Czy opinia publiczna oddziałuje na osobiste wrażenia?

Kultura, a zwłaszcza kultura popularna jeszcze nigdy nie była tak łatwo dostępna. Żyjemy w czasach, w których sięgnąć możemy po wszystko, co ukazało się kiedykolwiek. Wszystkie gry, filmy, muzyka, książki, a nawet przedstawienia teatralnie dostają swoje cyfrowe wersje. Pozwala im to nieść się poza granice terytorialne czy inne bariery. Dzięki kilku kliknięciom możemy włączyć koreańską dramę, która wcześniej nie mogłaby do nas dotrzeć. Zagubiony kursor może zatrzymać się na grze, która ominęła nasz rynek wcześniej. Dzięki temu każdy ma wgląd w to, co dzieje się w tym popkulturowym garze.

Efektem tego, że wszystko konkuruje o naszą uwagę, są rozmowy o tych dziełach. Zaczęliśmy je zestawiać ze sobą, porównywać, aby upewnić się, że coś wyjątkowo dobrego nas nie ominie. Oczywiście nie jest to nowość, ale nigdy nie osiągnęło to takiej skali. To doprowadziło nas do jeszcze dwóch rzeczy. Jedną z nich jest wspominane często FOMO (fear of missing out), czyli strach przed wykluczeniem i świadomość tego, że coś nas omija. Drugą, będącą jednocześnie tematem tego felietonu jest konformizm.

Pewnie jesteś świadom swoich opinii

Zanim zacznę, chciałbym uciąć wszystkie oburzone głosy. Prawdopodobnie każdy z nas powie, że opinia publiczna nie wpływa na jej/jego odbiór gry. Znajdą się też pewnie głosy mówiące, że dopiero po zapoznaniu się z czymś, dana osoba konfrontuje opinie z resztą. Jako osoba, która w sieci często wypowiada się o dziełach kultury, nie chciałbym też zostać odebrany jako ktoś, kto nie jest pewny swoich własnych opinii. Konformizm jednak istnieje i jego niewidzialna ręka może popychać nas w większym lub mniejszym stopniu w stronę jakiejś opinii. Nieświadomość pewnych mechanizmów socjologicznych nie czyni nas na nie odpornymi.

CrossfireX recenzja

W takim razie czemu o tym piszę? Jakiś czas temu zagrałem w produkcję, która zaczęła podważać moją świadomą i niezależną opinię. Wracając do starszych gier, trudno grać w nie bez świadomości pewnego statusu, jakim się cieszą. Idąc dalej, po wiele gier pewnie byśmy nie sięgnęli, gdyby nie pozytywny lub dla przekornych negatywny odbiór takiej produkcji. Właśnie taką sytuację miałem ja. W trakcie gry zacząłem się zastanawiać, czy ta produkcja naprawdę mi się podoba, czy doszukuje się elementów hucznie wspominanych. Nagle nieco wyśmiewane stwierdzenia takie jak „dobre, bo wszyscy uznali to za dobre” stały się niepokojąco namacalne. Prawdopodobnie zdarzyło Wam się odbić od jakiejś gry. Później po wielu namowach i superlatywach spływających w jej stronę daliście kolejną szansę i dopiero wtedy gra Wam się podobała. Oczywiście nie musi być to przejaw konformizmu. Czasem podchodzimy z innymi oczekiwaniami w złym momencie swojego życia, czy po prostu nie tego dnia z nie tym humorem.

Niejednoznaczne wrażenia

Cieszę się, że takie myśli mnie dopadły przy twórczości Fumito Uedy. Nie tak dawno temu miałem przyjemność zagrać pierwszy raz w ICO oraz Shadow of the Colossus. Gry te cechuje całkowita inność i może dlatego moje rozterki są tak wyraźne. Obie produkcje są delikatne, spokojnie i sprawiają, że doświadczanie ich staje się bardzo osobistą, a nawet intymną przygodą. Z jednej strony cieszyłem się, że sięgnąłem po te gry po latach. Z większą wrażliwością mogłem bardziej je docenić, ale czy na pewno to kwestia wieku. Za obie gry zabrałem się z wpojoną wręcz świadomością, jak dobre są. Trudno było mi uciec od patrzenia przez pryzmat tego monumentalnego statusu. Nie wiem i pewnie się nie dowiem, czy ICO podobałoby mi się bez lat wpajania, jakie to cudo elektronicznej rozrywki. Czy zareagowałbym jak większość polskich graczy przy premierze tytułu i odbił się od niego? Zgaduję, że prawdopodobnie tak. Tak samo pusty świat Shadow of the Colossus mógłby być dla mnie po prostu nużący bez świadomości jakie to wielkie dzieło.

Konformizm w kulturze

Nie jest to też tak, że zawsze ulegam tej — nazwijmy to — presji. Do Gothica mimo prób dalej się nie przekonałem, Wiedźmin 3 w mojej opinii zasługuje na połowę swoich zachwytów, a i wielki Horizon Zero Dawn kończyłem z grymasem. I tu znowu pojawia się niepowtarzalny styl Uedy. Przez to, jak inne są to gry, jest miejsce na pojawienie się takich rozterek. W przeciwieństwie do mnie wiele osób pewnie nie miało takiego problemów. Na pewno czyta to ktoś, komu status tych gier nie przeszkodził w wytknięciu im wszystkich błędów i pozostawienia niedokończonymi na zawsze. Może inna gra miała podobny wpływ i nawet sobie nie zdaje z tego sprawy.

Jak konformizm nieświadomie na nas oddziałuje?

Stwierdzenie, że wchłaniamy opinie innych specjalnie, jest oczywiście mylne. Jako gracze jesteśmy pewną grupą w społeczeństwie. Naturalne jest to, że w danej wspólnocie kreowane są pewne normy i opinie. Procesy społecznie jakie człowiek wykształcił sobie przez lata ewolucji, starają się nagiąć jednostkę do porządku społecznego. W tym właśnie do opinii. Przez identyfikowanie się z jakąś grupą pośrednio akceptujemy (oczywiście w mniejszym lub większym stopniu) jej zdanie. Grono wyśmiewające dane dzieło kultury zwykle tylko rośnie, nawet gdy tylko procent społecznicy go doświadczył. Czasem wyłamanie się z tego sprawia trudność. Jedni boją się świadomości bycia w błędzie, inni wykluczenia, przez co naśladuje się wzorce.

Konformizm w kulturze

Wpływ grupy widać w regionalnych klasykach. Trudno w Polsce być graczem i nie widzieć jak dobrą grą jest Heroes III. Wielokrotnie wspominana, romantyzowana z sentymentu strategia, cieszy się u nas wręcz boskim statusem. Próba podważenia go kończy się często nagłą i intensywną odpowiedzą. Godne uwagi jest to, że marka ta mimo wyjątkowej popularności w kilku krajach, nigdy nie osiągnęła podobnego statusu globalnie. Wielu rodzimych graczy dostaje niejako w spadku legendę o Heroes III. Ci akceptują ją i rzadko kiedy próbują skonfrontować opinię reszty ze swoimi odczuciami. Z próby zagrania też można wyjść w różny sposób. W tym drogą, którą ja miałem z ICO, czyli zaakceptowanie statusu, bo gra wielkim dziełem jest.

Czubek góry lodowej

Temat konformizmu jest głęboki i brodzenie w nim tylko uświadamia, jak od wielu czynników uzależniamy swoje decyzje i opinie. Nic nie jest binarne i za każdym przypadkiem stoi kilka „to zależy”. Sytuacja, w której słuchając zachwytów mamy wygórowane oczekiwania i w efekcie przychodzi rozczarowanie, też ma miejsce. To jednak zupełnie inny temat, którym może kiedyś też się zajmiemy. Kończąc ten tekst, chciałbym, abyś zastanowił/a się czy w twoim życiu miała miejsce, podobna sytuacja? Czy w przeszłości poszło się za stadem, mając tak naprawdę mieszane odczucia względem jakiejś produkcji? Może następnym razem, gdy wszyscy będziemy odrobinę bardziej świadomi, jeszcze lepiej będzie nam się dyskutować.

Autor zdjęcia tytułowego: Jeff Hardi
Autorka ostatniego zdjęcia: Denise Jans

Interesuję się szeroko rozumianą popkulturą, ale najbliżej serca zawsze były gry. Staram się grać w najnowsze tytuły oraz nadrabiać klasyki. Od zawsze chciałem dołożyć małą cegiełkę do historii tego medium, a prowokacja do dyskusji jest chyba jedną z ważniejszych w tej dziedzinie.
Scroll to top