Resident Evil – recenzja filmu. Śnieg, wirus i samotny kurier

Resident Evil Recenzja Nagłówek Pograne
Dawid Kloc
Dawid Kloc

Jakby nie patrzeć, Resident Evil nie ma zbytniego szczęścia w kwestiach filmowych adaptacji. Filmy Paula WS Andersona, choć miały całkiem dobry początek (pierwszą część), z każdą kolejną odsłoną przechodziły w coraz większy absurd. Welcome to Raccoon City obiecywało wierniejsze podejście do tematu, ale upchnięcie zbyt wielu wątków w jeden film przy niskim budżecie odbiło się całemu projektowi czkawką. I teraz na salony wchodzi ceniony twórca horrorów, Zach Cregger, który dostał od Sony tonę szmalu i pełnię wolności kreatywnej w podejściu do tematu. Czy reżyser sobie poradził? No cóż… i tak, i nie.

Najbardziej pechowy kurier świata

Brian zajmuje się dowozami kurierskimi na telefon. To zakręcony, młody chłopak, który, będąc w jednym ze szpitali, podejmuje się kolejnego, bardzo lukratywnego zlecenia – ma dowieźć pilną przesyłkę do szpitala w Raccoon City. Problem w tym, że jest środek zimy, a miasto usytuowane jest w górskich, stosunkowo nieprzystępnych terenach. Bohater nie waha się ani chwili, bowiem możliwość stosunkowo łatwego zarobku działa na niego jak magnes. Będzie też doskonałym pretekstem, by odroczyć w czasie konieczność przeprowadzenia poważnej rozmowy z ukochaną. Brian rusza więc w drogę kompletnie nieprzygotowany i nieświadomy tego, co czeka go w drodze do miasta.

Resident Evil Recenzja Pograne 1

Zach Cregger traktuje Incydent w Raccoon City jako pretekst do opowiedzenia całkiem nowej historii z perspektywy osoby postronnej, z którą bardzo łatwo można się identyfikować. W jego filmie Brian nie jest członkiem specjalnego oddziału policji ani kimś, kto posiada przeszkolenie wojskowe. To zwykły człowiek, mający własne problemy, z którymi niekoniecznie potrafi sobie poradzić. Co więcej, bohater nieustannie działa pod presją czasu i w ogromnym stresie, co tłumaczy jego raptowne, często bardzo absurdalne i miejscami niedorzeczne poczynania. Postać grana przez Austina Abramsa jest zaskakująco ludzka, a kreacja artysty zdecydowanie należy do jednej z największych zalet Resident Evil. Aktor „niesie” ten film, udowadniając, że jego rola w „Zniknięciach” nie była tu dziełem przypadku.

Zło nigdy nie było tak piękne

Pierwszym, co natychmiast rzuca się w oczy podczas oglądania Resident Evil, jest to, jak dobrze nakręcony i przemyślany jest to film pod kątem zdjęć, obrazów i pracy kamery. Tu wszystko jest po coś. Śnieg, tak mocno krytykowany przez fanów, tutaj działa dwojako: zarówno jako podkreślenie niesprzyjających warunków, w jakich znalazł się bohater, jak i nadaje całemu widowisku wizualnego sznytu. Doskonale podkreśla i uwydatnia kolory, odbija światło i sprawia, że efekty takie jak krew wydają się jeszcze mocniej wyeksponowane. Zach Cregger, mimo iż nie trzyma się kanonicznych wydarzeń z materiału źródłowego, sprytnie przemyca też wiele z aspektów pierwowzoru. Kiedy Brian biegnie uliczkami Raccoon City, wiele z nich żywcem przypomina te, którymi przemykali bohaterowie growej serii. Reżyser mruga też okiem do fanów: nieustanne sprawdzanie amunicji, stojące na półkach w szopie spraye lecznicze, wisząca na ścianie strzelba, do której naboje są w pudełku znanym z czwartej części gry… Takich elementów jest naprawdę sporo, a jestem prawie pewien, że wielu nawet nie zauważyłem.

Resident Evil Recenzja Pograne 2

Jest tak dlatego, że Resident Evil, kiedy już się rozpędzi, to gna na złamanie karku aż do samego finału i nie zamierza się zatrzymywać. Owszem, znajdziemy tu parę spokojniejszych momentów, lecz trwają one ledwie kilka minut, zanim coś lub ktoś ponownie pchnie bohatera naprzód. Dlatego też pochwalić należy reżysera za to, że film trwa tylko półtorej godziny. Jest to optymalna długość dla produkcji, bowiem dłuższa ekspozycja na takie tempo akcji mogłaby męczyć. Tutaj zostało to idealnie wypośrodkowane, dzięki czemu seans mija szybko i stanowi po prostu przyjemną rozrywkę. Całość pozytywnego odbioru dopina świetnie skomponowana ścieżka dźwiękowa, która działa dokładnie tak, jak powinna.

Łyżka przeciwciał w beczce wirusa

Resident Evil nie jest filmem pozbawionym wad. Lubię dzieła Zacha Creggera i zawsze uważałem, że twórca potrafił doskonale zbalansować grozę i humor tak, by rozładowywać narastające napięcie. Pod tym kątem coś w jego najnowszej produkcji nie zagrało. Mam wrażenie, jakby reżyser poszedł w zupełnie inną stronę i pchnął ilość żartów w stronę absolutnego ekstremum. A szkoda, bowiem wiele ze scen siadałoby znacznie mocniej, gdyby nie często niemal slapstickowe poczucie humoru. Bywały momenty, kiedy nie wiedziałem, co właściwie oglądam: horror czy jego parodię. Nie jest to coś, co psuje całkowicie odbiór filmu, jednak dla mnie ciągnie go zdecydowanie w dół. Szczególnie pod sam koniec.

Resident Evil Recenzja Pograne 3

Nie jestem też fanem wyglądu stworzeń, z którymi Brian ma do czynienia. Są one designem zbliżone bardziej do nowszych odsłon serii niż klasycznych maszkar znanych z oryginału. Zaskakująco mało jest też w tej produkcji samych zombie, a tych przecież bez liku poruszało się po ulicach Raccoon City. Kwestia osadzenia akcji w tej lokalizacji również jest dla mnie niezrozumiała. Uważam, że film miałby o wiele lepszy wydźwięk, gdyby zmienić miejsce wydarzeń i pokazać nową historię w tym samym uniwersum. Ukazać, że niekompetencja i zbrodnia Umbrelli nie tyczyła się tylko jednego przypadku, a kilku. Co więcej, można by wtedy z powodzeniem dopasować produkcję do kanonu serii i pokazać działanie nowego wirusa z zupełnie innym wachlarzem mutacji. A tak otrzymujemy opowieść dziejącą się w konkretnym miejscu, którego nazwa rozbudza określone oczekiwania dotyczące biegu zdarzeń, których film świadomie nie spełnia.

Jakub – druga opinia

Nie jestem wielkim fanem Resident Evil, a już na pewno nie jestem ekspertem. Jednak skuszony dobrymi ocenami postanowiłem wybrać się do kina i nie żałuję, bo bawiłem się świetnie, tak jednak mam tutaj kilka zarzutów.

To solidny dreszczowiec i z miejsca stał się jednym z moich ulubionych horrorów, tylko właśnie… Gdyby film obejrzał ktoś, komu uniwersum wykreowane przez Capcom było całkowicie nieznane, to tak naprawdę nic nie traci. Mrugnięcia do fanów są świetnie i dodają klimatu, lecz są jednak bardzo subtelne. Gdyby się ich pozbyć to sam film by na tym dużo nie stracił, a może nawet i zyskał.

To przede wszystkim dobrze nakręcony i zrealizowany film, a dopiero potem adaptacja. Szczególnie początek wywołał we mnie takie wrażenie, gdzie całość dużo bardziej kojarzyła mi się z Silent Hill. Chciałbym więcej nawiązań, więcej smaczków, czegoś co by wyróźniało to na tle innych filmów, a tak jest to bardzo klasyczny w swojej formule body horror. Warto dodać, że dobrze nakręcony i zrealizowany.

Nie czułem w ogóle, że zwiedzamy legendarne Raccoon City, równie dobrze mogłoby być to jakieś kompletnie losowe miasto, w którym akurat jest placówka Umbrella. I nie, nie wymagam aby Brian zwiedzał kultowy posterunek czy odtwarzał zagadki z gier, po prostu chciałbym bardziej czuć, że to jest Resident Evil.

Resident Evil Recenzja Pograne 4

Napisy końcowe

Finalnie najnowsza odsłona filmowego Resident Evil jest naprawdę przyzwoitą produkcją i warto zobaczyć ją w kinie. To świetna rozrywka, w której reżyser, mimo odstępstw od kanonu, doskonale oddaje mechanikę i atmosferę survival horroru: samotność, ograniczone zasoby, eksplorację, presję, niebezpieczeństwo i „growe” projektowanie przestrzeni. Wszechobecny humor sprawia jednak, że bliżej tytułowi do survivalu niż horroru, który trzymałby w napięciu aż do samego końca. Dzieło Zacha Creggera nie zostanie raczej okrzyknięte najlepszym filmem grozy tego roku, jednak z powodzeniem może być nazwane najlepszą filmową adaptacją Resident Evil. I zdecydowanie na to zasługuje.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Wielbiciel szeroko pojętej popkultury, szczególnie zakochany w fantastyce i horrorze. Od wielu lat ogromny fan uniwersum Aliena, podręczników RPG i ich komputerowych adaptacji. Zimy spędza w Kaer Morhen, a latem debatuje ze sztuczną inteligencją nad sensem życia.
Scroll to top