Grand Theft Auto: Forelli Redemption – recenzja moda (PC). Fabularne post scriptum

Gra dostępna na:
AND
IOS
PC
PS2
PSV
Forelli Redemption - grafika główna
Konrad Noga
Konrad Noga

Pomysł Rockstar Games, by narrację dodatków The Lost and Damned i The Ballad of Gay Tony przepleść z wydarzeniami z Grand Theft Auto IV okazał się strzałem w dziesiątkę, dając fanom szansę na spojrzenie na poszczególne wątki z zupełnie innej perspektywy. Kwestią czasu było zatem, by podobną sztuczkę postanowili wykorzystać również moderzy, ze szczególnym wyróżnieniem rosyjskiej grupy Barcode Studios, która w pewnym sensie wyspecjalizowała się właśnie w opowiadaniu opowieści toczących się równolegle do gier Rockstara. Zacznijmy jednak od początku ich działalności, czyli od modyfikacji do Grand Theft Auto IIIForelli Redemption.

Szara eminencja

Jeżeli macie jakiekolwiek doświadczenia z klasycznymi, trójwymiarowymi odsłonami serii, to zawarte w tytule nazwisko powinno być Wam dobrze znane. Mafijna rodzina Forelli przeplata się w tle wydarzeń z niemal wszystkich części Grand Theft Auto, rzadko kiedy przybierając jednak konkretną, rozpoznawalną twarz. Wyjątek na dobrą sprawę stanowił Sonny Forelli, na którego zlecenie trafialiśmy jako Tommy Vercetti do Vice City, a który to – jak twierdzi ekipa z Barcode Studios – miał syna Giorgio. To właśnie w niego wcielamy się w Forelli Redemption.

Forelli Redemption - przerywnik fabularny
Przerywniki filmowe to standardowo statyczne ujęcia kamery.

Przyznam, że pomysł na fabułę mocno przypadł mi do gustu. Wprawdzie ta w GTA III nie była bynajmniej najwyższych lotów, ale możliwość zobaczenia sianego przez Claude’a chaosu na ulicach Liberty City, zwłaszcza jako członek organizacji znajdującej się notorycznie po niewłaściwej stronie lufy, jawiła się wyjątkowo nęcąco. Niestety, jak się dość szybko okazało, obiecywałem sobie zbyt wiele w kontekście tego fanowskiego projektu, którego wątek fabularny trudno nazwać nawet kompetentnym.

Forelli Redemption to bowiem nieudolnie napisana historia, o której powiedzieć, że trzyma się na ślinie, byłoby nadużyciem. Przez tych kilka godzin, na które ją rozpisano, będziecie bezustannie zastanawiać się, co i dlaczego właściwie robicie. Sporą winę ponoszą oczywiście fatalne (i nieme, warto dodać) dialogi, które ewidentnie nie były pisane czy też nawet sprawdzone przez native’a, ani też kogoś, kto na ich sensownym układaniu jakkolwiek się zna. Sztywne hasła w połączeniu z często co najmniej ekscentrycznymi założeniami misji (ot, gangsterska zasadzka wewnątrz banku na przykład) czynią śledzenie tej opowieści zadaniem równie karkołomnym, co zwyczajnie bezsensownym. Wszak równie dobrze mogłoby jej nie być, skoro ma się wrażenie obserwowania losowych wydarzeń.

Forelli Redemption - taksówkarz
W ramach misji można ponadto wejść do kilku nowych wnętrz.

Na uboczu wydarzeń

Nawiązania do Grand Theft Auto III faktycznie tutaj są, ale w zdecydowanej większości sprowadzają się do post scriptum. Ot, na końcu bądź początku misji zostajemy poinformowani, że osoba, której nawet nie spotkaliśmy, została zamordowana. Zapomnijcie, że znajdziecie się w centrum akcji. Może to i lepiej, bo kiedy już dochodzi do kontaktu z bohaterami „trójki”, oprawione jest to w pewną formę patosu, sprawiającego wrażenie, jakby protagonista Forelli Redemption i jego sojusznicy zdawali sobie sprawę z kultowego statusu pewnych postaci bądź sami byli ich wielkimi fanami i śledzili każdy ich krok.

Miłym motywem jest natomiast możliwość spędzenia czasu z organizacjami, które zostały przez Rockstar Games sprowadzone do roli swego rodzaju zapychaczy lub pełniły funkcję antagonistów. Wchodzimy tu bowiem w konszachty z gangiem Diablos, Jamajczykami z grupy Yardie czy w końcu Kolumbijczykami. Ze względu na scenariuszową mizerię nie ma oczywiście co liczyć na specjalnie pogłębione tło tych ugrupowań i ich członków, ale mimo wszystko fajnie było pomóc im w walce o władzę i spotkać się twarzą w twarz z ich przywódcami, nawet jeśli nawiązania do ich sytuacji z „trójki” nadal były ledwo zauważalne.

Forelli Redemption - łódź
Pierwotnie ignorowane gangi grają tu pierwsze skrzypce.

Klasyczne GTA – na dobre i na złe

To tyle, jeżeli chodzi o kwestię fabularną, której poświęciłem już zdecydowanie więcej miejsca, niż pierwotnie planowałem. Na całe szczęście reszta modyfikacji wypada już o niebo lepiej. Przede wszystkim miłym zaskoczeniem okazały się całkiem różnorodne misje, a przynajmniej na tyle różnorodne, na ile pozwalają dość ograniczone mechaniki Grand Theft Auto III. W większości mamy tu więc do czynienia ze strzelaninami i pościgami, ale znalazło się też miejsce na wyścigi, poszukiwania konkretnych samochodów czy wieloetapowe misje z fabularnymi zwrotami akcji. Dzięki temu rozgrywka nie męczy nawet pomimo miałkiej fabuły.

Przede wszystkim Forelli Redemption jest stosunkowo fair względem gracza, co w kontekście fanowskich modyfikacji nie jest bynajmniej gwarantem. Jasne, wciąż od czasu do czasu znajdzie się ukryty za ścianą przeciwnik ze strzelbą, ale w większości przypadków nie czułem, by twórcy sobie ze mną pogrywali. Dotarcie do napisów końcowych nie powinno zatem nastręczyć Wam zbyt wielu problemów – poziom trudności jest całkiem nieźle zbalansowany, z kolei dla chętnych zaprojektowano trudniejszy wariant kampanii, który można wybrać przy rozpoczęciu nowej rozgrywki.

Forelli Redemption - zadanie offroadowe
Nowe misje rzadko kiedy sprawiają większe trudności.

Trzeba jednak powiedzieć, że niektóre misje mogłyby zostać zaprojektowane lepiej, bo choć nie powinniście mieć problemu ze stawianym przez nie wyzwaniem, to kłody pod nogi podkładać będzie Wam charakterystyczna dla Grand Theft Auto nieprzewidywalność. Finał, składający się w dużej mierze z jeżdżenia przez kilka minut po całej mapie, musiałem powtarzać kilkakrotnie tylko dlatego, że towarzysząca mi postać ześlizgnęła się do wody, prowadzony przeze mnie samochód zaciął się w momencie dachowania na właśnie podnoszonym moście zwodzonym bądź gra się po prostu zacięła (na całe szczęście Forelli Redemption jest stabilne i w ciągu kilkunastu godzin zabawy podobna sytuacja wystąpiła zaledwie raz). To na szczęście rzadkość i zazwyczaj misje są odpowiedniej długości i zdecydowanie lepiej przemyślane.

Nowości w Liberty City

Forelli Redemption aspiruje ponadto do symulowania pełnoprawnej odsłony Grand Theft Auto, poza głównym wątkiem dostarczając szereg zadań pobocznych. W większości to klasyka serii w postaci nowego rozmieszczenia paczek, skoków kaskaderskich czy rampage’ów, ale poza tym twórcy zaprojektowali kilka nowych zadań, jak chociażby polegające na dotarciu do celu przy pięciu gwiazdkach poszukiwania Lose the Heat, prosta minigra bokserska czy obrona stadionu (tak, można wejść do jego środka) przed terrorystami. Mało tego, w ramach jednego z wyzwań terenowych zasiądziemy za sterami awionetki Dodo, która w Forelli Redemption faktycznie zachowuje się jak samolot, pozwalając na całkiem komfortowe przeloty nad miastem.

Forelli Redemption - lot Dodo
Możliwość bezproblemowego polatania awionetką to świetna sprawa.

Miasto wolności w nowym wydaniu

Nieźle prezentuje się ponadto oprawa audiowizualna. Oczywiście Forelli Redemption nie różni się diametralnie od swojego protoplasty, ale modyfikację okraszono nowymi grafikami czy też detalami, dzięki czemu na przykład samochody doczekały się teraz zróżnicowanych felg. Najprzyjemniej wypada jednak ścieżka dźwiękowa. Dubbingu, nawet tworzonego przez sztuczną inteligencję, wprawdzie nie ma, lecz twórcy pokusili się o odświeżenie radiostacji, dorzucając do nich nowe kawałki z tamtej epoki. Usłyszeć można w nich zatem klasyki pokroju „Money” Pink Floyd czy „Smalltown Boy” Bronski Beat. Czy licencje zostały opłacone? Tego nie wiem, choć się domyślam.

Nie tylko PC

Zwłaszcza że Rosjanie mają dość luźne podejście do prawa autorskiego, czego najlepszym dowodem jest fakt, że Forelli Redemption instalować nie trzeba – modyfikację pobiera się wraz z całą grą (oraz usprawnieniami w postaci SilentPatcha czy Widescreen Fiksa) ze strony twórców, toteż jeżeli zdecydowalibyście się na zagranie, zachęcam do uprzedniego nabycia swojej kopii Grand Theft Auto III. Uważam zmuszanie odbiorcy do piractwa za rozwiązanie dalekie od ideału, ale miłą konsekwencją tej sytuacji jest dostępność Forelli Redemption na PlayStation 2, PlayStation Vita oraz telefonach z systemami Android i iOS.

Forelli Redemption - strzelanina

Fabularne post scriptum

Grand Theft Auto: Forelli Redemption to przede wszystkim miła, choć raczej pozbawiona głębi wymówka, by spędzić kilka dodatkowych godzin w znanym Wam już na wylot Liberty City. To produkt naprawdę ambitny, który ciągnięty jest w dół przez brak umiejętności twórców. Jest wprawdzie nieźle i osobiście bawiłem się całkiem dobrze, ale trudno nie zauważyć, że mogło z tego być coś dużo, dużo lepszego. Sprawdzenie obecnej wersji nic nie kosztuje, ale Barcode Studios zapowiedziało prace nad Forelli Redemption – Reissued, czyli remakiem/remasterem. Daty premiery jednak wciąż brak, a znając moderów, przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.

Modyfikację znajdziecie między innymi w oficjalnym wątku na GTAForums.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Avatar photo
Moim ulubionym kolorem jest zielony, ale akceptuję też niebieski i czerwony. Choć preferuję siedzenie na kanapie, nie wzgardzę nawet taboretem. Staram się bowiem nie ograniczać i grać we wszystko, na wszystkim. Pasję do grania z radością łączę ze swoją drugą miłością – pisaniem.
Scroll to top