Mashle – recenzja. Fajniejszy Harry Potter

Mashle - recenzja. Fajniejszy Harry Potter
Jakub Mrozowski
Jakub Mrozowski

Japończycy co jakiś czas potrafią mnie zaskoczyć swoją kreatywnością i umiejętnością interpretacji dzieł popkultury na swoją modłę. Mashle to właśnie taki przykład. Bierzemy bardzo znany motyw, przerabiamy go na swoje, oblewamy ogromnym sosem absurdu i komedii, a przy okazji odpowiadamy na pytanie, co by było, gdyby osoba bez magicznych zdolności trafiła do Hogwartu.

Mashle

Dalsza część tekstu pod materiałem video

Parodia Harrego Pottera

Trafiamy do świata, gdzie magia jest wszystkim, a każdy z mieszkańców jest czarodziejem. Osoby pozbawione magii są uważane za gorsze i najczęściej eliminowane. Główny bohater (Mash Burnedead) jest właśnie takim człowiekiem. Posiada jednak nadludzką siłę fizyczną. Przez swoją osobliwą sytuację Mash musi ukrywać się wraz z przybranym ojcem. Pewnego razu podczas wycieczki do miasta po ptysie (mówiłem, że to komedia) bohater zostaje odkryty i aby zagwarantować bezpieczeństwo sobie i tacie musi ukończyć Akademię Magii Easton.

Sam motyw kupił mnie od pierwszych minut właśnie przez swój lekki klimat i całkowity absurd sytuacji. Nie chciałbym Wam tutaj zdradzać wszystkich gagów. Wielbiciele czarodzieja z blizną znajdą tu masę podobieństw: podział na domy, podobne lekcje, a nawet usypianie mandragory. Jest tutaj wszystko.

Mashle

Magia mięśni

W tym wszystkim to, co mnie zachwyca, to samoświadomość tytułu i to, jak równoważy on powagę z parodią. Mash to idiota i nawet tego nie ukrywa. Jego przyjaciele to banda kretynów, ale kryje się za tym coś więcej. Mamy niepewnego siebie Finna, który stoi w cieniu swojego genialnego brata. Lance’a mającego obsesję na punkcie siostry, czy mówiącego ciągle o bambusach Toma. Cała ta zgraja jest tak odklejona i sympatyczna, że aż ciężko ich nie polubić.

W jednym momencie jest nam prezentowany wspaniały pokaz siły Masha, aby za chwilę przełamać napięcie przez jakiś żart. Scena z meczem Duelo jest tutaj idealnym przykładem. Z początku bałem się, że będzie to komedia jednego gagu, ale okazało się, że jest tu coś więcej. Pojawiają się nowi przeciwnicy i zagrożenie, a seria odkrywa przed nami coraz to więcej kart z przeszłości protagonisty.

Mashle

Japoński rap

Nie można też powiedzieć złego słowa o ścieżce dźwiękowej, która jest niesamowicie różnorodna. Przeważa tutaj japoński rap czy muzyka kojarzona z ćwiczeniami fitness z lat 90-tych. Mamy tu też trochę utworów niczym ze świata magii i parę epickich kawałków. Na pierwszy plan wychodzi genialne intro do drugiego sezonu zespołu Creepy Nuts, czyli “Bling-Bang-Bang-Bang”. Na chwilę pisania tego tekstu ów opening ma już ponad 100 milionów wyświetleń w serwisie YouTube.

Co do animacji czy kreski, to stoi ona na bardzo wysokim poziomie. Walki mają odpowiedniego kopa, a cały świat jest barwny i kolorowy. Efekty czarów również potrafią zachwycić i wywołać ciary na plecach.

YouTube player

Podsumowanie

W zasadzie nie wiem, co jeszcze mógłbym tutaj napisać, aby Was zachęcić do oglądania tego dzieła, nie zdradzając najlepszych momentów. To zwyczajnie trzeba zobaczyć, szczególnie jeśli jesteście fanami Harry’ego Pottera. Co prawda Mashle może Wam nieco zniszczyć, wspomnienia, bo mimo wszystko jest to parodia, jednak ma tyle własnej tożsamości i pomysłów, że dla mnie był to powiew świeżości w zdecydowanie wyeksploatowanych światach pełnych czarodziejów.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse. Jesteśmy też dostępni w Google News!



Avatar photo
Jakub, człowiek, dla którego nigdy nie ma problemu. Próbował już w życiu wszystkiego: aktorstwa, żonglowania, gotowania, pisanie to jego najnowsza pasja, w której ma nadzieje się spełnić. Gra od kiedy pamięta, na początku na komputerze, później głównie na konsolach. Fan nietuzinkowych produkcji z kraju kwitnącej wiśni. Uwielbia wszelkiej maści komiksy o superbohaterach. Zawsze powtarza, że nie liczy klatek woli po prostu grać.
Scroll to top