Walka z Backlogiem: The Elder Scrolls Online (PS5). Massive Singleplayer Online RPG

The Elder Scrolls Online - grafika główna
Konrad Noga
Konrad Noga

The Elder Scrolls VI to jedna z najbardziej wyczekiwanych gier ostatnich lat. Niezwykłe odkrycie, zdaję sobie z tego sprawę. Wspominam o tym jednak nie dlatego, by pochwalić się swoimi analitycznymi umiejętnościami, lecz po to, by zwrócić Waszą uwagę na fakt, że szósta odsłona The Elder Scrolls jest z nami już od prawie dekady. Dobrze się skubana zakamuflowała, bo nie tylko pozbawiono ją numerka, ale dodatkowo na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest to zwykłe MMO, jakich wiele. Tak, dokładnie, mam na myśli sieciowe The Elder Scrolls Online od ZeniMax Online Studios.

The Elder Scrolls VI

Zdaję sobie sprawę, że ochrzczenie The Elder Scrolls Online pełnoprawną „szóstką” jest dość kontrowersyjne, ale tytuł ten autentycznie posiada wszystko, by do tego miana pretendować. To w zasadzie klasyczna produkcja RPG, tyle tylko, że wzbogacona o komponent sieciowy, pozwalający na wspólne przeżywanie przygód ze znajomymi lub innymi, bliżej nam nieznanymi poszukiwaczami przygód. Co jednak najlepsze, cały ten aspekt społeczny jest absolutnie opcjonalny i kompletnie nic nie stoi na przeszkodzie, by do The Elder Scrolls Online podejść jak do produkcji dla pojedynczego gracza.

The Elder Scrolls Online - las
Puszcza Białowieska trochę się zmieniła…

Twórcy widocznie zdawali sobie sprawę z tego, że jednym z najważniejszych powodów, dla których gracze pokochali serię The Elder Scrolls, jest jej fantastyczny świat. TESO daje graczom możliwość przemierzenia niemalże całego Tamriel – od Daggerfall aż po Morrowind i Skyrim. Część lokacji, jak chociażby wyspa Vvardenfell, wymagają wykupienia odpowiedniego rozszerzenia, ale nawet w podstawowej wersji gry różnorodnych miejscówek do odwiedzenia ani przez moment Wam nie zabraknie. The Elder Scrolls Online to pod względem zawartości istny moloch, w którym można spędzić dosłownie setki godzin, przemierzając kontynent i biorąc udział w licznych przygodach.

Usiądź i posłuchaj opowieści

Jeżeli jednak obawiacie się, że przypięta do gry łatka MMORPG oznacza, że większość zadań pobocznych skupiać będzie się na zbieraniu bobrzych tyłków i bawieniu się w kuriera, to nic bardziej mylnego. Absolutnie każde zadanie – z długim wątkiem głównym na czele – opowiada konkretną historię. Czasem będzie to drobna opowiastka o farmerze, któremu skradziono świnię, ale zdecydowanie częściej jedno zadanie stanowić będzie początek obszernego wątku, w którego trakcie poznamy kolejne mechanizmy, rządzące królestwami Tamriel. Klasycznie dla serii, to właśnie zadania poboczne wypadają tutaj najlepiej, nęcąc kolejnymi spiskami, politycznymi machlojkami i pragnących zniszczenia świata kultów oraz daedrycznych książąt, którym służą.

The Elder Scrolls Online - lyris
Dialogów jest sporo, a każdy z nich w pełni udźwiękowiony.

Wątek główny jest wprawdzie całkiem niezły, lecz w zestawieniu ze wszystkim tym, co dzieje się dookoła, wypada raczej tak sobie. Wcielamy się w postać przypadkowego awanturnika, który znalazłszy się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, zostaje odarty ze swojej duszy przez Kult Robaków i uwięziony w Coldharbour, krainie rządzonej przez Molag Bala, boga intryg. Z niewoli wydostajemy się dość prędko przy pomocy Lyris Titanborn, która zapoznaje nas z tajemniczym Prorokiem i przekonuje nas, by pomóc im w uratowaniu świata przed zagładą z rąk Molag Bala i jego wyznawców.

Towarzysze przygody

To oczywiście tylko fabularny zarys. W trakcie kilkunastogodzinnej kampanii dzieje się zdecydowanie więcej, pojawiają się nowe twarze, poznajemy kolejne wątki historii Tamriel, a sama opowieść pełna jest intryg i zwrotów akcji. Nie jest to nic, co zostanie w Waszej pamięci na długo, ale scenariusz mimo wszystko poprowadzono całkiem zgrabnie. Bohaterów, nawet tych mniej pozytywnych, trudno jest nie polubić, a całości poza patosem nie brakuje też pewnej dawki humoru. Nie szczędzono przy tym na dubbingu. Wszystkie dialogi w The Elder Scrolls Online są udźwiękowione, a do pracy zatrudniono również przedstawicieli aktorskiej śmietanki, jak chociażby Johna Cleese’a czy Michaela Gambona.

The Elder Scrolls Online - chłopy
Naszych sojuszników łączy wspólnie, niekoniecznie szczęśliwa przeszłość.

Kolega gra knajtem

Fakt, że The Elder Scrolls Online to MMORPG zdecydowanie lepiej widać w trakcie samej rozgrywki, choć i tutaj charakterystyczne dla gatunku mechaniki są dość subtelne, bo wiele z założeń rozgrywki zapożyczono ze Skyrima. W podstawowej edycji do wyboru otrzymujemy cztery klasy postaci (Dragonknight, Sorcerer, Nightblade i Templar) i dziesięciu różnych ras, rozdzielonych pomiędzy trzy, biorące udział w wojnie, przymierza – Daggerfall, Ebonheart i Aldmeri. Każda z nich charakteryzuje się odpowiednimi bonusami i właściwymi dla siebie zdolnościami, które w trakcie zabawy wykupywać będzie za zdobywane podczas awansowania na kolejne poziomy punkty umiejętności. Dodatkowo, na wzór Skyrima, każde drzewko umiejętności organicznie leveluje, odblokowując w ten sposób dostęp do kolejnych skilli.

Hardkorowi gracze będą mieli zatem okazję do spędzenia mnóstwa czasu przy doprowadzaniu swojego bohatera do absolutnej perfekcji, dobierając odpowiednie umiejętności i elementy pancerza. Trud z pewnością im się opłaci, co niejednokrotnie zaprezentowali mi inni gracze, kładący hordy przeciwników niemalże jednym uderzeniem. Ja natomiast nigdy za grzebaniem w statystykach nie przepadałem, więc z niemałą radością mogę ogłosić Wam, że w The Elder Scrolls Online jak najbardziej da się grać na pał… niezobowiązująco. Nawet nie poświęcając zbyt wiele uwagi na dobór odpowiedniego ekwipunku i umiejętności, nie powinniście mieć żadnych problemów z czerpaniem niesamowitej radości z obcowania ze światem The Elder Scrolls Online.

A może jakieś hobby na boku?

No, przynajmniej jeżeli nie zamierzacie udać się w bój naprzeciw w innym graczom w specjalnie przygotowanych do tego trybach rozgrywki PvP. Na arenie może się bowiem okazać, że mimo wszystko poświęcenie nieco czasu na przemyślenie rozwoju swojej postaci nie było wcale tak bezsensownym pomysłem. Rozgrywka PvP zdecydowanie wymaga bardziej świadomego grania, by nie kończyć każdego meczu pełnym frustracji. Jeżeli jednak PvP Was nie interesuje, a chcielibyście poobcować trochę z innymi graczami, to warto dołączyć do gildii. Tych jest naprawdę sporo, a każda z nich skupiać będzie się na innym aspekcie zabawy – od wspólnej eksploracji, przez handel, aż po wspomniane PvP, a nawet zabawę w odgrywanie postaci.

The Elder Scrolls Online - oko
Czujne oko naczelnego zawsze pilnuje dotrzymywanych terminów.

Znudzonym eksploracją i wykonywaniem zadań z pewnością przypadną też do gustu liczne aktywności poboczne. Można pobawić się chociażby w kowala, łuczarza lub krawca, zbierając odpowiednie materiały i tworząc z nich potężny ekwipunek, by potem sprzedać go za odpowiednią sumkę innym graczom. Młodzi Polacy z pewnością docenią natomiast możliwość kupienia nie jednego, ale kilkunastu domostw (i to bez konieczności brania kredytu na dwa następne pokolenia) oraz urządzenia ich wnętrz według własnego widzimisię. Wiem, bo sam jestem młodym Polakiem. No, a jeżeli i to Was nie kręci, to, nie wiem, pójdźcie na ryby. Też można!

Kraina mlekiem i miodem płynąca

Osobiście najwięcej frajdy i tak czerpałem z samotnej rozgrywki. Przedstawione w The Elder Scrolls Online Tamriel to kraina wręcz zachwycająca, pełna ciasno zabudowanych miasteczek, pomniejszych wiosek, rojących się od szkaradztw lasów, czy w końcu licznych lochów i jaskiń do zwiedzenia. Wszystko to w prześlicznej oprawie audiowizualnej, która pomimo niemalże dekady na karku, co rusz zachwyca chociażby zachodami słońca nad dachami budynków, wywołującymi jakiś dziwny rodzaj nostalgii, potęgowanej przez przepiękne nuty Brada Derricka i Rika Schaffera, przygrywające w tle.

The Elder Scrolls Online - miasto
Są momenty, że gra, choć widocznie starszej daty, potrafi zachwycić.

Warto też wspomnieć, że w 2021 roku The Elder Scrolls Online doczekało się wersji dedykowanej konsolom nowej generacji, oferującej nie tylko poprawioną oprawę wizualną, ale też przede wszystkim perfekcyjnie płynne 60 FPS oraz znacząco skrócone czasy ładowania. Z otwartymi ramionami powitałem zwłaszcza te ostatnie. Pierwotna wersja, podobnie jak większość gier z serii, pełna była ekranów ładowania, zabierających nam cenne sekundy przy każdym przejściu z lokacji do lokacji czy nawet wejściu do wnętrza budynku. Teraz są one praktycznie niezauważalne, dzięki czemu gra się nad wyraz przyjemnie.

Khajit has wares if you have a crown

Piękne w tym wszystkim jest to, że twórcy nie szczują gracza popularnymi ostatnio modelami subskrypcyjnymi. Jasne, The Elder Scrolls Online posiada wbudowany sklep oraz możliwość wykupienia abonamentu ESO Plus, ale ich implementacja jest wyjątkowo nieinwazyjna. Ot, za kosztujące prawdziwe pieniądze korony możemy dokupić dodatkowe skórki, ekskluzywne meble do domu, czy też wierzchowce lub biegające za nami zwierzątka. Abonament z kolei poskutkuje między innymi szybszym przypływem doświadczenia, miesięcznym „żołdem” wspomnianej waluty premium i dostępem do wszystkich wydanych dodatków, nie licząc tych dużych, jak Morrowind czy świeżutki jeszcze Necrom. Nie wydałem złotówki na żadną z tych rzeczy i ani przez moment nie czułem, że czegoś w grze brakuję. Czegokolwiek by o Bethesdzie nie mówić, to naprawdę uczciwa forma monetyzacji.

Massive Singleplayer Online RPG

Jestem absolutnie oniemiały tym, w jaki sposób ZeniMax Online Productions zdołało połączyć w jednej grze dwa teoretycznie wykluczające się gatunki. The Elder Scrolls Online to bowiem MMORPG dla pojedynczego gracza. Nic nie stoi na przeszkodzie, by spędzić setki godzin na samotnym przemierzaniu przepięknie zaprojektowanego Tamriel i poznawaniu dziesiątek napisanych na potrzeby gry historii. To paradoks, że jedną z największych zalet tytułu sieciowego jest brak konieczności kontaktu z innymi ludźmi, ale tylko pozornie. The Elder Scrolls Online wymyka się bowiem zaszufladkowaniu, stanowiąc genialne połączenie dwóch stylów rozgrywki, oddające w ręce graczy wybór, jak i z kim chcą tego fantastycznego świata doświadczać.

Jeżeli nadal nie jesteście przekonani, koniecznie posłuchajcie recenzji The Elder Scrolls Online w TrójKast #044 – Opcja niemiecka ft. Wulgarny Gracz.

Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Bethesda Polska.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Avatar photo
Moim ulubionym kolorem jest zielony, ale akceptuję też niebieski i czerwony. Choć preferuję siedzenie na kanapie, nie wzgardzę nawet taboretem. Staram się bowiem nie ograniczać i grać we wszystko, na wszystkim. Pasję do grania z radością łączę ze swoją drugą miłością – pisaniem.
Scroll to top