The Entropy Centre – recenzja (PC). Czasowe zagadki w klimatach Portala.

The Entropy Centre Banner

Jeżeli Portal lub Portal 2 to tytuł, który przeszliście wzdłuż i wszerz kilkukrotnie, to The Entropy Centre możecie brać w ciemno. Takie przynajmniej jest moje zdanie. Oczywiście nadal warto zostać i przeczytać poniższą recenzję, tak na wszelki wypadek. Być może wychwycicie coś, co będzie dla Was nie do przyjęcia i zrezygnujecie z zakupu. Jeśli natomiast zastanawialiście się nad nabyciem produkcji studia Stubby Games, ale decyzji jeszcze nie podjęliście, być może mój tekst Wam w tym pomoże.

Aria po Drugiej Stronie Czasu

Prawda jest taka, że do The Entropy Centre najlepiej podejść wiedząc jak najmniej. Dlatego, żeby nie zdradzić za dużo, postaram się napisać jak najmniej szczegółów i nie wychodzić poza ramy tego, co było pokazane w zwiastunach.

Podczas 8-godzinnej przygody w tajemniczym centrum wcielamy się w Arię. Po nagłym przebudzeniu nie pamięta, kim jest, ani co robi w tym niezwykłym miejscu. Krótki spacer po zniszczonych i zarośniętych korytarzach owocuje zdobyciem broni pozwalającej na cofanie obiektów w czasie. Jednocześnie poznajemy Astrę, która będzie nam towarzyszyć podczas rozwiązywania łamigłówek.

Fabularnie tytuł bardzo mi się spodobał. Są pewne problemy z tempem akcji, ale dla mnie to nigdy nie stanowiło problemu. Aria ma jasny cel, a Astra na każdym kroku służy radą i pomocą w jego wypełnieniu. Ich rozmowy potrafią nieźle rozbawić. Szkoda tylko, że brak obrażeń od spadania i natychmiastowa śmierć po dotknięciu większych zbiorników wodnych przypomina, że to jednak gra. Można było w jakiś sposób to wytłumaczyć wtedy immersja byłaby całkowita.

Warto też rozglądać się za rozsianymi po całym kompleksie monitorami, na których znajdziemy notatki uzupełniające główną historię. Jest ich ponad siedemdziesiąt i ciężko zabrać wszystkie za pierwszym razem co zachęca do powrotu do poszczególnych rozdziałów po ukończeniu tytułu.

Zagadki w The Entropy Centre

Na plus zaliczam fakt, że puzzle spotykane na każdym kroku są zręcznie wplecione w fabułę. Nie pełnią jedynie roli przeszkody, którą musimy pokonać, aby dotrzeć do kresu wędrówki. Ponownie wolałbym nie zdradzać, zbyt wiele. Po prostu nie chcę psuć niespodzianki tym, którzy po tę produkcję sięgną.

Na szczęście spokojnie mogę napisać, na czym te łamigłówki polegają. Dzięki zdobytej broni możemy nie tylko cofać przedmioty w czasie, ale również przenosić je z miejsca na miejsce. W każdym pomieszczeniu z logiczną zagadką znajdujemy specjalne sześciany. Na początku używamy ich do aktywowaniu płyt reagujących na ciężar. Te z kolei włączają lub wyłączają inne mechanizmy. Cały myk polega na tym, aby zrobić to w odpowiedniej kolejności, ponieważ płyt jest zawsze dużo więcej niż sześcianów.

Większość rozwiązań odkryłem dość szybko, ale było kilka, nad którymi musiałem sporo pogłówkować. Żałuję, że tych drugich jest zdecydowanie mniej i pokazują się dopiero pod sam koniec przygody. Już po kilku pierwszych komnatach zdałem sobie sprawę, że najprostsze rozwiązanie jest zazwyczaj tym właściwym. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że wyjście przez ostatnie drzwi zawsze dawało mi satysfakcję. Jeżeli rozwiązywanie zadań w Portalu sprawiało Wam przyjemność, tutaj także będziecie się dobrze bawić.

Klimat przede wszystkim

Nie będę ukrywał, że opisana powyżej mechanika to w zasadzie jedyne, co będziemy przez te kilka godzin zabawy robić. Jednakże jest tu kilka ciekawostek potrafiących nieźle zaskoczyć. Powiem tylko, że wytężanie mózgownicy czasem pójdzie w odstawkę.

Kolejną mocną stroną The Entropy Centre jest klimat. Puste korytarze, brak wspomnień głównej bohaterki i brak wiedzy na temat tego, co zaszło, naprawdę mi się udzieliło. Najbardziej uderzyło we mnie ukryte znaczenie, które twórcy być może chcieli przekazać, tworząc tę produkcję. Jest szansa, że sam napisałem sobie taką narrację, ale jeżeli gra skłania do takich przemyśleń, to znaczy, że jest w niej coś więcej. Całość bardzo dobrze dopełnia muzyka, która pojawia się tylko wtedy kiedy jest potrzebna.

Techniczna strona The Entropy Centre

Graficznie nie jest źle. Nie ma tutaj, nie wiadomo jakich efektów cząsteczkowych, ani ray tracingu, ale grafika daje radę. Pierwsze spojrzenie na screeny przywodzi na myśl produkcje Valve z lat dwutysięcznych. Nie licząc wyższej rozdzielczości dokładnie tak można opisać tytuł od strony wizualnej. Na moim laptopie (Asus Rog Strix G17 – R7-5800H, 16GB, GeForce 3060) działał bez żadnych chrupnięć w rodzielczości 1440p i ze wszystkimi opcjami ustawionymi na High. Jedyne momenty gdzie czuło się lekkie spadki to chwile wczytywanie kolejnych pomieszczeń. Nie psuło to jednak zabawy. Gra co prawda zawiesiła mi się dwa razy, ale było to raczej na moje własne życzenie. Po prostu próbowałem wejść tam, gdzie nie powinienem, przez co zostałem wyrzucony do pulpitu.

Koniecznie spróbujcie

O The Entropy Centre wiedziałem niewiele. Obejrzałem raptem jeden zwiastun, który pokazał możliwość manipulacji czasem. Nie spodziewałem się, że tak bardzo wsiąknę w świat wymyślony przez studio Stubby Games. Nie jest to jednak gra idealna. Ma drobne problemy z tempem akcji, czasem używanie naszego narzędzia do cofania czasu trwa za długo, no i nie zaliczają się niektóre osiągnięcia na Steamie. Błędy te są mało istotne i mnie w żaden sposób nie przeszkadzały, jednak musiałem o nich wspomnieć.

Podsumowując, kilkugodzinną przygodę Arii mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, kto lubi czasem pomyśleć i nie stroni od gier logicznych. Wszystkich innych natomiast zachęcam do sięgnięcia po ten tytuł, bo po prostu warto. Zagadki nie są trudne, a fabuła na tyle wciągająca, że nie powinniście się przy niej nudzić.

W The Entropy Centre możecie zagrać już teraz na platformach Sony, Microsoftu oraz na PC.

Za dostarczenie gry dziękujemy firmie Evolve PR.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.

Gameplay

Avatar photo
Gram w gry odkąd pamiętam. Jako mały brzdąc właziłem na stołek, żeby pograć na automatach w salonie dziadka. Teraz rozsiadam się wygodnie w zaciszu własnego domu i z padem w rękach oddaję się swojemu ulubionemu hobby. Zawsze chciałem dzielić się swoimi wrażeniami ze wspaniałego świata wirtualnej rozrywki. Pamiętajcie, że czas spędzony na czytaniu nigdy nie jest czasem zmarnowanym.
Scroll to top