Loop Hero – recenzja. Uzależnienie od pętli

Loop Hero - cover art

Marzec, rok 2021. Przez branżę gier przetacza się wirus Loop Hero, udowadniając przy tym, jak wiele niezależne studia mają jeszcze do powiedzenia. Niecały rok później, produkt studia Four Quarters dalej wciąga jak najmocniejsze narkotyki.

Jakby się uprzeć, Loop Hero to tak naprawdę samograj, zgrabnie ukryty pod płaszczykiem gry RPG. Założenia są naprawdę proste. Bezimienny rycerz porusza się po losowo wygenerowanej pętli oraz zabija wrogów, z których wypadają surowce, oręż oraz karty. Wszystko to przy akompaniamencie wybitnej, mrocznej 16-bitowej muzyki, która podgrzewa atmosferę grozy i zaszczucia. Każda pętla jest bowiem z góry przegrana, a jedyne, na co gracz ma wpływ, to jak wiele będzie w stanie z niej wynieść.

Jeszcze jedna pętla

Diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach. Loop Hero bierze na warsztat grę RPG, dość obficie przyprawiając ją mechanikami znanymi z takich gatunków jak deck-builder oraz cookie-clicker. Tytułowa pętla jest zaledwie częścią rozgrywki. Prawdziwa fabuła rozgrywa się w obozie, który rozbudowujemy za zdobyte podczas walki surowce. Rozbudowa wiąże się przede wszystkim z nowymi kartami, o które wzbogacamy pętlę w trakcie rozgrywki. Te wiążą się z ogromnymi korzyściami pozwalającymi przetrwać więcej pętli, ale niosą ze sobą ryzyko pojawienia się na trasie wrogów, z którymi nie będziemy w stanie sobie poradzić.

Magia Loop Hero polega przede wszystkim na tym, że niemal wszystko dzieje się automatycznie. Walka, ruch bohatera, zbieranie surowców oraz kart. Gra jest nawet tak przyjazna dla gracza, że pozwala ustawić automatyczną pauzę po każdej walce. Jest to niesamowicie przydatne, bo niemal po każdym pojedynku pojawia się w ekwipunku przedmiot lub karta, który chcemy założyć na siebie lub położyć na pętli. Tu jednak trzeba uważać — zbyt dużo kart generujących wrogów może spowodować, że bohater nie dotrwa do następnego okrążenia. Nieustannie trzeba również kontrolować założoną broń, bo ta szybko traci na wartości pod kątem obrony, szans na krytyczne uderzenia i uniki, a także liczby zadawanych punktów obrażeń.

Im bardziej rozbudowany obóz, tym więcej benefitów w pętli
Im bardziej rozbudowany obóz, tym więcej benefitów w pętli

Powoli, lecz do przodu

Co jest jednak najważniejsze, nawet jeśli zginiemy podczas walki w pętli, ciągle wynosimy z niej 30% zebranych surowców. Jeżeli wiemy już, że raczej przegramy następny pojedynek, łatwo się wycofać z pola bitwy, zabierając 60% ekwipunku do obozu. Warto jednak czasami ryzykować, ponieważ docierając do punktu startowego pętli, możemy powiedzieć dość, wychodząc z rozgrywki z 100% ugranych komponentów. Ten mały element powoduje, że śledzenie pozornie automatycznej rozgrywki jest w Loop Hero ekscytujące.

Wraz z dalszą rozbudową obozu, gracz odblokowuje nie tylko nowe karty, ale również nowe klasy postaci i dary, losowane wraz z postępami działań na pętli. Podobnie jak w zeszłorocznym Hadesie, to nadaje rozgrywce pewnego wymiaru losowości, czyniąc każde podejście świeżym. Najważniejsze jest jednak mądre rozstawienie kart. Co z tego, że położymy ogrom gór wokół skarbca, jeżeli rodzące się tam gobliny nie zostawią na bohaterze suchej nitki?

Nie ma tutaj przypadku - im więcej kart na pętli, tym potencjalnie lepsze nagrody
Nie ma tutaj przypadku – im więcej kart na pętli, tym potencjalnie lepsze nagrody

Panie, do tego jeszcze crafting?

Tak jest – sposób, w jaki kładziemy poszczególne elementy na pętli ma również znaczenie. Przykładowo, łąki dostarczą więcej surowców, jeśli połączymy je ze skałami. Z kolei pszeniczne pola położymy wyłącznie obok wsi, budując nieskończone pasmo questów i pól pełnych zbójów czyhających na pętelkowego herosa. Choć te podstawy craftingu zdecydowanie przywodzą na myśl Minecraft, te nie są tak nachalne, by zrujnować doświadczenie. Wręcz przeciwnie — logika rozwijania pętli ma w sobie zaskakująco mnóstwo głębi. Doskonale pamiętam, że jak odkrywałem Loop Hero w zeszłym roku, to byłem pełen podziwu dla złożoności mechanik produkcji zajmującej ledwo ponad 100 MB.

Co jednak najbardziej wciąga w tytule od Four Quarters, to nieustanne poczucie gratyfikacji. Gracz może łatwo przyspieszać ruch bohatera w pętli, zmieniając ustawienie jednego z suwaczków na górze ekranu. Walki odbywają się tak szybko, że trudno nadążyć z odbieraniem wszystkich nagród. Nowe karty, miecze, zbroje, surowce. Proszę, a teraz wybierz jedno z trzech udogodnień. O, zabiłeś specjalnego wroga — pierścień z 42% szans na krytyczne trafienie dla Ciebie. Twórcy wiedzą doskonale jak trudno obecnie utrzymać uwagę ludzi na jednej aktywności. Mało gier pokazuje progres w tak namacalny sposób, jak robi to Loop Hero. I co najważniejsze — nawet jeśli umierasz, to i tak nie wychodzisz z niczym.

Walka również odbywa się automatycznie, choć animacja pikselowych bohaterów prezentuje się uroczo
Walka również odbywa się automatycznie, choć animacja pikselowych bohaterów prezentuje się uroczo

Loop Hero, czyli idealna gra na tło

Mimo iż Loop Hero jest zaskakująco złożoną produkcją, dość szybko stała się ona moim ulubionym tłem do podcastów. W zeszłym roku miałem tak wielki przemiał produkcji, że oddelegowanie gry do kategorii podcast-friendly jest dla niej obecnie największym wyróżnieniem. To jedna z niewielu szans, że uruchomię ją poza godzinami pracy. Warto jednak wsłuchać się w ścieżkę dźwiękową hitu od Four Quarters. Stylizacja na 16-bitów działa na korzyść atmosferze grozy, przez co siedząc w ciemnym pokoju, klimat staje się naprawdę ciężki.

Przede wszystkim jednak jest to potwornie uzależniająca gra. Loop Hero już kilka miesięcy temu wleciało na stałe do mojej rotacji gier relaksacyjnych, a jak wspomniałem wcześniej — to jedno z najwyższych odznaczeń, jakie można u mnie otrzymać. Część z Was z pewnością złapała tytuł z okazji świątecznego rozdawnictwa Epic Games Store. Jeżeli macie odpalić tylko jedną grę z wszystkich darmówek świata, błagam — niech to będzie Loop Hero. Jeśli tak się nie stało, warto kupić nawet za pełną cenę 69,99 złotych. Zdecydowanie jest to jeden z największych diamentów poprzedniego roku, nie tylko wśród niezależnych gier.

Za dostarczenie gry dziękujemy firmie Cosmocover.

Gameplay

Avatar photo
Moim marzeniem zawsze było mówić i pisać o grach. Z zazdrością patrzyłem na redaktorów wielkich gazet oraz Hypera, dlatego teraz robię wszystko by być jak moi idole. Choć moim konikiem są wyścigi i platformówki, staram się coraz częściej wychodzić z giereczkowej strefy komfortu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Scroll to top