Warhammer 40,000: Space Marine – Master Crafted Edition – recenzja (PC). Kosztowny lifting

Warhammer 40000 Space Marine Master Crafted Edition – kosmiczny marine w niebieskim pancerzu z bolterem, z którego lufy unosi się dym
Kamil Podryban
Kamil Podryban

Wydane w 2011 roku Warhammer 40,000 Space Marine to bez dwóch zdań jedna z najlepszych gier osadzonych w grimdarkowym uniwersum świata wiecznej wojny. Nikogo zapewne nie zdziwiło więc, że na fali sukcesu kontynuacji postanowiono udostępnić graczom odświeżoną graficznie wersję dawnego hitu. Remastery od dawna wywołują ożywione dyskusje w Internecie w sprawie ich zasadności. Space Marine – Master Crafted Edition to amunicja dla przeciwników tego nurtu, ponieważ choć ta wersja ma swoje zalety, nie da się oprzeć wrażeniu, że w tym przypadku wybitnie był to jednak skok na kasę fanów.

Titus taki piękny


Odświeżona wersja konfliktu na Grai, który rozsławił kapitana Demetriana Titusa w kręgu graczy, na papierze wygląda imponująco. Dostaliśmy rozdzielczość podbitą do 4K, upiększone tekstury, poprawioną jakość dźwięku, a do tego mocno usprawniono interfejs. Dużym plusem jest także to, że wraz z nową wersją wracają tryby sieciowe. Cała reszta – sama rozgrywka, sterowanie, fabuła – pozostaje dokładnie taka sama jak w pierwowzorze. Jeśli więc mieliście już okazję poznać tę historię, nie będzie żadnych zaskoczeń. Paradoksalnie wydaje mi się jednak, że to właśnie w większości to, co nie zostało zmienione, jest najlepsze w Master Crafted Edition.

Pierwsze rzucają się w oczy nowe tekstury. Faktycznie, przy uruchomieniu gry robi to wrażenie. Titus, a zwłaszcza jego pancerz widziany w menu głównym, wygląda pięknie. Nie jest to, oczywiście, ten sam poziom, co Space Marine 2 z 2024 roku, niemniej widać, że ktoś tu się mocno napracował. W trakcie samej zabawy także wyraźnie jest widoczne, że tekstury naszego oddziału są wysokiej jakości, Gwardziści z Astra Militarum także wyglądają, jakby oczekiwali oficjalnej wizytacji lada chwila, nawet orkowie nie są już tak paskudni, jak byli. Niestety, dobre pierwsze wrażenie szybko mija, gdyż mapy, poza teksturami, zupełnie się nie zmieniły. To oznacza, że w większości biegamy po niedużych, a pustych obszarach, na których znajdziemy garść bryłowatych kamieni, ruin czy innych elementów dekoracyjnych. Zdecydowanie kontrast między pięknymi teksturami a kanciastymi modelami mocno kłuje w oczy i pozostawia spory niesmak.

Jeszcze więcej świeżości


Inne zmiany nie są już tak mocno zauważalne. Owszem, dźwiękowo jest dobrze, choć nie wydaje mi się, żebym słyszał dużą różnicę względem oryginału – a specjalnie go odpaliłem, żeby porównać. Oczywiście to ogromna ulga znowu usłyszeć Marka Stronga jako Titusa, ale sam tembr jego głosu to jeszcze za mało, by robiło to odpowiednie wrażenie. I faktycznie, UI zostało zmienione, jest teraz szybkie, czytelne i – co najważniejsze – działa tak dobrze, jak powinno. Dość napisać, że po odpaleniu oryginału byłem w szoku, jak duża jest różnica w wygodzie pomiędzy obiema wersjami.

Ostatnią z wielkich poprawek miały być już działające tryby sieciowe. Być może faktycznie działają, niestety nie mogłem tego sprawdzić. Nie wiem, czy zwyczajnie nikt nie jest chętny do sieciowej zabawy w Space Marine – Master Crafted Edition, czy coś jednak nie działa. Próbowałem rozegrać dowolny mecz z dostępnej listy, łącznie czekając na rozgrywkę prawie półtorej godziny. Ani razu nie dołączyłem do żadnej gry i choć sam grałem w wersję na GOG, skłaniam się jednak ku tezie, że jest zbyt niewielu chętnych do zabawy. Według steamdb w starą wersję w momencie pisania tego tekstu gra większa liczba graczy (116) niż w odświeżoną (10). Być może gdyby zebrać odpowiednio dużą grupę znajomych próba zabawy sieciowej nie skończyłaby się porażką. Wymagać to będzie jednak przekonania takiej liczby osób do zakupu.

GOG - Zagraj w nowości i Klasyki

Drogo, choć sama gra dobra


Tutaj dochodzimy do największej wady remastera – ceny. Ta gra kosztuje 169 złotych. Oczywiście to nadal nie jest poziom gier AAA, niemniej uważam, że to zdecydowanie zbyt wysoka kwota jak na to, co oferuje Warhammer 40,000: Space Marine – Master Crafted Edition. W podobnym okresie wydano odświeżoną wersję innej gry z tego uniwersum, Dawn of War, którą wyceniono o wiele rozsądniej. Koszt Definitive Edition tej produkcji to 89 złotych – jeśli posiadamy oryginał, to zaledwie 60 złotych – a w tym przypadku mówimy o odświeżonej wersji gry wraz z kompletem wszystkich rozszerzeń i wystarczająco dużej bazie graczy, by komfortowo bawić się także w trybach sieciowych. Nie dość, że remaster Space Marine oferuje względnie niewiele zmian w porównaniu do wypuszczonej kilka lat wcześniej Anniversary Edition, nie ma także zniżki dla jej posiadaczy i poza promocjami ta cena po prostu odstrasza.

Natomiast jeśli już zdecydujecie się na zakup, jestem pewny, że będziecie dobrze się bawili. Oryginał miał bardzo wciągający gameplay, łączący walkę dystansową i wręcz, zachęcający do bycia agresywnym wojownikiem i wpadania między wrogów. Do dyspozycji dostajemy liczne ikoniczne oręża z uniwersum, takie jak miecz łańcuchowy czy boltery, a starcia będziemy toczyć z orkami i siłami chaosu. Jest tutaj dużo treści i rozmaitości, aby się nie nudzić, zwłaszcza że historia z gry potrafi wciągnąć. Do tego postacie główne są napisane na tyle dobrze, że jedna z nich do dziś zajmuje zaszczytne miejsce w pamięci graczy, a druga po dziś dzień jest przeklinana w najdalszych zakątkach internetu. Nie da się ukryć, oryginalny Space Marine to był kawał naprawdę przedniej zabawy.

Klątwa, czyli problemy techniczne


Na koniec chciałbym jeszcze tylko wspomnieć o swoich licznych problemach z uruchomieniem tej gry. Oryginalny Space Marine działał bez problemu na moim PC z Linuksem, czego nie mogę powiedzieć o Master Crafted Edition. Pomimo licznych prób, zwyczajnie się nie da. Tak, to dość niszowy problem, więc przemogłem się i zainstalowałem znienawidzonego Windowsa 11. Tutaj także nie mogłem uruchomić tej gry. Dopiero po kilku dniach walki ze sterownikami, wielokrotnym przeinstalowywaniu zarówno produkcji, jak i systemu operacyjnego, gra łaskawie się uruchomiła. Fakt, później już działała wyjątkowo sprawnie na wcale nie najmocniejszym sprzęcie, ale co się namęczyłem, to moje. Uważam, że warto ostrzec potencjalnych szaleńców, którzy mimo ceny postanowią zaryzykować zakup.

Podsumowanie

Jeśli nigdy wcześniej nie graliście w W40K Space Marine i chcielibyście naprawić ten karygodny błąd, zdecydowanie polecam kupić starsze Anniversary Edition. Tytuł regularnie da się nabyć za 32 złote i choć może nie ma takich ładnych tekstur, to praktycznie wszystko inne jest takie same. Historia nadal jest świetna, rozgrywka pomimo upływu czasu sprawia mnóstwo frajdy, a Titus wciąż pozostaje równie charyzmatyczny i heroiczny. Te nieliczne poprawki oferowane w remasterze zwyczajnie nie są warte takich pieniędzy, jakich wydawca sobie życzy. No, chyba, że traficie na dużą obniżkę, ale nie dość, że nie macie co liczyć na zabawę po sieci, to jeszcze jest ryzyko, że będziecie mieli problem w ogóle uruchomić tę grę.

GOG - Wydawca

Kup Warhammer 40,000: Space Marine – Master Crafted Edition

Banner GOG.com


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Avatar photo
Czołem, na imię mam Kamil! Kocham gry miłością bez wzajemności, ale staram się nie brać ich za bardzo na poważnie. Najlepiej czuję się w taktycznych strzelankach, ale chętnie próbuję wszystkiego, co się da. Odkąd tylko pamiętam, zawsze chciałem pisać o grach, a tutaj mogę nareszcie spełniać to marzenie.
Scroll to top