GTFO – czas wyruszyć na ekspedycję w nieznane

Kiedyś granie w Left 4 Dead było moim małym rytuałem. Dziś jednak ciężko jest mi wkręcić się w podobne produkcje. Liczyłem na Back 4 Blood, ale czegoś tam brakuje. Podszedłem więc do GTFO na chłodno, bez większych oczekiwań. Cieszę się, że podjąłem właśnie taką decyzję, bo w ten sposób mogłem się miło zaskoczyć. Produkcja 10 Chambers wywarła na mnie duże wrażenie pod wieloma względami. Od klimatu, poprzez swoją złożoność, na małych detalach kończąc. Jeżeli lubicie zabawę w trybie co-op, to nie możecie przejść obok niej obojętnie. Dobrze, ale może od początku.

Bycie złym nie popłaca

Gracze wcielają się w więźniów, którzy wybudzeni z Hydrostazy muszą zbadać opanowany przez dziwne monstra kompleks. Jeżeli im się nie powiedzieć, nikt nie będzie po nich płakać. W znajdującej się głęboko pod ziemią lokacji czyha wiele niebezpieczeństw, a szanse na przetrwanie są bardzo niskie. Brakuje amunicji, a zbędne dźwięki są w stanie zaalarmować pobliskie monstra. Trzeba więc wciąż uważać, aby nie wpaść w pułapkę i nie stracić życia.

Twórcy GTFO określają swoją produkcję jako horror FPS z nastawieniem na współpracę i kooperację. Ciężko się z nimi nie zgodzić, bo właśnie czymś takim jest omawiany tytuł. Mroczna strzelanka, w którą najlepiej grać ze znajomymi. Nie ukrywam, że całość ma spory potencjał, jako produkcja dla pojedynczego gracza, ale całkowite pójście w zabawę online sprawdza się równie dobrze. Klimat jest gęsty, łatwo popełnić błąd, a mechanika, z początku trochę nie jasna, daje sporo radości.

W grupie raźniej

Wraz z kilkoma osobami z redakcji postanowiliśmy sprawdzić, jak tytuł wypada w praktyce. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że GTFO to bardzo miłe zaskoczenie. Początki były trudne, ponieważ musieliśmy się wszystkiego nauczyć. W grze nie ma żadnego samouczka, nie wiadomo, jak działają i zachowują się bronie, a co najważniejsze, czego możemy się spodziewać w podziemnym kompleksie. Odkrywanie każdego aspektu wyszło szalenie pozytywnie i mieliśmy z tego niezły ubaw.

Muszę przyznać, że pierwsze spojrzenie na ten tytuł za sprawą screenów na karcie Steam nie napawało optymizmem. I to jest kolejny przykład tego, że nie należy oceniać książki po okładce. Ponieważ już pierwsze chwile po uruchomieniu GTFO sprawiły, iż miałem poczucie, w stylu “jak bardzo się myliłem”. Samo witające nas menu jest ciekawie zaaranżowane, w stylu AR/VR, co nie jest częstym zabiegiem w grach. Natomiast samo mięsko w postaci rozgrywki sprawiło, że pierwsze 3 godziny, jakie spędziłem z tym tytułem, minęły w okamgnieniu. Jestem pełen podziwu jak szczegółowy jest ten tytuł. Podczas rozgrywki widziałem na ekranie interfejsu sieciowego, jak jeden z moich kompanów wpisuje linijki komend, aby otworzyć drzwi. Niby pierdółka, a cieszy. Gra jest godna polecenia, tym którzy szukają tytułu kooperacyjnego do grania ze znajomymi. ~Marek

GTFO - potwór

Jak słusznie zauważył Marek, dbałość o detale, to coś, co wyróżnia GTFO. Żeby dowiedzieć się czegoś więcej o zamkniętych drzwiach, należało wpisać komendę w terminalu, który mocno przypomina ten linuksowy. Następnym krokiem było odnalezienie specjalnego klucza, a ostatnim otwarcie drzwi. Te jednak miały system zabezpieczający, składający się z dwóch etapów. To wszystko na pierwszej ekspedycji, a im głębiej w kompleks, tym atrakcji przybywa.

GTFO nie tylko z ludźmi

Ilość różnych surowców, amunicji czy medykamentów jest bardzo ograniczona. Warto więc rozsądnie strzelać do wrogów, unikać ich ataków, a zdobyte dobra równo rozdzielać między członków całej drużyny. Jeżeli ktoś będzie myślał tylko o sobie lub zapragnie walczyć samotnie, to czeka go smutny los. Współpraca i komunikacja to klucz do sukcesu, co dobrze podsumował Jakub.

GTFO zaskoczyło mnie swoim podejściem do rozgrywki, jak i kooperacji. Sądziłem, że po Left 4 Dead nic już mnie nie przekona do tego typu rozgrywki, zwłaszcza po średnim moim zdaniem Back 4 Blood. Grając w GTFO w redakcyjnym gronie, autentycznie wsiąknąłem w tajemniczy klimat i koordynowanie naszych działań. Poświęcając swoje zasoby dla dobra drużyny, aby tylko przejść dalej. Cały czas komunikowaliśmy się między sobą i nawet nieświadomie weszły elementy odgrywania postaci. Uznaje to za ogromny plus dla tej produkcji. Strzelanie jest solidne i daje możliwość sporej personalizacji. Jednak to klimat gra tutaj pierwsze skrzypce, czuć tu nieco Aliena, a trochę The Last of Us. ~Jakub

Warto tutaj zaznaczyć, że w GTFO można się równie dobrze bawić bez znajomych. Sojuszników zastąpimy innymi ludźmi z sieci, a nawet botami. Te ostatnie są bardziej pomocne, niż może się wydawać. Trzeba im jednak wydawać komendy, inaczej nie będą robić tego wszystkiego, co żywi gracze. Potrafią też pozytywnie zaskoczyć. Kiedy grałem sesję z kolegą i uzupełniliśmy resztę składu żołnierzami SI, to ci nie tylko byli szalenie celni, ale wskazywali miejsca, gdzie są przedmioty, a kiedy ktoś został ranny, to szybko biegli na ratunek.

Klimat i odpowiednia oprawa

Omawiany tytuł nie należy do kategorii AAA, a mimo to, od strony technicznej prezentuje się naprawdę dobrze. Świetne modele broni, wspaniale zaprojektowane lokacje, mała ilość błędów. Widać serce włożone w ten projekt. Klimat jest gęsty, a uczucie niepokoju ciągle nam towarzyszy. Różnego rodzaju dźwięki: drzwi, potworów, urządzeń i tym podobnych, wspaniale wpasowują się w atmosferę grozy. Nawet będąc w grupie można poczuć ciarki na plecach. Tutaj mało kiedy jest spokój, szczególnie że podejście do każdej ekspedycji równa się pewnym zmianom na mapie. Chodzi tutaj głównie o rozmieszczenie wrogów.

Widziałem komentarze, że niektórym w GTFO brakuje systemu progresji i większej ilości broni. Według mnie pierwsza rzecz w ogóle nie jest potrzebna, a druga to kwestia gustu. Mamy tutaj całkiem wiele narzędzi do walki z potworami. Dużo zależy od taktyki zespołu. Możemy pójść w automatyczne działka, pianki spowalniające, miny i kilka innych. Jeżeli każdy gracz weźmie ze sobą coś innego, to starcia od razu ulegną zmianie. Warto kombinować, testować i szukać nowych rozwiązań, bo można mieć z tego naprawdę dużą przyjemność. Redakcyjnie tak do tego podeszliśmy i nie żałowaliśmy.

Kilka rzeczy do poprawy

Dużo pochlebnych zdań, ale gra ma też pewne wady. W czasie ekspedycji możemy dotrzeć do punktu kontrolnego, który z reguły jest ustawiony w połowie danego etapu. Jeżeli jednak ten zostanie wykonany w momencie, gdy za sekundę ma nas rozszarpać horda potworów, to robi się problem. Niestety, my mieliśmy taką sytuację i nie chcąc zaczynać od nowa, musieliśmy z precyzją chirurga, jakoś sobie z tym wszystkim poradzić. Udało się, ale chwil zwątpienia nie brakowało.

Pewną bolączką jest interfejs. Marek wspominał, że ten potrafi zauroczyć i faktycznie tak jest. Człowiek czuje się, jakby był w jakimś specjalnym hełmie VR, gdzie są podawane różne informacje. Mimo to, jest on z początku mało czytelny. Po pewnym czasie można się przyzwyczaić, ale według mnie, można by nad nim trochę popracować.

Warto jeszcze wspomnieć, że gra potrafi mocno obciążyć komputer, jeżeli ustawimy wszystko na najwyższe opcje. Lepiej więc zejść na nieco niższe ustawienia, aby cieszyć się płynną rozgrywką i praktycznie taką samą grafiką. Zapewne poprawki związane z optymalizacją jeszcze wejdą w życie, ale nie ma przeciążać swojego PC, szczególnie że to gra, niewarta świeczki. Mamy też polskie tłumaczenie, które zawiera nieco błędów. Niby nic strasznego, ale trochę kłuje w oczy. Dobrze jednak, że takowe jest dostępne, bo w ten sposób więcej osób będzie mogło sprawdzić omawianą produkcję.

Początkowo GTFO w moich oczach nie wypadało za dobrze. Analizując dostępne screeny na platformie Steam oraz krótki gameplay, robiłam się coraz bardziej zawiedziona i nie ukrywam, że byłam pełna obaw jak to będzie wyglądać. Finalnie zmieniłam moje zdanie o 180 stopni w momencie dołączenia do rozgrywki. Nasza czteroosobowa drużyna rozpoczęła grę i zmagania z pierwszym poziomem, który notorycznie rzucał kłody pod nogi. Mimo to nie poddawaliśmy się! Co starcie udoskonalaliśmy nasze taktyki, które koniec końców pozwoliły na ukończenie etapu, dostarczając nam sporo satysfakcji i zabawy. Tytuł jest mocno nastawiony na kooperację i komunikację, która jest kluczowa oraz niezbędna do przeżycia podczas eksploracji mapy. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i nie sądziłam, że coś po Borderlands 3 będzie mnie mogło przekonać. Klimatyczna, dynamiczna i pełna emocjonujących starć gra. ~Kasia

Podsumowanie

Nie ukrywam, nie liczyłem, że pod koniec roku jakaś gra mnie zaskoczy. GTFO było jeszcze niedawno w Early Access, ale ja miałem już to szczęście, aby zweryfikować wersję 1.0. Tytuł nie jest pozbawiony wad, ale te tracą na znaczeniu przy całej reszcie pozytywnych elementów. Studio 10 Chambers dostarczyło naprawdę solidny i mroczny kawałek kodu. Nie żaden Alien, nie Back 4 Blood, a właśnie GTFO powinien być na Waszym celowniku. Mocno liczę, że produkcja będzie rozwijana, rozbudowywana, wyjdzie na konsole i doczekamy się opcji crossplay. Samą grę znajdziecie na Steam i z okazji niedawnej premiery jest przeceniona o 25%.

Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Kool Things.

Avatar photo
Cześć! Mam na imię Artur i uwielbiam gry wideo niezależnie od platformy. Mimo 30 lat na karku cały czas sprawiają mi radość i liczę, że to się nie zmieni.
Scroll to top