W kalendarzu wydawniczym znajduje się wiele gier, które od dłuższego czasu przyciągają zainteresowanie graczy i naszego zespołu. Część z nich to projekty rozwijane od kilku lat, wielokrotnie zapowiadane i przesuwane, inne dopiero teraz zaczynają pokazywać swój rzeczywisty kształt dzięki nowym materiałom i informacjom od twórców. W tym zestawieniu zebraliśmy najbardziej wyczekiwane produkcje 2026 roku, bazując na dostępnych informacjach, zapowiedziach oraz skali zainteresowania wokół poszczególnych tytułów. Lista obejmuje zarówno wysokobudżetowe produkcje dużych wydawców, jak i tytuły mniejsze, istotne z perspektywy swoich gatunków.
Dalsza część tekstu pod materiałem video
Artur
The Blood of Dawnwalker
The Blood of Dawnwalker to projekt, obok którego trudno przejść obojętnie, zwłaszcza jeśli w waszych żyłach płynie krew fana RPG. Za tytuł odpowiada studio Rebel Wolves, założone przez weteranów CD Projekt RED, co samo w sobie stanowi mocną rekomendację. Nie nastawiajcie się jednak na kolorowe fantasy – to mroczna, dojrzała opowieść z wampirycznym twistem, osadzona w świecie, gdzie granica między potworem a bohaterem niemal się zaciera.
To, co do tej pory pokazano, obiecuje powrót do korzeni gatunku: skupienie na konsekwencjach wyborów, gęstą atmosferę oraz świat, który nie wybacza błędów. Twórcy mówią o doświadczeniu „AAA w skali butikowej”, sugerując dbałość o detale zamiast bezmyślnego zalewania mapy znacznikami. Jeśli ekipie uda się połączyć wiedźmińskie doświadczenie z możliwościami Unreal Engine 5, możemy dostać jedną z najbardziej klimatycznych gier dekady

Grand Theft Auto VI
Tytuł, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Perełka w koronie Rockstara, nad którą pracują od wielu lat. Ciężko wręcz pojąć skalę tego projektu – zarówno od strony samych twórców, jak i zainteresowania graczy. Mówi się, że niezależnie od efektu końcowego, będzie to jeden z największych hitów w historii. Biorąc pod uwagę osiągnięcia marki, trudno temu zaprzeczyć, choć oczywiście do rzetelnej oceny nowego GTA jeszcze daleko.
Hype jest przeogromny i chyba wszyscy mają już dość czekania na „szóstkę”. Nawet jeśli nadejdzie kolejna obsuwa, gracze i tak tej gry nie odpuszczą. „Piątka” osiągnęła tak niesamowite wyniki i przyciągnęła miliony osób, że ewentualne opóźnienie następcy nie jest – przynajmniej na razie – największą bolączką. To, co do tej pory pokazał Rockstar, budzi optymizm i pozwala wierzyć, że firma ma szansę przebić swoje dotychczasowe dokonania. Czy tak się stanie? Trudno powiedzieć, ale po GTA V i RDR2 studio ma u fanów ogromny kredyt zaufania, nawet jeśli po drodze zdarzyły się wpadki w postaci remasterów starszych odsłon. Pozostaje mieć nadzieję, że data premiery nie ulegnie już zmianie, a my niebawem sprawdzimy, czy nadchodząca część to prawdziwe opus magnum serii.

Resident Evil Requiem
Capcom nie zwalnia tempa i po serii świetnych remake’ów wraca z nową, pełnoprawną odsłoną swojej kultowej marki. Resident Evil Requiem ma realną szansę zdefiniować horror dla nowej generacji graczy. Wszystko wskazuje na odejście od perspektywy pierwszoosobowej na rzecz klasycznego widoku zza pleców bohatera, co z pewnością ucieszy purystów serii.
Największą niewiadomą pozostaje kierunek fabularny. Po zamknięciu wątku Ethana Wintersa pozostaje pytanie, czy Requiem postawi na powrót znanych postaci, czy odważny reset nastroju. Jedno jest pewne – technologicznie gra ma wycisnąć z RE Engine ostatnie soki, a bardziej otwarte, lecz wciąż klaustrofobiczne lokacje mogą zapewnić powrót do korzeni survival horroru w najlepszym wydaniu.

Saros
Jeśli szukacie gry stawiającej na mistykę i unikalny styl wizualny, Saros powinno znaleźć się na waszym radarze. To produkcja, która od pierwszych materiałów intryguje onirycznym klimatem i projektem przeciwników przywodzącym na myśl najlepsze dark fantasy. Bohater stojący naprzeciw monumentalnych, niemal boskich bytów to obraz, który zostaje pod powiekami na długo.
Rozgrywka ma balansować między dynamiczną akcją a taktycznym podejściem do starć z bossami. Twórcy kładą duży nacisk na narrację środowiskową – tu każda ruina i każdy artefakt dokłada cegiełkę do historii upadłego świata. Choć o projekcie wciąż wiemy stosunkowo niewiele, aura tajemnicy tylko podsyca apetyt i sprawia, że Saros może okazać się „czarnym koniem” roku.

The Duskbloods
The Duskbloods to propozycja dla graczy, którzy w grach szukają przede wszystkim gęstego klimatu gotyckiego horroru. Pierwsze skojarzenia z Bloodborne są jak najbardziej na miejscu, ale twórcy podkreślają, że chcą zbudować własną tożsamość. Samotna postać wkraczająca do mrocznej katedry zyskuje tu nowy wymiar dzięki znakomitej grze świateł i cieni.
Produkcja zapowiada się na wymagający soulslike, w którym system walki premiuje agresję, ale bezlitośnie karze brak rozwagi. Świat ma być jednocześnie piękny i odpychający, pełen groteskowych maszkaronów i tragicznych historii skrytych w mroku. Jeśli lubicie ciarki na plecach podczas eksploracji i satysfakcję z pokonania bossa za dwudziestym razem, The Duskbloods ma spore szanse dostarczyć to z nawiązką.

Pragmata
O Pragmata można by napisać osobny rozdział pt. „Sztuka cierpliwości”. Zapowiedziana lata temu produkcja Capcomu stała się symbolem niekończących się opóźnień i enigmatycznych zwiastunów, ale najnowsze materiały sugerują, że warto było czekać. Futurystyczny skafander, dziewczynka o niezwykłych zdolnościach i wizja księżycowej kolonii tworzą miks, którego nie da się pomylić z niczym innym.
Gra ma łączyć elementy przygodowej akcji z zaawansowaną fizyką i unikalnymi mechanikami współpracy między dwójką głównych bohaterów. Capcom wielokrotnie udowadniał, że gry dopieszczane latami potrafią trafić na rynek w imponującej formie. Pragmata zapowiada się na jeden z najbardziej autorskich projektów studia od lat – oby 2026 faktycznie okazał się rokiem, w którym w końcu postawimy stopę w tym niezwykłym świecie.

Marek
World of Warcraft: Midnight
Jako fan World of Warcraft, który jest z tym tytułem od samego początku — a nawet wcześniej, bo jeszcze od czasów beta testów — z wypiekami na twarzy czekam na efekty pracy powracającego w szeregi Blizzarda Chrisa Metzena. To twórca nie tylko epickiej historii z czasów świetności Zamieci, ale też kultowych voice-overów postaci takich jak Thrall czy Varian Wrynn, a tak naprawdę wielu innych legendarnych bohaterów, nie tylko ze świata Warcrafta.
Już po alpha testach Midnight wiedziałem, że pod kątem fabularnym World of Warcraft zaczyna wracać na właściwe tory po słabo przyjętych dodatkach post-legionowych — jak choćby Shadowlands. A jak wiadomo, podczas testów alpha i beta kultowego już MMORPG nie wszystkie tajemnice zostają odkryte. Często nawet po premierze dodatku wątki fabularne zamykane są dopiero w jego końowych etapach. To chyba pierwszy od dekady dodatek, który naprawdę mnie zainteresował fabularnie. I mam nadzieję, że Was również wciągnie równie mocno.

Solasta II
O tym, że trwają prace nad Solasta II, wiedziałem od dłuższego czasu, ale dopiero podczas ostatniego The Game Awards dowiedzieliśmy się, kiedy wystartuje wczesny dostęp. Nie ukrywam, że jako fan gatunku cRPG traktuję ten tytuł jako pozycję obowiązkową — zwłaszcza że poprzednia odsłona okazała się świetną propozycją dla miłośników klasycznych RPG-ów.
Jeśli lubicie system d20 znany z Dungeons & Dragons, Solasta powinna przypaść Wam do gustu. Muszę jednak zaznaczyć, że Solasta: Crown of the Magister – pierwsza część – mimo że gameplayowo stała na bardzo wysokim poziomie, pod względem graficznym odstawała nieco od dzisiejszych standardów. Pod względem mechaniki i klimatu porównałbymją do Divinity: Original Sin 1 i 2 od Larian Studios.
Mam nadzieję, że Tactical Adventures przy drugiej odsłonie serii podniesie poprzeczkę jeszcze wyżej.

Diablo IV: Lord of Hatred
Nie da się ukryć, że w dzisiejszych czasach serię Diablo albo się kocha, albo nienawidzi. Nawet jeśli Blizzardowi udało się oddać gameplayowo jedną z najbardziej kultowych postaci – Paladyna – niemal 1:1 przenosząc jego umiejętności, to i tak mam wrażenie, że część graczy „skreśliła” ten tytuł już po premierze podstawki.
Trzeba jednak przyznać, że po zmianach, jakie Diablo IV przeszło na przestrzeni ostatnich lat, nie sposób powiedzieć, że gra nie stała się lepsza względem wersji startowej. Oczywiście do ideału nadal daleka droga – jak zresztą w większości gier tego gatunku.
Mimo to uważam, że obecnie obrany kierunek, przynajmniej na papierze, wygląda bardzo obiecująco. Jeśli rzeczywiście się sprawdzi, twórcy będą mieć otwartą furtkę na dalszy rozwój serii, zamiast nieustannie gonić za naprawianiem poprzednich błędów.

Gra o tron: Wojna o Westeros
Szczerze mówiąc, nie pamiętam, czy kiedykolwiek powstała naprawdę dobra gra osadzona w uniwersum Gry o tron. Nadchodząca strategia jednak wzbudza we mnie ogromne zainteresowanie. Od momentu pierwszej zapowiedzi, która miała miejsce podczas zeszłorocznego Summer Game Fest, projekt zrobił na mnie spore wrażenie. Pierwsze skojarzenia, jakie przyszły mi wtedy na myśl, wiązały się z kultową strategią czasu rzeczywistego – Bitwą o Śródziemie od EA.
Czyżby Wojna o Westeros miała szansę stać się pierwszym naprawdę udanym tytułem osadzonym w tym uniwersum? Mam ogromną nadzieję, że tak, bo to, co zaprezentowano w Reveal Dev Diary z materiałami pre-alpha, wygląda po prostu obłędnie. Nie mogę się doczekać, aż wrócę do świata Westeros – tym razem jako dowódca armii Nocnego Króla, siejąc śmierć i zniszczenie.

Mouse: P.I. For Hire
Mouse: P.I. For Hire przykuło moją uwagę nie tyle pod względem fabularnym czy gameplayowym, co wizualnym. Nie da się ukryć, że stylistyka gry czerpie pełnymi garściami z kreskówek lat 30. i 40. XX wieku. Pierwsze skojarzenie, jakie zapewne przyjdzie Wam do głowy, to oczywiście kultowy już Cuphead — i słusznie, bo podobnie jak tam, również tutaj zastosowano animację poklatkową.
Na tym jednak twórcy nie poprzestali. Widać wyraźne inspiracje tak zwanymi boomer shooterami, więc czego chcieć więcej? Dla mnie to w tej chwili tytuł kompletny. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że gra nie zaliczy kolejnych opóźnień i w końcu dostaniemy pełnoprawny produkt, na jaki zasługujemy.

Star Wars: Galactic Racer
Gdy po raz pierwszy zobaczyłem trailer Star Wars: Galactic Racer podczas ostatniego The Game Awards, poczułem ogromną falę nostalgii. W młodości spędziłem niezliczone godziny przy Star Wars Racer, które ukazało się w okresie premiery Mrocznego Widma.
Zdaje sobie sprawę, że nie jest to gra, która podbije serca większości graczy — to raczej pozycja dla konkretnej niszy. Ale właśnie w tę nutę nostalgii uderza, tę, o której istnieniu sam już niemal zapomniałem. Nie da się ukryć, że nadchodzące lata zapowiadają się wyjątkowo dla fanów Gwiezdnych Wojen.

Star Wars: Zero Company
Star Wars: Zero Company to gra taktyczna osadzona w uniwersum Star Wars, za którą odpowiada Respawn Entertainment oraz Bit Reactor. Jeśli pamiętacie takie gry jak XCOM: Enemy Unknown oraz XCOM 2 i tytuły te przypadły Wam do gustu, to dodajcie sobie do wishlist Star Wars: Zero Company, ponieważ za ten tytuł odpowiada między innymi twórca wspomnianej serii XCOM.
Jeśli chodzi o aspekt czysto gameplay’owy, to jestem spokojny, natomiast zastanawia mnie, jak ostatecznie wypadnie wątek fabularny. Wciąż mowa o okresie wojen klonów, który został już mocno wyeksploatowany. Osobiście wolałbym, żeby akcja działa się w czasach High Republic, ale i tytuł z tego okresu powstaje, więc nie pozostaje nic innego, jak poczekać na kolejne informacje związane z Zero Company oraz ogłoszenie daty premiery.

Marvel Tokon: Fighting Souls
Marvel Tokon: Fighting Souls to bijatyka 2D stworzona przez arcymistrzów tego gatunku – Arc System Works, twórców chociażby Dragon Ball FighterZ czy Guilty Gear. Żałuję, że nie udało mi się zagrać w wersję beta, gdy była dostępna, ale liczę na to, że twórcy utrzymają poziom swoich poprzednich produkcji. Kolejny raz uderza też we mnie nostalgia za czasami automatów z lat 90., szczególnie za Marvel vs Capcom, bo stylistyka nowej gry jest bardzo podobna. Na ten moment nie pozostaje nic innego, jak śledzić kolejne materiały i wyczekiwać informacji o dacie premiery.

Marvel’s Wolverine
Jeśli miałbym wskazać jedną ekskluzywną grę na PlayStation 5 ze stajni Sony, na którą naprawdę czekam, to bez wątpienia byłby to Marvel’s Wolverine. Nie chodzi nawet o to, że jestem fanem tej postaci jeszcze z czasów dzieciństwa, ale o to, że ten tytuł zapowiada się na produkcję wiernie oddającą brutalność Logana. Wiele złego można powiedzieć o nieszczególnie udanym filmie Origins, ale wydana wtedy gra potrafiła bardzo dobrze oddać charakter naszego zmutowanego rosomaka.
Mam wrażenie i nadzieję, że Insomniac Games również dowiezie ten aspekt w swoim projekcie. Na to przynajmniej wskazywał opublikowany jakiś czas temu gameplay trailer. Chciałbym, aby Marvel’s Wolverine otworzył furtkę do brutalniejszych gier tam, gdzie wymaga tego sam bohater i jego realia, bo momentami odnosi się wrażenie, że postaci są „ugrzeczniane” pod wytyczne systemów ratingowych pokroju PEGI. O sukces sprzedażowy gry akurat się nie martwię.

Heroes of Might and Magic: Olden Era
Myślę, że marki Heroes of Might and Magic nikomu nie trzeba przedstawiać. Pokusiłbym się nawet o tezę, że jest ona popularniejsza od pewnego bezimiennego bohatera z pewnego niemieckiego tytułu, którego albo się kocha, albo nienawidzi. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że największy kult otacza okolice trzeciej odsłony serii – początkowo dzięki oryginalnym rozszerzeniom, a później dzięki WoG (Wake of God) czy obecnie popularnemu HotA (Horn of the Abyss).
Dlatego z uwagą śledzę informacje o najnowszej odsłonie serii, czyli Olden Era. Choć obecnie odbiór gry jest mieszany – głównie z powodu oprawy graficznej i początkowym zmianom w rozgrywce – to po ograniu wersji demo mam wrażenie, że twórcy wiedzą, co chcą osiągnąć i w jakie nuty uderzyć pod względem gameplayu. Czuć tu inspiracje poprzednimi odsłonami serii (przede wszystkim trzecią i czwartą), a także „duchowym spadkobiercą” w postaci Songs of Conquest, szczególnie jeśli chodzi o system magii.
Dlatego nie mogę się doczekać, aż tytuł trafi do wczesnego dostępu. To pozwoli zebrać feedback graczy (po demie twórcy wprowadzili już kilka kluczowych zmian, o które prosili fani), a potem wydać wersję finalną – mam nadzieję, że oddającą ducha serii.

Dawid
Control: Resonant
Gdy pojawił się pierwszy zwiastun Control: Resonant byłem odrobinę skonfundowany. Z jednej strony zaintrygowany, z drugiej w jakiś sposób zawiedziony. Zaintrygowany tym, że było to coś nowego, coś czego zupełnie się nie spodziewałem. Rozczarowanie dotyczyło bardziej punktu wyjścia: zmiany bohatera oraz, jak mi się wydaye, gameplayu. Jednak potem dotarło do mnie, że w tym szaleństwie jest metoda. Gdy oswoiłem się z myślą, że nie dostaję bezpiecznego sequela, a zamiast tego twórcy chcą znów pokazać coś świeżego, doceniłem co mam przed oczami. Sam Lake nie raz udowodnił już, że potrafi dostarczyć grę, która zawsze wyróżnia się nie tylko wciągającą historią, ale też niebanalnym pomysłem na siebie. Na każdą grę Remedy czekam z zapartym tchem i tak jest też z Control: Resonant.

Valor Mortis
W Valor Mortis miałem okazję zagrać na PGA i była to dla mnie zdecydowanie najlepsza gra tamtych targów. Pomijając intrygujący, napoleoński setting, który miejscami przypominał też nieco stary świat warhammera, twórcom udało się dokonać czegoś wydawać by się mogło niemożliwego: umiejętnie połączyli klimat soulsowej rozgrywki z dynamicznym gameplayem szlifowanym od czasów Ghostrunnera. Wszystko tu jest na miejscu: każdy cios musi być perfekcyjnie wymierzony, z każdym uderzeniem czuć impet ataku, a każdy unik czy fiolka zdrowia są tutaj na wagę złota. W to po prostu chce się grać. Dlatego życzę naszemu rodzimemu studiu, One More Level, by Valor Mortis odniosło sukces, bo zdecydowanie na to zasługuje.

Vampire Crawlers
Vampire Survivors to zło. Pułapka. To tytuł tak niepozorny, tak niewinny swoim wyglądem, że wciąga jak bagno i nie pozwala odejść. Dlatego gdy zapowiedziano karciany spin off serii oniemiałem z zachwytu. Połączenie dungeon crawlera, budowania talii i mechanik roguelike brzmi szalenie, ale jeśli ktokolwiek może to wszystko ze sobą zgrać, to na pewno jest nim Poncle z Lucą Galante na czele. Jedno wiem na pewno: w tej grze czekać będzie nas mnóstwo sekretów, nieoczywistych mechanik i rozwiązań, których samo odkrywanie sprawi mi nielichą frajdę.

The Sinking City 2
Pierwsze The Sinking City ujęło mnie nieopisaną wręcz atmosferą niepokoju, zagubienia i odkrywania tego, co nieznane. Twórcom gry ewidentnie udało się osiągnąć ten klimat Lovecraftowskiej grozy, gdzie każdy kolejny wykonany przez nas krok nie tylko pozwala na odsłonięcie kolejnej tajemnicy, ale jeszcze bardziej przeraża odbiorcę. Podróżowanie po zatopionym miasteczku, odkrywanie mapy, zwiedzanie to jeden z tych momentów, za które ciepło wspominam pierwowzór i już nie mogę się doczekać tego, co studio Frogwares szykuje dla nas w sequelu. Oby tym razem gra była jednak bardziej doszlifowana niż jej poprzedniczka.

Paweł
Truckful
Polskie studio MythicOwl ma na swoim koncie już kilka tytułów. Jednym z nich jest sympatyczne Harmony’s Odyssey, w które miałem przyjemność zagrać jakiś czas temu. Jednak Truckful zdecydowanie odstaje od reszty oferty tego zespołu. Warszawska brygada postawiła odpocząć od gier logicznych i skupiła się na stworzeniu przygody, w którym głównym bohaterem jest twoja ciężarówka. Z obejrzanych przeze mnie zwiastunów mogę wywnioskować, że oprócz bardzo ładnej kolorowej grafiki dostaniemy pozycję, w której ważne będzie, nie tylko jak rozłożymy towar na pace, ale także, którą trasę wybierzemy. Dodatkowo wszystko to osnute jest nutką tajemnicy, której rozwikłania wprost nie mogę się doczekać.

Lego Batman: Legacy of the Dark Knight
Gry z serii LEGO może i są powtarzalne, ale przypominają mi te cudowne chwile, kiedy to moje dzieci dorastały, a ja mogłem wspólnie z nimi przemierzać klockowe światy. Poza tym zawsze doceniałem to, w jaki sposób twórcy potrafili przenieść znane marki w kanciaste realia. Jednak to właśnie tytuły, w których główne skrzypce gra figurkowy Bruce Wayne, są najbliższe memu sercu. Biorąc to wszytko pod uwagę, czekam na Lego Batman: Legacy of the Dark Knight z wypiekami na twarzy. Mam nadzieję, że ponownie uda mi się przeżyć dobrze znane mi sceny nie tylko z filmowy adaptacji tego komiksowego bohatera tym razem czynnie biorąc w nich udział. Trzymam także kciuki, aby zestaw trofeów w tej produkcji nie był zbyt trudny do zdobycia, bo chętnie dodam kolejny platynowy pucharek do swojej kolekcji.

Pokémon Pokopia
Nie jestem jakimś ogromnym fanem gier tego typu, ale doceniam je za spokojną rozgrywkę oraz kolorową i cieszącą oko grafikę. Poza tym świat kieszonkowych stworków idealnie nadaje się na stworzenie produkcji ala Minecraft. Szczerze, to jestem zdziwiony, że taki projekt powstaje dopiero teraz. Nie mogę się doczekać, kiedy zaprzyjaźniony Charmander rozpali pierwsze ognisko, a Bulbazaur będzie radośnie podlewał moje plony. W związku z tym, że naprawdę lubię Pokemony i fanie byłoby zagrać w coś innego niż standardowe RPG związane z tą marką, dodaję Pokopię na moją listę najbardziej wyczekiwanych gier 2026.

The Eternal Life of Goldman
Na ten tytuł czekam już od jakiegoś czasu i doczekać się nie mogę. Zresztą pisałem już o nim w sierpniu, kiedy to tytuł został zaprezentowany podczas jednej z cyfrowych konferencji THQ Nordic. Teoretycznie premiera miała odbyć się pod koniec 2025 roku. Niestety nic takiego się nie stało. Produkcja nadal leży na warsztacie i najprawdopodobniej potrzebuje jeszcze ostatecznych szlifów. Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno graficznie, jak i pod względem rozgrywki wygląda na tyle dobrze, że wskakuje na jedną z czołowych pozycji, w które chciałbym zagrać w tym roku.

Marcin
Yakuza Kiwami 3
Yakuza Kiwami 3 to dla mnie jeden z tych powrotów, które mają znaczenie większe niż tylko odświeżona oprawa. Trzecia odsłona serii była momentem przejścia – mniej hałaśliwa, bardziej kameralna, osadzona w Okinawie, z dala od neonowego Kamurocho. To właśnie tam Kiryu po raz pierwszy naprawdę próbuje żyć inaczej, wolniej, odpowiedzialniej. Remake daje szansę, by ten etap historii wybrzmiał tak, jak na to zasługuje.
Szczególnie ciekawi mnie, jak Ryu Ga Gotoku Studio poradzi sobie z tonem tej opowieści. Yakuza 3 zawsze była bardziej miękka, chwilami wręcz naiwna, ale też bardzo szczera. Relacja Kiryu z dziećmi z sierocińca, poczucie prowizorycznego spokoju i nieustanne zderzanie go z przemocą świata yakuzy to elementy, które dziś – po latach i po nowszych odsłonach serii – mogą wybrzmieć jeszcze mocniej.
Jeśli Yakuza Kiwami 3 zachowa tę melancholię, a jednocześnie skorzysta z doświadczeń narracyjnych i mechanicznych ostatnich części, może okazać się jednym z najważniejszych powrotów in historii cyklu. Nie jako efektowny remake, ale jako przypomnienie momentu, w którym Kiryu po raz pierwszy zrozumiał, że nie da się na zawsze uciec od przeszłości — nawet jeśli bardzo się tego chce.

Nioh 3
Nioh 3 budzi we mnie przede wszystkim ciekawość, nie ekscytację. To seria, która od początku była bardzo świadoma swojej tożsamości: szybka, wymagająca, momentami bezlitosna, ale też niezwykle precyzyjna w tym, co chce oferować graczowi. Po dwóch odsłonach mam poczucie, że Team Ninja dotarło do punktu, w którym nie chodzi już o podnoszenie poprzeczki trudności, ale o sensowną ewolucję systemów.
Najbardziej interesuje mnie kierunek, w jakim pójdzie projektowanie walki. Nioh zawsze było grą o rytmie, zarządzaniu energią i znajomości przeciwnika, a nie tylko o refleksie. Jeśli trzecia część zdecyduje się uprościć niektóre mechaniki, by otworzyć się na nowych graczy, może stracić część swojej tożsamości. Z drugiej strony — zbyt zachowawcze podejście grozi poczuciem wtórności, które już miejscami było odczuwalne w Nioh 2.
Nioh 3 ma dla mnie potencjał, by stać się najbardziej dojrzałą odsłoną serii — nie przez większy rozmach, ale przez lepsze zrozumienie tego, czym ta marka naprawdę jest. Jeśli uda się połączyć gęsty, wymagający system walki z bardziej wyrazistą narracją i czytelniejszym światem, może to być gra, do której będę wracał nie z obowiązku, ale z autentycznej potrzeby sprawdzenia siebie.

Fatal Frame II Crimson Butterfly Remake
Fatal Frame II: Crimson Butterfly Remake to dla mnie powrót do horroru budowanego ciszą, niedopowiedzeniem i konsekwentnym napięciem. Oryginał zapisał się w pamięci jako jedna z najbardziej niepokojących opowieści w grach, oparta na atmosferze opuszczonej wioski, poczuciu winy oraz relacji sióstr stopniowo niszczonej przez ciężar dawnych rytuałów.
Remake odbieram jako szansę na ponowne wydobycie tej melancholii przy współczesnej oprawie audiowizualnej. Jeśli twórcy zachowają powolne tempo, klaustrofobiczne przestrzenie i intymny charakter narracji, Crimson Butterfly znów może działać jak cichy koszmar, który zostaje w głowie długo po wyłączeniu konsoli.

Ghost Master: Resurrection
Ghost Master: Resurrection to dla mnie powrót do gry dzieciństwa, która ukształtowała moje myślenie o tym, czym w ogóle może być gra komputerowa. Pamiętam godziny spędzone na planowaniu, eksperymentowaniu i obserwowaniu reakcji przerażonych lokatorów, gdy duchy zaczynały przejmować kontrolę nad kolejnym domem. Ta zabawa formą, czarny humor i specyficzna lekkość w opowiadaniu o strachu sprawiały, że Ghost Master było czymś absolutnie wyjątkowym na tle ówczesnych strategii i gier logicznych.
Dlatego Ghost Master: Resurrection budzi we mnie autentycznie mocny hype, podszyty nadzieją, że duch oryginału zostanie zachowany, a nie tylko odtworzony. Marzy mi się gra, która znów pozwoli działać powoli, kombinować, uczyć się ludzkich lęków i wykorzystywać je przeciwko nim, bez pośpiechu i bez nadmiernego upraszczania mechanik. Jeśli nowa wersja odda klimat groteskowej zabawy, inteligentnego straszenia i satysfakcji płynącej z dobrze zaplanowanego chaosu, może stać się jednym z tych powrotów, które nie tylko odświeżają wspomnienia, ale tworzą nowe.

Kamil
007: First Light
Fanem Jamesa Bonda nigdy nie byłem, ale gdy dowiedziałem się, że za 007: First Light odpowiada IO Interactive, tytuł natychmiast znalazł się na mojej liście wyczekiwanych produkcji. Wszystko przez to, że całkowicie uwielbiam trzy ostatnie gry o Agencie 47 z Hitmana. Tak po prawdzie to uwielbiam wszystkie gry z tej serii, ale to w tych najnowszych zdecydowanie najlepiej się bawiłem i właśnie dlatego tak mocno nie mogę się doczekać Agenta 007.
Przede wszystkim oczekuję wyśmienitej rozrywki, która da graczom sporą swobodę w podejściu do licznych problemów. Dotychczasowe zwiastuny pokazują jednak dość wyraźnie, że obu agentów wiele różni, co pozwala mieć nadzieję, że to nie będzie więcej tego samego. Przeciwnie, zapowiada się, że First Light może być dużo bardziej nastawione na akcję i, szczerze, nie mogę się doczekać premiery tej gry najbardziej ze wszystkich potencjalnych premier 2026 roku. A w międzyczasie czas po raz kolejny przejść Hitman: World of Assassination.

Styx: Blade of Greed
Styx: Master of Shadows był jednym z moich największych odkryć w 2023 roku. Mając niemal dekadę na karku, tytuł ten bronił się zaskakująco dobrze, a skradanek nigdy nie jest za wiele, zwłaszcza że rynek nas w tym względzie nie rozpieszcza w ostatnich latach. Niestety, z jakiegoś powodu przespałem premierę gry, odnajdując ją dopiero po latach. Tym razem nie zamierzam jednak popełnić podobnego błędu i chcę być przy Styxie od razu przy premierze. Wszak fantastyka i skradanie się to doskonałe połączenie.
Na razie nie wiadomo zbyt wiele o samej produkcji, poza tym, że ta kontynuacja świetnej, acz nieco niedocenionej serii ma oferować graczom jeszcze większą swobodę w podejściu do skradania się. Poza tym przyznaję szczerze, zdążyłem się już stęsknić za sprytnym i zabawnym, choć brutalnie przebieglym, goblinem.

Marathon
To była miłość od pierwszego zwiastuna. Intrygujący styl graficzny, ciekawie zapowiadający się świat… no i to strzelanka od Bungie, a mało jest studiów, które potrafią stworzyć tak satysfakcjonujące strzelanie w grach wideo!
Zapał jednak nieco ostudziły mi ostatnie problemy studia. Zwolnienia, afery, problemy z utrzymaniem graczy przy Destiny 2 – w tym i mnie – czy zmiany w zarządzie zasiały we mnie zwątpienie, czy warto w ogóle czekać na Marathon. Studio nie ma ostatnio szczęścia i niewiele jest znaków na to, że to gra, która odmieni jego los.
Jednak choć często jestem cynikiem, w gruncie rzeczy częściej zwycięża we mnie optymizm. Dlatego czekam, z lekkim niepokojem, na tę premierę. Liczę, że Bungie uda się wyjść na prostą i powrócić w glorii i chwale, prezentując graczom doskonałą strzelankę.

Aleksander
Ace Combat 8
Ręka w górę, kto wychował się na takich klasykach jak Top Gun czy Żelazny Orzeł! Kwintesencją takich tytułów jest dla mnie właśnie seria Ace Combat. Nie symulacja, a czyste power fantasy na temat dominacji nieba przez mniej lub bardziej realne maszyny i pilotów zdolnych przetrwać przeciążenia, które zwykłemu śmiertelnikowi zapewniłyby odpływ całej krwi z mózgu. Dodajmy do tego latające lotniskowce i inne superbronie, zwykle bardzo dobrą historię i niesamowitą, symfoniczną ścieżkę dźwiękową i otrzymujemy produkcję jedyną w swoim rodzaju, której formuły nie udało się skopiować nawet takiemu gigantowi jak Ubisoft i jego H.A.W.X.

Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
































