Strzelanie do przeciwników to jedno, ale co zrobić, gdy na drodze staje potężny boss, a zwykły karabin przestaje wystarczać? Najnowszy materiał z CINDER CITY pokazuje, jak taktyka, współpraca i odpowiedni sprzęt decydują o wyniku starcia. Studio BigFire Games rozwija swoją wizję futurystycznego Seulu. Obok klasycznej broni palnej dostaniemy tu specjalistyczne gadżety, pojazdy oraz starcia, w których pomoc innych graczy okaże się niezbędna.
Nie wystarczy mieć dobrego celownika
Wideo przybliża system Tactical Gear. To zestaw wyposażenia, który daje dostęp do rozstawianych osłon, robotów wsparcia, pułapek oraz narzędzi odnawiających tarcze. Każdy z tych gadżetów zużywa własne zasoby i ładuje się w swoim tempie. W praktyce wymusza to dopasowanie sprzętu do konkretnej sytuacji, a nie bezmyślne odpalanie wszystkiego, co akurat mamy pod ręką.
Zestawienie współczesnej broni palnej z futurystycznym uzbrojeniem z XXIII wieku wypada naprawdę obiecująco. W realiach dystopijnego Seulu taki miks potrafi nadać starciom odpowiedniego ciężaru, o ile tylko dobór zabawek faktycznie przełoży się na ostateczny wynik potyczki. Na ten moment pozostaje nam czekać na dłuższy, niepocięty fragment rozgrywki, żeby ocenić działanie tych systemów na żywym organizmie.
Helikopter albo mech mogą zmienić przebieg walki
Podczas zwiedzania miasta natkniemy się na motocykle, samochody, śmigłowce oraz ciężkie mechy typu Power Loader. Każda z tych maszyn odegra inną rolę na polu bitwy. Śmigłowiec zagwarantuje przewagę z powietrza, z kolei opancerzony mech dostarczy potężną siłę ognia, co na pewno uratuje nam skórę podczas uciążliwych starć z bossami.
To kluczowy element CINDER CITY, bo tamtejszy otwarty świat ma oferować coś więcej niż tylko żmudne podróżowanie od znacznika do znacznika. Samo wrzucenie do gry kilku pojazdów nie gwarantuje jednak sukcesu. Wszystko zależy od tego, czy zmuszą nas do ich użycia realne warunki na froncie, czy skończy się to na zwykłym urozmaiceniu nudnego transportu.
Wspólna walka bez konieczności tworzenia drużyny
Przemierzając ulice Seulu, regularnie wpadniemy na innych graczy wykonujących zadania poboczne lub biorących udział w publicznych wydarzeniach. Zgodnie z obietnicami twórców, dołączymy do trwającej rzezi w locie i pomożemy napotkanym osobom bez zbędnego wysyłania zaproszeń do drużyny. Taki system zachęca do spontanicznej kooperacji. Dzięki temu metropolia ma przypominać żywy ekosystem, a nie pustą makietę do samotnego odhaczania questów.
Poważniejsze starcia wymuszą już jednak konkretną organizację. Wydzielone lochy skrojono pod czteroosobowe ekipy, z kolei każdego bossa wyposażono w unikalne mechaniki ataku. Nawet losowi wrogowie w otwartym świecie mogą uderzyć na tyle mocno, że samotny wilk szybko podkuli ogon i pobiegnie do miasta szukać wsparcia u innych.
Największe starcia mają angażować całe grupy graczy
Zupełnie inną ligę reprezentują bossowie z otwartego świata. Twórcy zapowiadają ich jako największe i najbardziej spektakularne wydarzenia w grze. To właśnie w trakcie tych bitew kilkudziesięciu graczy naraz zmierzy się z bestiami potrafiącymi dosłownie zmieniać rzeźbę terenu. Obietnice brzmią dumnie. Właśnie na tym polu najszybciej zweryfikujemy, czy głębokie systemy walki i kooperacji potrafią utrzymać nas przed ekranami na dłużej.

Na papierze ten projekt skutecznie łączy kilka mocnych pomysłów. Mamy tu taktyczne zabawki, wielkie mechy, bezproblemową kooperację i masowe rajdy na potężnych bossów. Kluczowe pozostaje samo wykonanie. Czy CINDER CITY faktycznie połączy efektowną demolkę z taktyczną głębią, czy po kilku godzinach zabawa sprowadzi się do bezmyślnego opróżniania magazynków w stronę gąbek na pociski? Na odpowiedź musimy poczekać do pierwszych solidnych testów, bo sam wyreżyserowany materiał promocyjny nam tego nie zagwarantuje.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Reddicie lub Fediverse.



