Turtle Beach ewidentnie nie lubi nudy w projektowaniu sprzętu. Kiedy większość producentów skupia się na dodawaniu kolejnych łopatek na plecach pada i podklejaniu uchwytów gumą, oni postanowili zamontować w swoim nowym urządzeniu mechanizm przypominający zabawki z serii Transformers. Zresztą, zdążyli nas już przyzwyczaić do nieszablonowych pomysłów – choćby swoim flagowym modelem Stealth Ultra. Tym razem do naszych rąk trafił Stealth Pivot, czyli kontroler-hybryda, w którym całe moduły z gałkami i przyciskami możemy fizycznie obracać o 180 stopni. Z pozoru brzmi to jak sztuka dla sztuki, ale w założeniu ma oferować bardzo konkretną korzyść: w kilkanaście sekund zmieniamy klasyczny, asymetryczny układ w rasowego fightpada, wręcz stworzonego pod bijatyki i produkcje retro. Postanowiliśmy przetestować, jak ten szalony pomysł sprawdza się w praktyce, czy mechanizm nie trzeszczy w ogniu wirtualnej walki i czy Stealth Pivot to sprzęt faktycznie ułatwiający życie graczom, czy zaledwie efekciarski gadżet.
Co znajdziemy w pudełku?
Zawartość opakowania jest skromna, ale kompletna. Obok samego kontrolera znajdziemy bezprzewodowy nadajnik USB oraz kabel USB-A do USB-C o długości 2,5 metra, który przydaje się zarówno do ładowania podczas gry, jak i do podłączenia przewodowego z konsolami z rodziny Xbox. Całość dopełnia krótka instrukcja szybkiego startu, która w prosty sposób wyjaśnia proces parowania i obsługi modułów.
W porównaniu do wyposażenia modelu Stealth Ultra – który zawierał magnetyczną stację dokującą, etui transportowe i komplet kabli – zestaw Pivota wypada bazowo. Turtle Beach nie rozpieszcza tu nabywcy dodatkami, co przy cenie oscylującej w Polsce wokół 500–600 zł jest do zaakceptowania, choć opakowanie zapowiada sprzęt z nieco wyższej półki, niż wskazuje na to jego zawartość.
System Pivot – dwa kontrolery w jednym
To właśnie obrotowe moduły są tym, co wyróżnia ten pad na tle całej rynkowej konkurencji. Po obu stronach kontrolera znajdują się kapsułowate segmenty: lewy zawiera gałkę analogową i krzyżak, prawy zaś gałkę i cztery przyciski akcji. Każdy z nich można odblokować osobnym przełącznikiem na tylnej ściance, obrócić o 180 stopni i zablokować ponownie, co natychmiastowo zmienia asymetryczny układ na konfigurację z dedykowanym D-Padem po lewej i sześcioma przyciskami akcji po prawej, przypominającą klasyczne pady Segi.
Samo przestawianie modułów zajmuje zaledwie kilkanaście sekund, choć procedura polegająca na odblokowaniu zapięcia, opuszczeniu drążka i wciśnięciu kapsułki wymaga chwili przyzwyczajenia. Zdecydowanie nie jest to coś, co zrobimy dynamicznie między rundami w turnieju, ale do spokojnego przygotowania sprzętu przed odpaleniem innej gry sprawdza się bez zarzutu. Warto zaznaczyć, że ponowne zablokowanie modułu bywa czasem kapryśne – kapsułka swobodnie obraca się w miejscu i nie zawsze od razu czuć satysfakcjonujący „klik” potwierdzający prawidłowe zatrzaśnięcie.
Ergonomia i wykonanie
W dłoniach Stealth Pivot leży pewnie i nadzwyczaj wygodnie, a jego sylwetka wzorowana na padach do Xboksa jest graczom doskonale znana. Dodatkowa masa wynikająca z obrotowych mechanizmów nadaje kontrolerowi odczuwalną solidność, która jednak nie przekłada się na uciążliwe ciążenie w nadgarstkach nawet podczas dłuższych sesji. Chwyty są gładsze niż u większości konkurentów i pozbawione wyraźnej faktury, co dla niektórych może być minusem przy intensywnych starciach, ale sprawia, że obudowę znacznie łatwiej utrzymać w czystości.
Jakość materiałów plasuje się na poziomie produktu premium, choć estetycznie pad jest dość powściągliwy i nie rzuca się w oczy tak mocno jak model Ultra. Tylne przyciski (łopatki) są ograniczone do dwóch, jednak projektanci sprytnie to zrekompensowali: po obróceniu prawego modułu zyskujemy dodatkowe dwa przyciski na froncie. Daje to łącznie cztery w pełni programowalne akcje, które w zależności od wybranego trybu są rozlokowane w sposób intuicyjny dla konkretnego gatunku gry.
Turtle Beach Stealth Ultra – recenzja. Innowacja czy przerost formy?
Drążki, triggery i przyciski
Stealth Pivot korzysta z drążków opartych na czujnikach magnetycznych, co producent dumnie promuje napisem AntiDrift umieszczonym bezpośrednio na obudowie. Bezdotykowa technologia Hall Effect eliminuje mechaniczne tarcie elementów, co w teorii całkowicie zapobiega dryfowaniu gałek w przyszłości. W praktyce analogi pracują nieskazitelnie płynnie, ich powrót do punktu zerowego jest precyzyjny, a wyraźny opór osi ułatwia responsywne sterowanie zarówno w dynamicznych FPS-ach, jak i grach wyścigowych.
Triggery oferują mechaniczną regulację skoku za pomocą prostego przełącznika, który pozwala zamienić długą drogę wciśnięcia w błyskawiczny klik, co w strzelankach wieloosobowych daje ułamek sekundy przewagi. Bumpery klikają wyraźnie i bez nadmiernego oporu, co korzystnie odróżnia je od standardowych odpowiedników z oficjalnych padów Microsoftu. Na szczególną pochwałę zasługuje też krzyżak schowany na obrotowym module – jest on taktylny, sztywny i po prostu rewelacyjny do bijatyk 2D czy platformówek retro.
Ekran i konfiguracja w locie
Niewielki, kontrastowy wyświetlacz LCD umieszczony powyżej przycisku Xbox to rozwiązanie, które pozwala na błyskawiczną zmianę ustawień bez odrywania się od monitora. Z poziomu wbudowanego menu możemy bezpośrednio zmieniać mapowanie przycisków, dostosowywać czułość osi, modyfikować ustawienia audio czy przełączać się między trybami połączenia dla PC, Bluetootha i konsoli. Możliwość zapisania pięciu niezależnych profili bezpośrednio w pamięci sprzętu to ogromny atut, który docenią osoby często przeskakujące między różnymi tytułami o odmiennej charakterystyce sterowania.
Ekran wygasza się samoczynnie podczas rozgrywki, aby nie rozpraszać uwagi i oszczędzać energię wbudowanego akumulatora, który realnie pozwala na około 20 godzin ciągłej zabawy. Choć menu wymaga chwili na zapamiętanie skrótów nawigacji, to obecność tak zaawansowanego narzędzia konfiguracji „w locie” sprawia, że rzadziej musimy sięgać po kapryśne oprogramowanie na PC. To przemyślane rozszerzenie funkcjonalności, które w tej klasie sprzętu staje się już powoli znakiem rozpoznawczym marki Turtle Beach.
Oprogramowanie i łączność
Komunikacja bezprzewodowa 2,4 GHz za pośrednictwem dołączonego dongle’a na PC działa wzorowo i nie wykazuje żadnych odczuwalnych opóźnień. Wbudowany moduł Bluetooth 5.2 zapewnia z kolei stabilne połączenie z urządzeniami z systemem Android 8.0 lub nowszym oraz telewizorami Smart TV. Niestety, w kwestii łączności pojawia się bolesny kompromis: właściciele konsol Xbox Series X|S oraz Xbox One muszą pogodzić się z grą wyłącznie po kablu, ponieważ brak wsparcia dla natywnego protokołu bezprzewodowego Microsoftu to największe rozczarowanie tego modelu.
Sama aplikacja Control Center 2 pozwala na głęboką personalizację martwych stref, wibracji czy oświetlenia RGB, ale wciąż bywa momentami frustrująca. Program uruchamia się wyłącznie w trybie pełnoekranowym i czasami potrafi „zgubić” zapisane zmiany przy ponownym podłączeniu kontrolera. Obowiązkowym krokiem po wyjęciu sprzętu z pudełka jest aktualizacja firmware’u, która rozwiązuje większość problemów ze stabilnością i odblokowuje pełen potencjał drzemiący w module zarządzania energią.
Podsumowanie – dla kogo jest Stealth Pivot?
Turtle Beach Stealth Pivot to pad zbudowany wokół jednego, bardzo odważnego pomysłu, który o dziwo doskonale obronił się w praktyce. System obrotowych modułów faktycznie działa i sprawia, że fani bijatyk czy retro otrzymali kontroler, który w mgnieniu oka oferuje układ sześciu frontowych przycisków i dedykowany, świetny D-Pad. Solidne fundamenty w postaci analogów Hall Effect, skracanych triggerów i użytecznego ekranu LCD sprawiają, że to propozycja, obok której trudno przejść obojętnie, jeśli szukacie czegoś więcej niż standardowy kontroler.
Nie można jednak przymknąć oka na brak bezprzewodowej obsługi Xboksa, co dla wielu kanapowych graczy może być przeszkodą nie do przeskoczenia. Jeśli jednak gracie głównie na PC i cenicie sobie wysoką konfigurowalność oraz unikalną możliwość fizycznej zmiany układu przycisków pod konkretny gatunek gry – Stealth Pivot sprawi Wam mnóstwo frajdy. To innowacyjny kawałek technologii, który pokazuje, że w świecie kontrolerów wciąż jest miejsce na ryzykowne, ale funkcjonalne innowacje.
Udostępnienie sprzętu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.






