcjami i ciągłym zagrożeniem. Trochę bez sensu więc że wszystkie główne lokacje są równie bogate, ceny zaś stałe i nie da się zarobić na handlu i spekulacji. Jasne, tu i ówdzie zdarzają się misje transportowe czy też przewozu ludzi, ale zysk jest po prostu śmiesznie niski, a że dodatkowo, jak już wspominałem, to gra Bethesdy ze wszystkimi dobrodziejstwami, to nawet mając odpowiednie umiejętności, towary sprzedajemy dużo poniżej ich wartości. Dodatkowo handlarze mają przy sobie tak mało pieniędzy, że nie są w stanie nawet niektórych przedmiotów kupić nawet za tę obniżoną cenę i tracimy na tym kilka(set) kredytów.

Starfileld Tachi

Nie do końca też jestem fanem blokowania komponentów do budowy statków zarówno za umiejętnościami jak i poziomem postaci. Albo jedno, albo drugie, przy czym opcja umiejętności ma większy według mnie sens. Szkoda, bowiem projektowanie budowanie własnych statków to bardzo mocny, oraz mój drugi ulubiony, element tej gry. Zwłaszcza budowanie jednostek związanych z popkulturą jak na przykład Rocinante z The Expanse czy Forward Unto Dawn z Halo, a skoro już przy budowie statków (oraz osiedli) jesteśmy, to niezmiennie irytują mnie ograniczenia pojemności zarówno magazynów na powierzchni, jak i ładowni na statkach. Mało logiczne jest, że cały kontener/luk jest w stanie pomieścić tylko trzykrotność tego, co może udźwignąć nasza postać. Niby to drobnostka, ale irytuje.Oczywiście, da się to zwiększyć za pomocą odpowiednich pasywnych cech, niemniej to wciąż nieco wkurza. Zresztą co za umiejętność sprawia niby, że nasz bohater upchnie w ładowni 25% więcej sprzętu? Lepiej gra w Tetris?

Stary ale jary?

Graficznie, cóż, prawda jest taka, że silnik na którym działa tytuł już lekko trąci myszką i choć nie opisałbym gry jako brzydkiej, to też ładną nazwać jej nie mogę. Jest po prostu przeciętna, lekko skłaniając się ku dołowi skali. Nie ma tu niewiadomo jakich detali, ale całość też nie odrzuca. Dużo więcej można powiedzieć natomiast o dźwięku, przede wszystkim o wyjątkowo nastrojowej muzyce opisowej, oraz ambiencie. Aktorzy też nie są najgorsi i bardzo podoba mi się to, że gra pełnymi garściami czerpie z faktu, że mieszkańcy Zasiedlonych Układów wywodzą się z różnych etniczności, co nie tylko widać, ale i słychać w przeróżnych akcentach.

Podsumowując, w obecnej wersji Starfield to duży krok naprzód, jeśli chodzi o jakość i funkcjonalność gry. Na tyle duży, że część tych, którzy odbili się na premierę, ma szansę wrócić do gry. Wciąż jednak pozostaje to klasyczna produkcja Bethesdy i jeśli ktoś nie jest fanem tego typu gier, to ta raczej go nie przekona.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Bethesda.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.

Kup Starfield (PS5)

Reklama produktu w Ceneo.pl


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Aleksander „Taktyczny Wafel” Mazanek.
Z zawodu dziennikarz i tłumacz, z pasji gracz, widz i historyk specjalizujący się w kulturze i lingwistyce Japonii. Wielbiciel wszelkich czterołapych stworów i koci tata.
Scroll to top