Doom Eternal to najlepszy FPS, jaki znajdziecie na Nintendo Switch

Doom Eternal to już czwarta produkcja przygotowana przez studio Panic Button, którą mam przyjemność testować na tym systemie. Zaczęło się od Doom z 2016, potem był Wolfenstein II oraz Wolfenstein: Youngblood. Każdy kolejny tytuł wyciskał z Nintendo Switch coraz więcej i byłem wręcz przekonany, że ciężko będzie osiągnąć jakiś lepszy wynik. Cóż, myliłem się. Najnowszy projekt to naszpikowany różnymi sztuczkami majstersztyk. Wcześniej przeszedłem wersję na PC, a mimo to nie czuję w ogóle, aby wersją pod wspomniany sprzęt miała się czegokolwiek wstydzić.

Czarodzieje z Panic Button

Cieszę się, że powstało takie studio. Muszą tam pracować ludzie, którzy znają się nie tylko na aspektach technicznych, ale też doskonale czują, czego chcą gracze. Posiadacze Nintendo Switch wiedzą, że w środku konsoli nie ma najnowszej generacji podzespołów i trzeba liczyć się z kompromisami. Należy jednak umieć znaleźć ten złoty środek, przystosować dany tytuł tak, aby był grywalny, w miarę ładny oraz oferował to, co na innych platformach. Panic Button potrafi to zrobić.

Doom Eternal - NIntendo Switch

Przekonałem się o tym nie raz, nie dwa. Bo oprócz wymienionych gier maczali również palce przy Rocket League czy Warframe. Obie gry są szalenie popularne na sprzęcie Nintendo i choć daleko im do wersji z PC czy PS4/XO, to i tak dostarczają rozgrywkę na wysokim poziomie. W przypadku Eternal nie jest inaczej. Już od pierwszych minut człowiek przeciera oczy, bo nie może uwierzyć, że coś takiego działa na Switchu. Oczywiście, nie ma mowy o 60 FPS-ach i teksturach w 4K, ale jest naprawdę dobrze.

Doom Eternal to jedna wielka jatka na ekranie

Człowiek myślał, że dzieło id Software z 2016 było szybkie, potwory zalewały tam ekran, a krew bryzgała na wszystkie strony. W Eternal jest tego znacznie więcej, zaś sama dynamika rozgrywki uległa pewnym zmianom. Wszystko za sprawą większych i bardziej złożonych lokacji, a także elementów platformowym. Wiem, że takie zmiany nie wszystkim przypadły do gustu, ale mi taki taniec śmierci mocno przypasował. Jako odbiorca jestem zmuszony do ciągłego ruchu. Doom guy skacze, robi piruety, zostaje wyrzucony wysoko w powietrze, huśta się na poręczach i wiele więcej. W tym czasie trup ściele się gęsto, wszędzie latają pociski, ogniste kule, lasery i ciągle coś gdzieś wybucha. Istny armagedon.

Odbiorca jest w samym środku tych wydarzeń. Jeżeli nie jest w stanie się odnaleźć, to czeka go śmierć. Takich momentów w Doom Eternal jest mnóstwo. Obawiałem się, że wersja na Nintendo Switch będzie uboższa, mniej dynamiczna, znacznie trudniejsza ze względu na mniejszą liczbę FPS-ów, ale nie, wcale tak nie jest. Bardzo szybko załapałem rytm i przebijałem „ciała” oponentów na wylot, robiąc to na dziesiątki różnych sposobów. Tytuł do prostych nie należy, nawet na najniższym poziomie. Trzeba dbać o ilość amunicji, nie lekceważyć wrogów i umiejętnie korzystać z dostępnego arsenału. Zwykłe parcie do przodu nie zda tutaj egzaminu i warto o tym pamiętać.

Jaki jest Doom Eternal na Nintendo Switch?

Jeżeli martwicie się, że to jedna wielka rozmazana plama, to możecie przestać. Gra, rzecz jasna ma swoje lepsze i gorsze momenty, ponieważ dynamiczna rozdzielczość bardzo często się zmienia, ale z korzyścią dla nas. W danych momentach, gdy nie skupiamy się aż tak na ostrości obrazu, dużo się dzieje i musimy walczyć, to ważniejszy jest framerate. Płynność ma priorytet w takich momentach, ale gdy wykonujemy brutalny finisher dobitnie widać, że całość prezentuje się o wiele lepiej. Deweloper doskonale wiedział, gdzie należy dać więcej mocy. Choć poprzedni Doom i dwa Wolfensteiny starały się coś podobnego robić, to jednak Eternal wypada najlepiej.

W ten sposób udało się stworzyć najbardziej zbalansowaną wersję, która działa i wygląda naprawdę świetnie. Niezależnie czy gramy w docku czy mobilnie. Dużo mocy idzie również w cutscenki, te natomiast, aby zachować wysoką jakość, musiały zostać nieco „zwolnione” w przypadku trybu handhelda. Mniejsza liczba FPS-ów w ogóle tam jednak nie przeszkadza, a dzięki temu cieszymy się godną pochwały oprawą. Nawet w Battle Mode — specyficzny multiplayer, całość prezentuje się okazale. Tam jednak bardziej skupiono się na tym, aby całość była jak najbardziej płynna i stabilna. Więc grafika w tym wypadku zeszła na drugi plan.

Ciężko znaleźć lepszego FPS-a

Eternal to jedna z najlepszych gier 2020 roku, nie tylko na Switchu. Długa kampania, w końcu obszerna jak na serię fabuła, ciekawy arsenał broni i wiele więcej. Nie można zapomnieć o setkach sekretów, artefaktów i ulepszeniach. Tego jest naprawdę wiele. To nie jest zwykła strzelanka, gdzie bezmyślnie idziemy do przodu. Nie brakuje zadań pobocznych, dodatkowych wyzwań i innych smaczków. Można lizać ściany i zwiększać siłę protagonisty, skupić się tylko na misjach fabularnych, albo balansować między jednym a drugim. Lokacje są duże i wielopoziomowe. Nikt nie wciska gracza w wąski korytarz i zmusza do walki o życie. Tutaj jest naprawdę sporo swobody.

Biorąc pod uwagę możliwości Switcha, jedyną wadą omawianej produkcji jest to, że ciężko się w nią gra na Joy-Conach. Możliwe, że to tylko ja tak mam, choć z Doom 64 takich problemów nie było. W przypadku Doom Eternal wolałem używać zewnętrznego kontrolera. Było mi po prostu łatwiej i wygodniej, szczególnie w momentach, gdzie nie było chwili na oddech. Pamiętam, że audio w Doom z 2016 było znacząco gorsze na sprzęcie Nintendo. Tutaj jakość jest trochę niższa, ale nie na tyle, aby móc się przyczepić. Tym większe brawa dla Panic Button.

Czy warto wydać na ten tytuł 250zł?

Zdaję sobie sprawę, że produkcja doczekała się już sporych obniżek na innych platformach. W przypadku Switcha to nowość i specjalne przygotowana wersja więc cena nie powinna być zaskoczeniem. Jeżeli czekaliście na edycję pod sprzęt Nintendo, to moim zdaniem możecie brać śmiało. To najlepszy FPS, jaki można znaleźć. Inni natomiast, którzy już przeszli na PC lub dużych konsolach mają na pewno trudniej. W końcu jest też xCloud pod urządzenia mobilne, zaś sam Eternal można znaleźć w bibliotece GamePass. Jeżeli jednak nie chcecie być zależni od chmury, nie przeszkadza Wam jedynie cyfrowe wydanie — nowy Doom nie wyszedł w pudełku, to możecie spróbować lub trochę poczekać. Tak czy inaczej, Panic Button spisał się na medal i mocno liczę, że nie powiedzieli ostatniego słowa w przypadku Nintendo Switch.

Za dostarczenie gry dziękujemy firmie Bethesda Polska

Artur Janczak
Cześć! Mam na imię Artur i uwielbiam gry wideo niezależnie od platformy. Mimo 30 lat na karku cały czas sprawiają mi radość i liczę, że to się nie zmieni.
Scroll to top