Auto Fuszerka – recenzja (PC). Od zera do Janusza biznesu

Gra dostępna na:
PC
Oficjalna grafika tytułowa gry. Przedstawia czerwonego, fabrycznego Fiata 126p z czarną rejestracją „RZ 2137”, zaparkowanego w mrocznym, realistycznie oświetlonym warsztacie samochodowym z narzędziami w tle. Prawą stronę kadru zajmuje duże, czerwono-białe logo gry „Auto Fuszerka” umieszczone wewnątrz czarnej, dymnej plamy oleju z wkomponowaną sylwetką butelki.
Marcin Ćwiek
Marcin Ćwiek

Zazwyczaj symulatory samochodowe kojarzą się z aptekarską wręcz precyzją, gdzie dokręca się śrubki z linijką w ręku, a wirtualne warsztaty są tak czyste, że można by w nich wycinać wyrostki robaczkowe. Twórcy Auto Fuszerki postanowili jednak puknąć ten cały realizm młotkiem w czoło. Zamiast sterylnych laboratoriów dostajemy mechanikę w wersji czysto partyzanckiej, w której podstawowym narzędziem pracy jest święta trójca polskiego warsztatu: trytytka, szara taśma i puszka najtańszej szpachli.

Witajcie w Wypizdowie Dolnym

Zamiast wielkiej, zachodniej korporacji lądujemy na głębokiej, swojskiej prowincji – w fikcyjnym Wypizdowie Dolnym. Nasz bohater nie ma dyplomu inżyniera, ma za to w ręku puszkę szpachli, głowę pełną ryzykownych pomysłów i palącą potrzebę szybkiego zarobku. Cała fabuła to klasyczny, cudownie przerysowany scenariusz „od zera do Janusza biznesu”. Trzeba utrzymać się na powierzchni w realiach, gdzie budżet zawsze świeci pustkami, czuć oddech komornika na plecach, a klienci oczekują cudów, płacąc pogniecionymi banknotami. Ta prosta otoczka bezbłędnie buduje klimat wczesnokapitalistycznego kombinatorstwa, który starsi gracze mogą kojarzyć z opowieści o szalonych latach 90., a młodsi – z najlepszych odcinków animacji Bartosza Walaszka.

Zrzut ekranu przedstawia czerwonego Fiata 126p (popularnego „Malucha”) postawionego na betonowych bloczkach na wiejskim podwórku. Pojazd ma zdemontowane przednie koło, a kadr ukazuje moment malowania zardzewiałej karoserii niebieską farbą w sprayu, której puszka lewituje przy masce. Na zderzaku zamontowano czarną tablicę rejestracyjną o numerze „RZ 2137”, a o bok auta oparto drewnianą drabinę.

Rajstopy zamiast paska klinowego

To właśnie chroniczny brak gotówki napędza całą zabawę i determinuje podejście do codziennych obowiązków. Zapomnijcie o zamawianiu oryginalnych części z hurtowni – gameplay stawia na czystą, bezczelną prowizorkę. Kiedy klient zostawia rzęcha, a w kieszeni piszczy bieda, zaczyna się prawdziwe zarządzanie kryzysowe. Pasek klinowy piszczy? Elastyczne rajstopy załatwią sprawę. Filtr powietrza zniszczony? Stara gąbka kuchenna pasuje idealnie, a zamiast drogiego płynu hamulcowego można przecież dolać odrobinę wody z kranu. Gra zamienia rutynowe naprawy w przezabawną łamigłówkę z gatunku: „jak bardzo mogę oszukać system, żeby ta maszyna w ogóle odpaliła”. Cały ten mechaniczny absurd balansuje jednak na cienkiej granicy ryzyka. Specjalny wskaźnik fuszerki boleśnie przypomina, że jeśli przesadzimy z oszczędnościami i zalejemy bak wodą, rozwścieczony właściciel wróci i zdemoluje nam warsztat.

Kadr z rozgrywki ukazujący wysłużony, żółty ciągnik rolniczy z otwartą maską, która odsłania proste elementy silnika. Maszyna stoi na trawiastym podjeździe obok drewnianego płotu i polnych maków, na tle wiejskich domów jednorodzinnych. Na pierwszym planie, w prawym dolnym rogu, stoi duża, brązowa butelka piwa z etykietą „Jasne JEB”.

Prawdziwy test charakteru, czyli fura dla siebie

Sytuacja zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni, kiedy gra pozwala nam wreszcie zbudować własne auto. To genialny fabularny i gameplayowy zwrot akcji. Wszystko zaczyna się od nielegalnego wyścigu na wiejskiej drodze, gdzie ponosi nas ułańska fantazja i pakujemy się naszym prywatnym, dumnym Fiatem 126p prosto w najbliższe drzewo. Od tego momentu, w myśl świętej zasady „u siebie rób jak u siebie”, zbieranie kasy na warsztacie schodzi na dalszy plan. Liczy się tylko jedno: przywrócenie zmiażdżonego Malucha do stanu używalności.

Grafika przedstawia scenę na leśnej drodze w słoneczny dzień. Na pierwszym planie stoi potężny, łysy mężczyzna w czarnym t-shircie i ciemnych okularach przeciwsłonecznych, stylizowany na postać Dominica Toretto, obok czarnego samochodu (odpowiednika Fiata 125p) z podniesioną maską. W tle na korzeniu siedzi inna postać, a boczny interfejs pokazuje cele misji „Wycieczka do lasu” związane ze spuszczeniem i wymianą benzyny.

Nagle całe to januszowanie nabiera zupełnie innego wymiaru. Kiedy składasz grata dla klienta, masz ochotę wpychać szmaty w progi i zalewać wszystko najtańszym olejem mineralnym. Ale kiedy przychodzi moment klepania własnego fiacika, włącza się syndrom dumnego rzemieślnika. Zaczynasz bezczelnie podkradać i chomikować lepsze części, które udało się ukradkiem wykręcić z samochodów nieświadomych klientów. Kombinujesz, jak z kawałka rury wydechowej i starej turbiny wykrzesać chociaż kilka koni mechanicznych więcej. Budowanie własnego wozu to najlepszy moment gry, bo idealnie pokazuje ludzką naturę – dla obcego zrobisz po kosztach, dla swojego Malucha wybierzesz najlepszą trytytkę z szuflady.

Kicz z generatora, który ma sens

Takiemu festiwalowi mechanicznej improwizacji musi towarzyszyć odpowiednie tło, które podkręci poczucie obcowania z czystym absurdem. I tutaj dochodzimy do soundtracku, czyli dudniącego z głośników disco polo. Sęk w tym, że cała ścieżka dźwiękowa została wygenerowana przez sztuczną inteligencję. W każdej innej produkcji uznałbym zdanie się na algorytmy w kwestii muzyki za lenistwo i tanie pójście na łatwiznę. Ale tutaj? Ten bezduszny, plastikowy, pisany po kosztach i momentami przerażająco koślawy dźwięk z generatora pasuje jak ulał. Tani kicz muzyczny idealnie rezonuje z taniością warsztatowej prowizorki. To sztuczne disco polo brzmi dokładnie tak, jakby lokalny radiomagnetofon właśnie wciągał taśmę, i tworzy genialną, prześmiewczą całość z resztą oprawy.

Zrzut ekranu prezentujący wnętrze tradycyjnego mieszkania, odwzorowanego w klasycznym, polskim stylu z epoki PRL-u. W pokoju znajduje się potężna, drewniana meblościanka z wyeksponowanym starym telewizorem kineskopowym, wzorzysta wersalka z poduszkami w kratę, dwa fotele w paski oraz duży, czerwono-biały dywan o tradycyjnym wzorze pokrywający środek podłogi.

Prowizorka okiem mojego laptopa

Plastikowy klimat muzyki naturalnie przekłada się na to, co widzimy na ekranie, choć w kwestii wizualnej gra potrafi zaskoczyć. Graficznie tytuł nie próbuje udawać hitu za miliony dolarów – stawia na prostą, lekko komiksową stylistykę, która całkiem dobrze maskuje mniejszy budżet. Odpaliłem ten tytuł na swoim laptopie i gra działa zaskakująco gładko. Trzyma stabilne 60 klatek nawet przy większej zadymie w warsztacie i pozwala na płynną zabawę bez nerwowego zerkania na temperatury podzespołów. Twórcy zresztą stale siedzą nad kodem, co widać po regularnie wypuszczanych łatkach, sukcesywnie naprawiających to, co było popsute.

Pierwszoosobowy kadr z warsztatu mechanicznego. Gracz trzyma w dłoni stalowy klucz płaski, stojąc przy uniesionym na lewarku trapezowym, zardzewiałym niebieskim aucie miejskim (przypominającym Volkswagena Golfa I). Na ekranie wyświetla się kołowe menu wyboru z zaznaczoną felgą oraz boczna lista zadań w misji „Szef wszystkich szefów”, obejmująca m.in. szpachlowanie wgniotek oraz wymianę oleju silnikowego, filtra paliwa i alternatora.

Kierowniku, to się naprawdę wyklepało!

Ostatecznie dostałem produkcję, która doskonale wie, czym chce być, a czym być nie zamierza. Auto Fuszerka bezbłędnie celuje w sentyment i nasze specyficzne, lokalne poczucie humoru. To rzadki przypadek gry, w której celowe robienie czegoś źle sprawia potężną frajdę. Jeśli podejdziecie do niej z odpowiednim dystansem, przymykając oko na parę drobnych technicznych potknięć, dostaniecie kilka godzin świetnej, niczym nieskrępowanej i cudownie absurdalnej zabawy. Dla każdego, kto choć raz w życiu naprawiał coś szarą taśmą – pozycja obowiązkowa.

Widok z perspektywy pierwszej osoby podczas prac blacharskich. Gracz oczyszcza z korozji zieloną maskę samochodu (stylizowanego na FSO Poloneza) przy użyciu elektrycznej szlifierki kątowej, co skutkuje zdarciem lakieru i odsłonięciem jasnej, srebrzystej warstwy metalu. Interfejs po prawej stronie określa zadanie jako „Solonez Sebastiana” i nakazuje pozbycie się rdzy oraz ponowne pomalowanie pojazdu.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do testów dziękujemy firmie Bettergaming.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Marcin Ćwiek
Imperator krainy jeży, pasjonat ciężkiej muzyki, gracz i obieżyświat. Cześć! Mam na imię Marcin i uwielbiam grać oraz gotować, podróżować, aktywnie spędzać czas z moją kochaną rodzinką. Za dnia jestem ojcem oraz menadżerem hostelu w centrum Gdańska, w nocy zaś zakładam kocyk i ratuję wirtualne światy 😄 Gram na wszystkim i nie lubię wojen konsolowych!
Scroll to top