Minecraft: Story Mode – recenzja (PS3). „Adaptacja” lepsza niż film

Gra dostępna na:
WIIU
NS
PC
PS3
PS4
X360
XONE
Story Mode - grafika głowna
Konrad Noga
Konrad Noga

Pomysł na stworzenie czysto fabularnej gry w świecie Minecrafta wydaje się być z natury chybiony. W końcu mowa o tytule, którego główną siłą jest właśnie brak narzuconych ram. Jesteśmy tylko my i stanowiący naszą piaskownicę świat. Kiedy jednak sięgnąłem pamięcią do czasów mojego największego zainteresowania Minecraftem (czyli okolic 2011 roku), szybko zdałem sobie sprawę, jak wiele frajdy czerpałem ze śledzenia fabularyzowanych historii YouTuberów. Zresztą nie tylko ja, bo olbrzymia popularność między innymi JJayJokera nie wzięła się przecież znikąd. Rozumiała to też ekipa z dawnego Telltale Games, która w 2015 roku wypuściła pierwszy sezon Minecraft: Story Mode.

Dalsza część tekstu pod materiałem video

Ahoj, przygodo!

Studio wypuszczało jeszcze wtedy hit za hitem, a jedynym i zarazem pierwszym potknięciem było nieco przynudnawe Game of Thrones. Toteż choć dziś na Minecraft: Story Mode można patrzeć z pewnym dystansem, to wówczas nie było zbyt wielu powodów do obaw, wyłączając może wspomnianą wcześniej otwartą formułę gry Mojang oraz odejście przez studio od dorosłej tematyki na rzecz familijnej „bajki”. O ile ten pierwszy zarzut był jeszcze zasadny, o tyle ten drugi szybko tracił na mocy, kiedy zdało się sobie sprawę, że Telltale zjadło zęby na tego typu produkcjach, tworząc chociażby Sam & Max Save the World, Tales of Monkey Island czy w końcu Back to the Future: The Game, a zatem w mniej poważnych klimatach czuli się jak ryby w wodzie.

Story Mode - Wither Storm
Początkowo Wither Storm nie wygląda zbyt epicko, ale z każdym kolejnym odcinkiem skala epickości dosłownie rośnie.

Całkiem nieźle wybrnęli również z problematycznej kwestii fabularnej, stawiając na niezobowiązującą, ale całkiem przyjemną w odbiorze fantastykę, wyznaczając na bohatera niepozornego Jesse’ego (lub niepozorną Jesse, jeżeli zdecydujecie się grać kobietą) – pociesznego budowniczego, próbującego wraz z przyjaciółmi i swoją świnką imieniem Reuben wygrać konkurs na najlepszą konstrukcję. Wynik okazuje się mieć raczej nikłe znaczenie, kiedy miasteczko atakuje potężny Wither Storm, zmuszając drużynę przyjaciół do wyruszenia w poszukiwaniu członków legendarnego Zakonu Kamienia.

Minecraft: Story Mode traktować należy oczywiście jako historię skierowaną raczej do młodszych odbiorców, więc nie spodziewajcie się tutaj zbyt wiele śmierci, trudnych dylematów moralnych czy zakończenia rodem z pierwszego sezonu The Walking Dead. Mocniejsze, nawet wyciskające z oczu może nie łzy, ale łezki sceny jak najbardziej są tutaj obecne, a niektóre fragmenty opowieści śmiem określić wręcz epickimi, ale zdecydowanie więcej jest tutaj najrozmaitszych żartów i gagów. Toteż młodsi gracze powinni być ubawieni (o ile tylko znają angielski, bo polskiej wersji brak), a ci nieco starsi również znajdą coś dla siebie, nawet jeśli momentami ta – jakby nie było – płytka opowieść może im się dłużyć.

Story Mode - rozmowa
Rozgrywka to klasyka Telltale – na dobre i na złe.

Solidny bedrock

Zdecydowanie docenić trzeba natomiast masę nawiązań do realiów Minecrafta. Nie mam tu bynajmniej na myśli wyłącznie przedmiotów i stworów zamieszkujących jego świat, ale raczej całą, wytworzoną przez graczy otoczkę. Ot, nie zabrakło na przykład klasycznego budowania lepianki z ziemi byle tylko przetrwać pierwszą noc, ekscytacji z pozyskania diamentu (nawet jeśli zdaje się on tutaj rzadszy, niż jest faktycznie) czy też rozmaitych typów konstrukcji, jak chociażby klasyczna armata z dynamitu. Jestem zatem pewien, że weterani oryginału będą zatem zachwyceni masą nawiązań, bo Minecraft: Story Mode uważam za zdecydowanie lepszą fabularną adaptację gry (a nawet serialową, zważywszy że przez jakiś czas można było go obejrzeć na Netfliksie), niż zeszłoroczny film.

Standardy Telltale

Problem polega w tym, że to mimo wszystko dzieło Telltale Games, co wiąże się z wieloma ułomnościami. Przede wszystkim faktycznie samej gry w grze jest tu stosunkowo mało, nawet kiedy porównać Minecraft: Story Mode do poprzednich dokonań studia. Gra wprawdzie pozwala sporadycznie na pochodzenie po jakiejś lokacji, by pogadać z ludźmi i rozwiązać jakąś prostą zagadkę, a sami twórcy próbowali jakoś urozmaicić formułę, dorzucając craftingową minigrę, ale lwią część czasu spędzamy mimo wszystko na rozmowach przerywanych co rusz dość prostymi sekwencjami QTE. Klasyka gier Telltale i albo ją akceptujecie, albo nie. Ja zaliczam się do pierwszej z dwóch grup, natomiast teraz, kiedy po latach poczucie świeżości koncepcji umarło, niejednokrotnie czułem się już tą formułą zmęczony.

Story Mode - piątka
Niektóre QTE ograniczają się do zwykłego przybicia piątki.

Co jednak najgorsze, Minecraft: Story Mode w wersji na PlayStation 3 trzyma się na ślinie. Z jednej strony można zrzucić to na karb priorytetyzowania wersji na konsole ósmej generacji, obecne wówczas na rynku od dwóch lat, ale tytuł ten śmiga na dokładnie tym samym silniku, co pierwsze The Walking Dead, a działa niepomiernie gorzej. Spodziewałem się oczywiście niższej liczby klatek i gorszej rozdzielczości, ale zupełnie nie byłem przygotowany na uporczywe szarpanie przy przechodzeniu z jednej sceny do drugiej, skutkujące często opóźnieniami obrazu względem dźwięku, wykrzaczające się momentami animacje, a także niekończące się ekrany ładowania, które skutkowały koniecznością restartu całej konsoli i przejście poprzedzającego je fragmentu jeszcze raz.

Minecraft jak w klocka strzelił!

Poza tym wersja na PlayStation 3 wypada naprawdę dobrze, co jest w dużej mierze zasługą Minecrafta. Story Mode w końcu stara się emulować kwadratową, rozpikselizowaną oprawę i udaje mu się to całkiem nieźle. Oczywiście widać ząbkowanie na krawędziach, a ukazywanie składających się z trzech pikseli na krzyż twarzy na bliskim kadrze czyni je mało czytelnymi, ale jest to mimo wszystko do przełknięcia. Zwłaszcza że cały świat, wliczając w to krajobrazy wraz z architekturą oraz modele postaci i animacje, to dosłownie Minecraft z delikatnie bardziej zaawansowanym oświetleniem.

Story Mode - Petra


Tyczy się to również sfery audio, korzystającej z dźwiękowej biblioteki Mojangu, nie tylko pod względem odgłosów, ale również motywów muzycznych, które wmiksowano tu w autorskie kompozycje. To powiedziawszy, nie obraziłbym się, gdyby mocniej zapadałaby one w pamięć. Największą nowością względem oryginału jest oczywiście całkiem niezła obsada aktorska, z jasnych względów nieobecna w oryginale, którą zasilają między innymi Patton Oswald w roli męskiego Jesse’ego i Ashley Johnson.

Pełnia przygód z Adventure Pass

Toteż jeżeli chcielibyście Minecraft: Story Mode sprawdzić, to sięgnięcie po wersję na starsze konsole aż tak tragicznym rozwiązaniem nie będzie, o ile tylko będzie w stanie przeboleć problemy techniczne. Niestety ze względu na zamknięcie Telltale Games w 2019 roku i usunięcie gry z oficjalnej dystrybucji opcji zakupu nie ma zbyt wiele. Jedyna edycja gry, która zawiera wszystkie osiem odcinków na płycie, to Minecraft: Story Mode – The Complete Adventure. To ważne, bo w Sieci znaleźć można sporo wersji pudełkowych, zawierających wyłącznie pierwszy odcinek i bezużyteczny kod przepustki sezonowej, więc uważajcie, by nie utopić pieniędzy.

Story Mode - QTE


Co ważniejsze, edycja The Complete Adventure zawiera również Adventure Pass, czyli trzy dodatkowe epizody, kontynuujące wątek portali, rozpoczęty w stanowiącym swego rodzaju epilog piątym epizodzie. Skala epickości trzech dodatkowych przygód może nie równa się batalii z Wither Stormem, ale śmiem twierdzić, że z całego pierwszego sezonu, to one są najciekawsze. Każda to osobna historia, choć łączy je motyw poszukiwania drogi do domu. Twórcy zdecydowanie popuścili wodzy fantazji, dzięki czemu dostaliśmy detektywistyczny thriller, fantastyczno-naukowy horror, a także tutejszą wersję Głodowych Igrzysk. Tego typu zabawa formą świetnie wpasowuje się w klimat nie tylko gry Telltale Games, ale również samego Minecrafta.

Adaptacja lepsza niż film

Toteż sytuacja z problematyczną dostępnością gry boli mnie właśnie dlatego, że Minecraft: Story Mode mimo wszystko całkiem przyjemny tytuł, wręcz idealny dla weteranów klockowej krainy i młodszych odbiorców, który bynajmniej nie zasłużył na zapomnienie. Wszelkie związane z nim irytacje wynikały w moim przypadku głównie z uciążliwego stanu technicznego wersji na PlayStation 3. Gdyby nie to, bawiłbym się zdecydowanie lepiej, choć nawet z nimi odczuwałem sporo frajdy, śledząc dziwaczne przygody Jesse’ego i ferajny.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Avatar photo
Moim ulubionym kolorem jest zielony, ale akceptuję też niebieski i czerwony. Choć preferuję siedzenie na kanapie, nie wzgardzę nawet taboretem. Staram się bowiem nie ograniczać i grać we wszystko, na wszystkim. Pasję do grania z radością łączę ze swoją drugą miłością – pisaniem.
Scroll to top