Wysokie ceny gier na nową generację i ich uzasadnienie. Czy gracze mogą wymagać więcej?

PlayStation 5 i Xbox Series X są już na rynku. Wraz z nimi pojawił się temat pieniędzy. Podobno ceny gier od dawna są za niskie, w końcu proces tworzenia kosztuje miliony, a wszystko jest ładniejsze, bardziej zaawansowane i dopracowane. Dotychczas gracze konsolowi byli przyzwyczajeni do kwot w okolicach 220-260zł za nowe tytuły. Choć to na razie nie jest standardem, to wiele wskazuje na to, że w przyszłości będzie trzeba mieć więcej gotówki. O ile planujemy grać w dniu premiery.

Dałem się nabić w butelkę

Bardzo chciałem mieć PS5 i XSX. Dlatego też złożyłem zamówienia, jak najszybciej się dało. Bez większych przeszkód oba sprzęty do mnie trafiły i nie żałuję swojej decyzji. Inaczej to wygląda, jeżeli chodzi o gry na nie. Pierwszymi były Call of Duty Black Ops: Cold War (XSX) oraz Demon’s Souls. Obie produkcje, które są naprawdę dobre, ale mogłem się wstrzymać z ich zakupem. W pierwszej występował błąd, który nie pozwalał ukończyć kampanii. COD wyłączał konsolę w dość dziwnych sposób, a deweloper nie spieszył się, aby to naprawić. Druga natomiast nie zaskoczyła mnie niczym takim, ale w zaledwie kilkanaście dni bez trudu można za nią było zapłacić o 50zł mniej. Sklepy nie miały oporów, aby pobawić się cenami, a ja poczułem się, jak frajer.

Wysokie ceny gier - Demon's Souls

Oczywiście, sam jestem sobie winny. Nikt mnie nie zmuszał, doskonale zdawałem sobie sprawę z ryzyka. Dotyczy to błędów, jak i kwot za produkcje premierowe. Natomiast zacząłem się zastanawiać. Jeżeli gry były rzekomo zbyt tanie, to czy teraz gdy ich cena jest odpowiednia, te nie powinny być bardziej dopracowane? Dlaczego w tak krótkim czasie pojawiły się już pierwsze promocje? Wielkie firmy i wydawcy — choć nie wszyscy, mówią nam o kosztach, ale jakby nie idzie to w parze z rzeczywistością. Wiem, że nie dam rady kupować tylu produkcji co kiedyś, więc będę bardziej analizował swoje wybory. Ceny gier mnie do tego zmuszają. Co zatem planuje druga strona, aby zwrócić moją uwagę?

Wysokie ceny gier powinny coś za sobą nieść

Pod sloganem „nowa jakość” może się kryć wiele rzeczy. Ciekawa historia, bardzo rozbudowany i pełen szczegółów świat, minimalna ilość błędów, niebywałe zwroty akcji, genialne mechaniki i tak dalej. Pewne z tych rzeczy da się pokazać za sprawą materiałów promocyjnych, o innych najprędzej dowiemy się z czyjejś recenzji. Wiele osób narzeka, że gry na Switcha od Nintendo są za drogie. Takie The Legend of Zelda: Breath of the Wild czy Mario Odyssey mimo trzech lat na karku nadal kosztują ponad 200zł. Różnica jest jednak taka, że one gwarantują pewien poziom i w większości przypadków nie schodzą poniżej niego.

Wysokie ceny gier - Zelda

Wydawca doskonale o tym wie, przez co ich gry dwa tygodnie po premierze nie będą znacząco tańsze. Firma chce całkiem sporo od kupujących, ale dają coś równie „drogiego” w zamian. Remake Demon’s Souls jest wspaniały bez dwóch zdań. Na każdym kroku widać, ile pracy w niego włożono, natomiast czy oferuje „tyle”, na ile został wyceniony? Ja tego nie czułem. Tutaj mogą pojawić się głosy, że to jedna z pierwszych produkcji na nową generację, stąd cena i tak dalej. Tylko kiedy nabyłem Switcha to Breath of the Wild, kosztowała 279zł. Bolało z początku po kieszeni, ale otrzymałem „nową jakość”, natomiast Nintendo nie mówiło, że gry są od dawna za tanie i trzeba coś z tym zrobić.

Trzeba się zmierzyć z FOMO*

W dobie szybkiego trybu życia człowiek bardzo chce być na bieżąco. Martwi się, że coś znaczącego go ominie i dotyczy się to również gier. Doskonale wiem, że gdy zostanie wydana nowa odsłona mojej ulubionej serii, to ciężko będzie się oprzeć, ale kiedyś należy powiedzieć „nie”. Osoby, które zagrają w Cyberpunka za pół roku lub więcej pewnie będą miały lepsze wspomnienia niż większość z nas. Trochę przyzwyczailiśmy się do bycia betatesterami. Tłumaczymy sobie, że przecież inne tytuły też mają błędy, a jakoś nikt ich nie obrzuca kałem. Bez trudu wydajemy wiele pieniędzy, bo nie chcemy odstawać od innych, choć w głębi serca wiemy, że to wcale nie jest takie dobre.

Call of Duty

Co innego wspierać projekt Early Access, gdzie od samego początku wiemy, że coś może nie działać. Tam proces twórczy się nie zakończył, nikt nie mówi, że ich gra otrzymała status “złotej płyty” i wszystko jest gotowe. Najlepszym argumentem jest “u mnie działa”. Co z tego, że milion osób nie może dojść do napisów końcowych. Dana persona patrzy tylko na siebie i swój egzemplarz jednocześnie negując, że konkretny tytuł ma jakieś problemy. Można bez trudu zauważyć, że coś jest nie tak i cieszyć się zabawą, ale zakrzywianie rzeczywistości wcale nie pomaga. Często w ten sposób ktoś chce usprawiedliwić swoje własne wybory i także to, że wydanie określonej kwoty nie było błędem.

Ceny gier to coś, nad czym warto się zastanowić

Wiem, że PS5 i XSX są bardzo młode. Istnieją alternatywy, chociażby w postaci GamePassa, który za mniejsze pieniądze pozwala zagrać w najnowsze gry. Tylko nadal część produkcji będzie startować z ceną 359zł. Możemy w końcu zaczekać, zacząć wymagać więcej lub kupić coś innego. Tyle wspaniałych produkcji czeka na przejście, wiele z nich można wyrwać „za grosze”. Świat się nie zawali, jeżeli w coś nie zagramy już teraz. Wiem, że to nie będzie proste, ale jeżeli za wysokimi cenami nie idzie żadna „nowa jakość”, to nie widzę powodu, aby dawać od siebie aż tyle. Lepiej się wstrzymać i patrząc na różne serie, tylko na tym skorzystamy. Pojawią się patche, zostaną dodane jakieś małe DLC, pewne niedogodności mogą zostać usunięte. Warto się nad tym wszystkim zastanowić. Ceny gier to jedno, ale na pewno pojawią się wyjątki, produkcje, za które damy wiele, ale też będziemy w nie grali naprawdę długo. Dobrze by jednak było, aby te były czymś więcej niż poprawioną graficznie wydmuszką.


FOMO – to skrót od ang. fear of missing out i oznacza strach przed tym, co nas omija. Jest to choroba cywilizacyjna współczesności, która wiąże się z obawą, że coś naprawdę ciekawego i satysfakcjonującego dzieje się bez naszej wiedzy, natomiast inne osoby mogą w tym uczestniczyć. Więcej: Poradnik Pracownika

Cześć! Mam na imię Artur i uwielbiam gry wideo niezależnie od platformy. Mimo 30 lat na karku cały czas sprawiają mi radość i liczę, że to się nie zmieni.
Scroll to top