Boti Byteland Overclocked – recenzja (PC). Czy warto wybrać się w podróż do “bajtowej” krainy?

Gra dostępna na:
PC
Demo Boti Byteland Overclocked Banner

Za każdym razem, gdy słyszę zwrot platformówka 3D, przypominają mi się takie klasyki jak Spyro, Ratchet & Clank czy Sly Cooper. Nie oznacza to oczywiście, że obecnie nie ukazują się żadne godne uwagi tytuły z tego gatunku. Rok 2022 dał nam takie perełki jak Tinykin (2022), Kirby and the Forgotten Land (2022) czy choćby Sonic Frontiers (2022), którego recenzję możecie przeczytać na naszych łamach. Co prawda na temat tego ostatniego zdania są mocno podzielone, ale naszemu gościowi specjalnemu produkcja ta przypadła do gustu. Niestety obecny rok był zdecydowanie uboższy, jeżeli chodzi o skakanie w trzech wymiarach. Jeżeli mnie pamięć nie myli, to oprócz SpongeBob SquarePants: The Cosmic Shake (2023) nic specjalnego się nie ukazało. Dlatego bardzo czekałem na Boti Byteland Overclocked.

Demo wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie i nie mogłem się doczekać, kiedy sprawdzę pełną wersję. Czy opłacało się zapisywać projekt polskiego Purple Ray Studio na steamowej liście życzeń, czy jest to plątanina zer i jedynek, które w żaden sposób do siebie nie pasują?

Podkręćmy tego PCta

Boti Byteland Overclocked to kolorowa platformówka 3D z pociesznym robotem w roli głównej. Jako świeżo upieczony mieszkaniec Bajtolandu, który w fantastyczny sposób bazuje na komputerowych podzespołach, postanawia usprawnić jego działanie. W wykonaniu zadania pomagają mu małe latające drony o sprytnych imionach Zero i Jeden, które raz za razem podsuwają mu nowe pomysły oraz podpowiedzi, jednocześnie przekomarzając się nawzajem. Niestety plan małego bohatera został pokrzyżowany, wskutek czego cyfrowa drużyna musi znaleźć wyjście z niewygodnej sytuacji.

Boti Byteland Overclocked Screen 01
Boti nie do końca wie, co się dzieje, ale zadanie ma jasne — podkręcić atmosferę.

Fabuła jest prosta, łatwa i przyjemna. Nie ma tu ani niesamowitych plot twistów, ani żadnych głębokich postaci. Historia jest po to, aby gracz miał jakąś motywację do skakania po platformach, walczenia z przeciwnikami i przemierzania elektronicznej krainy, poziom po poziomie. W bardziej złożonej grze najprawdopodobniej mogłoby to przeszkadzać, ale tutaj takie rozwiązanie idealnie pasuje.

Świetny pomysł na Boti Byteland Overclocked

Powiem szczerze, że sposób, w jaki przedstawiony jest świat, zasługuje na ogromną pochwałę i jest rzeczą, która najbardziej przypadła mi to gustu. Bazowanie na bebechach komputerów osobistych widać na każdym kroku. Wiatraczki, części chłodzenia, kabelki, układy elektroniczne czy rezystory to materiały budulcowe każdej planszy. Nawet zamieszkujące kolorowy teren stworki wyglądają jak kondensatory. W rolę przeciwników wcieliły się robaki i glitche. Stoczymy tu nawet bój z koniem trojańskim. Ktokolwiek wymyślał poszczególne komponenty, miał przejrzysty obraz końcowy, a przynajmniej tak to dla mnie wyglądało.

Z ogromną przyjemnością przemierzałem każdy zakamarek w poszukiwaniu poukrywanych skrzyń z danymi oraz kodów QR z dodatkowymi strojami. Uważam, że historia opowiedziana w Boti Byteland Overclocked pasowałaby praktycznie do każdego otoczenia, ale stworzone przez Purple Ray Studio universum nadaje się do tego najlepiej.

Boti Byteland Overclocked G104

Lepsze jest wrogiem dobrego

Wiadomo, że aby przyjemnie spędzało się czas, grając w platformer, sterowanie musi być zaimplementowane idealnie i tak właśnie prezentuje się ono w Botim. Główna postać jest responsywna, skacze na taką wysokość, jakiej się człowiek spodziewa, ciosy zadaje, wtedy kiedy trzeba i nie ślizga się po każdej powierzchni, jakby miała wrotki zamiast stóp.

Nie ma tutaj też żadnych niestandardowych mechanik. Podwójny skok, krótki dash, zwykły atak oraz ground pound to wszystko, czym przesympatyczny robocik dysponuje na początku. W późniejszych etapach odblokowujemy swego rodzaju magnes, który w pewnym stopniu urozmaica rozgrywkę. Trochę szkoda, że twórcy nie pokusili się na dodanie czegoś niestandardowego, co mogłoby chociaż trochę podnieść poziom trudności skakania pomiędzy platformami. Z drugiej strony mam wrażenie, że głównym odbiorcą Boti Byteland Overclocked mają być dzieci dopiero poznające świat elektronicznej rozrywki. Jeżeli faktycznie taki był zamysł drużyny Fioletowej Płaszczki, to wykonali dobrą robotę. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić to chwilowe oszołomienie po ground poundzie, ale i do tego też się można przyzwyczaić.

Boti Byteland Overclocked pełen problemów

Jak dotąd pisałem same pozytywne rzeczy o recenzowanej produkcji, ponieważ grało mi się w nią naprawdę przyjemnie. Z tego właśnie powodu jest mi niezmiernie przykro wymienić ogromną liczbę pomniejszych problemów towarzyszących mi podczas prawie dwudziestu godzin spędzonym w cyfrowym świecie. Zanim jednak to zrobię, muszę pokrótce przedstawić, jak wyglądała moja przygoda z tym tytułem.

Kod do recenzji dostałem prawie miesiąc temu. Podczas mojego pierwszego pełnego przejścia natknąłem się na mnóstwo baboli. Wrogowie nie reagowali na moją obecność, nawet gdy znajdowałem się centralnie przed nimi. Nawet cios prosto między oczy nie wzbudzał ich z letargu. Blokowałem się na przełącznikach, które trzeba uderzyć, aby zadziałały. Mieszkańcy Bajtolandu często komentują poczynania Botieg krótkim tekstem w dymku. Czasami był on po angielsku a czasami po polsku. Niektóre przerywniki filmowe potrafiły odpalić się bez dźwięku, a o braku interfejsu nawet nie wspomnę.

Boti Byteland Overclocked Screen 02
W lewym górnym rogu powinny być serduszka, ale jakiś złośliwy robal musiał je podwędzić.

Ahh ten kontroler

Pomimo tego, że grałem na padzie od Xboxa, pojawiały się podpowiedzi z obrazkami z przycisków znanymi z kontrolerów konkurencji. Co gorsza, w żaden sposób nie mogłem zmusić gry do działania z DualSense’em. Kilka segmentów, których nie chcę zdradzać, wygodniej przechodziło się na klawiaturze, bo tytuł w dziwny sposób rejestrował wychylanie analoga. To nie były wszystkie wpadki przeze mnie zaobserwowano, ale wypisałem tylko te najbardziej irytujące i rzucające się w oczy.

Miałem nadzieję, że do premiery warszawski zespół załata te rażące jednak błędy. Niestety nie udało się to w stu procentach. Ostatnią kilkugodzinną sesję zafundowałem sobie dwa dni przed premierą i nadal napotkałem wspomniane powyżej niedociągnięcia. Nie były już tak częste, jak prawie miesiąc temu, ale jednak nadal były.

Ładnie, ale jakim kosztem

Boti Byteland Overclocked wygląda bardzo ładnie. Wszystko jest kolorowe i pełne wyrazu. Krainy wypełnione są przedmiotami do zniszczenia, znajdźkami, power-upami i tubylcami. Bardzo często zatrzymywałem się żeby podziwiać elektronicznie widoki. Nie zrozumcie mnie źle. Daleko tej produkcji do Cyberpunka czy nawet Genshin Impact, ale ma w sobie to coś, dzięki czemu chce się zajrzeć w każdy kąt i wskoczyć na każdą platformę. Bonusem jest to, żę najczęsciej w takich miejscach jest jakaś znajdźka, bądź dodatkowa waluta potrzebna do ukończenia planszy albo zakupu nowych terenów w głównym hubie.

Fajnie by było, gdyby z taką oprawą stała też dobra optymalizacja. Niestety z tą jest różnie. Czasami wszystko działało bez problemów z włączoną w tle przeglądarką i otwartymi kilkunastoma zakładkami. Z ciekawości kilka razy odpaliłem jednocześnie inny tytuł i Boti nadal dawał radę, utrzymując 60 FPS-ów. Z kolei miałem sytuacje, w których włączałem grę zaraz po starcie systemu i spotykałem się z ogromnym spadkiem klatek. Walkę z jednym z bossów specjalnie powtórzyłem cztery razy i za każdym razem miałem niesamowite problemy z klatkarzem. Być może na komputerze stacjonarnym działałoby to lepiej, ale mój laptop (Asusa Rog Strix G17 – R7-5800H, 16GB, GeForce RTX 3060) już niejedno widział i radził sobie całkiem nieźle.

Co tam słychać w eterze

Oprawa dźwiękowa jest w porządku. Muzyka w tle przygrywa radośnie, a Zero i Jedynka cały czas przekomarzają się między sobą. Jedyne co irytowało mnie niesamowicie, to dynamiczne teksty naszych lewitujących kompanów. Za każdym razem gdy zginąłem albo zaczynała się jakaś rozróba jedno z nich musiało zarzuci jakimś tekstem. Z początku było to nawet zabawne, ale po jakimś czasie miałem tego serdecznie dosyć. Na szczęście twórcy chyba zdali sobie sprawę z takiego obrotu sprawy i dodali opcję pozwalającą wyłączyć te odzywki. Zdecydowanie należy się za to mały plusik.

Nie mogę polecić Boti Byteland Overclocked na ten moment ale…

Bardzo, ale to bardzo chciałbym zarekomendować produkcję Purple Ray Studio, ale niestety nie mogę tego z czystym sumieniem zrobić. Specjalnie grałem jeszcze kilkadziesiąt minut przed samą premierą, żeby zobaczyć czy wcześniej zauważone niedociągnięcia zostały rozwiązane. Z powyższej recenzji chyba domyślacie się, jakie były moje spostrzeżenie.

Wielka szkoda, że tak wyszło, ponieważ widziałem i tak naprawdę nadal widzę w Boti Byteland Overclocked potencjał. Fajny i wesoły świat zrobiony z pomysłem. Sympatyczny główny bohater, którego można przebierać w odblokowane podczas rozgrywki stroje. Dobre sterowanie wymagające niewielkich poprawek w specyficznych sytuacjach.

Mam nadzieję, że zespół z Warszawy nie zaśpi gruszek w popiele i będzie kontynuować łatanie dobrze zapowiadającej się trójwymiarowej platformówki. Właśnie dlatego postaram się obserwować ten tytuł i jeśli tylko czas pozwoli, sprawdzić go za jakiś czas na pewno tak zrobię. Jednocześnie zachęcamy do dodania go do wishlisty na Steamie, jeżeli choć trochę wzbudziłem Wasze zainteresowanie. Jest to raptem jedno kliknięcie, a dla twórców ma ogromne znaczenie. Nie pozostaje mi nic innego jak podziękować Wam za lekturę i trzymać kciuki za to, aby moja przyszła wizyta w Bajtolandzie była pozbawiona jakichkolwiek wpadek.

Gameplay (PC)


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), naszym Discordzie lub Fediverse. Jesteśmy też dostępni w Google News!


Za dostarczenie gry dziękujemy agencji Pirate PR oraz wydawcy Untold Tales.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.

Gra dostępna również na platformie Steam:

Avatar photo
Gram w gry odkąd pamiętam. Jako mały brzdąc właziłem na stołek, żeby pograć na automatach w salonie dziadka. Teraz rozsiadam się wygodnie w zaciszu własnego domu i z padem w rękach oddaję się swojemu ulubionemu hobby. Zawsze chciałem dzielić się swoimi wrażeniami ze wspaniałego świata wirtualnej rozrywki. Pamiętajcie, że czas spędzony na czytaniu nigdy nie jest czasem zmarnowanym.
Scroll to top