Forza Horizon – felieton. Seria, przez którą pokochałem Xboxa

Forza Horizon 5 - cover art

Z jakieś 200 godzin w Australii, kolejne 400 w Edynburgu. Teraz gdy przejeździłem ponad 1000 mil w Meksyku, nie mam już żadnych złudzeń. Forza Horizon to seria, dzięki której pokochałem Xboxa.

Do dziś nie zapomnę swojej ekscytacji, dowiadując się, że Forza Horizon 3 wyszła na komputery PC i mój laptop gamingowy będzie w stanie ją uruchomić. To było moje pierwsze zderzenie z produkcją Playground Games oraz Turn 10, a zarazem jedyna seria, której zazdrościłem Zielonej drużynie. To oraz fenomenalny Cuphead, który wówczas był pozycją ekskluzywną dla konsol rodziny Xbox.

Pasja, przede wszystkim!

Pierwsza wycieczka po Australii tylko mi uświadomiła, jak wiele mnie ominęło. Wspaniały, otwarty świat pełen wyzwań w sieciowej i samotnej rozgrywce, ogromna różnorodność pięknych pojazdów oraz przepiękne okolice Australii, czekające tylko na odkrycie ich tajemnic. Do tego niepowtarzalny klimat festiwalu! Zbudowany przez niesamowity entuzjazm każdej postaci w grze oraz spójność i fantastyczny dobór ścieżki dźwiękowej, jakiej Electronic Arts czy Psygnosis nie powstydziłoby się w latach największej samoświadomości muzycznej.

Co kilka lat dzięki tym wszystkim elementom, przez grę przebija się zbiorowa pasja każdej osoby, jaka mogła pracować nad niemal 10-letnim rozwojem serii Forza Horizon. Wszystko to w jakości zawstydzającej największe studia specjalizujące się w grach wyścigowych. Tak powstaje seria-potwór, której od 2012 roku nikt nie może zatrzymać. Użyłem określenia potwór, ponieważ życie po jakiejkolwiek odsłonie Forza Horizon nie jest już takie samo. Nawet tak nostalgiczne pozycje, jak Need for Speed: Underground zaczynają śmierdzieć, a każde nowe wydanie nie potrafi uciec od porównań, w których zazwyczaj przegrywa sromotnie z gigantem od Xbox Game Studios.

Forza Horizon 5 - Barwy znajome, tylko samochód coś nowszy!
Barwy znajome, tylko samochód coś nowszy!

Forza Horizon 4, czyli zakład, który się opłacił

Pomimo około 400 godzin przejechanych w Forza Horizon 4, do dzisiaj jej nie kupiłem. Wszystko dlatego, że po prostu nie musiałem. Microsoft poszedł na całość z abonamentem Xbox Game Pass, udostępniając jego subskrybentom FH 4 w ramach usługi. W przypadku komputerów PC, jej koszt to 18 złotych miesięcznie. 18 złotych za miesiąc gry w produkcję najwyższej jakości. Był to fantastyczny ruch, przez który nawet trzy lata po swojej premierze, gra Playground Games cieszy się ogromnym zainteresowaniem graczy.

To jednak nie byłoby możliwe, gdyby nie ogromne wsparcie deweloperów dla Forza Horizon 4. Wraz z nowością w postaci cotygodniowych zmian pór roku, produkcja Playground Games ewoluowała w prawdziwą Game as a Service, w dobrym tego słowa znaczeniu. Przez trzy lata rozwoju gracze otrzymali dwa potężne rozszerzenia z nowymi mapami — Fortune Island oraz LEGO: Speed Champions, przywrócenie licencji na auta marki Toyota oraz Mitsubishi, ogrom dodatkowych pojazdów, zaskakująco dopracowany tryb battle-royale Eliminator oraz wyczynowe zawody Super 7. Niektóre z tych dodatków były co prawda płatne, lecz wystarczyło zakupić pakiet dostępu Premium, na promocjach do wyrwania w okolicach 150 złotych. Za trzy lata fantastycznej zabawy, to dalej bardzo śmieszna kwota.

Tym kluczowym elementem, dzięki któremu wracałem do Forza Horizon 4 regularnie, była jednak Playlista Festiwalowa. Autorzy gry co tydzień serwowali nowy pakiet wyzwań, za których wykonanie gracze dostawali unikatowe nagrody. Legendarne pojazdy, dodatkowe losowania, w których można było zgarnąć więcej aut i kasy. Same wyzwania cechowały się zróżnicowanym poziomem trudności. Trudne fotoradary, czasówki, wyścigi wymagające znalezienia tego odpowiedniego auta oraz tuningu, dającego szansę na pewne zwycięstwo. No i to, o czym napisałem wcześniej — klimat festiwalu oraz fantastyczna mechaniki jazdy sprawiały, że każdy powrót był nieopisaną frajdą.

Saleen S7 - egzotyczna legenda
Saleen S7 – egzotyczna legenda

Forza Horizon 5, czyli sukcesja tronu

Pomijając już przepiękny Meksyk, Forza Horizon 5 wystartowała z wszystkim tym, co przez trzy lata zbudowała poprzednia odsłona, poprawiając tylko wprowadzone wcześniej mechaniki. Playlista Festiwalowa teraz nagradza jeszcze więcej aktywności, dzięki czemu gracz po prostu musi zająć się całym spektrum produkcji, by uzyskać wymarzone nagrody sezonowe. Eliminator, czasówki w trybie Rywale, wyścigi ze sztuczną inteligencją na najwyższym poziomie trudności, wyścigi sieciowe, fotoradary, skoki na odległość, Photo Mode. Nic nie zostało tutaj pominięte. Całość gry zresztą wygląda jak Forza Horizon 4 na potężnych sterydach, lecz nie ma w tym nic złego. Trudno poprawiać w nieskończoność formułę, która została doprowadzona do perfekcji.

Dlaczego więc gracze mniej entuzjastycznie reagują na podobne odsłony Assassin’s Creed czy też Far Cry 6? Przede wszystkim okropna reputacja Ubisoftu jako marki samej w sobie, a także agresywna polityka monetyzacji każdej z poszczególnych produkcji. My jednak nie o tym — Forza Horizon 5 także ruszyła jako element abonamentu Xbox Game Pass. Oczywiście — można też zakupić pakiet zawartości premium, dzięki której otrzymamy dostęp do przyszłych dodatków oraz przepustki samochodowej i statusu VIP, zwiększającego nagrody oraz liczbę darmowych losowań. Jeżeli planujecie spędzić w grze setki godzin, jest to zakup obowiązkowy. Mamy 100% pewności, że Playground Games dowiezie każdy z obiecanych dodatków.

Gdyby jednak atrakcji było mało — jeżeli dysponujecie świetnym łączem internetowym, możecie spróbować zagrać poprzez chmurę. Mając dostęp do Xbox Game Pass Ultimate, Cloud Gaming jest zawarty w usłudze. Warto — zwłaszcza na kablu. 60 kl/s bez jakiegokolwiek obciążenia dla komputera, i do tego w jakości porównywalnej do konsoli Xbox Series X! Wyobrażacie sobie takie Sony, które udostępnia na premierę God of War: Ragnarok w ramach PlayStation Plus albo PlayStation Now? Nie do pomyślenia, prawda?

Projekty malowań są w tej grze po prostu niesamowite. Meksyk też, rzecz jasna.
Projekty malowań są w tej grze po prostu niesamowite. Meksyk też, rzecz jasna.

Meksykańska nostalgia

Tym, co jednak od lat przyciąga mnie do produkcji Playground Games, jest też ogromny aspekt społecznościowy. Gracze mogą tworzyć i udostępniać własne projekty zawodów, tras, malowań pojazdów, a także ich gotowe konfiguracje tuningowe. Bez tego aspektu nie spędziłbym w Forza Horizon połowy obecnego czasu. Gotowe pakiety tuningów pozwalają na szybkie testy wielu aut, które łatwo dostosować, w zależności od stojącego przed graczem wyzwania. Edytor graficzny jest już tak zaawansowany, że nie ma ikonicznego malowania, jakiego nie dałoby się odwzorować. Jak widzicie w załączonej przeze mnie galerii, wiele aut kojarzę z konkretnymi grami. Nie potrafię sobie wyobrazić takiego Mitsubishi GTO Twin-Turbo bez charakterystycznej żółci LM Edition z pierwszego Gran Turismo.

Jest to też nostalgia, którą dzieli ogrom graczy na całym świecie. Dlatego też w wyszukiwarce gry tak łatwo odnaleźć te ikoniczne malowania, o których wspominam. Wszystkie auta kierowców z Czarnej Listy z Need for Speed: Most Wanted? Proszę bardzo. Subaru Impreza inspirowane autem, w którym startował niegdyś Krzysztof Hołowczyc? Nie ma żadnego problemu! Kreatywność graczy nie ma granic, przez co Forza Horizon 5 może być każdą grą wyścigową, którą najlepiej wspominasz. Twórcy też wiedzą o tym doskonale, gdyż nie jeden raz, tytuł puszcza oczko do fanów klasycznych wyścigów. Osiągnięcie o nazwie Poszukiwany, Poszukiwana przy wygraniu wyścigu kultowym BMW M3-GTR nie może być tutaj przypadkowe.

No i tak sobie czas leci, a ja już myślę o kolejnej sesji w Forza Horizon 5. Tak wspaniałą produkcję ma na koncie teraz Xbox Game Studios. Cała seria od Playground Games sprawiła, że po raz pierwszy potraktowałem Zieloną drużynę całkowicie poważnie. Dlatego też dzisiaj, po latach ślepego, niezrozumiałego fanbojstwa, chciałem powiedzieć tylko jedno. Phil Spencer, miałeś byku rację! Xbox jednak będzie tym Netflixem do gier, czy chcemy tego, czy nie.

Gameplay

Moim marzeniem zawsze było mówić i pisać o grach. Z zazdrością patrzyłem na redaktorów wielkich gazet oraz Hypera, dlatego teraz robię wszystko by być jak moi idole. Choć moim konikiem są wyścigi i platformówki, staram się coraz częściej wychodzić z giereczkowej strefy komfortu.
Scroll to top