Arcane — recenzja serialu. Nie znając League of Legends i tak będziecie się dobrze bawić

Arcane

Jako miłośnicy popkultury już dawno musieliśmy pogodzić się z pewnym paradoksem. Mianowicie, filmy, które kochamy, dostają kiepskie gradaptacje, a gry, które kochamy, mają jeszcze gorsze adaptacje filmowo-serialowe. W najlepszych wypadkach dostajemy przyjemne średniaki, które mogą podobać się najwierniejszym fanom, ale rzadko kiedy wywołują zachwyty. Arcane od Netflixa zdaje się pierwszym przypadkiem, gdzie gra owiana jednocześnie sławą i niesławą (głównie za sprawą toksycznej społeczności), dostaje animowaną adaptację, która przypada do gustu nie tylko fanom gry, ale też osobom, którym była ona zupełnie obojętna.

League of Legends

Na początek nadmienię, że też miałem krótką przygodę z League of Legends w 2011 roku. Nie zdążyłem jednak zapoznać się z większością postaci kluczowych dla Arcane, które zostały wprowadzone do gry miesiące, a nawet lata po tym, gdy już przestałem grać. Podszedłem zatem do oglądania nowej serii Netflixa z poziomu laika. I nie wydaje mi się, żebym cokolwiek na tym stracił.

Witajcie w Piltover!

Akcja serialu toczy się w dwóch miastach połączonych mostem i splecionych ze sobą w odwiecznym konflikcie. Piltover jest tym ładniejszym, bardziej rozwiniętym i z reguły przyjemniejszym miejscem do życia, podczas gdy Zaun przypomina jeden wielki slums, gnijący w cieniu swojego bratniego miasta. Jedni zazdroszczą drugim dobrobytu, a drudzy pierwszymi gardzą. Gdy opada kurz po jednej z wielu bitew pomiędzy miastami, poznajemy dwie sieroty – Vi, oraz jej młodszą siostrę Powder, które zostają przygarnięte przez Vandera – lokalny autorytet i właściciela pubu, który w konkursie na przyszywanego ojca roku ustępuje tylko Piotrowi Fronczewskiemu w Rodzinie Zastępczej.

Główna linia fabularna śledzi losy Vi i Powder, które zmagają się z trudnymi realiami przetrwania w Zaun, nierzadko uciekając się do mniej niż legalnych źródeł generowania przychodu. Vi odnajduje się w tym wszystkim wyśmienicie. Jest zdecydowana, charyzmatyczna i potrafi nieźle przywalić! Gorzej jest z Powder, która jest przeciwieństwem swojej siostry – jest nieśmiała, fajtłapowata i nieustannie deprecjonowana przez członków ich szajki. Na skutek zdarzeń, o których nie chcę tutaj pisać (SPOILERY), drogi sióstr jednak się rozchodzą. Vi na jakiś czas zapada się pod ziemię, a Powder, po przeżyciu osobistej tragedii, ląduje w gangu z prawdziwie najgorszym sortem.

Arcane League of Legends

Równolegle do wątku sióstr obserwujemy też zmagania Jayce’a Talisa, wynalazcy, który od najmłodszych lat owładnięty jest obsesją połączenia magii i technologii, czyli czymś, co wielu przed nim uważało za niemożliwe. Jayce wraz ze swoim partnerem Viktorem naginają jednak granice znanej im nauki i tworzą Hextech, magiczno-technologiczny twór, który ma potencjał zmienić świat. Odkrycie to przysparza Jayce’owi przychylność władz Piltover oraz zapewnia coraz większe wpływy polityczne, ale też powoli wplątuje go w sieć intryg i zależności.

Mijają lata. Jayce przeprowadza istną technologiczną rewolucję, a gang, w którym znalazła się Powder, trzęsie całym Zaun. Napięcie pomiędzy miastami rośnie, a do gry wraca Vi, ze wsparciem pochodzącej z elit Piltover Caitlyn, zdeterminowana, żeby odnaleźć swoją siostrę. Nie wie jednak, że zamiast swojej małej siostrzyczki znajdzie szaloną i nieobliczalną… Jinx.

W tym szaleństwie jest szaleństwo

Pomimo tego, że starsza z sióstr ma więcej czasu antenowego, to właśnie Jinx kradnie show. Dorosła wersja Powder to chodząca beczka prochu – jest niebezpieczna, śmiertelnie skuteczna, a przy tym bywa niezrównoważona. Potrafi być urocza, przerażająca, rozbrajająca i budząca współczucie… i cały ten zakres możemy zobaczyć w przeciągu zaledwie kilkusekundowej sceny z nią w roli głównej.

Arcane - Jinx

Mówiąc o Jinx, nie da się chyba uniknąć porównań do Jokera z DC, ale ostatecznie uważam, że odbiór szaleństwa Jinx jest dużo bardziej niejednoznaczny. Dzięki temu, że mamy możliwość zapoznać się z bohaterką przed jej upadkiem moralno-psychologicznym, jest nam o wiele łatwiej zrozumieć, z czego wynika jej szaleństwo.

Dostajemy nawet scenę dość bezpośrednio nawiązującą do komiksu “Śmierć Rodziny”, w którym Joker serwuje nietoperzej gromadce dość specyficzny posiłek. W Arcane to Jinx podaje do stołu, ale widząc przerażenie swojego więźnia na widok zakrytej tacy, kwituje, że nawet ona nie jest aż tak szalona. I coś w tym jest. Szaleństwo Jokera, bez wnikania w konkretne wcielenia tej postaci, ciężko uzasadnić czy usprawiedliwić. W przypadku Powder wiemy jakie traumy przeżyła, co straciła i jakie demony ją prześladują, a twórcy serialu korzystają z bardzo ciekawych zabiegów, żeby pokazać widzowi, z czym zmaga się bohaterka. Oczywiście, nie usprawiedliwia to wszystkich jej akcji, ani nie zapewnia przebaczenia, ale zrozumienie? Możliwe.

Widowisko w jakie jeszcze nie graliśmy

Oprawa wizualna z jednej strony jest dość unikalna jak na animację, ale z drugiej może wyglądać graczom znajomo. W końcu malowane cyfrowo tła, trójwymiarowe modele postaci i specyficzny pop-artowy styl to znak rozpoznawczy gier od Telltale. Zdecydowana przewaga, którą jednak ma Arcane, wynika z genialnych efektów specjalnych i dużo bardziej szczegółowych tekstur. Mało tego, w całym serialu można dopatrzyć się masy efektów imitujących prace tradycyjnych kamer, co dalej pogłębia wyjątkowość tej produkcji. Efekt jest, co tu dużo mówić, spektakularny.

Tam, gdzie Arcane błyszczy najbardziej, to jednak sceny akcji, które są piekielnie dobrze zrealizowane. Wszystkie walki są widowiskowe, nawet wtedy, gdy postaci walczą na pięści. W każdym ruchu postaci czuć dynamikę, w każdym ciosie moc. Długo nie mogłem wyjść z podziwu, jak dobrze twórcy zrealizowali pojedynki, ale jak przypomniał mi Kamil (@podryban), Riot zawsze było w tym dobre.

Pojedynek

Koniecznie muszę wspomnieć o jednym z najciekawiej zrealizowanych pojedynków serii, którym jest walka Ekko. Nie powiem, z kim się bije, ale oglądając, od razu załapiecie, o którą scenę mi chodzi. Pojedynek ten został zrealizowany w odrobinę innej konwencji, niż reszta potyczek z serialu, i jest swoistym dowodem na to, że Arcane było tworzone przez ludzi pełnych pasji i pomysłu. Wizualny obłęd, świetna koncepcja i silny ładunek emocjonalny składają się na prawdziwie niezwykłą sekwencję.

Smocza muzyka

Nie mogę nie napisać też o udźwiękowieniu, które stoi na poziomie gdzieś pomiędzy genialnym a wybitnym. Dostaliśmy między innymi kawałek Enemy od samych Imagine Dragons przygotowany specjalnie na potrzeby intra do serialu. Zresztą, cały soundtrack to zbiór świetnych utworów, które pomimo współczesnego klimatu, pasują do Arcane jak ulał.

Warto zaznaczyć, że wspomniane wcześniej sceny walk są tak efektowne między innymi dzięki odpowiednio dobranemu podkładowi. Zgranie widowiska z muzyką niemal przypomina mi najlepsze fanowskie wycinki walk z anime. Serio, te sceny można spokojnie zapętlić i podziwiać godzinami!

Jinx

Jeżeli chodzi o minusy tej produkcji, to mam tylko dwa zastrzeżenia! Wątek polityczny, mimo tego, że wcale nie był zły, momentami mnie nudził. Jayce trochę zbyt łatwo wspina się po szczeblach kariery, a autorytety dotychczas kształtujące rzeczywistość Piltover oddają władzę, nie zastanawiając się nad tym dłużej niż parę minut. Drugim, co mnie gryzło to relacja Vi i Caitlyn, która wzięła się praktycznie znikąd i błyskawicznie przemieniła się w silną więź, gubiąc po drodze co najmniej kilkanaście etapów znajomości. W Świecie serialu ogólnie wszyscy ufają wszystkim trochę ZA BARDZO.

Prawdziwa bomba!

Arcane robi wszystko dobrze. Ma świetne postaci, genialny voice acting, wciągającą fabułę i widowiskową akcję. Z bohaterów kipią prawdziwe emocje – targają nimi rozterki, przeżywają straty i przezwyciężają przeciwności. W mojej osobistej ocenie jest to najlepsza Netflixowe produkcja zeszłego roku. (Geralt, wybacz… ale te monolity!)

Bohaterka Arcane

Nie musicie znać League of Legends, nie musicie tej gry lubić, ale Arcane powinniście zobaczyć. Zróbcie to, a później czekajcie ze mną na premierę drugiego, już potwierdzonego, sezonu. Po zakończeniu dziewiątego odcinka na pewno wiem jedno – będzie wybuchowo!

Autorem tekstu jest Artur Chojnacki. Recenzja pojawiła się również na jego blogu.

Scroll to top