Kojarzycie takie gry, które potrafią wciągnąć bez reszty, a po latach wraca się do nich z sentymentem? Dla mnie taką grą była Anima: Gate of Memories. Niszowy tytuł od małego dewelopera, który pochłonął mnie na długo. Powstał nawet sequel, Anima: The Nameless Chronicles, ale oba tytuły, mimo że zapadające w pamięć, szybko gdzieś zniknęły w odmętach growego rynku. Na szczęście, otrzymaliśmy odświeżoną kolekcję obu gier – Anima: Gate of Memories I & II Remastered na PS5. To idealny moment, by zanurzyć się w ten unikalny świat, a dla tych, którzy nie mieli okazji, to wręcz obowiązkowa pozycja.
Dalsza część tekstu pod materiałem video
Opowieść z księgi i koszmarna rzeczywistość
Anima: Gate of Memories to Action RPG Third-Person, czerpiący garściami ze świata gry stołowej Anima: Beyond Fantasy. W pierwszej części wcielamy się w The Bearer, wojowniczkę, która zostaje przymusowo połączona z Ergo – sarkastycznym bytem uwięzionym w magicznej księdze. Razem przemierzają świat w celu zniszczenia zła, które pustoszy krainę, jednocześnie odkrywając tajemnice własnych egzystencji. Drugi tytuł, Anima: The Nameless Chronicles, jest uzupełnieniem historii, opowiedzianym z perspektywy bezlitosnego The Nameless, postaci, która w pierwszej odsłonie postrzegana była jako wróg. Poznajemy jego motywacje i odkrywamy drugie dno całej opowieści.
To, co najbardziej uderza w obu grach, to ich unikalna atmosfera. Przywodzą na myśl serię Nier pod względem mrocznej fabuły, szalonego stylu i ogólnej tajemniczości. Historia, choć z początku chaotyczna, wciąga i zmusza do odkrywania kolejnych jej warstw. Dialogi są często dowcipne, szczególnie dzięki Ergo, co dodaje lekkości w opowiadaniu tak mrocznej opowieści. The Bearer i The Nameless to naprawdę ciekawe postacie, z dobrze zarysowanymi motywacjami i dylematami.
Remaster: nowa szata, stare kości?
Największą zmianą w Anima: Gate of Memories I & II Remastered jest oczywiście oprawa wizualna. Obie gry zostały przebudowane od podstaw, aby dostosować je do współczesnych platform. Różnica jest zauważalna: lepsze oświetlenie, bardziej szczegółowe środowiska i ogólnie przyjemniejszy dla oka efekt. Ważne jest jednak, aby pamiętać, że pod tą nową warstwą kryją się te same „stare” gry z 2016 roku. Nie oczekujmy grafiki rodem z najnowszych hitów, ale odświeżenie jest na tyle solidne, że nie razi w oczy.
Poprawiono także płynność animacji i framerate, co na PlayStation 5 daje bardzo przyjemne doświadczenie. Niestety, mimo wizualnych ulepszeń, podstawowe problemy rozgrywki sprzed lat pozostały nienaruszone. Jest to zarówno błogosławieństwo, pozwalające zachować unikalny charakter gry, jak i przekleństwo, odświeżające stare frustracje. Dziś, gdy gry stawiają na intuicyjność i prowadzenie gracza za rękę, Anima wciąż pozostaje wierna swojej enigmatycznej naturze.
Płytka przyjemność, głębokie wady
Walka w Anima: Gate of Memories I & II Remastered pozostaje sztywna i nieco toporna, podobnie jak w oryginale. Choć twórcy dokonali pewnych rebalansów, nadal zdarza się, że wrogowie spamują dystansowymi atakami, zmuszając do ciągłego unikania i szukania okienek na cios. System blokowania celu (lock-on) nadal jest niezręczny, ale po przyzwyczajeniu się do niego, da się go opanować. Możliwość swobodnego przełączania się między The Bearer i Ergo (lub The Nameless) w trakcie walki wprowadza element taktyczny, choć ich zestawy ruchów są początkowo bardzo podobne.
Eksploracja i rozwiązywanie zagadek to kluczowe elementy Animy. Świat jest nieliniowy, a postępy często zależą od odkrywania ukrytych ścieżek i wspomnień. Niestety, tutaj też ujawniają się wady – brak wyraźnych wskazówek i mylący design lokacji potrafią sprawić, że gracz poczuje się zagubiony. Natomiast sekcje platformowe, z ich sztywnymi kontrolami, potrafią być frustrujące. Mimo to, otwarta struktura pozwala na omijanie trudniejszych fragmentów i wracanie do nich po wzmocnieniu postaci, co jest świetnym rozwiązaniem.
Dźwięki z innej bajki
Warstwa audio w Anima: Gate of Memories I & II Remastered to mieszanka wzlotów i upadków. Muzyka orkiestrowa to absolutny majstersztyk, doskonale oddający magiczny i jednocześnie melancholijny nastrój świata. Poszczególne krainy, takie jak Gaia czy Arcane Tower, zyskują na głębi dzięki świetnie dobranym utworom, które zapadają w pamięć. To właśnie dzięki muzyce świat gry ożywa i wciąga bez reszty.
Niestety, efekty dźwiękowe walki i otoczenia są mniej imponujące, bywają słabe i przestarzałe. Czasami brakuje wyraźnych sygnałów audio, co może prowadzić do chaosu, szczególnie w intensywnych starciach. Dubbing, podobnie jak w oryginale, jest dość płaski i pozbawiony emocji, choć wyjątki, takie jak zabawny Ergo, nieco ratują sytuację. Szkoda, bo tak dobra muzyka zasługuje na oprawę dźwiękową na równi wysokim poziomie.
Smak goryczy z nutką nostalgii
Anima: Gate of Memories I & II Remastered to pozycja dla koneserów. Jeśli szukacie unikalnej gry z intrygującą historią, głębokim budowaniem świata i nieliniową rozgrywką, to odświeżona Anima z pewnością was zadowoli. Pomimo wizualnych i technicznych ulepszeń, gra zachowała swój charakter, ze wszystkimi wadami i zaletami. Sztywna walka, frustrujące momenty w eksploracji i nierówny dubbing mogą odstraszyć niektórych graczy, szczególnie tych oczekujących współczesnych standardów płynności i wygody.
Jednak dla tych, którzy gotowi są przymknąć oko na niedociągnięcia, Anima: Gate of Memories I & II Remastered oferuje niezapomniane doświadczenie. To gra, która mimo upływu lat, wciąż potrafi zaskoczyć i wciągnąć w swój mroczny, magiczny świat. Możemy liczyć na sporą liczbę trofeów, w tym platynę, która wymaga ukończenia obu gier z różnymi zakończeniami i na różnych poziomach trudności. Osobiście polecam ją każdemu, kto szuka czegoś świeżego i odważnego, co wyróżnia się na tle współczesnych, często wtórnych gier Action RPG.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.





