Wrażenia z World of Tanks HEAT (PS5) – zamknięta beta

Gra dostępna na:
PC
PS5
XSX
Marcin Ćwiek
Marcin Ćwiek

Pomiędzy 16 a 22 kwietnia odbyły się zamknięte beta testy nowego tytułu od studia Wargaming. Niestety z przyczyn niezależnych od nas do czołgów mogliśmy wsiąść dopiero w sobotę, co skutecznie pokrzyżowało plany wspólnych podbojów. Trochę szkoda. Myślę, że wraz z Markiem i Marcinem dalibyśmy niezły wycisk przeciwnikom. Nie ma jednak co płakać nad rozlanym mlekiem. Koniec końców każdemu udało się zagrać przynajmniej kilka rund. W związku z tym, że relacje z oryginalnym tytułem mamy różne, postanowiliśmy przygotować trzy osobne spojrzenia na nasze doświadczenia z tą produkcją. Jeśli jesteście ciekawi, jakie były nasze pierwsze wrażenia z World of Tanks: HEAT, serdecznie zapraszamy do lektury.

Paweł (Czesio)

Czołgi dla niecierpliwych

Ze zwyczajnym World of Tanks jest tak, że raz na jakiś czas próbuję się wkręcić, ale nigdy mi się to nie udaje. Mam wrażenie, że próg wejścia jest dla mnie po prostu za wysoki. A może brakuje mi samozaparcia? W teorii World of Tanks: HEAT miał być właśnie dla kogoś takiego jak ja. Szybkie wdrożenie, krótkie rundy i zanim się obejrzysz, jedna z drużyn zwycięża. Nie będę ukrywał, że tak właśnie jest. Co prawda początki są trochę trudne, ponieważ gra absolutnie nic nie tłumaczy, ale jeżeli obcowaliście z jakimkolwiek hero shooterem, da się wszystko w miarę szybko ogarnąć. Po spędzeniu około 15 minut w menu głównym wybrałem agenta oraz jego pojazd i wyruszyłem do walki.

Screenshot z gry World of Tank Heat

Mały wariat kontra stalowe kolosy

Sama rozgrywka jest naprawdę przyjemna. Śmigasz w pancernym czołgu, naparzasz z działa i przejmujesz punkty kontrolne. Nic nadzwyczajnego, ale prostota to czasami droga do sukcesu. Kluczowe są tutaj moce specjalne każdego wozu bojowego oraz umiejętności postaci. Ja akurat poszedłem w opcję „mały, ale wariat”. Jednak spokojnie można zbudować sobie całkowicie defensywną jednostkę lub zabawić się w snajpera o zdecydowanie przerośniętym kalibrze. Bardzo ważne jest poznanie słabych punktów czołgów drużyny przeciwnej. Na szczęście każdy z pojazdów łatwo rozróżnić. Na dodatek po trafieniu najbardziej newralgiczne punkty się podświetlają. Nauka czytania tych wszystkich informacji trochę zajmuje, ale dzięki jasnym sygnałom da się je rozkminić w trymiga.

Screenshot z gry World of Tank Heat

Tryby gry i różnorodność map

Bawić się w wojnę można było z żywymi przeciwnikami lub ze sztuczną inteligencją. Do dyspozycji oddana została także strzelnica, na której dało się wypróbować każdą z bojowych maszyn. Ja jednak skupiłem się na bitwach z graczami w szybkich meczach. Co ciekawe, praktycznie za każdym razem lądowałem w innym scenariuszu. Raz trafiłem na potyczkę 10 kontra 10, gdzie aby wygrać, trzeba było jak najdłużej utrzymać dwa z trzech dostępnych punktów. Innym razem podczas walk 5 na 5 zwyciężali ci, którzy utrzymali się w oznaczonym miejscu, aż pasek postępu wypełnił się w stu procentach. Podobna sytuacja tyczy się map, których też jest kilka.

Screenshot z gry World of Tank Heat

Brak zniszczeń i końcowe odliczanie

Ostatniego dnia testów twórcy odblokowali nawet wszystkie dostępne moce i zdolności, ale niestety nie było mi dane tego dnia pograć. Jedyne, czego mi tutaj brakowało, to niszczenie budynków i co po niektórych przeszkód. Rozumiem jednak ten zabieg. Nie może przecież dojść do sytuacji, w której wszyscy będą na pustym polu. Podejście taktyczne, które jest tu dość ważne, przy takim scenariuszu idzie w łeb. Czy w takim razie planuję wskoczyć za stery potężnej maszyny w dzień premiery? Raczej nie. Bawiłem się naprawdę dobrze, ale na dłuższą metę nie jest to zwyczajnie tytuł dla mnie. Jestem jednak pewny, że jeśli ktoś lubi postrzelać z wielkiej armaty i pośmigać opancerzonym pojazdem gąsienicowym, znajdzie w World of Tanks: HEAT coś dla siebie.

Screenshot z gry World of Tank Heat

Marcin

Moje podejście do bety World of Tanks: HEAT przypominało zderzenie czołgu z betonowym murem – niby pancerz solidny, a jednak zabolało. Choć produkcja mieni się nowoczesnością i kusi dynamiką, po kilku sesjach na PS5 muszę to powiedzieć głośno: nowa formuła Wargamingu kompletnie do mnie nie trafia. Zamiast głębokiej strategii i taktycznego szachowania przeciwnika, dostałem chaos, którego nie ratują nawet najbardziej widowiskowe efekty specjalne.

Screenshot z gry World of Tank Heat

Mur nie do przebicia: Samotność w tłumie

Największym problemem HEAT jest to, że próg wejścia w ten tytuł nie leży w opanowaniu mechaniki, a w… posiadaniu listy znajomych online. Gra bez zgranej ekipy to droga przez mękę. System doboru graczy wrzucał mnie w składy, które przypominały bandę zagubionych dzieci we mgle, a nie elitarny oddział pancerny. W grze opartej na tak silnej współpracy, w której umiejętności „agentów” muszą się zazębiać, gra solo to proszenie się o frustrację. Bez kolegów na voice-chacie, którzy wiedzą, kiedy odpalić tarczę, a kiedy ruszyć do szarży, mecze stają się serią chaotycznych potyczek, w których indywidualny skill tonie w morzu niezrozumienia priorytetów mapy.

Screenshot z gry World of Tank Heat

Mechanika HEAT – rewolucja, która nie porywa

Tytułowy system Heat, czyli te wszystkie dopalacze i nagłe skoki prędkości, mające być wizytówką gry, zupełnie nie zrobiły na mnie wrażenia. To, co twórcy nazywają dynamiką, dla mnie jest po prostu sztucznym podkręcaniem tempa, które odbiera maszynom ich charakterystyczny ciężar. Jasne, gama pojazdów jest imponująca i na plus zaliczam to, jak bardzo różnią się od siebie poszczególne jednostki. Możliwość wyboru specjalnych ataków – od tarcz energetycznych, przez szybki ostrzał, aż po autoregenerację – dodaje kolorytu, ale w ostatecznym rozrachunku czułem, że gram w kolejnego hero shootera, w którym czołg to tylko skórka nałożona na postać z gry fantasy.

Screenshot z gry World of Tank Heat

Wizualny majstersztyk vs. rzeczywistość PS5

Gdybym miał za coś tę grę pochwalić, to bez wątpienia za oprawę audiowizualną. Na PS5 tytuł prezentuje się wyśmienicie. Rozgrywka w 60 klatkach na sekundę to standard, przy którym gra śmiga jak złoto, co przy tej dynamice jest absolutnym minimum. Co ciekawe, deweloperzy zaimplementowali też tryb jakości, ale szczerze mówiąc – nie rozumiem jego istnienia. W tytule, w którym ułamki sekund decydują o przeżyciu, poświęcanie płynności dla kilku dodatkowych cieni czy wyższej rozdzielczości mija się z celem. Dźwięki silników i wystrzałów ryczą w słuchawkach z potężną mocą, ale piękna fasada to za mało, by przykryć brak tego „czegoś”, co trzyma mnie przy klasycznym World of Tanks.

Screenshot z gry World of Tank Heat

Werdykt: Powrót do korzeni

Ostatecznie, mimo że doceniam nowoczesny silnik i płynność animacji, World of Tanks: HEAT nie jest dla mnie. Ta gra za bardzo stara się być wszystkim naraz – trochę Call of Duty, trochę Overwatch, a trochę wyścigówka. Ja jednak wolę zostać przy starym, dobrym World of Tanks, gdzie czuć wagę pancerza, a każde pociągnięcie za spust jest poparte kalkulacją, a nie tylko refleksem i odpaleniem „skilla”. Nowy kierunek Wargamingu może i przyciągnie tłumy, ale ja ze swoim garażem zostaję tam, gdzie liczy się cierpliwość i strategia, a nie tylko kolorowe tarcze i dopalacze.

Screenshot z gry World of Tank Heat

Marek

W końcu poczułem tę prędkość

Szczerze mówiąc, nigdy specjalnie nie ciągnęło mnie do World of Tanks ani do tego typu rozgrywki, głównie przez jej – w moim odczuciu – powolne tempo. W przypadku World of Tanks: HEAT rozgrywka wydaje się szybsza, a przynajmniej takie wywarła na mnie pierwsze wrażenie. Dzięki temu jestem w stanie w pewnym stopniu zrozumieć fenomen tego typu gier i może nawet raz na jakiś czas do nich wrócić.

Screenshot z gry World of Tank Heat

Dobra zabawa, ale nie na co dzień

Z pewnością nadal nie będzie to dla mnie seria ani gatunek „pierwszej potrzeby”, do których będę systematycznie wracał, bo mimo wszystko mam wrażenie, że musiałbym się w to bardziej zagłębić, ale od czasu do czasu, dla poszerzenia giereczkowych horyzontów i sprawdzenia, jak ten tytuł ostatecznie ewoluuje – czemu nie. Sama rozgrywka jest po prostu przyjemna, choć początkowo miałem pewne problemy z przyzwyczajeniem się do dość specyficznego sterowania.

Screenshot z gry World of Tank Heat

Zgubiony w gąszczu komunikatów

Największym problemem, przynajmniej dla mnie jako osoby, która z serią nie ma wiele wspólnego, jest UI/UX. Jest zbyt chaotyczne i mało czytelne, głównie przez to, ile rzeczy dzieje się na ekranie podczas ostrzału. Gdyby wprowadzono kolory, które wyróżniałyby się na hit markerach (na przykład czerwony dla trafienia, a biały dla mitygacji obrażeń), łatwiej byłoby mi ocenić, jak pozycjonuję się na polu bitwy i czy mam taktyczną przewagę. Sam żółty komunikat o trafieniu krytycznym, na tle dziesiątek białych, po prostu się nie wybija. Zauważyłem go dopiero podczas przeglądania zebranych screenshotów.

Screenshot z gry World of Tank Heat

Więcej opcji, więcej chęci do gry

Oczywiście nie jest to problem wyłącznie tej gry, bo w Call of Duty czy Battlefield też się to zdarza, ale tam można dostosować kolory do własnych potrzeb. Tutaj takiej opcji nie znalazłem. Być może w pełnej wersji gra ją dostanie – mam taką nadzieję – ale na ten moment mogę opisać tylko wrażenia z zamkniętych beta testów. Myślę, że gdyby choć ten jeden element poprawiono albo dano graczowi możliwość dostosowania interfejsu, chętniej wróciłbym do gry. Na razie pozostaje mi śledzić rozwój tytułu i sądzę, że fani World of Tanks znajdą tu coś dla siebie. Pod względem koncepcji rozwoju marki może to być sukces, nawet jeśli ja nie należę do jego grupy docelowej.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse


Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Wargaming.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Marcin Ćwiek
Imperator krainy jeży, pasjonat ciężkiej muzyki, gracz i obieżyświat. Cześć! Mam na imię Marcin i uwielbiam grać oraz gotować, podróżować, aktywnie spędzać czas z moją kochaną rodzinką. Za dnia jestem ojcem oraz menadżerem hostelu w centrum Gdańska, w nocy zaś zakładam kocyk i ratuję wirtualne światy 😄 Gram na wszystkim i nie lubię wojen konsolowych!
Scroll to top