Avowed – recenzja (PS5). Eora dla mniej wymagających

Gra dostępna na:
PC
PS5
XSX
Logo gry Avowed przedstawiające mroczną, surrealistyczną kompozycję. Centralnym elementem jest metaliczna czaszka przeobrażająca się w różowo-fioletowe, organiczne kształty przypominające korzenie i liście. Po lewej stronie widoczny jest miecz, a całość uzupełnia powiewająca bordowa peleryna. Tytuł gry jest zintegrowany z grafiką, wykorzystując różnokolorowe, metaliczne odcienie przechodzące od niebieskiego do fioletu i różu.
Konrad Noga
Konrad Noga

Minął rok od premiery kontrowersyjnego ze względów polityczno-kulturowych Avowed. Klasycznie, kurz opadł, walka przeniosła się w okolice innego tytułu, a więc debiut „Skyrima od Obsidianu” na PlayStation 5 stanowi świetną okazję, by spojrzeć na ten tytuł ponownie, tym razem chłodnym okiem i bez poczucia potrzeby stawania okoniem, tylko po to, by obrzucić ten tytuł błotem za uwzględnienie zaimków, czy też, by go przed tą mazią bronić. Zrobić to warto przede wszystkim dlatego, że Avowed, pomimo swoich licznych ułomności, jest też u podstaw zwyczajnie niezłą, choć raczej lekką grą RPG, osadzoną w fascynującym świecie Eory.

Dalsza część tekstu pod materiałem video

Ziemie żyjące konfliktami

Nazwę tę znać możecie, jeżeli kiedykolwiek wcześniej zagłębiliście się w serię Pillars of Eternity. Avowed dzieli bowiem z nimi swój świat, aczkolwiek rzuca nas na nowy, wciąż jeszcze dziki kontynent Żyjących Ziem, gdzie zostajemy wysłani jako wyznaczony przez samego cesarza emisariusz Imperium Aedyru, by zbadać i – jeśli to możliwe – położyć kres trawiącej te ziemie Sennej Zarazie – chorobie, przypominającej w pewnych względach wściekliznę. Jednocześnie wplątujemy się w samo serce walki o władzę między naszym Imperium, podlegającą mu grupą fanatyków z militarnej grupy Stalowej Garoty, a także poszczególnych państw-miast Żyjących Ziem.

Avowed - Pan Ptaszek
Żyjące Ziemie – jak i cała Eora – pełne są dziwacznych ras, takich jak ta reprezentowana przez tego oto Pana Ptaszka.

Ciekawe motywy sięgają dalej, bo my sami, choć możemy spersonalizować wygląd i płeć bohatera, jesteśmy Boskim, czyli osobą dotkniętą przez jednego z bogów w momencie narodzin, co objawia się dziwnymi, kryształowo-grzybowymi naroślami na naszej głowie (co dziwne, można ich widoczność wyłączyć, ale nasi rozmówcy nadal będą na nasz specyficzny wygląd reagować). Psikus polega na tym, że jesteśmy w zasadzie jedynym Boskim, do którego nie przyznaje się żaden bóg, ale kiedy tylko trafiamy do Żyjących Ziem, zaczynamy słyszeć w swojej głowie tajemniczy, nieznany nam głos.

Warto przy tym nadmienić, że choć Pillars of Eternity i Avowed dzielą ze sobą świat, znajomość żadnej z odsłon tej pierwszej marki nie jest wymagana. Weterani z pewnością rozpoznają wspominane niekiedy Jelenioborze, a wydarzenia z Archipelagu Martwego Morza przytaczane są stosunkowo często, ale – choć wiedza o tych wydarzeniach jest premiowana – nie musicie się nazbyt przejmować, jeśli kompletnie nic Wam to nie mówi. Avowed bez problemu stoi scenariuszowo na własnych nogach, stanowiąc tym samym całkiem niezły punkt wejścia do fascynującego świata Eory.

Avowed - leśne krainy
Żyjące Ziemie zdecydowanie potrafią zachwycić fantazyjnymi projektami lokacji.

Konsekwencje obranej ścieżki

Snuta przez Obsidian historia o walce z Senną Zarazą wypada przy tym naprawdę interesująco, potrafiąc niekiedy mocno zaskoczyć przebiegiem akcji i w zasadzie do samego końca podaje w wątpliwość słuszność podejmowanych przez nas decyzji. Tych jest przy tym całkiem sporo, a przede wszystkim wpływają na świat przedstawiony. W wyniku naszych wyborów możemy nie tylko być zupełnie inaczej postrzegani przez nomen omen żyjących w Żyjących Ziemiach ludzi, ale też zmienić może się przebieg niektórych zadań pobocznych lub możemy stracić do nich dostęp (aczkolwiek niekiedy miło byłoby zostać przed tym ostrzeżonym, zanim czekający na swój kolej quest w dzienniku zostanie „uwalony”).

Należy przy tym zaznaczyć, że choć fabuła Avowed dotyczy epidemii i zahacza również o tematy metafizyczne, to jest to mimo wszystko dość skromna w swoich rozmiarach przygoda. To znaczy, jasne, jej zaliczenie zajmie Wam kilkanaście bądź nawet kilkadziesiąt godzin, ale bynajmniej nie jest to produkcja o skali Skyrima, do którego tak chętnie była ona porównywana. Nie ma tu gildii czy mechanik, którym można poświęcić godziny – zamiast tego otrzymujemy szereg mniejszych, ale nierzadko zawierających jakiś ciekawy twist zadań.

Avowed - śnieżne krainy
Żyjące Ziemie pełne są również pomniejszych, acz nie mniej nieciakwych instancji.

Jedna, mała wyspa, mnóstwo różnorodności

Nie jest to bynajmniej gra mała. Wręcz przeciwnie, jej rozmiary są w sam raz, co uważam za odświeżające w erze rozdmuchanych, przepotężnych RPG-ów. Żyjące Ziemie podzielono na cztery słusznych rozmiarów regiony, które cieszą różnorodnością – od rajskich portów, przez piaszczyste kaniony, aż po wulkaniczne pustkowia – jednocześnie nie przytłaczając swoimi rozmiarami. Również czwórka dostępnych towarzyszy cieszy rozmaitymi charakterami i poglądami na świat, a choć może się wydawać to śmiesznie małą liczbą pomocników jak na grę RPG, to w efekcie każdy z nich otrzymuje wystarczająco dużo czasu antenowego, by zapaść w pamięci. Przy okazji każdy z nich służy za przewodnika po poszczególnych regionach Żyjących Ziem, jeszcze bardziej potęgując wrażenie obcowania ze spójnych, połączonym ze sobą na rozmaite sposoby światem.

Kali bić, Kali lać

Nieco mniej kolorowo wypada natomiast sama rozgrywka, która jest wystarczająco dobra, by dawać nieco frajdy, ale jednocześnie na tyle przeciętna, by nie zapadać na dłużej w pamięci. Najmocniej widać to w kontekście walki. Mówię przede wszystkim o starciach przy użyciu broni białej, bo jako wojownik to właśnie z nią miałem do czynienia najwięcej, od czasu do czasu wspomagając się zaledwie bronią palną, z której bazowo korzysta klasa łowca. Klasycznie wybrać może też maga i jego grymuary. W przeciągu kilkudziesięciu godzin nie natknąłem się na ani jedno starcie, które wywołałoby we mnie większe emocje, wliczając w to starcia z bossami. Walka jest raczej koniecznością, niż czymś, czego się wyczekuje, ba, w pewnym momencie zaczyna zwyczajnie nużyć ze względu na swoją powtarzalność.

Avowed - strzelanie
W trakcie gry w locie można przełączać się między dwoma wybranymi typami uzbrojenia.

Jak pewnie zdążyliście już zauważyć, liczba klas jest raczej skromna. Łatwo więc poczuć się dość ograniczonym w kontekście rozwoju swojej postaci, w czym zdecydowanie nie pomaga fakt, że cała progresja, to jest nasze szanse w starciu z przeciwnikami, oparto nie o poziom lub atrybuty naszej postaci czy statystyki noszonego ekwipunku, lecz o klasę tego ostatniego, co wymaga notorycznego poszukiwania surowców, które pozwolą nam na zamienienie, dajmy na to, pospolitego miecza w legendarny kozik. Służy to raczej wydłużeniu czasu rozgrywki, aniżeli zapewnieniu satysfakcjonującej zabawy. Avowed teoretycznie oferuje różne rodzaje broni białej i pancerzy, ale – dla przykładu – każdy miecz dwuręczny w obrębie tej samej klasy będzie miał dokładnie te same statystyki. Broń i opancerzenie różnią się w zasadzie wyłącznie efektami specjalnymi. Efekt tego jest taki, że zbroja, którą kupicie na początku gry, będzie z dużą dozą prawdopodobieństwa towarzyszyć Wam w finale. To w moim odczuciu chybiony pomysł, zawężający tylko możliwe buildy postaci.

Eksplorowanie na własną rękę

Zdecydowanie lepiej wypada natomiast eksploracja. Avowed wręcz błyszczy pod tym względem, w zasadzie na każdym kroku oferując coś ciekawego do odnalezienia. Nie brak oczywiście przepięknych widoków, ale pośród nich odnajdziemy ponadto skrawki historii zapisane w dziennikach oraz wizjach, a także poukrywane w świecie skarby, zazwyczaj w postaci nowego sprzętu i przedmiotów potrzebnych do jego ulepszania. Co ciekawe, świat Avowed zaprojektowano tak, by można było zwiedzać go bez mapy. Zlecający nam zadania mieszkańcy Żyjących Ziem zazwyczaj – o ile droga jest im znana – poinformują nas o tym, jak dostać się do konkretnego miejsca, uwzględniając między innymi strony świata czy charakterystyczne miejsca. To świetny pomysł, który powinien być w grach stosowany zdecydowanie częściej.

Avowed - tęgi chłop z pałą
Poza głównym wątkiem i zadaniami fabularnymi, zająć można się między innymi polowaniem na łotrów.

Nowe bajery i problemy

Wersja na PlayStation 5 przyniosła ze sobą kilka interesujących zmian, którymi cieszyć mogą się wszyscy, niezależnie od posiadanej platformy. Nie ma tego wprawdzie jakoś bardzo dużo, ale wprowadzenie New Game+ czy trybu fotograficznego to miłe bajery. Pojawiło się też sporo dodatkowych opcji personalizacji, poczynając na elementach kosmetycznych, a na trzech nowych, grywalnych rasach (krasnoludy, łuskowaci Aumanie i futrzaści Orlanie) kończąc. Wygląd bohatera można teraz zmienić również w trakcie rozgrywka, a ona sama doczekała się kilku zmian, jak choćby nowe ustawienia poziomu trudności czy fakt, że przeciwnicy co jakiś czas odradzają się na mapie.

Pod względem technicznym port na PlayStation 5 sprawuje się na ten moment całkiem nieźle. Gra wygląda prześlicznie (nie licząc może nieco zbyt sztywnych momentami animacji w trakcie dialogów), ciesząc oczy pełnymi szczegółów teksturami narzuconymi na wysokiej jakości modele. Działa przy tym w zasadzie bez zająknięcia, niezależnie od tego, czy gramy w trybie 30, 40 czy 60 FPS, aczkolwiek w tym ostatnim niższa rozdzielczość i doładowywanie się tekstur podczas rozmów jest boleśnie widoczne. „Na ten moment” napisałem nie bez powodu, bo w okolicach premiery Avowed miało potężne problemy ze stabilnością i notorycznie wyrzucała mnie do pulpitu konsoli. Całe szczęście, że system automatycznych zapisów jest bardzo hojny, więc nigdy nie straciłem zbyt wiele postępu, ale jednak konieczność ponownego włączania gry po raz trzeci w ciągu pół godziny mocno irytuje. To powiedziawszy, jakiś czas temu problem w zupełności ustał i Avowed działa stabilnie nawet w ciągu kilkugodzinnych sesji, ale z recenzenckiego obowiązku należy o tym wspomnieć.

Avowed - rozmawianie

Eora dla mniej wymagających

Nie ukrywam, że przy Avowed trzymała mnie przede wszystkim historia i intrygujący świat Żyjących Ziem. Mnóstwo frajdy dawało mi obcowanie z dziwacznymi lokalsami, poznawanie ich zwyczajów i zwyczajne szwendanie się po tym pięknym, kolorowym świecie. Jeżeli jednak poszukujecie głębokiego RPG-a z masą różnych opcji rozwoju, to radziłbym raczej sięgnąć po remaster Obliviona. Avowed to bowiem „erpeg” w wersji lite z przeciętnym systemem walki, który stawia raczej na opowiedzenie graczowi interesującej historii i pozwolenie na przeżycie przygody, aniżeli na spełnienie swoich najskrytszych marzeń. Paradoksalnie takie podejście sprawia, że gra Microsoftu całkiem nieźle wpisuje się w portfolio Sony.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Xbox Polska.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.

Avatar photo
Moim ulubionym kolorem jest zielony, ale akceptuję też niebieski i czerwony. Choć preferuję siedzenie na kanapie, nie wzgardzę nawet taboretem. Staram się bowiem nie ograniczać i grać we wszystko, na wszystkim. Pasję do grania z radością łączę ze swoją drugą miłością – pisaniem.
Scroll to top