Kącik Retro: X-COM: Interceptor (PC). Porzucony pośród gwiazd

Gra dostępna na:
PC
Interceptor - grafika główna
Konrad Noga
Konrad Noga

Pisanie o produkcjach retro to często dość przykry proces. Owszem, zawsze miło jest, kiedy wraca się do lubianej gry lub sięga po jakąś po raz pierwszy, mogąc stwierdzić, że zestarzała się godnie i jednocześnie zabrać czytelników w przepiękną, nostalgiczną przygodę. Retro to jednak nie same ponadczasowe hity, ale też tytuły, które dla wielu powinny na zawsze pozostać zastygnięte w bursztynie czasu lub – tak jak jest to w przypadku X-COM: Interceptor – zostały w momencie zwyczajnie niedocenione, więc dla wielu pozostały zaledwie przypisem w przepastnej historii tego młodego medium.

Dalsza część tekstu pod materiałem video

Odrobina historii

Trzydzieści tysięcy kopii. Na tyle egzemplarzy, nie więcej, szacował sprzedaż Interceptora Dave Ellis, jego projektant, w wywiadzie dla portalu The Last Outpost. Inne czasy, powiecie, mniej graczy, więcej i liczba sprzedanych kopii odpowiednio niższa. Prawda, aczkolwiek kiedy zestawi się to z 400 000 pudełek z UFO: Enemy Unknown, które trafiły do graczy (informacja z wywiadu z Gillmanem Louiem, CEO MicroProse, dla CNET Gamecenter) i ponad milionową łączną sprzedażą pierwszej i drugiej części serii (to już za artykułem „Winter Wonderland” Terry’ego Colemana z magazynu Computer Gaming World), te trzydzieści kawałków jawi się wyjątkowo mizernie, a jednocześnie przykro, bo X-COM: Interceptor to naprawdę przyjemna produkcja.

Interceptor - kosmiczna strzelanina
Nowy styl rozgrywki z pewnością odrzucił od siebie część dotychczasowych fanów.

Porażki można upatrywać w zmęczeniu materiału, w końcu była to czwarta odsłona marki wydana w ciągu czterech lat. Swoje trzy grosze z pewnością dorzuciła też zmiana formuły, bo choć założenia rozgrywki z grubsza są takie same – nadal musimy bronić ludzkości przed kosmitami – to już formuła zmieniła się diametralnie. Wszak Interceptor porzucił turowe korzenie i przeistoczył się w żwawe kosmiczne latadełko.

Strategiczne zaplecze

Nie jest jednak tak, że warstwa strategiczna całkowicie poszła w odstawkę, bo ta nadal jest tutaj obecna. Już pierwszy ekran po uruchomieniu nowej gry wygląda bardzo podobnie do tego, co mogliśmy zobaczyć w UFO: Enemy Unknown. Lwią część ekranu zajmuje mapa galaktyki, dająca nam podgląd wybudowanych baz tytułowej organizacji X-COM, znajdujących się pod jej opieką korporacyjnych placówek, a także poruszających się między nimi jednostek – sojuszniczych oraz wrogich. To właśnie w tym miejscu dbać będziemy o wyposażenie baz oraz wysyłanych na misję Interceptorów, czyli bojowych statków kosmicznych, którym dorzucić możemy różnego rodzaju działa, wyrzutnie rakiet i całą masę dodatków, których odblokowanie wymaga uprzedniego przechwycenia technologii obcych i przeprowadzenia nad nią badań. Brzmi znajomo, prawda?

Interceptor - mapa
Menu gry nie odbiega zanadto od tego, co zobaczyć można było w UFO: Enemy Unknown.

GOG - Zagraj w nowości i Klasyki

Akcyjny front

Różnice uwidaczniają się zatem dopiero wtedy, kiedy szwadron naszych myśliwców zetknie się z flotą wrogich statków. Przeskakujemy wówczas za stery, mogąc w pełni cieszyć się naprawdę przyjemnym, zręcznościowym modelem lotu w towarzystwie maksymalnie czterech wspomagających nas pilotów (aczkolwiek możemy wyruszyć w bój samotnie lub zaprosić do wspólnej rozgrywki także drugiego gracza). Warto mieć jednak na podorędziu instrukcję, bo klawiatura obłożona jest funkcjami całkiem gęsto i niestety mało intuicyjnie. Na szczęście wersja z GOG-a oferuje manual w formie cyfrowej, więc łatwo zrzucicie go sobie na telefon lub odpalicie na drugim monitorze. Bez tego da się grać, ale przełączanie się pomiędzy różnymi typami uzbrojenia czy odpalanie dodatkowego wyposażenia (jak chociażby kamuflaż) będzie drogą usłaną przez mękę.

Akcja jest bowiem wartka i nawet na niższych poziomach trudności potrafi niekiedy sprawić problemy, zwłaszcza na późniejszych etapach kampanii, kiedy obcy przesiadają się na bardziej zaawansowane statki. Pewnym utrudnieniem okazuje się też widoczność. To tytuł z czasów wczesnego 3D, więc zasięg widzenia jest dość krótki, a stonowane barwy statków oraz latających tu i ówdzie asteroid potrafią skutecznie utrudnić zauważenie celu lub zagrożenia. Twórcy ułatwili jednak graczom zadanie, więc możemy włączyć namierzanie konkretnego celu, dzięki czemu zawsze będziemy wiedzieli, gdzie też się on znajduje i jaka dzieli nas odległość, ale wciąż uważać musimy na jego kompanów, a jeśli dodatkowo posiada on funkcję maskowania, to próby jego namierzania staną się równie problematyczne, co frustrujące.

Interceptor - baza kosmiczna
Podczas obrony przyczółków trzeba uważać, by przypadkowo nie posłać rakiety w bronioną bazę.

Wciągająca wtórność

Pozornie X-COM: Interceptor może się wydawać na dłuższą metę nużący. Walki każdorazowo przebiegają w zasadzie tak samo, rodzajów misji jest zaledwie garstka (zniszcz flotę, przejmij transport obcych, zniszcz/obroń bazę), a w warstwie taktycznej nie ma zbyt wiele do roboty, kiedy tylko już odpowiednio dobrze wyposażymy statki. Nieco adrenaliny przynosi każda obrona przyczółków fundujących nasze zmagania z kosmitami korporacji, bo porażka nie skończy się tylko utratą statku i koniecznością kosztownej wymiany, ale też wycofaniem się inwestora, a tym samym uszczuplenie comiesięcznych dochodów. Jeżeli jednak gramy dobrze, to pieniądze płyną, a my wciąż skaczemy od starcia do starcia, co jakiś czas odpalając nowe badania.

Niemniej pomimo tej prostoty, nie mogłem się od Interceptora oderwać. Tytuł ten co rusz wtłacza nam kolejne małe dawki dopaminy, sprawiające, że trudno odmówić sobie jeszcze jednej walki. W końcu do zakończenia badań nad nowym typem osłon zostały zaledwie dwa dni, więc mogę jeszcze poczekać. W międzyczasie do bazy dotarł nowy typ statku, żal go nie przetestować. Obcy zaatakowali przyczółek Januszexu? No, pomogę im i kładę się spać. Aj, końcówka miesiąca się zbliża, posiedzę jeszcze te kilka dni do wypłaty. Wymówek jest tutaj mnóstwo, a człowiek, zanim się obejrzy, wtopi w Interceptora kilka dobrych godzin.

Interceptor - zakupy
Do wyboru dostajemy całą masę różnego uzbrojenia i gadżetów.

Podróż nie tylko samotna

Poza kampanią dla pojedynczego gracza tytuł ten oferuje jeszcze dwa dodatkowe tryby rozgrywki. Pierwszym z nich jest Combat Simulator, czyli – jak nietrudno wywnioskować – arena treningowa, na której szkolić możemy swoje umiejętności jako pilota. Drugim jest natomiast tryb sieciowy, pozwalający na stoczenie kosmicznych potyczek z 7 innymi graczami, zarówno każdy na każdego, jak i zespołowo. O ile uda Wam się zebrać odpowiednią liczbę graczy i postawić serwer, ma się rozumieć.

Myśliwiec ze starym dieslem

Pod względem technicznym jest niestety mniej kolorowo. Modele statków i baz są całkiem ładne, jak na rok produkcji, a i udźwiękowienie wypada solidnie. Można też wygodnie grać przy pomocy klawiatury i myszy lub podłączyć dżojstik. Na tym kończą się jednak pozytywy. Z mniejszych problemów, interfejs gry jest diabelnie nieintuicyjny i znalezienie tak podstawowych funkcji, jak zapis rozgrywki to nie lada wyzwanie (menu wysuwa się po przytrzymaniu kursora u góry ekranu). Da się go jednak nauczyć. Dużo większym problemem jest odpalenie X-COM: Interceptor na współczesnych komputerach. Z kolei, jeżeli sama gra się uruchomi, bardzo możliwe, że zacznie się losowo wysypywać po wczytaniu misji. Tak było w moim przypadku, a że w sieci rozwiązania nie znalazłem, musiałem przywrócić do życia swój prawie dwudziestoletni sprzęt. Na Windows 7 i komputerach sprzed 2010 roku powinno śmigać perfekcyjnie.

Interceptor - statek
Statki, choć wykonane we wczesnym 3D, prezentują się całkiem nieźle.

Porzucony pośród gwiazd

Mimo wszystko uważam, że warto było się natrudzić. Nie tylko dlatego, że przypadkowo zyskałem „retro” komputer, ale przede wszystkim ze względu na kilka świetnie spędzonych godzin. X-COM: Interceptor ma swoje za uszami, tego nie da się ukryć, ale w żadnym razie nie czyni to tego, co spotkało go w momencie premiery, za zasadne. To nadal naprawdę przyjemne latadełko wymieszane z odrobiną strategii i sporą ilością kampowego humoru. Przy okazji kosztuje grosze, więc warto mu dać szansę, a nuż porwie Was w kosmiczną podróż.

GOG - Wydawca


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse. Jesteśmy też dostępni w Google News!



Avatar photo
Moim ulubionym kolorem jest zielony, ale akceptuję też niebieski i czerwony. Choć preferuję siedzenie na kanapie, nie wzgardzę nawet taboretem. Staram się bowiem nie ograniczać i grać we wszystko, na wszystkim. Pasję do grania z radością łączę ze swoją drugą miłością – pisaniem.
Scroll to top