Turtle Beach Vulcan II Max – recenzja. Czy tym razem udało mi się znaleźć świętego graala klawiatur?

miniaturka Turtle Beach - Vulkan II Max
Marek Wierczyński
Marek Wierczyński

Od jakiegoś czasu staram się znaleźć klawiaturę, która będzie dla mnie optymalna zarówno do grania, jak i do pisania. Przez ostatnie kilka lat przez moje ręce przewinęło się kilka modeli od Genesis, Corsaira i Razera. Każda z nich miała swoje plusy i minusy względem moich potrzeb — czy to w kontekście grania, czy montowania materiałów wideo. Jeśli chodzi o samo pisanie, żadnej z nich nie mam nic do zarzucenia. Jak więc wypada Vulcan II Max od Turtle Beach po nieco ponad miesiącu użytkowania?

Dalsza część tekstu pod materiałem video

Zawartość pudełka

W pudełku nie znajdziecie żadnych fajerwerków – ot, klawiatura, gumowa podkładka pod nadgarstki, która ładnie odprowadza podświetlenie LED poza obrys klawiatury, instrukcja i tyle. Szczerze mówiąc, brakuje mi jedynie prostego narzędzia do zdejmowania keycapów, by co jakiś czas przeczyścić urządzenie. Mimo wszystko jej cena — od 699 do 999 zł, w zależności od koloru klawiatury — nie jest na tyle niska, by takie akcesorium mogło się nie znaleźć w zestawie. Przynajmniej takie miałem wrażenie w chwili, gdy rozpakowywałem pudełko.

Klawiatura gamingowa Turtle Beach Vulcan II Max w opakowaniu – widok po otwarciu pudełka z napisem „It’s Showtime” i zabezpieczoną folią podpórką pod nadgarstki RGB

Specyfikacja

Rodzaj przełączników Optyczne – Titan II
Typ Dla graczy, Klasyczna
Łączność Przewodowa (USB)
Klawisze Numeryczne, multimedialne i funkcyjne
Obsługa makr Tak (wbudowana pamięć)
Podświetlenie RGB (Punktowe, Strefowe, Jednostrefowe)
Obudowa i ergonomia Aluminiowa, podpórka pod nadgarstki
Unikalne cechy Wielofunkcyjne pokrętło, Titan II Optical Switches
Wymiary 500 x 201,5 x 58 mm
Waga 1,6 kg

Wykonanie, design i wrażenia z użytkowania

O ile sama bryła klawiatury niespecjalnie wyróżnia się na tle konkurencji pod względem designu, o tyle pod kątem wykonania trzeba przyznać, że Vulcan II Max prezentuje się znakomicie. Widać, że stworzono ją z dużą starannością i dbałością o każdy detal.
Jeśli przy zawartości pudełka mogłem mieć pewne „ale”, tak tutaj nie sposób się przyczepić — twórcy nie szczędzili na jakości materiałów. To solidny kawałek aluminium połączony z przyjemnym w dotyku plastikiem keycapów.

Jeśli chodzi o gumową podkładkę pod nadgarstki, początkowo obawiałem się, że będzie problematyczna: trudna w czyszczeniu lub po prostu niewygodna — jak w jednym z moich wcześniejszych Corsairów, w którym co chwilę odpinała się od magnetycznego mocowania. Tutaj jednak trzyma się idealnie i, co ważne, jest zwyczajnie wygodna. Spełnia swoją funkcję w pełni, zapewniając komfort nawet przy dłuższym użytkowaniu.

Ergonomia to dla mnie istotny aspekt każdej klawiatury, dlatego zawsze cieszy mnie obecność nóżek pozwalających regulować kąt nachylenia urządzenia. Niestety tutaj mam drobny „zgrzyt”. Mechanizm regulacji sprawia wrażenie zero-jedynkowego — gdy ustawię kąt pośredni, po pewnym czasie klawiatura i tak opada do maksymalnego ustawienia. Szkoda, że nie zastosowano bardziej stabilnego systemu regulacji. Na szczęście nawet przy maksymalnym nachyleniu nie czuję dyskomfortu, co odróżnia ten model od mojego dawnego Razer BlackWidow.

Sam „skok” klawiszy, zarówno podczas pisania, jak i grania, jest dobrze wyczuwalny. Nie jest to jednak poziom keypada od Razera, którego czułość nacisku można było regulować, a sam mechanizm optyczny reagował wyjątkowo delikatnie. Mimo to nie miałem wrażenia, że muszę używać większej siły, aby klawiatura prawidłowo reagowała na naciśnięcia. Według producenta siła nacisku wynosi 45 g, a punkt aktywacji to 1,44 mm. Dla porównania — w domyślnych ustawieniach Razer Tartarus pełna aktywacja następuje przy progu około 1,5 mm.

Klawiatura mechaniczna Turtle Beach Vulcan II Max z podświetleniem AIMO RGB oraz jasnoróżową, podświetlaną podpórką pod nadgarstki podczas pracy na biurku.

Podświetlenie i oprogramowanie

Nie jestem wielkim fanem podświetlenia LED. Traktuję je raczej jako bajer: czasem zrobiony dobrze, a czasem po prostu na odczepnego. W przypadku Vulcan II Max muszę jednak przyznać, że oświetlenie zostało wykonane z dużą starannością. Silikonowa podkładka pod nadgarstek pełni tu funkcję swoistego „ambient light”, znanego z telewizorów pewnej znanej marki. Dzięki temu całość zyskuje bardzo przyjemny, przestrzenny efekt wizualny. Sam korzystam głównie z podświetlenia reaktywnego. Czyli takiego, w którym rozświetlają się tylko te klawisze, które w danym momencie naciskamy. A od nich dopiero rozchodzi się fala światła po pozostałych przyciskach.

Mam jednak zastrzeżenia do samego oprogramowania, a właściwie do braku spójności w obrębie marki. Posiadam już dwa urządzenia Turtle Beach i do każdego z nich muszę instalować osobny program. Tu pojawia się pytanie, które nurtuje mnie do dziś: DLACZEGO?! Co stoi za taką decyzją? Niestety odpowiedzi na te pytania nie znam, choć bardzo bym tego chciał.

Zastanawiam się też, czy gdybym teraz miał pada od Turtle Beach, to wymagałby trzeciego oprogramowania, czy może klawiatura i Victrix Pro KO Leverless Fight Stick są wyjątkami. W dzisiejszych czasach większość firm łączy swoje urządzenia w ramach wspólnego huba — jak choćby Razer Synapse czy Logitech G Hub. Mam nadzieję, że Turtle Beach w końcu pójdzie w tym samym kierunku.

Jeśli natomiast chodzi o samo oprogramowanie do Vulcan II Max, czyli SWARM II, tu jestem pozytywnie zaskoczony. Aplikacja jest funkcjonalna, przejrzysta i bardzo intuicyjna. Nie trzeba spędzać dziesiątek minut, żeby znaleźć poszukiwane ustawienia. Chapeau bas dla UI/UX designera za przemyślaną konstrukcję!

Poza standardowymi opcjami makr i konfiguracją podświetlenia LED — które można przypisać do konkretnych gier czy programów — znajdziecie tu również funkcję EasyShift, pozwalającą tworzyć dodatkowe warstwy konfiguracji klawiszy aż do czterech profili, co znacząco na przykład ułatwia montowanie materiałów filmowych w DaVinci Resolve.

Czy warto zainteresować się Turtle Beach Vulcan II Max?

Wszystko, jak zawsze, rozbija się o kwestię ceny. Nie oszukujmy się — w przypadku tej klawiatury nie należy ona do najniższych. Powiedziałbym, że mieści się raczej w dolnym zakresie wyższej półki cenowej, nie licząc oczywiście modeli robionych na zamówienie. Pytanie brzmi jednak: czy ta cena jest uzasadniona i przekłada się na jakość wykonania? W mojej ocenie — zdecydowanie tak. Jeśli chodzi o samą konstrukcję i użyte materiały, widać, że cena jest adekwatna do tego, co otrzymujemy.

Oczywiście wciąż mam z tyłu głowy brak nieszczęsnego przyrządu do zdejmowania keycapów, ale to tylko drobna rysa na całości. Tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę konkurencję, u której taki gadżet bywa w zestawie, ale sama klawiatura często prezentuje niższy poziom wykonania. Jeśli natomiast cena jest dla Was problemem, a nie musicie kupować „już teraz, w tym momencie…”, to warto poczekać na promocję — naprawdę warto.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie kontrolera do recenzji dziękujemy firmie Turtle Beach.
Udostępnienie sprzętu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.
Kup klawiaturę Vulcan II Max

Reklama produktu w Ceneo.pl



Marek Wierczyński
Pasjonat gier komputerowych od najmłodszych lat, pamiętający czasy ZX-Spectrum i C64. Wieloletni fan gier spod stajni Blizzarda. Najbardziej lubi oglądać rozgrywki esportowe Starcrafta.
Scroll to top