FixFox – recenzja (PC). Stała się rzecz niebywała! Lis naprawia, bo nie działa

Fixfox - okładka

Gry indie zawsze były dla mnie tego typu tytułami, które należały do tych ciut gorszych. Budżetowa grafika, czasami dość mało wyrazista fabuła… Jednymi słowy – totalna strata czasu. Dziś biję się w pierś, bo nie miałam racji. Indyki zaskakują mnie z tytułu na tytuł swoją pomysłowością. Tym razem chcę Wam przedstawić grę FixFox. O czym jest oraz czy warto? Zapraszam do recenzji!

Od człowieka do człowiekozwierzęcia

Wyobraźcie sobie, że w przyszłości ludzie by przeżyć muszą dostosować się do ciągle zmieniającego się klimatu. Kluczem jest operacja, która przeistacza człowieka w pół człowieka, pół zwierzę. Dlaczego? Temperatura we wszechświecie ulega obniżeniu, więc futro to konieczność. Na początku naszej przygody poznajemy liska o imieniu Vix. Pewnego dnia zostaje wysłany na bardzo ważną misję – przywrócenie łączności w galaktyce. I tutaj zaczyna się zabawa, ponieważ podczas wędrówki czeka na nas sporo eksploracji oraz rzeczy do naprawienia.

Naprawa = sukces!

FixFox to tytuł, gdzie głównym elementem jest naprawa zepsutych rzeczy w galaktyce za pomocą przeróżnych przedmiotów. Narzędzia możemy znaleźć dosłownie wszędzie, leżące pod kamieniem lub znajdujące się głęboko w kraterze. Vix to złota rączka, który stara się przywrócić do działania zepsute sprzęty. W trakcie rozgrywki dysponujemy zróżnicowanymi przedmiotami takimi jak znaczki pocztowe, plastry, monety, szpatułki, szczoteczki do zębów itd. Każdy przedmiot ma swoje przeznaczenie. Żeby uzyskać odpowiedź na pytanie „jak mądrze użyć danej rzeczy?” musimy udać się do Wyroczni. Ona klasyfikuje nieznane narzędzie, dzięki czemu będziemy mogli z niego korzystać. Warto również wspomnieć, że naprawa odbywa się za pomocą prostych mini gierek, co jest bardzo ciekawym rozwiązaniem.

Może się to wydawać dość skomplikowane, ale w rzeczywistości mechanika jest banalnie prosta. Znajdujesz coś, chowasz do swojego ekwipunku, sprawdzasz co to jest, używasz tego. Może się zdarzyć tak, że podczas naprawy zabraknie narzędzia. Wtedy warto skorzystać z zadań pobocznych, ponieważ za pomyślne ukończenie możemy otrzymać to czego potrzebujemy.

Grafika jest całkiem przyjemna dla oka

Wizualnie tytuł prezentuje się dobrze. Czuć klimat odrobiny retro, ponieważ piksele wylewają się z monitora, ale nie w negatywnym znaczeniu. Dla mnie bardzo na plus! Dodatkowo zachwyciła mnie różnorodność na każdej z planet, nie są one jednakowe pod względem wyglądu. Jednak przy dłuższej rozgrywce pojawia się wrażenie „w sumie, to już coś podobnego widziałam/em”. Podczas przygody towarzyszy nam widok z góry (trochę jak przy pierwszych odsłonach GTA). Muszę przyznać, że czasami jest to irytujące, bo nie mamy wpływu na działanie kamery. Ona żyje własnym życiem i niestety trzeba to zaakceptować.

Na dłuższą metę… meeeh

Pomimo, że FixFox jest całkiem przyjemnym tytułem, to z czasem robi się bardzo powtarzalny. Gra jest na około 13 godzin, a to całkiem sporo. W pewnym momencie zaczęłam odczuwać zmęczenie i monotonię. Mechanicznie wiele zadań nakładało się na siebie, dzięki czemu uderzał mnie pewien schemat: jedź tutaj, podepnij dyskietkę, napraw, podnieś ciężki sprzęt, zbuduj maszynę, powtórz to kilka razy. Niemniej jest jeden element, który trzyma to wszystko razem – fabuła. Tutaj trzeba przyznać, że historia została ciekawie napisana i im dalej w las, tym bardziej się zagęszcza. Mam wrażenie, że FixFox, to taki indyczy Assassin’s Creed 1 – gameplayowo nudny, fabularnie prześwietny.

Tutaj warto również wspomnieć o ekwipunku, bo to w pewnym stopniu „miejsce dowodzenia”. Jako że gra opiera się na gromadzeniu przeróżnych narzędzi, to przychodzi moment, że miejsca zaczyna brakować. Na szczęście otrzymujemy dodatkowe sloty na przetrzymywanie przedmiotów, ale jak dla mnie to nadal za mało. Im więcej mamy tego przy sobie, tym większy robi się bałagan, bo wszystko zaczyna być dosłownie „na kupie”. Szukanie wtedy czegokolwiek staje się katorgą i potrafi zająć ładnych parę minut.

Czy tytuł jest wart ogrania?

Mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony odczuwałam przyjemność podczas rozgrywki, ale z drugiej od pewnego momentu czułam totalną monotonię, a nawet frustrację. Powtarzalność potrafi zabić nawet największe chęci, więc to warto mieć na uwadze. Wizualnie i fabularnie jest super. Tutaj dodam też, że gra jest tylko w języku angielskim, a historia oraz rozgrywka opiera się głównie na czytaniu, dlatego tytuł nie jest dla każdego. Co prawda, słownictwo nie jest skomplikowane, ale jeśli ktoś ma barierę językową, to może być spora przeszkoda.

Jeśli ciekawi Was fabuła FixFox, to warto poświęcić swój czas by ją poznać. Jeżeli monotonia w grze jest dla Was kartą przetargową, to prawdopodobnie nie dotrwacie do końca, bo mimo wszystko jest jej dość sporo.

Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy Rendlike/ oraz firmie Renaissance PR.

Gameplay

YouTube player

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Scroll to top