Showgunners – recenzja (PS5). Turowo-taktyczne reality show

Gra dostępna na:
PC
PS5
XSX
Okładka z gry Showgunners
Kamil Podryban
Kamil Podryban

Odkąd zagrałem w XCOM: Enemy Unknown, pokochałem taktyczną rozgrywkę turową, w której nasz oddział musi zmierzyć się z liczebnie przeważającym przeciwnikiem. Dotychczas jednak tego typu zabawa kojarzyła mi się ściśle z tym podgatunkiem gier, do którego należą też Phoenix Point czy W40K: Chaos Gate – Daemonhunters. Tutaj twórcy postanowili nieco odejść od standardu, dodając nieco więcej swobody i elementów RPG, a wszystko to wrzucając w dystopijno-cyberpunkowy świat mocno inspirowany takimi klasykami, jak The Running Man z 1987 roku. Przyznaję, że taka mieszanka zwiodła mnie na pokuszenie. Czy Showgunners jest jednak warte grzechu?

Krwawa jatka dla uciechy gawiedzi

YouTube player

Coś artyści lubią mroczne wizje przyszłości, gdzie statystyczny Kowalski umila sobie beznadziejny dzień, oglądając, jak grupa ludzi morduje się na ekranach telewizorów. Wokół takiego programu toczy się cała fabuła i rozgrywka Showgunners. Homicidal All-Stars to show, w którym różnej maści skazańcy i degeneraci dostają do ręki broń i pozwolenie na całkowite odrzucenie jakichkolwiek pozorów moralności. Niektórzy z nich to zwykłe mięso armatnie. Inni walczą o skrócenie wyroku. Najbardziej zaś ambitni liczą na główną nagrodę w programie. No i jest jeszcze Scarlett, nasza główna bohaterka, która wystąpiła w programie z innych pobudek, bardziej osobistych, o których dowiadujemy się dopiero z czasem, co etap poznając nieco więcej szczegółów.

Taki zabieg sprawia, że początkowo można poczuć zainteresowanie opowiadaną przez twórców historią, ale szybko idzie odnieść wrażenie, że nawet oni nie pokładają w niej zbyt wielkich nadziei. Ot, to tylko tło dla wydarzeń, mające usprawiedliwić to, co widzimy na ekranie. Zresztą, tajemnicy wystarcza gdzieś na jedną trzecią zabawy, po której wiemy już wszystko, i to nawet zanim zostanie nam to łopatologicznie wyłożone przez inne postacie. Później wszystko dzieje się już jakoś z rozpędu, a nawet nieco niepotrzebnie spowalnia. Wyglądało to trochę tak, jakby twórcy gry mieli za dużo rozgrywki dla lichej historii, więc musieli zaimprowizować.

Od osłony do osłony


O wiele lepsze wrażenie sprawia za to rozgrywka, a zwłaszcza starcia z wrogami. Fakt, Showgunners nie eksperymentuje zanadto ze sprawdzoną już formułą, więc jeśli graliście w cokolwiek ze wspomnianych we wstępie tytułów, od razu zrozumiecie co i jak. Każda postać ma dwa punkty akcji, które można przeznaczyć na ruch, atak albo akcję specjalną. Ataki mają określoną procentowo szansę na trafienie, a wpływają na nie osłony, odległość, rodzaj wyposażenia i umiejętności charakterystyczne postaci. Po wykorzystaniu swoich punktów akcji kończymy turę. I tak w koło Macieju, aż nie pokonamy wszystkich przeciwników, albo nie popełnimy głupiej gafy i nie stracimy całego zespołu.

To zdecydowanie najmocniejsza i najbardziej wciągająca część tej gry. Różnorodne umiejętności, ekwipunek i dość duża liczba wrogów sprawiają, że ciężko się tutaj nudzić, zwłaszcza w późniejszej części historii. Całość wykonana jest bardzo dobrze i nie potrafię niczego konstruktywnie skrytykować. Każda z postaci – a tych w trakcie zabawy poznamy całkiem sporo – ma swój wyraźny styl i charakter i wydaje mi się, że w doborze drużyny nie ma złych wyborów. Przeciwnicy nie są może tuzami intelektu i bez chwili namysłu chowają się za wybuchającymi beczkami, ale z drugiej strony potrafią bezlitośnie wykorzystać podobne błędy po naszej stronie.

Eksploracja i rozwój postaci


Pomiędzy walkami z kolei musimy przebijać się przez różnorodne tereny, aby dotrzeć do aren, na których toczą się większe potyczki. Tutaj porzucamy turową zabawę na rzecz czasu rzeczywistego i sterujemy bohaterką w widoku izometrycznym. To, że nie czyhają na nas wrogowie, nie oznacza jednak, że poza walką czeka nas relaks. Mapy pełne są ślepych zaułków, pułapek, które trzeba albo ominąć, albo rozbroić, a także zasadzek. Tu i ówdzie natrafimy także na proste zagadki logiczne, które nie powinny nikomu sprawić większych problemów, jeśli nie boimy się uaktywnić przynajmniej czterech komórek mózgowych. Skuteczne nawigowanie po mapie pozwoli nam zdobyć dodatkowe nagrody, odnaleźć poboczne areny ze starciami, a także spotkać… fanów. Rozdawanie autografów to świetny sposób na zwiększenie naszej sławy – Homicidal All-Stars to mimo wszystko program rozrywkowy.

Sława ma jeszcze jedną, bardziej wymierną, korzyść; pozwala nam ona podpisywać kontrakty z firmami, dzięki czemu na przykład broń będzie można zakupić w bardziej atrakcyjnych cenach albo otrzymać więcej środków leczniczych. To potrafi trochę ułatwić przyszłe starcia. Zależnie od tego, jak nam idzie w walce – a nasze osiągnięcia są punktowane – i jak dokładnie odkrywamy mapy, możemy osiągnąć kilka poziomów sławy. Rzecz jasna, im słynniejsi jesteśmy, tym nagrody są ciekawsze. Nasze postępy skutkują także zwiększeniem poziomu doświadczenia postaci. Dzięki temu możemy wykupywać umiejętności naszym bohaterom – a te potrafią naprawdę odmienić bieg potyczki. I tak jak samo bieganie po mapach jest dość żmudne, a nieco toporna praca kamery wcale tego nie uprzyjemnia, tak rozwój postaci nie dość, że jest satysfakcjonujący, to też realnie odczuwalny w trakcie walki.

Udźwiękowienie i grafika w Showgunners


Showgunners to jednak mocno nierówna produkcja. Przykładowo gra aktorska jest… i tyle dobrego o niej można napisać. No dobrze, można w sumie czerpać pewną przyjemność z odzywek komentatora, który cały czas nam towarzyszy i reaguje na nasze poczynania, choć niektóre jego teksty szybko zaczynają się powtarzać. Pozostali aktorzy i aktorki jednak, cóż, zrobili swoje, ale sztuką nie da się tego nazwać. Brzmią po prostu sztywno.

Za to muzyka w grze była czymś, co mnie zaintrygowało z początku – pojawiają się tutaj bardzo znane nazwiska. W końcu P.T. Adamczyk, twórca ścieżki dźwiękowej do Cyberpunka 2077, czy Paweł Błaszczyk, odpowiedzialny za podkład w Dying Light czy The Ascent, to genialni twórcy. Poza nimi znajdziemy tu też Jacka Paciorkowskiego czy Mikołaja Stroińskiego, którzy także tworzyli muzykę w wielu polskich grach. I ogółem utwory stoją na całkiem wysokim poziomie i słuchane osobno są naprawdę dobre. Problem trochę w tym, że każdy z powyższych twórców ma nieco inny styl, przez co ogółem ścieżka dźwiękowa zdaje się bardzo chaotyczna i niekoniecznie dobrze dopasowana, co razi zwłaszcza podczas przejść między ekranem ładowania, a jakimś intensywnym etapem.

Za to graficznie tytuł bardzo mi się podoba. Gra ma swój charakterystyczny styl, przez co nieliczne niedociągnięcia nie rzucają się w oczy. Pomimo dystopijnego i mrocznego świata wszystko jest pełne kolorów, a na kolejne etapy przyjemnie się patrzy. Choć muszę przyznać, że po pewnym czasie plansze zaczynają być do siebie podobne, ale łatwo na to przymknąć oko. Animacje walki cieszą, a otoczka programu telewizyjnego dodaje ciekawego smaczku. Widać jednak, że gdzieś musiano znaleźć oszczędności, bo zamiast przerywników filmowych mamy statyczne, rysowane plansze, a dialogi prowadzone są w formie dwóch awatarów i napisów na środku ekranu. Mimo to wszystko jest spójne i naprawdę przyjemnie patrzy się na ten tytuł.

Konsolowa strategia


Jeszcze przed uruchomieniem Showgunners nieco obawiałem się sterowania. Wszak tytuł oryginalnie debiutował na pecetach, a pady niekoniecznie są najwygodniejszym narzędziem do obsługi taktycznych turówek. Na szczęście moje obawy zostały rozwiane bardzo szybko. Podstawowe akcje w trakcie walki mają przypisane przyciski, a pozostałe, nadprogramowe umiejętności wybieramy d-padem. Wystarczyły dwa starcia i wszystko stało się dla mnie jasne, czytelne i przede wszystkim wygodne. Jedyne co to sterowanie kamerą potrafi być nieco kłopotliwe. Zdarzało mi się w walce kombinować, by odpowiednio ujrzeć pole walki, a w etapach ze swobodnym poruszaniem kilkukrotnie wpadłem w pułapkę dlatego, że źle ustawiłem kamerę. To może jednak być problem po mojej stronie, nie samej gry.

Sama produkcja na PlayStation 5 działała w większości bez problemów. Zdarzały się wprawdzie kilka razy drobne spadki klatek na sekundę, ale było to dość losowe i nie przytrafiło mi się często. Największym zarzutem, jaki mogę mieć, były dość długie czasy wczytywania przed finałowymi arenami, co w dzisiejszych czasach przy SSD w konsoli wydaje mi się po prostu dziwne. Jednak mowa tutaj bardziej o kilkunastu sekundach, nie minutach, więc także obyło się bez tragedii.

Czy warto być gwiazdą telewizji?


Cóż, Showgunners to bardzo specyficzne doświadczenie. Nie każdemu spodoba się oderwanie rozgrywki rodem z XCOM od strategicznej otoczki zarządzania bazą. Jeśli natomiast w tych grach najbardziej ceniliśmy walkę, to dostaniemy jej tutaj sporą dawkę. To czyni grę przystępniejszą dla tych graczy, których skomplikowanie innych gier z tego typu walką było największą bolączką. Tu jest prosto i prostolinijnie. Zawodzi fabuła i gra aktorska, ale to nie tytuł dla miłośników dobrych historii, tylko taktycznej rozgrywki i wizualnej rzeźni. Fakt, miejscami potrafił lekko przynudzić, ale jednocześnie łapałem się na tym, że chciałem grać dalej, co nie zawsze mi się trafia.

Z drugiej strony uważam, że zdecydowanie warto tutaj poczekać na jakąś promocję. Wersja konsolowa kosztuje 160 złotych. Pomimo całej mojej sympatii dla tej gry uważam, że to zbyt wysoka cena i sam bym tyle za nią nie zapłacił. Z tytułu jesteście w stanie wyciągnąć z kilkanaście godzin rozgrywki, jeśli lubicie zwiedzać i lizać ściany. To w sumie nie jest taki zły wynik, bo w tym czasie nie powinniście zdążyć się znudzić formułą Showgunners. Miejcie ten tytuł na uwadze, bo może Was pozytywnie zaskoczyć.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie better. gaming agency.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Avatar photo
Czołem, na imię mam Kamil! Kocham gry miłością bez wzajemności, ale staram się nie brać ich za bardzo na poważnie. Najlepiej czuję się w taktycznych strzelankach, ale chętnie próbuję wszystkiego, co się da. Odkąd tylko pamiętam, zawsze chciałem pisać o grach, a tutaj mogę nareszcie spełniać to marzenie.
Scroll to top