Dying Light: The Beast świętuje swoją pierwszą rocznicę. Castor Woods, dolina równie piękna co niebezpieczna, zaprasza z tej okazji wszystkich nieustraszonych łowców zombie.
Bestia w cichej dolinie
Kyle Crane powrócił po 10 latach oczekiwania, a graczom przyszło w końcu poznać kolejny rozdział jego historii. Malownicze Castor Woods, trzymane twardą ręką Barona, stały się naszym placem zabaw dokładnie rok temu. Z tej okazji Techland podsumowuje wyczyny graczy, a cyferki robią tu wrażenie.
Dying Light: The Beast w liczbach
Wspólnymi siłami „nastukaliśmy” sumarycznie ponad 11 tysięcy lat w grze, wykonując przy okazji ponad miliard zadań. Dying Light: The Beast mocno stoi trybem co-op, przyciągając łącznie 1,7 miliona graczy. Umarlaki nie miały lekko i lokalny urząd statystyczny może mieć problem ze spisem powszechnym, po widowiskowym usunięciu 8,6 miliarda nieszczęśników z uliczek i lasów Castor Woods. Jednak wciąż na drodze Kyle-a stanąć może jeden przeciwnik — Volatile, jednocześnie główny powód zgonu graczy. Cieszy, że po perypetiach z tym ikonicznym dla serii przeciwnikiem w drugiej odsłonie, The Beast znowu przywróciło go na szczyt nieumarłego łańcucha pokarmowego.
Dying Light: The Beast – recenzja (XSX). Powrót, ale w jakim stylu
Niespodzianki na rocznicę Bestii
Jednocześnie wciąż trwa rocznicowy event — 3 tygodnie wyzwań i szalonych modyfikatorów. Na dedykowanej stronie Pilgrim Outpost możecie codziennie odbierać nagrody za logowanie się oraz sprawdzić aktualnie aktywne tryby specjalne. Techland przygotował też specjalne, fizyczne wydanie Dying Light: The Beast w kilku wariantach. Najbardziej wypasiona — Anniversary Edition — dostępna jest wyłącznie w sklepie brytyjskiego wydawcy i powiedzmy sobie szczerze — po uwzględnieniu wszystkich opłat jest to zdecydowanie „inwestycja”.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.

