Endling: Extinction is Forever – recenzja (PC). Bycie lisem nie jest łatwe

Endling Extinction is Forever Title

Niedawno ukończyłem Stray (2022). Według mnie było to niesamowite przeżycie. Dlatego nie byłem pewny czy rozpoczynanie kolejnej gry ze zwierzęciem w roli głównej to dobry pomysł. O Endling: Extinction is Forever dowiedziałem się jakiś czas temu z newslettera Pana Nindyka i od razu się zakochałem. Śliczna grafika, melancholijna muzyka i można grać całą rodziną lisów. Czego chcieć więcej? Już wtedy wiedziałem, że muszę w ten tytuł zagrać, jak tylko będę miał możliwość. Zaczynając lisią przygodę, miałem nadzieję, że kocie perypetie w żaden sposób nie wpłyną na moją ocenę. Na szczęście moje obawy zostały rozwiane już podczas pierwszej sekwencji.

Endling Extinction is Forever Screen 01

Przeżyć za wszelką cenę

Podróż zaczynamy od opuszczenia nory. Dookoła płonie las, zwierzęta pędzą w popłochu, drzewa walą się, sypiąc iskrami na lewo i prawo. Ucieczka jest utrudniona. W końcu lisica niesie w sobie cztery małe szczeniaki. Po brawurowym biegu i nieszczęśliwym upadku udaje się jej znaleźć schronienie, w którym na świat przychodzą małe kłębuszki. Od tego momentu każdy dzień poświęcimy na zachowanie rodziny przy życiu. Niestety los nie jest łaskawy i już po kilku dniach jeden z niedolisków zostaje porwany. Oczywiście naszym priorytetem staje się uratowanie malucha jednocześnie pilnując, żeby pozostałe dzieci nie umarły z głodu.

Jak się zapewne domyślacie, historia zaczyna się z przytupem. Potem tempo znacznie zwalnia, ale w niczym to nie przeszkadza. Niesamowite jest natomiast to, jak tła oraz ich zmiana, jak również znajdowane co jakiś czas ślady porwanego liska, układają się w całość. Dzięki temu poznajemy nie tylko losy naszych bohaterów, ale całego świata, który ich otacza. Nie chcę za dużo zdradzić, bo według mnie odkrywanie tego samemu to jeden z największych atutów produkcji. Powiem tylko, że łza popłynęła po moim policzku kilka razy.

Endling Extinction is Forever Screen 00

Endling: Extinction is Forever to nocna przygoda

Głównym założeniem rozgrywki jest przetrwanie. Co noc wychodzimy ze swojego leża, aby zdobyć pożywienie. Z początku robimy to samotnie, ale po kilku dniach dołącza do nas reszta rodziny. W szukaniu pokarmu pomaga nam zmysł węchu, przedstawiony za pomocą zielonej linii. Na papierze brzmi to trochę słabo. Na szczęście w akcji sprawia się znacznie lepiej. Rodzajów jedzenia jest kilka. Czasem trzeba zadowolić się śmieciami, żeby innym razem zjeść pysznego królika. System ten jest zaprojektowany naprawdę sprytnie. W związku z tym, że raz wykorzystane źródło nie resetuje się po każdym odpoczynku, jesteśmy zmuszeni do coraz dalszych wypraw. Jednocześnie trzeba pilnować, aby świt nie zastał nas biegających po okolicznych drogach. Teoretycznie nic strasznego nam się nie stanie, ale dużo trudniej przemieszczać się, kiedy dookoła chodzą głodni i zziębnięci ludzie.

Endling Extinction is Forever Screen 03

Maluchu, gdzie jesteś?

Kiedy już jesteśmy pewni, że głód nie będzie tej nocy stanowił problemu, możemy skupić się na poszukiwaniu uprowadzonego szczeniaczka. Tutaj pojawia się pierwsza rzecz, która trochę mnie irytowała. Otóż trop, za którym powinniśmy podążać, pojawia się w określonych dniach. Zdarzały się momenty, że musiałem przeczekać dwie doby, żeby fabuła sama się pchnęła do przodu. Rozumiem, że zostało to tak zrobione, żeby wydłużyć trochę czas gry, który i tak nie przekracza sześciu godzin. Nawet jeżeli zdecydujemy się na zrobienie wszystkich osiągnięć czy trofeów, nie zajmie nam to więcej niż osiem. Trochę szkoda, że twórcy nie wpadli na jakiś lepszy sposób na przedłużenie rozgrywki.

Endling Extinction is Forever Screen 04

Super sterowanie

Jedną z pierwszych rzeczy, które przykuły moją uwagę było sterowania. Prawdą jest, że w większość produkcji gram na padzie. Tak było i tym razem. Bardzo spodobała mi się możliwość podpięcia każdego kontrolera jaki tylko miałem pod ręką. Często zdarza mi się walczyć z obsługą DualSensa na PC. Zdarza się, że muszę go podłączyć zanim odpalę to co aktualnie ogrywam. Tutaj mogłem się przełączać się kiedy tylko chciałem bez najmniejszego problemu. Wspominam o tym dlatego, że przez pierwszą połowę gry musiałem używać klawiatury do otwierania mapy. Dopiero po jakimś czasie odkryłem, że aby włączyć mapę używając pada od PS5 trzeba nacisnąć lewą część touchpada. Prawa wyświetla menu.

Endling Extinction is Forever Screen 05

Piękno i elegancja Endling: Extinction is Forever

Powiem Wam, że studio Herobeat naprawdę się postarało, jeżeli chodzi o oprawę zarówno graficzną, jak i dźwiękową. Styl oraz stonowana smutna kolorystyka doskonale pasują do tonu produkcji. Nawet radosne momenty kryją w sobie ziarno smutku i melancholii. Zdaję sobie sprawę, że powodem prostoty wykonania był budżet. Mam jednak wrażenie, że to właśnie swojemu wyglądowi Endling: Extinction is Forever zawdzięcza niesamowity klimat. To wszystko potęguję wyśmienicie dobrana muzyka. Nie miałem też żadnych problemów z samym działaniem gry. Na moim laptopie Asusa (Rog Strix G17 – R7-5800H, 16GB, GeForce 3060) wszystko śmigało w 1440p i ani razu klatki nie spadły poniżej sześćdziesięciu.

Nie jest to jednak ideał

Niestety na chwilę muszę włączyć wewnętrznego krytyka, bo jak do tej pory pisałem tylko o dobrych stronach tytułu. Jest tu niestety kilka pomniejszych wpadek, które niektórych mogą odrzucić na dzień dobry. Przede wszystkim sam aspekt opieki nad maluchami kuleje. Na początku starałem się, żeby zawsze szły koło mnie. Po jakimś czasie jednak zauważyłem, że spokojnie można odbiec od nich na sporą odległość, bo i tak zaraz mnie dogonią. Ludzie, którzy pojawiają się na naszej drodze, zawsze skupiają się na lisicy. Przechodzą koło szczeniaków, jakby ich nie było. Wydaje mi się, że jedynie sowy są w stanie zrobić im krzywdę. Mnie to nie przeszkadzało, ale musiałem o tym wspomnieć. Zdarzyła mi się też sytuacja, w której przeciwnik zablokował się na schodku, przez co musiałem wczytać ostatni zapis.

Endling Extinction is Forever Screen 06

Nadal polecam Endling: Extinction is Forever

Pora odpowiedzieć na pytanie, czy warto zagrać w Endling: Extinction is Forever? Moim zdaniem tak. Te kilka niedociągnięć nie przeszkadza ani trochę w chłonięciu fantastycznego klimatu emanującego od tego tytułu. Sama historia opowiedziana przez Herobeat Studios zasługuje na uwagę. Nie jest to tylko zwykła opowieść o rodzinie lisów, gdyż są tu poruszone znaczne wazniejsze wątki. Jeżeli jesteście fanami ciągłej akcji i najważniejszy jest dla Was jak najwyższy killstreak, to najprawdopodobniej przejdziecie obok tej gry obojętnie. Reszcie gorąco polecam zapoznać się z przygodami lisiej rodziny.

Na koniec wspomnę tylko, że cena jest trochę wygórowana w porównaniu do czasu, jaki poświęcimy na ukończenie fabuły. Dlatego spokojnie możecie poczekać na jakąś obniżkę, ale koniecznie dodajcie Endling: Extinction is Forever do swojej wishlisty, bo po prostu warto. Ci, którzy się wahają, mogą zainstalować demo dostępne na platformie Steam. Jeżeli tytuł Was zaciekawił, a nie macie dostępu do PC, to spieszę poinformować, że można go dostać również na Playstation, XBOX oraz Nintendo Switch.

Za dostarczenie gry dziękujemy firmie PLAION.

Gameplay

Avatar photo
Gram w gry odkąd pamiętam. Jako mały brzdąc właziłem na stołek, żeby pograć na automatach w salonie dziadka. Teraz rozsiadam się wygodnie w zaciszu własnego domu i z padem w rękach oddaję się swojemu ulubionemu hobby. Zawsze chciałem dzielić się swoimi wrażeniami ze wspaniałego świata wirtualnej rozrywki. Pamiętajcie, że czas spędzony na czytaniu nigdy nie jest czasem zmarnowanym.
Scroll to top