GRID Legends – recenzja (PS5). Między kołem, a zębatką

GRID Legends - ekran startowy

Electronic Arts uwielbia wrzucać zakupione przez siebie studia pod pociąg. W tym odcinku, gościmy Codemasters. Ekipę, która wydała GRID Legends dosłownie na tydzień przed premierą wyczekiwanego Gran Turismo 7, a szkoda, bo zrobili świetny tytuł, który ominie sporo graczy.

299 złotych – taką kwotę Elektronicy życzą sobie za GRID Legends. Tylko właśnie, pierwsza przebieżka po menu głównym i torze nie pozostawia zbyt wielu złudzeń. To GRID z 2019 roku na sterydach, sponsorowanych tym razem przez intrygujący wątek fabularny, a także wszelkie dobrodziejstwa nowej generacji konsol.

I tutaj jestem niesamowicie rozdarty. Podobnie jak w przypadku starszej gry, z nowym wyścigiem od mistrzów kodu bawiłem się naprawdę dobrze. Trudno jednak nie zauważyć pewnej stagnacji, jaka wkradła się w obóz Codemasters. Zmiany są, lecz tak kosmetyczne, że nie wpływają zbytnio na całokształt produkcji.

Słońce, i to zachodzące. W GRID Legends jest na czym zawiesić oko
Słońce, i to zachodzące. W GRID Legends jest na czym zawiesić oko

Jestem legendą

Zgodnie z zapowiedziami, sercem GRID Legends jest wątek fabularny, składający się z 36 zróżnicowanych wyścigów. Przeplatane są one nagraniami z prawdziwymi aktorami, wzorowanymi na dokument z domieszką dramatu. Śledzimy w nim historię zespołu Seneca, a także kilku innych kierowców, walczących o tytuł mistrza GRID World Series.

Sam koncept zawodów, które stawiają na zróżnicowanie dyscyplin jest bardzo przekonujący. Nie jest to jednak zupełnie nowy pomysł. Już w takiej TOCA Race Driver 3 (2006), mogliśmy zobaczyć zakusy Codemasters na fabularyzowaną grę wyścigową. Jeżeli pokopiemy dalej, to znajdziemy R: Racing Evolution (2003) od Namco, które również opowiadało fabułę w cut-scenkach między kolejnymi wyścigami. Muszę jednak uczciwie przyznać, że nawet wciągnąłem się w historię zespołu Seneca. Oczywiście, że postacie są lekko przerysowane. Od razu poznajesz, kto okaże się wnęką w masterplanie złych bohaterów, a od kogo bije pewna zazdrość. W porównaniu z popisem aktorów w Need for Speed z 2015 roku, całość ogląda się przyjemnie, bez zbędnego zażenowania.

Co najciekawsze, długość tej kampanii nie jest jej największym problemem. Około 5 godzin to czas idealny, w którym gra nie wyczerpuje wszystkich swoich pomysłów. Innym rozczarowaniem był fakt, że moje wyjątkowo świetne wyniki nie wpłynęły w żaden sposób na przebieg fabuły. Nawet jeśli kończyłem etapy na pierwszym miejscu, Seneca ciągle walczyła o utrzymanie w lidze. W przypadku wszystkich złotych pucharków, GRID Legends rozda jedynie więcej nagród w grze. Szkoda, ponieważ takie rozwidlenia fabularne, mogłyby zamieszać na zmęczonym już rynku wyścigów arcade.

To była moja mina, gdy EA potwierdziło zakup Codemasters.
To była moja mina, gdy EA potwierdziło zakup Codemasters.

Fantazja o prawdziwych wyścigach

A co słychać na torze? Jest jeszcze bardziej zręcznościowo, niż w przypadku GRID z 2019 roku. Nawet po wyłączeniu WSZYSTKICH asyst, gra okazała się zaskakująco łatwa. Miejcie jednak na uwadze, że do GRID Legends wszedłem bezpośrednio po Gran Turismo 7, więc to uczucie łatwości może być pozorne. Niemniej jednak, wygrywanie wyścigów na czwartym z pięciu poziomów trudności, przychodziło naprawdę lekko.

Choć AI nie jest tutaj wybitne, nie jeździ ono po sznurku. O karambol na torze nie trzeba się zbytnio starać. Kierowcy sterowani przez konsolę popełniają mnóstwo błędów, przyczyniając się tym samym do kreowania chaosu. Zręcznościowy model jazdy ponownie daje mnóstwo satysfakcji, a GRID Legends może pochwalić się najlepszym uczuciem pędu z wszystkich wysokobudżetowych gier wyścigowych.

Bardzo też cieszą drobne zmiany w konkurencjach wyścigowych. Eliminator nie ciągnie się teraz wieki, wykluczając co pół minuty aż dwa pojazdy. Zawody pojazdów elektrycznych są wzbogacone o specjalne punkty kontrolne, pozwalające wyzwolić kilkusekundowy dopalacz. Nie powiem, miałem podczas trwania tych konkurencji małe przebłyski z Ridge Racer, połączone z nieodżałowaną tęsknotą.

Co jednak najbardziej mi przypadło do gustu, to zawody drift. System przyznawania mnożników i punktów został tutaj bezczelnie skopiowany z Need for Speed: Carbon (2006), i w ogóle się nie gniewam. Model poślizgu został zaprojektowany niemalże wzorowo, dlatego szkoda iż ta konkurencja pojawia się TYLKO RAZ w głównej kampanii.

GRID Legends, czyli klasyczna ewolucja

Gdy tylko skończymy kampanię fabularną, na graczy czeka kolejne drzewko wyzwań. To już nie różni się zbyt wiele od tego, co widzieliśmy w GRID z 2019 roku. W iście rpg-owym stylu, swój poziom doświadczenia zwiększa nie tylko gracz, ale również prowadzone przez niego pojazdy, umożliwiając kupowanie następnych ulepszeń. To z kolei odblokowuje nowe zawody, pojazdy do zakupów – naprawdę dość standardowa afera.

Uwagę może zwrócić natomiast fakt, iż Codemasters obiecało już 4 sezony zawartości, w tym rozszerzenia trybu fabularnego. To wszystko raczej ukaże się zgodnie z terminarzem, lecz co dalej? Nie ma tam większej ambicji, aby uczynić z GRID Legends grę-usługę na lata. A naprawdę szkoda, bo to są świetne zręcznościowe wyścigi, których przeznaczenie zapadło w momencie premiery Gran Turismo 7. Owszem – tytuł celuje w zupełnie inną publikę, lecz gry wyścigowe już są niszą samą w sobie, a to sprawia, że sporo osób po prostu wybierze bardziej pewną markę.

Trudno również polecić zakup GRID Legends w pełnej cenie, mając na uwadze politykę wydawniczą Electronic Arts. Jeżeli gra nie będzie popularna, to tylko przyspieszy jej premierę w EA Play oraz Xbox Game Pass. Najlepiej więc spróbować tych kilku wyścigów z 10-godzinnej wersji próbnej, a jeśli się spodoba, to śmiało atakować pełniaka. Tylko nie w pełnej cenie, błagam.

Za udostępnienie gry do recenzji dziękujemy agencji Monday oraz Electronic Arts.

Gameplay

Moim marzeniem zawsze było mówić i pisać o grach. Z zazdrością patrzyłem na redaktorów wielkich gazet oraz Hypera, dlatego teraz robię wszystko by być jak moi idole. Choć moim konikiem są wyścigi i platformówki, staram się coraz częściej wychodzić z giereczkowej strefy komfortu.
Scroll to top