Gears of War: Reloaded – recenzja (PC). Czy remaster spełnia oczekiwania?

Gra dostępna na:
PC
PS5
XSX
Grafika główna z gry Gears of War: Reloaded
Artur Janczak
Artur Janczak

Tytuł, który dla wielu jest niczym powrót do domu po długiej podróży, a dla innych – zupełnie nową przygodą. Mowa oczywiście o Gears of War: Reloaded, odświeżonej wersji klasyka, która zawitała na różnych platformach, w tym PC. Jako fan serii, który spędził sporo czasu oryginałem z X360 i niewiele mniej sesji z Ultimate Edition na Xbox One, podchodzę do tego z mieszanką ekscytacji i lekkiego sceptycyzmu. Czy ten powrót do przeszłości zdoła utrzymać się na współczesnym polu bitwy? Sprawdźmy!

Dalsza część tekstu pod materiałem video

Powrót do korzeni, czyli Gears of War: Reloaded

Gears of War to seria, która na zawsze wpisała się w historię gier wideo. Jej wpływ na gatunek strzelanek TPP jest niezaprzeczalny, a system osłon stał się standardem, który kopiowano na potęgę. Reloaded to nie tylko prosty remaster, ale w zasadzie odświeżenie odświeżenia – bazuje na Ultimate Edition z 2015 roku, które samo w sobie było już gruntownym liftingiem oryginału z 2006. Tym razem jednak, po raz pierwszy, gra trafia na PlayStation 5 i, ale również na Steam. To otwiera drzwi dla zupełnie nowej publiczności, a także pozwala weteranom na powrót do korzeni na ulubionej platformie.

Początek kampanii Gears of War: Reloaded

Wizualny lifting i dźwiękowe wrażenia

Pierwsze, co rzuca się w oczy w Gears of War: Reloaded, to oczywiście oprawa wizualna. The Coalition, studio odpowiedzialne za ten remaster, wykonało kawał dobrej roboty. Gra wygląda naprawdę świeżo, zwłaszcza jeśli pamiętamy oryginał z X360. Tekstury w 4K, poprawione oświetlenie i cienie sprawiają, że ponury świat Sery nabiera nowego blasku. Co prawda, gra nadal jest „agresywnie szaro-brązowa”, jak to ujęto w jednym ze źródeł, ale dodano więcej akcentów kolorystycznych, które nieco ożywiają otoczenie.

Scena z rozmowy Fenixa z Hoffmanem - Gears of War: Reloaded

Na PC, gdzie grałem, Reloaded działa jak marzenie. Przy rozdzielczości 1440p i maksymalnych ustawieniach, liczba klatek na sekundę rzadko spadała poniżej 165, co jest wynikiem godnym podziwu. Nawet w 4K gra utrzymywała płynność, co świadczy o świetnej optymalizacji. Jedynym zgrzytem są przerywniki filmowe, które z niewiadomych przyczyn są zablokowane na 30 klatkach na sekundę. Przejście z płynnej rozgrywki do nieco szarpanych cutscenek potrafi być irytujące, ale to drobiazg.

Jeśli chodzi o dźwięk, to tutaj nie ma rewolucji. Jest solidnie, ale bez fajerwerków. Głos Marcusa Fenixa nadal brzmi groźnie i dodaje postaci charyzmy, a odgłosy broni i Locustów są na odpowiednim poziomie. Nie ma jednak nic, co by mnie szczególnie zaskoczyło czy zachwyciło. To po prostu dobrze wykonana robota, która nie odbiega od standardów serii.

Rozgrywka: Klasyka w nowym wydaniu

Pod względem rozgrywki, Gears of War: Reloaded to wciąż ten sam, klasyczny shooter TPP z systemem osłon, który pokochaliśmy lata temu. Ruchy postaci są ciężkie i sztywne, co ma podkreślać pancerz noszony przez żołnierzy COG. To może wydawać się nieco archaiczne w porównaniu do współczesnych, dynamicznych strzelanek, ale w kontekście Gearsów, to po prostu działa. Wskakiwanie za osłony jest płynne i intuicyjne, a strzelanie daje mnóstwo satysfakcji. Trafienie w głowę snajperką czy rozszarpanie Lancerem to czysta poezja.

Wizyta w zrujnowanym mieście

Kluczowym elementem rozgrywki jest oczywiście mechanika aktywnego przeładowania. Trafienie w odpowiedni moment podczas przeładowywania broni nie tylko przyspiesza ten proces, ale także zapewnia chwilowy bonus do obrażeń. To małe, ale niezwykle ważne rozwiązanie, które dodaje dynamiki i strategicznego myślenia do każdej potyczki. W obliczu nieustępliwych hord Locustów każda sekunda i każdy dodatkowy punkt obrażeń są na wagę złota.

Kampania fabularna, choć prosta w założeniach, po dziś dzień wciąga od pierwszej minuty. Akcja jest nieustanna, a napięcie budowane jest z każdą kolejną lokacją. Gra nie zwalnia tempa, a kolejne wyzwania sprawiają, że trudno się od niej oderwać. Dodatkowym smaczkiem są znajdźki, które rozszerzają uniwersum i pozwalają lepiej zrozumieć motywacje bohaterów.

Ucieczka przed Brumakiem

Niestety, gra ma też swoje bolączki. Różnorodność przeciwników jest dość ograniczona. Szybko zaczynamy odnosić wrażenie, że walczymy z tymi samymi kilkoma typami Locustów. Na szczęście, bossowie to zupełnie inna bajka. Każde starcie z gigantycznym potworem prawdziwe wyzwanie, wymagające zmiany taktyki i sprytu. Pamiętne starcie z Berserkerem, gdzie musimy zwabić go na zewnątrz, by wystawić go na działanie Młota Świtu, to jeden z tych momentów, które zapadają w pamięć.

Multiplayer i Cross-Play: Razem raźniej?

Multiplayer w Gears of War: Reloaded to w zasadzie to samo, co w Ultimate Edition, ale z kilkoma ważnymi usprawnieniami. Wszystkie 19 map z oryginału powraca, oczywiście z odświeżoną grafiką. Co najważniejsze, gra oferuje pełny cross-play i cross-progression między Xboxem, PC i PlayStation.

Mecz (TDM) w Gears of War: Reloaded

Tryby PvP są zróżnicowane, od klasycznego Team Deathmatch po bardziej taktyczne King of the Hill czy Execution. Rozgrywka wieloosobowa w Gearsach zawsze była specyficzna – wolniejsza i bardziej oparta na taktyce i wykorzystaniu osłon niż na szybkich refleksach. To nie jest typowy twitch shooter, co może nie każdemu przypaść do gustu, ale dla fanów serii to właśnie esencja zabawy.

Warto też wspomnieć o trybie kooperacji. Przejście kampanii z drugim graczem to zupełnie inne doświadczenie. Mając u boku prawdziwego partnera, który wie, co robi, trudne starcia stają się znacznie łatwiejsze i przyjemniejsze. To zdecydowanie rekomendowany sposób na poznanie historii Marcusa Fenixa.

Mała niespodzianka

AI i skalowanie trudności, czyli gdzie leży pies pogrzebany

Niestety, nie wszystko w Gears of War: Reloaded jest idealne. Największą bolączką, z którą się zmagałem, jest sztuczna inteligencja towarzyszy. Pamiętam, że w oryginale AI nie była wybitna, ale w Reloaded momentami jest wręcz tragiczna. Moi towarzysze potrafili zablokować mi drogę, wbiec prosto pod ogień wroga, a nawet, co najbardziej frustrujące, zeskoczyć z krawędzi pociągu w ostatnim akcie gry, zmuszając mnie do restartu sekcji. To jest szczególnie irytujące na wyższych poziomach trudności, gdzie każda pomyłka kosztuje. Mam nadzieję, że twórcy poprawią to w przyszłych patchach, bo obecnie potrafi to zepsuć zabawę.

YouTube player

Kolejnym aspektem, który mnie nieco rozczarował, jest sposób skalowania trudności. Na wyższych poziomach wrogowie stają się po prostu gąbkami na pociski, a my sami giniemy od kilku strzałów. To najmniej interesujący sposób na zwiększenie wyzwania, który często prowadzi do frustracji, a nie do satysfakcji.

Podsumowanie: Czy warto wrócić do Fenixa?

Gears of War: Reloaded to solidny remaster, który z powodzeniem przenosi klasykę na współczesne platformy. Gra wygląda i działa świetnie na PC, oferując płynną rozgrywkę i odświeżoną oprawę wizualną. Kampania fabularna nadal wciąga, a multiplayer z cross-playem ma potencjał na długie godziny zabawy.

Dla weteranów serii, to świetna okazja, by ponownie zanurzyć się w brutalnym świecie Gearsów, tym razem na Steamie. Dla nowych graczy to idealny moment, by poznać początki jednej z najważniejszych serii w historii gier. Mimo kilku wad, takich jak problematyczna AI towarzyszy czy monotonne skalowanie trudności, Gears of War: Reloaded to tytuł, który zdecydowanie warto sprawdzić.

Grę ogrywano na sprzęcie z procesorem AMD Ryzen 7 7800X3D, kartą graficzną RTX 4070 Ti oraz 32 GB pamięci RAM DDR5.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), naszym Discordzie lub Fediverse. Jesteśmy też dostępni w Google News!


Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Xbox Polska.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.

 


Artur Janczak
Cześć! Mam na imię Artur i uwielbiam gry wideo niezależnie od platformy. Mimo 30 lat na karku cały czas sprawiają mi radość i liczę, że to się nie zmieni.
Scroll to top