Kącik Retro: Spawn: In the Demon’s Hand — tytuł, który powinien dostać kontynuację

Pierwsza i w sumie jedyna gra,w jaką grałem gdzie występuję Spawn. Wywarła na mnie takie wrażenie, że pamiętam ją do dziś i strasznie boli mnie brak jakiejkolwiek nowej odsłony. To był kapitalny pomysł na party game, może nieco brutalny, ale dostarczał mnóstwo frajdy. In the Demon’s Hand stawiał na arcadową rozwałkę pełną krwi i dziwacznych wrogów. Małe areny, wiele postaci z uniwersum komiksu i wciągający gameplay. Niestety, tytuł nie zebrał najlepszych ocen i to pewnie było jego gwoździem do trumny.

Spawn: In the Demon’s Hand był jedyny w swoim rodzaju

Doskonale pamiętam pierwszy kontakt z grą. Trudne sterowanie, niezła oprawa, postacie z super mocami i przeciwnicy ćwiartowani na kawałki. Wydaję mi się, że to nie był produkt dla 12-13-latka, ale kto by wtedy myślał o PEGI. Po Mortal Kombat, Duke Nukem i Resident Evil byłem odporny na takie rzeczy. Nigdy nie przyszło mi do głowy, aby mylić świat realny z wirtualnym, choć media od lat mówią co innego. Wracając do tematu. Omawiany tytuł trafił jedynie na konsolę firmy SEGA. Dreamcast był wtedy dla mnie zupełnie nową jakością, jakiej próżno było szukać na PSOne.

Dziś jak spojrzycie na Spawna, to ciężko będzie Wam znaleźć to, w czym ja się zakochałem. HUD mocno zasłaniał ekran, areny były małe i podzielone na kilka części. Do tego męcząca praca kamery i naprawdę mało przyjemne sterowanie. Kiedy jednak człowiek miał doświadczenie jedynie z PlayStation, Pegazusem, N64 i PC, to taka gra robiła ogromne wrażenie. Tryb fabularny, Battle Royale, TDM i kilka innych trybów w zupełności wystarczyło. Trudno nie wspomnieć o naprawdę dużej ilości dostępnych postaci, których odblokowanie zajmowało trochę czasu. Polecam Zombie, najlepszy zawodnik!

Spawn: In the Demon's Hand - gameplay

Klimat na każdym kroku

Gracz wkracza do mrocznego świata, gdzie wszystkie karty rozdaje Malebolgia. Trzeba uporać się ze wszystkim, co ten antagonista na nas rzuci. Będą to zarówno złe postaci, jak i te, które w teorii powinni być po naszej stronie. Nie pozostaje nic innego, jak złapać za broń i ruszyć od walki. Oprócz standardowych oręży konkretnych herosów można było podnosić wiele innych przedmiotów. Od pałek, poprzez karabiny, miotacz ognia, na rakietnicy i wielkim mieczu kończąc. Arsenał był całkiem spory, a do tego mieliśmy jeszcze unikalne ataki wojowników. Było w czym wybierać.

To był idealny tytuł do kanapowego co-opa. Wraz ze znajomymi wspólnie przedzieraliśmy się przez kampanię, która polegała na czyszczeniu poziomów, a na końcu zawsze czekał jakiś boss. Lokacje może nie były jakieś wyszukane, ale mocno różniły się od siebie. Walczyliśmy w kanałach, na parkingach, w świątyniach, lasach i innych. Żeby nie było zbyt łatwo, byliśmy ograniczeni przez czas. Jeżeli licznik doszedł do zera, to trzeba było powtarzać. Choć tu mogę się mylić, nie grałem w to od lat. Tytuł do prostych nie należał, ale nikogo to nie obchodziło. Liczyła się zabawa, a tej w In the Demon’s Hand nie brakowało.

Spawn: In the Demon's Hand - walka

Na sequel nie ma co liczyć. Spawn pozostanie na Dreamcastcie i automatach

Na sequel nie ma co liczyć. Spawn pozostanie na Dreamcastcie i automatach

Wielka szkoda, że nikt nie pokusił się o port na PS2. Wtedy byłaby szansa, aby więcej osób poznało tę produkcję. Strzelam w ciemno, że Spawn nie sprzedał się zbyt dobrze. To tytuł prosto z salonów gier, a te nie zawsze osiągały sukces na konsolach. Możliwe też, że opłata za licencje też się do tego przyczyniła. Z tego samego powodu takie Crisis Core nigdy nie pojawił się w PlayStation Store i bez płyty UMD w niego nie zagracie. Przynajmniej legalnie.

Omawiany tytuł ciężko teraz dostać, jeżeli jednak ktoś się uprze, to warto zastanowić się nad Japońskim wydaniem. Z fabuły raczej nic nie stracicie, bo ta była tylko pretekstem, a całej reszty idzie się spokojnie domyślić. Angielska wersja sporo kosztuje i moim zdaniem nie jest tego warta. Choć grę uwielbiam, to sam myślę o tej tańszej opcji. Mam nadzieję, że udało mi się Was trochę zainteresować. Tytuł niezbyt znany, ale moim zdaniem warto było o nim wspomnieć. Na koniec zostawiam Was z gameplayem i powoli myślę nad kolejną odsłoną kącika retro.

Cześć! Mam na imię Artur i uwielbiam gry wideo niezależnie od platformy. Mimo 30 lat na karku cały czas sprawiają mi radość i liczę, że to się nie zmieni.
Scroll to top