Biomutant – recenzja. Postapokalipsa w innym wydaniu

Biomutant wywołał spore zamieszanie na rynku. Jedni pokochali ten tytuł, a drudzy znienawidzili go tak, że chętnie woleliby, aby ten w ogóle nie powstał. Trzeba więc było samemu sprawdzić, o co to wielkie halo i czy rzeczywiście gra jest tak dobra lub zła, jak mówią inni. Ostatecznie wyszło na to, że prawda jest trochę pośrodku. Nie przedłużając, czas rozpocząć recenzję!

Fabuła w Biomutant

Element, który jest źródłem sporów i podziału między graczami. Cała opowieść ma miejsce najprawdopodobniej na Ziemii, gdzie ludzi już po prostu nie ma. Wszystko dlatego, że korporacja Toxanol doprowadziła do takiego zanieczyszczenia świata, że nie byliśmy w stanie tego przetrwać. Zupełnie inaczej było ze zwierzętami, które przeszły jakieś mutacje i to one są teraz gatunkiem dominującym. W środku tego wszystkiego jest nasz główny bohater, którego wygląd może przypominać szopa, wydrę, kota lub krzyżówkę tych wszystkich. Okazuje się, że powstały nowe siły, zarówno dobre, jak i złe, z którymi trzeba będzie się zmierzyć. Choć protagonista w rzeczywistości mógłby co najwyżej zgnieść puszkę, tak w Biomutant stać go na wiele więcej.

Musi jednak nauczyć się wcześniej wielu rzeczy. Samo strzelanie z broni oraz podstawowa znajomość sztuk walki tutaj nie wystarczą. Szybko wychodzi na jaw, że zwierzęta posługują się nieznanym językiem, dlatego też wszystko opisuje nam narrator. Zabieg ten bardzo podzielił graczy, bo jak w tak wielkiej produkcji nie ma złożonych dialogów i porządnego voice actingu? Ludzie z Experiment 101 postanowili przedstawić to inaczej, więc przez całą zabawę usłyszymy jedynie jeden głos, a także dwa mniejsze. Za ostatnie odpowiadają dwie istoty reprezentujące zło lub dobro. Mi takie rozwiązanie pasuje, bo jest po prostu inne, niż w większości obecnych gier, ale zdaję sobie sprawę, że ma ono swoje wady.

Biomutant w sklepie GOG.COM

Trochę nieudany eksperyment

Dość trudno w ten sposób przekazać pewne emocje. Oczywiście postacie robią różne rzeczy na ekranie, aby immersji nie zabrakło, ale wszystko jednak opisuje narrator. Ten nie jest w stanie przedstawić tego w taki sposób, aby uderzyć w odpowiednie nuty u odbiorcy. To trochę spada na gracza i jego wrażliwość. Jeżeli odpowiednio nie wsiąkniemy w to wszystko, całość wyda się miałka i bez polotu. Co zresztą potwierdziło wiele osób w sieci. W tym wszystkim nie pomaga również system dialogów. Najpierw mamy wprowadzenie do sceny, potem NPC mówią w niezrozumiałym dialekcie, a na końcu główny głos nam opisuje, co się dzieje. Gdyby tego było mniej, to pewnie nikt by nie narzekał, ale rozmów jest dużo. Nic więc dziwnego, że gracze mogą być podirytowani.

To miałoby większy sens, gdyby takie przedstawienie miało miejsce jedynie przy okazji najważniejszych zadań fabularnych, dotyczących wielkiego drzewa, kilku najważniejszych istot, które należy zgładzić i panujących frakcji. Niestety, narrator, który uwielbia lać wodę i podchodzić do wielu spraw pod kątem filozoficznym, swoim gadaniem może uśpić człowieka. Tutaj może pomóc zmiana języka, zarówno głosu, jak i napisów. W ten sposób szybko czytamy, co jegomość ma do przekazania, a samo „biadolenie” warto pominąć, aby zaoszczędzić czas. W ten sposób całość tak nie irytuje, a my możemy skupić się na ważniejszych rzeczach.

Im dalej w Biomutant, tym lepiej

Kiedy zaakceptujemy specyficzne przedstawienie historii i wygadanego narratora szybko okazuje się, że gra jest wypchana po brzegi zawartością. Oprócz dynamicznego systemu walki, gdzie mamy różne spluwy, broń białą i moce specjalne, znajdziemy tu również posterunki, ogniska, kapliczki dające nowe umiejętności, rozbudowany crafting, system szybkiej podróży, tonę lootu, duży otwarty świat i wiele więcej. Walczymy, pływamy, zdobywamy surowce, pomagamy przy odbudowie wiosek, budujemy, poszukujemy ukrytych skarbów i oczywiście, pchamy fabułę do przodu.

Biorąc pod uwagę, ile osób tworzyło ten tytuł, byłem pod ogromnym wrażeniem całej zawartości, w którą można tu naprawdę wsiąknąć. W moim przypadku musiałem uważać, aby nie przesadzić. Bo z zabawy na kilkadziesiąt godzin, spokojnie można tutaj spędzić ponad 100. Oczywiście, nie wszystkie questy są równie ciekawe, część z nich to nic innego, jak przynieś, podaj, pozamiataj. Nie brakuje jednak tych interesujących, które są w stanie, zapaść Wam w pamięć.

Technicznie, jest trochę nierówno

Od strony wizualnej Biomutant jest zarówno piękny, jak i brzydki. Nie wszystkie miejsca zostały wykonane na tym samym poziomie. Pewne miejscówki wręcz proszą się o całą galerię sreenów, gdzie inne lepiej by było ominąć. Choć świat jest pełen różnych stworzeń, to po pewnym czasie czuć mały recykling, gdzie postacie różnią się jedynie małymi detalami. Nie uważam tego za jakąś wielką wadę i wiem, że deweloper chciał oddać jak najlepsze dzieło. Natomiast widzę tutaj pole na poprawki, chociażby w kontynuacji, jeżeli taka miałaby powstać. Testowałem wersję na PC i czuć, że optymalizacja mogłaby być lepsza. Bardziej zaawansowane gry chodzą u mnie lepiej, a tutaj szczególnie w czasie walk, płynność spadała. Obniżenie ustawień graficznych pomogło, ale przydałby się patch, który poprawiłby kod Biomutanta.

Trochę inaczej jest z oprawą dźwiękową. Ta jest po prostu poprawna i nic poza tym. Muzyka podczas starć spełnia swoją funkcję, podobnie jak inne kawałki w czasie podróży. Problem w tym, że nic nie zapada w pamięć. Gra aż się prosi o utwory, które napędzają do działania, mocno budują klimat i sprawiają, że człowiek z chęcią by do nich wracał, nawet po ukończeniu tytułu. Tutaj tego niestety nie ma.

Gra AA w szatach 3xA

Największą krzywdę wyrządził grze specyficzny marketing. Bazując na materiałach promocyjnych i zwiastunach, Biomutant jawił się jako coś przełomowego, gigantycznego, dopieszczonego w każdym calu, tworzonego przez setki, jak nie tysiące ludzi. Choć wiele elementów tej produkcji stoi na bardzo wysokim poziomie, tak inne nie wybijają się zbytnio z tłumu. Nic dziwnego, gdy za całość odpowiadało około 20 osób ze studia Experiment 101. Gracze stworzyli jednak w głowie wizję, która nie miała żadnych szans z produktem po premierze.

Oczywiście, nie wszyscy tak do tego podeszli, ale jednak można śmiało powiedzieć, że gracze zostali wprowadzeni w błąd. Trochę inaczej to wyglądało, gdy ktoś poszedł do gry na chłodno, nie wiedząc o niej zbyt wiele. Przyjemna oprawa, rozbudowany crafting, rozległy świat i całkiem udany system walki potrafią przyciągnąć odbiorcę na długo. Sam należę do tej drugiej grupy, ale rozumiem też tych, którzy oczekiwali czegoś zupełnie innego.

Może sytuacja byłaby trochę inna, gdyby cena za grę była trochę niższa. Wydaje mi się, że wtedy odbiór byłby zupełnie inny, mimo nietrafionego marketingu. Tutaj jednak kwota była taka, jak za produkcję AAA, a taką Biomutant nie jest. Mocno liczę, że wraz z obniżką lub promocjami, po tytuł sięgnie więcej osób. Bo choć daleki od ideału, to jednak ma w sobie to coś i pozostaje w pamięci.

Czy warto?

Najwierniejsze pytanie, na które mam prostą odpowiedź. Tak. Biomutant to gra zasługująca na Waszą uwagę. Warto jednak zastanowić się wcześniej, czy wymienione elementy nie będą Wam aż nadto przeszkadzać. Produkt spadł też trochę z ceny, dzięki czemu stosunek jakości do ceny jest już lepszy. To nie jest opus magnum świata wirtualnej rozrywki, ale można się z tym dziełem dobrze bawić. Gdyby nie marketing i premierowa kwota, to strzelam, że tytuł poradziłby sobie o wiele lepiej.

GOG - Wydawca

Cześć! Mam na imię Artur i uwielbiam gry wideo niezależnie od platformy. Mimo 30 lat na karku cały czas sprawiają mi radość i liczę, że to się nie zmieni.
Scroll to top