Trifox – recenzja (PC). Nosił Lis razy kilka

Trifox Title Card

Kiedy zobaczyłem pierwszy zwiastun Trifox, stwierdziłem, że koniecznie muszę w niego zagrać. Przed oczami stanęły mi takie klasyki jak Crash Bandicoot, Jak and Daxter czy Ratchet & Clank. Nawet moje dzieciaki zwróciły na to uwagę. Platformówki to jeden z gatunków, na którym się wychowałem, a na platformówki 3D poświęciłem mnóstwo swoich nastoletnich lat. Jednak to nie tylko nostalgia zachęciła mnie do sięgnięcia po ten tytuł. Kolorowa grafika, ciekawy pomysł na system walki oraz ogólne pozytywne wrażenie zrobiły swoje. Poza tym uwielbiam informować innych o fajnych grach. Miałem nadzieję, że tak będę mógł przedstawić produkcję studia Glowfish Interactive.

Nie podpadaj chytrusowi

Tytułowy lis siedział sobie wygodnie w fotelu, oglądając ulubiony program, kiedy nagle wybuchł mu telewizor. Szybko zauważył nieproszonych gości majstrujących przy jego generatorze. Niestety, zanim zdążył cokolwiek na to poradzić, dostał po głowie i stracił kontakt ze światem na dłuższą chwilę. Po przebudzeniu odkrył, że pilot od jego ukochanego pudła został ukradziony przez przebrzydłych piratów. Niewiele myśląc rudy bohater, postanowił odzyskać swoją własność i ruszył w pogoń.

Trifox Screen 01
Lis na kradzież zareagował jak Darth Vader na smutną informację – długim “Noooooooooo”.

Jak widać historia przedstawiona w Trifox gra ostatnie skrzypce. Co prawda mamy jakiś motor napędowy do spuszczania łomotu zastępom przeciwników, ale nie spodziewajcie się zawiłych intryg czy nieoczekiwanych zwrotów akcji. Nie zmienia to jednak faktu, że kilka razy zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony.

Lisia trójca Trifox

Trifox to mieszanka platformera, brawlera i twin stick shootera. Dwa z tych składników są na naprawdę zadowalającym poziomie, ale o tym za chwilę. Najpierw napiszę o mechanizmie, który sprawił mi najwięcej frajdy. Nasz chytrusek to nie pierwsza lepsza bestia z lasu. Dzięki swoim niesamowitym zdolnościom jest w stanie stać się jednym z trzech potężnych herosów. Jako Wojownik dzierży ogromny młot i niczym barbarzyńca z Diablo kręci bączki jak rozpędzony beyblade. Pod postacią Maga ciska zaklęcia, odpycha wrogów i stawia osłony. Z kolei Inżynier pozwala na używanie sporego działa oraz konstruowanie kilku rodzajów wieżyczek. Każda z tych klas różni się także specjalną umiejętnością, która pozwala uciec z opresji, jak i szybciej poruszać się po planszy.

Trifox Screen 02
Tyle ulepszeń a inflacja nie śpi.

GOG - Zagraj w nowości i Klasyki

Oczywiście to wszystko, samo w sobie, nie byłoby takie niezwykłe. Na szczęście twórcy pozwolili na dowolne mieszanie nabytych za zbierane podczas rozgrywki monety talentów. Dzięki temu czarodziej może używać młota do ogłuszania, a Inżynier spowolnić przeciwników za pomocą czaru i wykończyć ich z daleka rakietami. Kombinacji jest sporo i wymyślanie coraz to kolejnych daje dużo satysfakcji.

Młot do lamusa

Dla tych, którzy lubią walkę w zwarciu mam niestety złą wiadomość. To właśnie ta opcja wyszła ekipie z Glowfish Interactive najgorzej. Powiem szczerze, że po pierwszych dwóch planszach miałem ochotę wyłączyć Trifox właśnie z tego powodu. Ataki są wolne i często obrywałem, zanim wyprowadziłem cios. Dodatkowo dużo złoli naparza do nas z dystansu, więc trudno się do nich zbliżyć. Być może nie znalazłem dobrego połączenia z innymi zdolnościami, a wierzcie, próbowałem. Nie znaczy to, że umiejętności Wojownika są słabe. Wręcz przeciwnie. Fala uderzeniowa nie raz uratowała mi skórę. Po prostu walka z bliska nie jest mocną stroną tej produkcji.

Trifox Screen 03
Machanie młotem nie sprawia tyle radości co naparzanie z działka.

Dystans przede wszystkim

Na szczęście po zmianie wyposażenia od razu odzyskałem wiarę w ten tytuł. Strzelanie jest o wiele przyjemniejsze i nie wymaga 10 minut, aby pokonać niewielką grupkę wrogów. Co prawda momentami pociski nie do końca lecą tam, gdzie się chce, ale zbytnio to nie przeszkadza. Świetnie też wykonane jest skakanie. Wyraźnie widać gdzie postać wyląduje dzięki znacznikowi, który pojawia się, kiedy jesteśmy w powietrzu. Na plus zasługuje też sposób dystrybucji eliksirów zdrowia i energii wydawanej podczas starć. Gdy zaczyna nam jednego z nich z nich brakować, bardzo często odpowiednia buteleczka wypada z pokonanego wroga. Jeżeli boimy się oberwać, to drugim sposobem jest szybkie znalezienie jakiejś skrzynki lub dzbana. Po rozwaleniu takiego przedmiotu na pewno wyskoczy nam potrzebny flakonik.

Małe grzeszki w Trifox

Niestety rozgrywka posiada jeszcze kilka mankamentów, o których muszę wspomnieć. Czasem na ekranie pojawia się tyle wybuchów, ognia i pocisków, że ciężko jest coś zobaczyć. W związku z tym, że trudno zorientować się, kiedy postać obrywa, zdarzało mi się zginąć nie ze swojej winy. Szczęśliwe punkty autozapisu są doskonale rozmieszczone i nie bolało to tak strasznie. Raz czy dwa udało mi się zaciąć na jakimś kamyczku lub wróg wpadł w ścianę i tylko reload uratował sytuację.

Trifox Screen 04
Machanie młotem nie sprawia tyle radości co naparzanie z działka. Ogień, pociski, wybuchy i ostrza na wagonikach. Czasami na ekranie rządzi chaos.

Przez plaże i góry

Trochę żałuję, że Trifox ma tylko trzy światy, z których każdy dzieli się na cztery plansze. Twórcy postarali się, żeby każdy z nich miał własną myśl przewodnią oraz ciekawe mechaniki. Będąc w dżungli będziemy skakać po filarach, które wcześniej odpowiednio trzeba ustawić. W lodowej krainie tratwę, na której stoimy, poniosą prądy rzeczne. W fabrykach różnego rodzaju mechanizmy pomogą nam podczas starć z piratami. Ani razu nie miałem wrażenia powtarzalności i każdy kolejny etap zaczynałem z ochotą. Na duży plus zasługują również walki z bossami. Jest ich sporo i potrafią nieźle zaskoczyć. Na kolekcjonerów czekają sprytnie poukrywane skrzynie z monetami i kryształami, które zachęcają do ponownego ukończenia poziomów. W tle cały czas przygrywają pozytywne tony, które ani nie odstraszają, ani nie odwracają uwagi od akcji.

Warto zagrać w Trifox

Pomimo kilku niedociągnięć przygoda rudzielca przypadła mi do gustu. Możliwość mieszania zdolności pozwoliła grać tak, jak lubię. Nawet okazjonalne wpadki i kiepski system walki wręcz nie odebrały mi radości z rozgrywki. Z projektem studia Glowfish Interactive spędziłem około 6 godzin, bo tyle mniej więcej zajmuje ukończenie fabuły. Myślę, że na zebranie wszystkich diamentów oraz odblokowanie każdej umiejętności potrzebowałbym jeszcze około 4 godzin. Jako fan dawnych platformówek 3D z czystym sumieniem mogę Trifox polecić. Pozytywne strony zdecydowanie przeważają i jeśli tylko dacie tytułowi szansę uważam, że oczaruje Was tak jak mnie.

Gra niestety nie posiada polskiej wersji językowej a szkoda, bo na niższych poziomach trudności świetnie nadawałaby się dla młodszego odbiorcy. Z drugiej strony zawsze można z maluchem przysiąść i potłumaczyć to i owo. Zabawa i nauka w jednym to zawsze dobry pomysł. Na tę chwilę produkcję można nabyć na PC, Nintendo Switch oraz XBOXa. Od listopada 2022 roku Trifox jest dostępny również na PlayStation.

GOG - Wydawca

Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.

Gameplay


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), naszym Discordzie lub Fediverse. Jesteśmy też dostępni w Google News!


Gra dostępna również na Steam:

Avatar photo
Gram w gry odkąd pamiętam. Jako mały brzdąc właziłem na stołek, żeby pograć na automatach w salonie dziadka. Teraz rozsiadam się wygodnie w zaciszu własnego domu i z padem w rękach oddaję się swojemu ulubionemu hobby. Zawsze chciałem dzielić się swoimi wrażeniami ze wspaniałego świata wirtualnej rozrywki. Pamiętajcie, że czas spędzony na czytaniu nigdy nie jest czasem zmarnowanym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Scroll to top