They are billions — nieskończona walka z hordami zombie w defense RTS

They are billions theme

W ciągu ostatnich lat, dobrych gier z gatunku RTS jest jak na lekarstwo. Wszak gatunek ten lata swojej świetności, dawno ma już za sobą aż tu nagle pojawia się They are billions od studia Numantian Games. Przywraca on moją nadzieję na powrót mojego ukochanego gatunku. Mimo iż w tytuł ten można już było zagrać we wczesnym dostępie w 2017 roku to jego oficjalny debiut był dopiero 18 czerwca 2019. Momentalnie podbił serca graczy lubujących się nie tylko w gatunku RTS, ale również kochających wyzwania. Fakt bycia grą niezależną, nie przeszkodził produkcji w zdobyciu miana gry kultowej.

Steampunkowa historia o przetrwaniu ludzkości

Jeśli popatrzymy na fabułę zawartą w They are billions, to tutaj nie będzie niczego zaskakującego. Akcja gry przenosi nas na obcą planetę, która została skolonizowana przez ludzkość bardzo dawno temu. Jak to w przypadku gier o zombie, zawsze musi wybuchnąć epidemia, która doprowadza cywilizację na skraj zagłady. Nie inaczej jest tutaj. Różnica polega głównie w settingu, w jakim dzieje się akcja. Nie jest to typowy horror czy science fiction, lecz steampunk. Z tego powodu wiele zawartych w grze technologii opartych jest na silnikach parowych oraz kulturze epoki wiktoriańskiej. Naszym głównym celem jest przeżyć w świecie opanowanym przez miliardy zombie.

GOG - Zagraj w nowości i Klasyki

Wszystkiemu winne są te wścibskie zombiaki – o mechanice słów kilka

Zastanawialiście się kiedyś, jaki byłby według Was idealny RTS? Ja takie przemyślenia miewam średnio raz na 2-3 lata. Głównie, wtedy gdy widzę cień nadziei, że doczekam się świetnej gry z gatunku strategii czasu rzeczywistego. Nie inaczej było w tym przypadku. Mam wrażenie, że kluczem do sukcesu, nie jest skomplikowana mechanika, lecz jej prostota. Nie zrozumcie mnie źle, tutaj nie mam na myśli poziomu trudności lecz czystą mechanikę rozgrywki. Tu od samego początku jesteśmy w stanie zrozumieć zasady rządzące danym tytułem.

Tak właśnie w skrócie można opisać They are billions. Jako prostą, lecz wymagająca grę gdzie tak naprawdę część funkcji jest całkowicie zautomatyzowana, jak np. wydobywanie surowców. Dzięki temu nie skupiamy się na warstwie micro, czyli kontroli jednostek lecz macro, czyli odpowiednim zarządzaniu surowcami. Oczywiście, jeśli chodzi o kontrolę nad wojskiem, to jest ono oddane w 100% do naszej dyspozycji. Podczas walki to właśnie na tym elemencie skupiamy nasze myśli. Jednak co , gdy zombie nas nie atakuje? Wówczas skupiamy się na pozyskiwaniu surowców takich jak pożywienie, drewno itd. Pamiętajmy, że ulokowanie budynków za to odpowiedzialnych ma znaczenie. Surowce wydobywane są z różną ilością na cykl, względem położenia budynku. Moim zdaniem jest to wręcz genialnym rozwiązaniem, którego próżno szukać w innych grach z gatunku.

Dodatkowo te przebrzydłe wszędzie przeciskające się zombie, które zawsze znajdą sposób, aby się przedrzeć przez nasze barykady. Przez takie coś rozpoczęcie misji od nowa stawało się czymś normalnym i oczywistym. Sprawia wrażenie, easy to learn – hard to master. Nawet jeden zombie, któremu uda się przejść niepostrzeżenie, sprawi, że nasz koniec jest nieunikniony. Jeśli uda mu się zainfekować budynek, to automatycznie do tego jednego zombie dołączają kolejne, w zależności od tego ile ludzi było oddelegowanych do budynku. To jest właśnie piękno prostoty tej gry.

Tryby gry w They are billions

Wielkim zaskoczeniem był dla mnie fakt, że They are billions jest strategią przeznaczoną stricte dla pojedynczego gracza. Byłem jednak przyzwyczajony do tego, że twórcy z reguły próbują obalić króla RTS, jakim jest StarCraft. Tutaj jedynie albo aż, w zależności od tego, jak na to patrzeć mamy tryb obszernej kampanii fabularnej, gdzie cele w misjach są zróżnicowane. Drugim trybem jest Survival, który swego czasu podbijał streaming oraz yt ukazując mechanikę rozgrywki niemal w stu procentach. Pamiętam jak we wczesnym dostępie, to właśnie tryb Survivalu był tym głównym. Gracze byli wrzucani na losowo wygenerowaną mapę, a ich jedynym celem było przetrwanie 100 dni.

Piękna stylizowana grafika kontra optymalizacja

Mimo iż gra urzekła mnie swoim wyglądem, to jej oprawa graficzna idealną nie jest. Oczywiście mam na uwadze, że nie jest to gra AAA, lecz indie. Do tego użyta stylistyka ma na celu utrzymanie statusu ładnej jak najdłużej. Jednak stylizowana oprawa graficzna ma swoje problemy związane z jej czytelnością. Niestety gra z gatunku gier strategii czasu rzeczywistego powinna być przede wszystkim czytelna. Momentami miałem wrażenie, że przeklęte zombiaki nie przedostały się dlatego, że miałem lukę w obronie lecz dlatego, że po prostu zlewali się np. z podłożem. Przez to moja reakcja była na zbyt późna, by udało się zakończyć misję z sukcesem. Wygląda to mniej więcej tak, jakby zabrakło trochę balansu między kolorystyką i stylistyką oprawy wizualnej, a jej czytelnym ukazaniem.

Co zaskakujące, They are billions przy dużej ilości hord zombie atakujących naszą twierdzę wygląda wprost obłędnie. Oczywiście nie jest to taka skala, jak chociażby w bitwach Total War. Mimo wszystko gra pokazuje pazur właśnie w takich momentach. Same animacje postaci zasługują na specjalne miejsce w serduszku. Tutaj tak naprawdę jest moje ogromne zaskoczenie, ponieważ gra działa płynnie nawet na słabszych konfiguracjach takich jak: i7 4gen oraz gtx 970. Nie schodzi nawet w największym młynie poniżej 60 fps w fullhd.

Jak zapewne wiecie, lubię, gdy w grach muzyka jest idealnym dopełnieniem tego, co widzimy na ekranie i jest zarazem unikalna na tyle, że można słuchać jej poza grą. Tak naprawdę mam zagwostkę. O ile podczas rozgrywki spełnia ona swoje zadanie w stu procentach tak nie wybija się ona na tyle, bym był w stanie np. skojarzyć „po jednej nutce”, że pochodzi ona z They are billions. Oczywiście nie jest to nic złego, ale po prostu chciałem się tym z Wami podzielić.

Słowem podsumowania o They are billions

Mimo iż gra jest już kilka lat na rynku, to dawno żaden tytuł z gatunku RTS nie dał mi tyle satysfakcji. Odczuwałem syndrom „jeszcze jednej próby” bo They are billions jest bardzo wymagającym tytułem. Co więcej, jest przy tym wszystkim sprawiedliwy. Owszem zdarzały się momenty, gdzie przegrywałem misję, tylko dlatego, że jakiś jeden zombie przedostał się do bazy i wywołał efekt domina. Jednak mimo wszystko nigdy nie miałem wrażenia, że twórcy gry chcą mnie zgnoić albo, że przegrałem tylko dlatego, że coś było według mnie „imba”. Dlatego też szczerze polecam każdemu fanowi gatunku RTS ten tytuł, mimo iż nie jest to gra nastawiona na competitive. Mimo wszystko daje ona mnóstwo frajdy i ogromny zastrzyk dopaminy po każdym zwycięstwie. Chyba właśnie o to chodzi w elektronicznej rozgrywce, żeby sprawiła nam radość.

GOG - Wydawca

Gameplay

Pasjonat gier komputerowych od najmłodszych lat, pamiętający czasy ZX-Spectrum i C64. Wieloletni fan gier spod stajni Blizzarda. Najbardziej lubi oglądać rozgrywki esportowe Starcrafta.
Scroll to top