Indyk Wyścigowy #003 – Hotshot Racing

Gdakanie, które niosło się z oddali, zbliżało się z prędkością światła do moich uszu. To mogło oznaczać tylko jedno. Indyk Wyścigowy powraca, a w nim Hotshot Racing.

A wieści te płyną z Sumo Nottingham, bo to z rąk tego studia wyszło omawiane dzisiaj Hotshot Racing. Nottingham to zaledwie mała odnoga Sumo Digital, developera o zaskakująco zróżnicowanym portfolio. W 2019 roku wraz z Microsoftem wydali chłodno przyjęte Crackdown 3, by tylko rok później wraz z XDEV zaprojektować fantastyczne Sackboy: A Big Adventure, które zadebiutowało razem z PlayStation 5.

Wspominam o wszechstronności tego studia, ponieważ od wielu lat to wyścigi były głównym bastionem jego działalności. Studio to specjalizowało się wręcz w konwersjach na słabsze platformy. Ich pierwszym większym sukcesem okazała się konwersja Outruna 2 z automatów na PS2 oraz klasycznego Xboksa.

Potem na długo zajęli się grami Codemasters na PSP oraz Wii, wydali Forzę Horizon 2 na Xboksa 360, a dwa lata temu stworzyli Team Sonic Racing. Licencja na maskotkę SEGI została wykorzystana wręcz wzorowo. Niestety, wychodzące wówczas Crash Team Racing: Nitro-Fueled pożarło grę zapaśników niemal natychmiastowo.

Mówię o tym, ponieważ mimo ogromnego doświadczenia w gatunku, Sumo nigdy nie wydało całkowicie autorskiej gry wyścigowej. To jednak zmieniło się we wrześniu 2020, gdy na rynku pojawiło się Hotshot Racing, niecodzienna wariacja na temat zręcznościowego racera.

Tropikalne krajobrazy w Hotshot Racing

Moda na poligony

Hotshot Racing osiąga coś niemożliwego i robi wszystko by nie wyglądać jak tani indyk. Owszem — podobnie jak w omawianym niegdyś art of rally — w grze zastosowano bardzo uproszczoną grafikę. Na pierwszy rzut oka widać, że autorzy bardzo chcieli odwzorować ten charakterystyczny, surowy styl wczesnych wyścigów w 3D. Virtua Racing, Cyber Cycles czy wreszcie Ridge Racer — to są niewątpliwie skojarzenia, jakie będą Wam towarzyszyć podczas zabawy w Hotshot Racing.

W tym szaleństwie jest jednak metoda, bo magia wysokich rozdzielczości powoduje, że każdy z rysowanych na mapie obiektów jest ostry jak żyleta. Dawno nie widziałem też w grze wyścigowej tak żywych barw. Zaskakująca liczba detali na każdej z tras sprawia, że pomimo wielu uproszczeń, Hotshot Racing jest bardzo przyjemną grą dla oczu.

Jazda w Hotshot Racing jest naprawdę szybka

Hotshot Racing, czyli zakręt = drift

Największą siłą rozgrywki w Hotshot Racing jest zdecydowanie jej prostota. Daniem głównym jest tryb Grand Prix, który składa się z 5 pucharów, każdy ma 4 całkowicie odmienne wyścigi. Możemy je ukończyć w trzech różnych poziomach trudności i tutaj tylko wtrącę, że są one naprawdę dobrze wyważone. Komputerowi kierowcy skutecznie walczą o lokaty, a w przypadku najtrudniejszych etapów walka trwa do samego końca.

Model jazdy zaskakująco mocno przypomina ten z omawianego ostatnio Need for Speed: Hot Pursuit. Tutaj także musimy w każdy zakręt wchodzić driftem, bo to też jedyny sposób na otrzymanie cennego dopalacza. Diabeł jednak tkwi w szczegółach — autka są w prowadzeniu bardzo lekkie, a każdy boost daje mocnego kopa, zwłaszcza na prostych odcinkach. Sama rozgrywka też jest zdecydowanie bardziej dynamiczna, może właśnie przez wysiłek, jaki oponenci podejmują, by odebrać graczowi cenne punkty w Grand Prix.

Grand Prix zazwyczaj składa się z 4 wyścigów

Pokaż jaki z Ciebie Hotshot

Tu jednak pojawiają się rozwiązania, które działałyby może w grach na PS1, ale dzisiaj wydają się nieco leniwe. Za każdy wyścig w grze zdobywamy dolary, które można wydać w sklepie na wizualny tuning naszych maszyn. Ulepszenia są całkiem zaawansowane, ale gra też w żaden sposób — poza osiągnięciami na Steamie — nie zachęca do korzystania z nich.

To powoduje, że po ukończeniu wszystkich pucharów — co mi zajęło około trzech godzin — trudno znaleźć jakikolwiek powód, by do Hotshot Racing wracać. Podejrzewam jednak, że mniej wprawionym graczom tytuł zapaśników starczy na wiele dłużej. Model jazdy oraz zachowanie oponentów są na tyle satysfakcjonujące, że syndrom jeszcze jednej próby działa i trudno spocząć aż osiągnie się wymarzone złoto.

Autorzy wielokrotnie jednak zapominają, że aby gracz chciał zapoznać się z dodatkowymi trybami zabawy, trzeba go do tego zachęcić. W opcjach pojedynczego wyścigu kryją się tryby takie jak Cops & Robbers, w którym po zniszczeniu autka gracz staje się policjantem i musi gonić inne pojazdy. Albo takie Drive or Explode, gdzie gracz nie może zwalniać, bo inaczej auto wybuchnie.

Najgorsze jest to, że prawie bym tych opcji zabawy nie zauważył, bo też Grand Prix nie zaproponowało mi ich w żaden sposób. A szkoda, bo odnoszę wrażenie, że z pomocą tych dodatkowych trybów, Sumo Nottingham mogło zbudować zdecydowanie ciekawszą kampanię dla pojedynczego gracza. Z otwartymi ramionami zamieniłbym klasyczne Grand Prix, na drzewko wyzwań, które łączyłoby klasyczne wyścigi z dodatkowymi eventami. Zwłaszcza że jak w przypadku wielu indyków, tryb sieciowy jest niemalże martwy.

Hotshot Racing, czyli frajda za grosze

Wszystkie te zarzuty przestają mieć jednak znaczenie, gdy spojrzymy na cenę gry. Hotshot Racing kosztuje na Steamie 72 złote, a na konsolach 84 złote. Jeżeli spojrzymy na wysoką jakość produkcji, moim zdaniem to uczciwa cena. Choć kampania dla pojedynczego gracza jest krótka, trudno obecnie o bardziej dynamiczny arcade na rynku.

Jestem bardzo ciekawy, czy Namco potrafiłoby jeszcze przypomnieć konkurencji, jak robi się prawdziwy arcade. Charakterystyczna stylistyka gry oraz naprawdę przyjemny model jazdy powodują, że wspomnienie Ridge Racera jest w Hotshot Racing ciągle żywe. Moim zdaniem naprawdę warto spróbować Zwłaszcza na konsolach Microsoftu, gdzie gra jest dostępna w ramach usługi Xbox Game Pass.

Na koniec przygotowaliśmy dla Was mały konkurs. Napiszcie w komentarzach o Waszej ulubionej grze z automatów. Spośród wszystkich wypowiedzi wybierzemy jedną, a autora nagrodzimy kluczem do Hotshot Racing 😉

EDIT: Zwycięzcą konkursu został komentarz Krystiana Falkowskiego, z autorem skontaktowaliśmy się już poprzez wiadomość prywatną. Gratulujemy!

Pozostałe Indyki Wyścigowe

Moim marzeniem zawsze było mówić i pisać o grach. Z zazdrością patrzyłem na redaktorów wielkich gazet oraz Hypera, dlatego teraz robię wszystko by być jak moi idole. Choć moim konikiem są wyścigi i platformówki, staram się coraz częściej wychodzić z giereczkowej strefy komfortu.
Scroll to top