The Dark Pictures Anthology: Little Hope – recenzja (PC). Nadzieja warta utrzymania

Gra dostępna na:
NS
PC
PS4
PS5
XONE
XSX
Little Hope - grafika główna
Konrad Noga
Konrad Noga

Choć największa „popularność” procesów o czary przypada na przełom XVI i XVII wieku, wciąż żyjemy w czasach niekończących się polowań na czarownice. Może nie palimy już kobiet na stosach za domniemaną współpracę z diabłem, ale nadal jak najbardziej lubujemy się w wyszukiwanie międzynarodowych spisków i agentów wrogich wywiadów. The Dark Pictures Anthology: Little Hope boleśnie przypomina o tym na każdym kroku, czerpiąc garściami z wydarzeń z Salem i pozwalając graczowi doświadczyć, jak to jest znaleźć się w samym centrum masowej histerii.

Dalsza część tekstu pod materiałem video

Małomiasteczkowy czar

Little Hope to jednak nie Salem, a jedno z wielu opuszczonych, amerykańskich miasteczek pośrodku niczego, których mieszkańcy wynieśli się po upadku lokalnych fabryk. Trafiamy tam przez przypadek, kiedy zmuszony do skorzystania z objazdu autokar ulega wypadkowi, a piątka ocalałych studentów – Angela, Andrew, Dan i Taylor – oraz ich profesor John zostają uwięzieni w pochłoniętym we mgle mieście duchów. Twórcy zdecydowanie wzięli sobie do serca krytykę Man of Medan – pierwszej części antologii – i akcja nabiera tempa zdecydowanie szybciej. W efekcie nie tylko łatwiej jest zostać wessanym do tego mrocznego świata, ale też właściwa opowieść ma więcej czasu na rozwój.

Little Hope - droga
Okolice Little Hope potrafią być wyjątkowo… urokliwe.

To, co łączy Little Hope i Man of Medan, to skupienie się na ludzkiej psychice. Wprawdzie horror jest tym razem znacznie bardziej obrazowy, lecz mimo wszystko śmiem twierdzić, że należy opatrzeć go przymiotnikiem „psychologiczny”. Jeżeli podczas lektury poprzedniego akapitu nasunęły Wam się skojarzenia z serią Silent Hill, to znaleźliście się na odpowiednim szlaku. Twórcy sami przyznali, że dzieło Team Silent stanowiło dla nich jedną z inspiracji. Czuć to wyraźnie i – co ciekawe – w wielu wymiarach. Motyw więżącego bohaterów miasteczka, które z jakiegoś powodu nie chce ich wypuścić ze swoich sideł, to czysty Silent Hill 2. Z kolei postawienie na klimaty okultystyczne – wszak Little Hope słynęło z procesów czarownic – to z kolei pierwsza oraz trzecia odsłona tej serii.

Ważny jest ponadto wątek przeszłości, choć w nieco innym, niż w Silent Hillu wydaniu. Akcja The Dark Pictures Anthology: Little Hope rozgrywa się bowiem w trzech liniach czasowych. Tą podstawową jest współczesność, kiedy to przemierzamy Little Hope w poszukiwaniu pomocy, ale od czasu do czasu przeniesiemy się do początku lat 70. XX wieku oraz – przede wszystkim – pierwszej połowy XVII wieku. Granice między snem a jawą zacierają się bardzo szybko, a choć twórcy co rusz podrzucają nam okruszki podpowiedzi, zdecydowanie trudniej jest tym razem odnaleźć prawdę, niż było to w Man of Medan.

Little Hope - purytanka
Motyw purytańskich osadników jest jednym z najbardziej intrygujących wątków w grze.

Nauka z błędów przeszłości

Wciąż jest to natomiast dokładnie ta sama gra, choć Little Hope doczekało się kilku mile widzianych usprawnień. Będąc złośliwym, nazwałbym produkcję Supermassive Games symulatorem chodzenia, bo nadal głównie to się tu robi – spaceruje się po lasach i opuszczonych budynkach miasteczka, poszukując poszlak, które pomogą nam rozwiązać intrygę, co uprzyjemnione zostało przez oddanie graczowi pełni kontroli nad kamerą. Brak tu jakichkolwiek zagadek logicznych czy walki, a sceny akcji – których jest mimo wszystko całkiem sporo – rozgrywają się przy pomocy sekwencji QTE, tym razem rozpoczynających się (podobnie jak powracająca rytmiczna minigra we „wstrzymywanie oddechu”) od charakterystycznego dźwięku, dzięki czemu rzadko kiedy biorą nas z zaskoczenia.

Klimat nadal jest mimo wszystko ciężki, a atmosfera gęsta, bo, choć nie musimy obawiać się o nasz stan zdrowia, kontrolowani bohaterowie wciąż mogą zginąć, kiedy skiepścimy któreś z licznych QTE czy też dokonamy złego wyboru – zarówno w trakcie rozgrywki, jak i podczas rozmów, zmieniając tym samym cechy bohaterów oraz relacje między nimi. W zasadzie wszystkie nasze decyzje mają wpływ (nawet jeśli zazwyczaj pomniejszy) na dalszy przebieg przygody. O nieustającym zagrożeniu przypominają ponadto znajdowane pocztówki, działające podobnie jak totemy z Until Dawn lub obrazy z Man of Medan, pokazując jedną z możliwych wersji przyszłości, najczęściej momentu tuż przed brutalną śmiercią któregoś z bohaterów. Nie pomaga też fakt, że całkiem sporo jest tutaj „straszaków”, wyskakujących nagle na ekran. Zazwyczaj ich obecność nie przeszkadza mi to gdy jest ich kilka, ale tutaj wypada to po prostu tanio. Jeżeli jednak mielibyście się za bardzo bać, zawsze można zagrać wspólnie nawet z dwójką (online) lub maksymalnie piątką (kanapowo) innych graczy i na zmianę przejmować kontrolę nad postaciami.

Little Hope - mroczny las
Kamera mimo wszystko wciąż obiera niekiedy konkretny kadr.

Magia mroku i mgły

The Dark Pictures Anthology: Little Hope to również krok w dobrym kierunku, jeżeli chodzi o warstwę wizualną. Wprawdzie poziom jakości grafiki jest zbliżony do Man of Medan, ale zdecydowanie lepsze wrażenie robią nieco bardziej zróżnicowane miejscówki. Nadal jest tutaj ciemno i ponuro, ale zamiast nużących metalowych powierzchni statku, nasze oczy „cieszą” pięknie niepokojące lasy, wilgotny, odbijający światło asfalt prowadzącej przez nie drogi, czy też opustoszało i popadające w ruinę wnętrza lokalnych przybytków, czyniąc całe doświadczenie zdecydowanie ciekawszym dla oczu.

Kapitalnie wyglądają ponadto modele postaci, które ponownie oparto na prawdziwych ludziach, w tym wcielającym się w Andrew Willu Poulterze, ale już pod względem gry aktorskiej bywa – podobnie jak w poprzedniczce – nieco sztywno. Na szczęście po kilku rozmowach człowiek się do tego przyzwyczaja, zwłaszcza że zmysły przenoszą swoją uwagę z niedociągnięć gry aktorskiej (angielskiej, bo polskiego dubbingu i napisów niestety brak) na wyszukiwanie potencjalnego zagrożenia, do czego zdecydowanie nastraja fantastyczna ścieżka dźwiękowa, korzystająca garściami z brzmieć klasycznych horrorów i wzbogacająca je o brzmienia kojarzone w pewnym sensie z czarami i wiedźmami, w tym choćby brzdęk kryształów i szepty.

Little Hope - Andrew patrzy na magiczny kompas

Hokus-pokus, czary-mary, pograsz nawet jak masz komputer stary

Należy również pochwalić twórców za dopracowanie gry. The Dark Pictures Anthology: Little Hope to produkcja przyjazna również słabszym komputerom, o czym najlepiej niech zaświadczy utrzymujący się w okolicach 50 FPS-ów klatkaż przy wysokich detalach na sprzęcie, który do przodu ciągnie GeForce 1050 Ti i jeszcze bardziej przedpotopowy procesor, którego specyfikację nawet wstyd publicznie przytaczać. Równie dobrze może to być oczywiście zasługa wszędobylskiej mgły i ciemności, ale wciąż – posiadacze ziemniaków mają się z czego cieszyć. Zwłaszcza że w trakcie tej kilkugodzinnej przygody nie napotkałem żadnych błędów, nie licząc może sporadycznych pustych ekranów, pojawiających się na ułamek sekundy przy nagłej zmianie lokacji. To już jednak raczej problem mojego komputera, a nie samej gry.

Nadzieja warta utrzymania

Początkowo planowałem, że The Dark Pictures Anthology: Little Hope przejdę w kilka wieczorów – dwa, może trzy. Tak przynajmniej wyglądało to przy okazji Man of Medan, od którego potrzebowałem robić sobie przerwy. Little Hope pochłonęło mnie natomiast całkowicie i całość skończyłem niemalże przy jednym posiedzeniu. Momentalnie kupił mnie klimat opuszczonego miasteczka i pokręcona historia, której rozgryzienie przed finałem mocno weszło mi na ambicję (finalnie czyniąc niepowetowane straty na moim ego, kiedy mi się to nie udało). Niedociągnięcia oczywiście są, choćby pod względem gry aktorskiej czy mimo wszystko wciąż dość podobnych do siebie lokacji, ale koniec końców The Dark Pictures Anthology: Little Hope jest świetnym horrorem psychologicznym, budującym na tym, co zbudowała pierwsza odsłona antologii.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Kup The Dark Pictures Anthology: Little Hope (PC)

Reklama produktu w Ceneo.pl


Avatar photo
Moim ulubionym kolorem jest zielony, ale akceptuję też niebieski i czerwony. Choć preferuję siedzenie na kanapie, nie wzgardzę nawet taboretem. Staram się bowiem nie ograniczać i grać we wszystko, na wszystkim. Pasję do grania z radością łączę ze swoją drugą miłością – pisaniem.
Scroll to top