Hollow 2 – recenzja. Koszmarne kreatury na Nintendo Switch

Hollow 2 - Recenzja na Nintendo Switch

Pod koniec ubiegłego roku na konsole Nintendo Switch miała premiera gry Hollow 2 od polskiego studia Forever Entertainment. Muszę przyznać, że od samego początku byłam dość mocno zaintrygowana tym tytułem, zwłaszcza, że pierwsza część pt. Hollow nie przyjęła się za dobrze wśród graczy. Zresztą, FPS horror na Switcha? Brzmi bardzo, bardzo ciekawie. Czy w takim razie jest to pozycja, która zasługuje na swoje 5 minut? Sprawdźmy!

Czym właściwie jest Hollow 2?

Tak jak wcześniej wspomniałam, mamy do czynienia z FPS horrorem i w gruncie rzeczy wcale nie jest taki zły. Wcielamy się w pilota o imieniu Mark, który musi zniszczyć stację kosmiczną Shakhter-One, ponieważ została opanowana przez niezidentyfikowane kreatury. Czuć tutaj klimat, ale czy jest to horror pełną gębą? Z przykrością stwierdzam, że nie. Fakt faktem napotykamy różne istoty, odczuwamy strach naszego protagonisty, ale nie jest to pozycja, przy której gracz jest przerażony. Ma to swoje plusy i minusy, w zależności od tego czego oczekujemy od gry.

Fabuła nie gra roli

Pomimo, że nie miałam wcześniej styczności z poprzednią odsłoną, kompletnie nie przeszkadzało to w ogrywaniu nowej. Tutaj muszę przyznać, że fabuła nie gra pierwszych skrzypiec. Widać, że twórcy kładą większy nacisk na akcję i rozgrywkę, niż samą historię. Wiadomo, fabuła jest tutaj zaledwie przyjemnym dodatkiem, co w mojej ocenie wychodzi na plus. Dlaczego? Dlatego, że możemy znacznie bardziej oddać się samemu gameplayowi. Nie trzeba się skupiać, zastanawiać, analizować. Idziesz, strzelasz, pokonujesz hordy i czerpiesz z tego przyjemność. Czasami mamy ochotę na pozycję, przy której będzie można wyłączyć myślenie po ciężkim dniu i w tym wypadku jest to strzał w dziesiątkę. Warto również wspomnieć, że akcja w połączeniu z muzyką jest genialnie dobrana, dzięki czemu można wczuć się w rozgrywkę, jak i samą mechanikę.

Wcale nie było tak kolorowo

Lubię chwalić gry, ale trzeba też wspomnieć o negatywnych aspektach jakie możecie znaleźć w Hollow 2. Pomimo paru naprawdę przyjemnych godzin spędzonych z tytułem, były chwile zwątpienia, totalnego wkurzenia czy braku chęci kontynuacji. Gra na Switchu bywa specyficzna, zwłaszcza jeśli skacze się z konsoli jak z kwiatka na kwiatek. Totalnie nie potrafiłam wyczuć celowania z broni, co jest przecież obecne przez 99% gry. Później jest to już kwestią przyzwyczajenia, ale początkowo sprawiało mi to ogromne kłopoty. Cieszę się jednak, że była możliwość zmiany czułości analogów, bo bez tego ani rusz w tym wypadku. Kolejną rzeczą, do której się przyczepię to brak wspomagania celowania. Wiadomo, nie każdy jest zwolennikiem, ale niektórzy gracze wolą sobie ułatwić i umilić rozgrywkę.

Osobiście bardzo rzadko z tego korzystam, lecz w tym wypadku nie pogardziłabym. Wychodzę z założenia, że czasami warto przełączyć na tryb “łatwy” dla własnego zdrowia psychicznego. Ostatni, a jednocześnie istotny punkt na mojej czarnej liście, to sprint głównego bohatera, którego… nie ma. Biorąc pod uwagę fakt, że możliwość spowolnienia czasu jest umiejętnością/elementem, który pozwala nam chodzić szybciej przy różnych starciach, to jednak brak możliwości biegania chociażby podczas eksploracji naszej stacji kosmicznej był irytujący, bo samo przechodzenie z sali do sali bardzo się dłużyło. Należę do osób, które uwielbiają szybko się przemieszczać między korytarzami lub pomieszczeniami. W takich chwilach sprint szalenie ułatwia i jednocześnie oszczędza nasz czas. Może za bardzo się czepiam, ale jednak są to kwestie, które warto zaznaczyć zanim ktoś zdecyduje się na zakup.

Potrafi być psychodelicznie

Idąc za radą twórców, postanowiłam spróbować gry w słuchawkach, w celu lepszego doświadczenia samej gry. Nie zawiodłam się ani trochę. Klimat jaki towarzyszy nam przez cały czas jest genialny. Ciemne korytarze, migające światła, hordy kreatur, które pragną naszej zguby oraz dynamiczna muzyka robią świetną robotę pod każdym względem. Oprawa dźwiękowa jest tym elementem, na którym skupiam się znacznie bardziej i z czystym sumieniem mogę powiedzieć – jest super. Dodatkowo podczas rozgrywki regularnie przemawia do nas kobiecy głos, który zdaje się istnieć tylko w głowie Marka, co dodatkowo dodaje takiego smaczku “popapraństwa”. Pod tym względem trzeba dać solidne pochwały dla chłopaków z Forever Entertainment.

Grafika nie jest najgorsza, jak może się wydawać

To jaki jest Switch każdy wie – czasami granie w docku nie należy do najprzyjemniejszych, a jednak w tym wypadku jest zupełnie inaczej. Mało tego, zdecydowanie lepiej było mi uczestniczyć w rozgrywce na większym ekranie, bo jednak były sytuacje, w których nie potrafiłam dostrzec liter. Czy jest to duża niedogodność? Absolutnie nie. W trybie przenośnym gra się równie przyjemnie, ale wybrałam drugą opcję ze względu na własne preferencje. Mimo to grafika w obu przypadkach nie jest zła. Daleko temu do ideału, ale moim zdaniem jest dobrze i w mojej ocenie nawet optymalizacja jest na plus. Zdarzały się małe spadki, ale nie było to na tyle odczuwalne, żeby można się było do tego przyczepić

Podsumowanie

Mając za sobą dynamiczną, pełną hord rozgrywkę jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Pomimo paru niedogodności muszę przyznać, że całość wypada naprawdę dobrze. Jestem oczarowana klimatem jaki było mi dane doświadczyć, ale mimo wszystko bywały krytyczne sytuacje, które powodowały irytację. Czy poleciłabym ją każdemu? Nie. Tytuł jest bardzo specyficzny pomimo mojej pochlebnej opinii. Nie wszyscy są zwolennikami tego typu gier i rzeczy, które mnie raziły w małym stopniu, mogą przeważyć na tym, że inni gracze nie będą kontynuować swojej dalszej przygody. Jeśli ktoś ma ochotę zaryzykować, to nie widzę ku temu przeszkód. Jeśli jednak macie obawy, że nie jest to pozycja dla Was, to warto odpuścić.

Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Forever Entertainment.

Cześć, jestem Kasia – z zawodu technik weterynarii, a po godzinach mały metal, który gra w gry. W świecie gamingu poszukuję dynamicznej rozgrywki trzymającej w napięciu, czarnego humoru rodem z najokrutniejszych memów oraz mocnego brzmienia definiowanego jako „szarpidruty”, lub potocznie nazywanego „darciem wiadomo czego”.
Scroll to top